« off we go | strona główna | シオッピング »

piątek
7
październik'05

dzień pierwszy

Zaczęło się około południa.
Mimo opóźnienia na Okęciu dolecieliśmy do Monachium o czasie. Przeżyłam najlepiej wykonane lądowanie w życiu, oklaski dla pilota. Wykonałam przebieżkę przez Terminal z Gate'u 10 do H28, który właśnie otworzono (WIEDZIAŁAM, że ten gigantyczny samolot, który mijaliśmy, kołujc, to mój kolejny lot ... wiedziałam), gdzie właśnie otwarto gate'a. Trochę szkoda, bo lotnisko w Monachium wyglądało zachęcająco ;>
Może innym razem.
Za to muszę się pochwalić, dwa razy przewieziono mnie samolotem przez słynny monachijski most dla samolotów nad autostradą. Ha!

W samolocie do Tokio miałam eleganckie miejsce przy przejściu. 99% pasażerów stanowili Japończycy, ale na skos ode mnie, po drugiej stronie przejścia, siedzieli jacyś dwaj kolesie, na pierwszy rzut, Niemcy.
Miałam bojowy plan wtrząchnąć kolację, obejrzeć pierwszą pozycję w menu filmowym ("Królestwo Niebieskie", zbieg okoliczności, czy co? Z tego filmu robi się nam rodzinny punkt pożegnalny.), a potem spróbować zasnąć. Z planu wyszły nici ;)
Po kolacji, gdy w oczekiwaniu na film czytałam Wyborczą, jeden z moich "niemieckich" sąsiadów zagadał do mnie po polsku. O_o
Świat jest BARDZO mały i oto miałam przed sobą Polaka z krwi i kości, mieszkającego od lat 4 w Norwegi, i z tamże pochodzącym kolegą lecący na konferencję. Nasłuchałam się masy opowieści o cudach i dziwach norweskiego życia, więc zasypiałam z mocnym postanowieniem, że za rok - Norwegia!

Wszystkie filmy przespałam, względnie przekiwałam w fotelu, próbując usnąć głębiej.
Rano było śniadanie, kolejka do łazienki i lądowanie.

Jeśli lotnisko w Monachium jest wielkie, to Narita jest monstrualne. Z gate'ów do terminalu przewozi pasażerów specjalna kolejka, a potem tuziny ruchomych chodników.

Pani Oficer Emigracyjna wbiła mi pieczątkę do paszportu, wkleiła jakiś znaczek, przyszyła do wizy jakiś świstek i byłam wolna. Bagaż znalazł się po minucie, więc pożegnałam się z "moimi Norwegami" (mieli w planach 2 dni w Tokio i tydzień na Okinawie, szczęściarze) i dalej w świat.

Jakieś 3 minuty i 2750 jenów później czekałam już na przystanku na autobus do Omiya, czyli do Saitamy.
Specjalna ekipa ładowała bagaże pasażerów do luku, wydając każdemu w zamian kartonik za zdeponowany bagaż. W Omiya wymieniało się ten bilet na własny bagaż, porządnie ustawiony wśród pozostałych na docelowym parkingu. Phun.

Narita - o 11:00 z przystanku nr 11 odjeżdża Liner do Omiya
Narita - ogród zen wszędzie się zmieści

W autobusie było może z 10 osób, w tym jakaś dziewczyna, wydawało się Amerykanka, ale na bagażu miała fiszkę Lufthansy, więc może jednak Europejka. Było też małżeństwo z dzieckiem, jakiś pan, który natychmiast usnął i głośno chrapał oraz dwie Japonki, nastolatka i dorosła kobieta, które również natychmiast usnęły, za to nie chrapały.
Japończycy potrafią spać w każdych okolicznościach.

Przejeżdżaliśmy "obrzeża" Tokio (jeśli to miasto w ogóle coś takiego jak obrzeża posiada), więc tylko kiwałam się bezwładnie z otwartą buzią. Poniżej kilka obrazków.

Bloki i konsekwentnie zabudowywane nieużytki.
Domy, domy, domy .... drzewo cudem jest.
Domy,domy,domy .... i charakterystyczne, japońskie oznaczenia na drogach (wjazd, wyjazd, proszę się zatrzymać).
Blok, blok, blok, może mają センターヒト?
Cmentarz też się zmieści.
Domy, druty, domy, druty.
Jak się nie da pod, to można nad, względnie bokiem.

W Omiya odebrało mnie dwóch studentów, jak się okazało później, wolontariuszy z klubu TryMe!

[o TryMe! napiszę kiedy indziej, kiedy sama to lepiej zrozumiem ;)]. Zamówili taksówkę i po chwili znów byliśmy w drodze, a small talk toczył się gładko ;)
Wtedy się już chyba zresetowałam, bo pamiętam głównie wykonywanie wielu czynności, wypełnianie jakiś formularzy, odpowiadanie na pytania, witanie się, noszenie paczek, przebijanie się przez pokój (Mateusz zostawił mi DUŻO paczek, zastawiłam sobie przejście skutecznie), wreszcie spotkanie klubu TryMe!.

Po 14 godzinnej podróży nie byłam najinteligentniejszym stworzeniem na Ziemi, ale spotkanie przetrwałam i nawet zapamiętałam kilka imion.
Poszliśmy też na okonomiyaki (wcześniej byłam świadkiem japońskiego stylu podejmowania decyji: nic, tylko sobie w łeb palnąć) i w końcu w piątkę poszliśmy na okonomiyaki, podczas gdy reszta wybrała Denny's, coś a la japoński fastfood.
Szkoda że wtedy byłam taka zużyta i nieprzytomna, następnym razem na pewno wezmę aparat.
Okonomiyaki rulez, a przy tym smakuje doskonale (przynajmniej te, które jadłam).

I jeszcze parę fotek pokoju z dnia pierwszego.

Mój apartamentos

Wokół zlewu cała chemia, co mi ją pozostawiono, na pierwszym planie chusteczki do mopa. Lodówka się wietrzy.
To się myje, a nie wietrzy, wiem ;p

pokoj_po_przylocie1.jpg

Pudła niezidentyfikowanych produktów spożywczych, coffee maker i pudło z zagadkową, sypką zawartością.

pokoj_po_przylocie2.jpg

Biurko i szafka zastawione wszystkim, co było pod ręką.
Krzesełek jest u nas dostatek, to drewniane jest do szafki, wraz z której rozkładanym blatem ma w teorii przyjąć formę stołu kuchennego. No way. No room.
Metalowe krzesło jest tu z bliżej nieznanych mi przyczyn, pocieszam się, że każdy je ma ;)

pokoj_po_przylocie3.jpg

Szara zasłonka kryje okna i wyjście na taras.
Szafa nic w sobie nie kryje, bo jeszcze nie zdążyłam się rozpakować.
Udało mi się za to zdjąć spodnie ;p

pokój_po_przylocie4.jpg

Rzut na kuchnię, genkan i drzwi wejściowe.

pokój_po_przylocie5.jpg

That's all folks.

I tak, pierwszy raz w życiu poleciałam samlotem sama, tak długo i tak daleko.

_@"

Komentarze

Gal Anonim napisał/a:

Asuuuuuu. Czy oni Cię tam męczą?!
To ja przyjadę. ^_^

Dodany 15 październik 2005 1:03

A! to byłam ja - Blo napisał/a:

A! To byłam ja - Twoja sister, a nie żaden Gall. ^_^

Dodany 15 październik 2005 1:06

Tata napisał/a:

podobalo mi sie, sadząc po godzinie na ltnisku przy autobusach to samolot do Tokio sie spoźnił ja myslałem ze to z górki leci, ale jak spojrzłem na globus to juz rozumiem im blizej równika to niestety pod gorę

Dodany 15 październik 2005 1:57

Tata napisał/a:

Gdzie w tym pokoju bedzie spała Agata ? na blacie kuchennym!!!!!!

Dodany 15 październik 2005 1:58

veyDer napisał/a:

Fajny ten cmentarz pod blokiem ;D
Więcej zdjęć!

I nie zgub talizmanu... ;)

Dodany 15 październik 2005 6:27

ashka napisał/a:

Samolot się nie spóźnił, ale formalności na lotnisku trochę trwały.

Blondi będzie spała na podłodze względnie w szafie, w pozycji prawie pionowej ;p O ILE przyjedzie ;)

veyDer -- na co jest ten talizman? Obecnie jest bezpiecznie schowany w szufladzie.

Dodany 15 październik 2005 11:16

Gosiek napisał/a:

Hej hej tam za Oceanem. ;) Tak krótko Cie nie ma a już zdążyłaś się solidnie rozpisać, kiedy ja to przeczytam? ;) Ale nic to, będe dzielna i nadrobię,. bo ciekawe. :) Trzymaj się i pisz więcej.

Dodany 29 październik 2005 4:30

Dodaj własny błyskotliwy komentarz:

Dzięki, żeś się zalogował, . Teraz możesz dodawać komentarze. (Wyloguj się)

(If you haven't left a comment here before, you may need to be approved by the site owner before your comment will appear. Until then, it won't appear on the entry. Thanks for waiting.)


Zapamiętaj mnie: