« dzień pierwszy | strona główna | Tokio1 »

sobota
8
październik'05

シオッピング

W pokoju coś mi buczy.
To nie lodówka, bo jej do tej pory nie włączyłam.
Długo nie mogę zasnąć.

Wreszcie nadchodzi sobota.
Nie mam śniadania, ani najmniejszej ochoty na nie. Dziś jest Shopping Tour by TryMe!.
W planach: przejażdzka autobusem, hyakuen, depaato i spacerek na najbliższy przystanek.

Autobus odjeżdza prosto spod szkoły, ma pętlę na dziedzińcu Uniwersytetu, zaraz za główną bramą. Bardzo wygodnie.
Wsiadamy i siadamy, żadnych biletów ani nic. Na tablicy z przodu autobusu wyświetla się stawka, jaką mamy zapłacić my, ci którzy wsiedli na pierwszym przystanku. Z każdym kolejnym przystanek pojawia się na tablicy nowa cyferka, a poprzednie są podnoszone. Za wycieczkę SaiDai-Północna Urawa zapłacimy w końcu 190 jenów. 170 to stawka najniższa, więc nie jest źle.
Zapada solidne postanowienie, że następnym razem pojedziemy rowerem :)

W Kita Urawa jest stacja JR i związane z tym atrakcje, czyli dużo sklepów i domów towarowych.
Idąć za szefem TryMe! nasza grupa barbarzyńców wbudzała nie małe zainteresowanie, żeby nie powiedzieć że się na nas poprostu GAPILI. Mama wyjaśniała mijanemu dzieciakowi, że to są "Studenci z Saitama-U". CO se ten dzieciak myślał? Że my tu kurde okupować przyjechaliśmy?!

Trafiliśmy do sklepu 100-jenowego, czyli popularnego hyakuen'a. Po wyjściu musieliśmy wyglądać rzeczywiście radośnie: 20 obcokrajowców uzbrojonych w mopy, ściery, poduszki, wieszaki wszelkiej maści i stosy naczyń. Hyhy.

Po hyakuen'ie pognano nas do depaato, gdzie niżej podpisana zajęła się nabywaniem kawy i płatków, a większość grupy siedzeniem i odpoczywaniem :)

Poniżej możecie podziwiać moją nową, dziesięciokrotnie zawieszakowaną szafę:

po dziesięciokroć zawieszakowana szafa

oraz inną część moich 100en-owych zakupów, w osobach: ściereczki, pochłaniacza zapachów (sztuk dwie) i chustek do mopa:

100-jenowe zakupy

Reszty soboty nie pamiętam, jet lag robił swoje.

W pokoju nadal coś buczy, choroba.
Poszłam do Office (jest w I-wszym budynku, ja mieszkam w III-cim) i zgłosiłam awarię bogu ducha winnemu Panu Strażnikowi, bo taka to już była godzina.
Jako że kuchenka gazowa w moim pokoju również się na mnie wypięła, i tą radosną nowiną podzieliłam się z Panem Strażnikiem. Tu jednak Pan Strażnik stanął na wysokości zadania i jeden palnik zreperował. Reszta usterek musi jednak poczekać do wtorku, kiedy Office znowu będzie normalnie działał. Grrrr.

_@"

Komentarze

Atem napisał/a:

"musieliśmy wyglądać rzeczywiście radośnie"
masz talent, heh
świetna rzecz a tak na marginesie to czy już wtedy znałaś japoński? respekt .


^

Dodany 9 kwiecień 2006 5:45

ashka napisał/a:

Trzy lata temu chodziłam na lektorat z języka japońskiego na UW, zaliczyłam rok, odpadlam na kandziach na trzecim semestrze, głównie z braku czasu (ciągnęłam 2 kierunki na dwoch różnych uczelniach) :/

Teraz mój japoński jest na poziomie komunikacyjnym, pewnie trochę powyżej 3kyu.

Fajnie, że ci się podoba. Thx :)

Dodany 11 kwiecień 2006 14:26

Dodaj własny błyskotliwy komentarz:

Dzięki, żeś się zalogował, . Teraz możesz dodawać komentarze. (Wyloguj się)

(If you haven't left a comment here before, you may need to be approved by the site owner before your comment will appear. Until then, it won't appear on the entry. Thanks for waiting.)


Zapamiętaj mnie: