« シオッピング | strona główna | zyje »

niedziela
9
październik'05

Tokio1

Na razie jest problem z netem, bo jest święto, a w weekendy i święta ISC (Centrum dla Studentów Międzynarodowych) jest zamknięte, a przynajmniej sala z kompami jest zamknięta. W sali z kompami trza zdejmować buty, zresztą tak jak prawie wszędzie (m.in. w restauracji okonomiyaki, w której byłam w piątek -- tam każdy ładował buty do własnej szafeczki i zamykał ją kawałkiem drewna, który służył za UNIKALNY kluczyk. Czad.) jak i we własnym pokoju. Chore.

Po pokoju chodzę w klapkach, tych, w kórych biorę prysznic (ooooh, curse me ;p ), a jak są mokre (taak, czasaaami się myję), to w tenisówkach. Resztę butów trzymam w szafce w genkanie, co zresztą zobaczycie jak tylko założę stałkę i będę mogła spokojnie z netu korzystać.
Moja szafka na buty jest be i nie ma jednych drzwiczek.

netuuu

Teraz serio feralnie trafiliśmy, zresztą masa osób jest w podobnej sytuacji: nie mamy Student ID, więc nie możemy ubiegać się o hasło do tutejszej sieci bezprzewodowej, a zresztą gdybyśmy nawet mieli ID, to w Office siedzi tylko Guardo, który robi obchody i stara się jak może (zreperował 1 z moich palników), ale szmocy nadawania haseł nie posiada.

Trza czekać do wtorku.
Zresztą już tyle mi się spraw na wtorek zwaliło, że musiałam je sobie spisać :] Mogę wam wypisać:

Uff.
To teraz o Tokio, a potem o rowerze.

Tokio: Shinjuku, Akihabara

Napstrykałam trochę zdjęć. Fartownie się złożyło, że spotkałam Martynę, która czekała na koleżanki, bo chciały we 3 jechać do Tokio. To chyba jeden z niewielu plusów mieszkania na parterze - słychać gdy ktoś idzie, więc można zagadać, jak się ma sprawę ;> Nikt mi nie umknie, hyhy. No i nie muszę drałować po schodach i mam blisko do pralni, bo jest na moim korytarzu.
Wady: wszystko widać z okna, jest ciemniej (mhhhroczniej) niż w pokojach wyżej, no i nie mogę zostawiać drzwi otwartych, gdy wychodzę :]

No rybka.
Na jedną z koleżanek Martyny się nie doczekałyśmy i pojechałyśmy we 3 (ja, M. i Akte, dziewczyna z Łotwy (Łotyszka ;p))

Zabrałam pasuporto i zezwolenie na głosowanie, w razie czego. Martyna była średnio za jechaniem do Meguro-ku, gdzie jest ambasada, ale potem zmieniła zdanie, tyle że już było późno, naprawdę dużo czasu spędziłyśmy łażąc i czas był najwyższy wracać do Saitamy.
No rybka, może za 2 tygodnie się uda, zwłaszcza że nie byłyśmy dziś na Harajuku, tam gdzie są cosplayers :)

Kita Urawa

Czekamy na pociąg. Na zdjęciu rozkład jazdy linii Saikyou.
Po lewej niedziele i święta, po prawej dni robocze. Na dole kolejne z pobliskich stacji, gdyby ktoś nie wiedział, gdzie się przesiąść.

Kita-Urawa: rozkład jazdy

TAK, oni STOJĄ w tych namalowanych liniach.
W teorii pociąg ma się zatrzymać tak, by drzwi znajdowały się dokładnie na przeciw linii. Potem kolejno kolejka pasażerów ładuje się do wagonu.
W rzeczywistości pociąg ma spore problemy z zatrzymaniem się w pobliżu linii, ale oni i tak STOJĄ.

Kita-Urawa: parking dla pasażerów ;>

Nadjeżdża pociąg, maruderzy ustawiają się w kolejki ...

Kita-Urawa: nadjeżdża pociąg

Pojechałyśmy JRem do Shinjuku, gdzie wzięłyśmy sobie po mapce, która chyba bardziej szkodziła niż pomagała, ale co tam. Była tam też mapka całej sieci JR, więc to w sumie dobra mapka. Śmieszna sprawa, to, co na mapie było sporym ogrodem, okazywało się poletkiem 2 na 3 metry z trzema drzewami i równą, czystą ścieżką. Porażka ^_^

Przerwa na kanapki. BRB.

Wodę gotuję, tosty mogą poczekać. Miałam robić ramen (to tutejsza politycznie poprawna nazwa na chińskie zupki), ale nie mam ochoty, wolę krem orzechowy ;p, bo to szybciej i mniej zachodu. Wow, już 21:17, szybko tu czas leci :]

Sendagaya

Naszym celem był Shinjuku-koen, czyli ten słynny park w Shinjuku. To też pierwszy park w moim życiu, w którym musiałam zapłacić za wejście (200 jenów się kłania), zdjęć napstrykałam. Park coś jak nasze łazienki, tyle że posprzątany tak, że aż się sztuczny wydaje. Każdy listek zagrabiony, rybki (karpie, czerwone of course) w stawie, trawka jakości pola golfowego, itp. Szerokie alejki, mostki, tradycyjny ogród japoński ... jest na co popatrzeć. To coś jak raj w środku piekiełka, bo oczywiście na horyzoncie majaczą wieżowce Shinjuku.

Shinjuku w obrazkach

Shinjuku Shinjuku

Shibuya-ku, Sendagaya, 5-chome 25. Nic nie pobije japońskich adresów :)

Shinjuku

A to już płot Parku Sendagaya. To miejsce wynoszenia śmieci, na tabliczce po prawej jest wypisane, w jakie dni jakie śmieci należy wynieść.
Szufelki i zmiotki są dla porządku, co byś miał czym pozamiatać, człowieku, gdy już naśmiecisz.

Shinjuku

Park w Shinjuku.

Mapa całego przybytku.

Shinjuku

Moi na tle bramek do parku. Poranna kawa poprawia samopoczucie, a co dopiero DWIE kawy ^_^

wejście

Na początku miałyśmy spore opory z wejściem na trawę, syndrom Łazienek przeważał :) Po tej trawie można jednak chodzić do woli.
Wbrew pozorom w parku NIE MOŻNA grać w golfa :]

park

To jest jeziorko. Zarosło czymś liściastym.

shinjuku8

W parku byłyśmy też w Green Room (aka Glass house) czyli w szklarni. Super sprawa, też parę fotek pstryknęłam. M. podsłuchiwała rozmowy Japończyków, hehe. Jedna pani Japonka pytała jakiegoś totalnie jej nieznanego Japończyka czy ten kwiat, na który się teraz gapią, jest narodowym kwiatem Korei. Facet się lekko zdziwił, no bo kurde niby skąd ma to wiedzieć ^_^, ale grzecznie pokonwersował, w końcu doszli, że to nie jest narodowy kwiat Korei.

Gdy mijałyśmy bananowca (jednego z wielu), jakiś Japończyk zaczął nam mówić, że "banany pospadają dzieciom na głowy" hyhy. Lekko się zdziwiłam, ale banana, atama (głowa), yama (góra) - wszystko się pi razy drzwi rymuje, więc M. stwierdziła, że pan starał się być miły i mówił wierszyk ^_^
Jako że w Green Hausu nie można robić zdjęć aparatami na trójnogach (stojakach pod kamery), Japończycy omijają zakaz, nosząc aparat na jednej, długiej tyczce, i stabilizując go używając własnego ciała. Hyhy. Bratni kraj, mówię wam.

greenhouse1

Taką roślinkę hoduje Una. Niestety, nie pamiętam nazwy, ale w szklarni w Shinjuku jest to bardzo popularne, wisi wszędzie, zresztą potem zobaczycie sami.

Shinjuku: Szklarnia: roślinka Uny greenhouse3

Wydaje mi się, czy coś takiego mamy w domu, tyle że nasze nie kwitnie? Mum?

Shinjuku: Szklarnia: wygląda znajomo Shinjuku: Szklarnia Shinjuku: Szklarnia Shinjuku: Szklarnia Shinjuku: Szklarnia

Popularna ta roślinka Uny, tu wisi niczym poroże, nad wyjściem.

Shinjuku: Szklarnia: roślinka Uny niczym poroże

Tablica prosi, by uważać przy SIADANIU, gdyż na trawie jest coś, co barwi ubrania na czerwono. Tablica sugeruje, by coś sobie podłożyć, nim się siędzie.
W tle grupa ludzi ćwiczy coś, czego nazwa mi umkła.
Jeszcze dalej straszą wieżowce Shinjuku.

Shinjuku: uwaga na siedzenia greenhouse11

Zgubić się nie da, gdy kierunku pilnują takie tabliczki :)

Shinjuku: drogowskazy

Wejście. Automaty biletowe i bramki.

Shinjuku: wejście

Z Shinjuku Koen poszłyśmy do najbliższej stacji, ale nie obyło się po raz kolejny o pytania o drogę (wspominałam, że w machi łatwo się zgubić?). Pani Japonka się postarała, udzieliła nam b. konkretnych wskazówek gdzie i kiedy skręcić, ale nie omieszkała dodać, żebyśmy trzymały się kierunku na najwyższy wieżowiec Shinjuku, to na pewno znajdziemy stację :)
Trafiłyśmy, znowu, tym razem full profesjonalnie nabyłyśmy bilety w tiketo maszynie i pojechałyśmy do Akahibary, dzielnicy elektronicznej.

Yoyogi

Tokio: Yoyogi Tokio: Yoyogi Tokio: Yoyogi

Widok z pociągu: sztuczne łowisko wynajmowane na godziny. Popularne, oceniając po liczbie siedzących tam mężczyzn.

Tokio: Yoyogi Tokio: Yoyogi Tokio: Yoyogi

a może bilecik?

Tiketo maszyna to kosmos, jak się nie zna kanji, bo płaci się w niej określoną kwotę, zależną od odległości, jaką chcemy przebyć. Dlatego obok tiketo maszyny wisi tabliczka z nazwami stacji i cenami. Oczywiści full kanji, stacji ze 200, czad. Na szczęście M. sobie radzi :)
Potem wybiera się w maszynie (ekran dotykowy, a co!), ile osób pojedzie na tym bilecie, wybiera stawkę i wrzuca monety, względnie wpycha banknoty. Po chwili automat wypluwa bilet i wydaje resztę. Bilet ładuje się do bramki, która się otwiera (bardzo zamaszyście) i wypluwa bilet na drugim końcu. Wygodne i szybkie.
Bilet oddaje się w bramce na stacji, na której się wychodzi, bramka po raz kolejny się otwiera i można wyjść na świat.
Bramki wydają się być zawsze otwarte, ale gdy próbuje się przejść bez biletu, zatrzaskują się błyskawicznie i dupa, trza się cofnąć :]
Szczerze mówiąc metoda zabierania biletu w bramce wyjściowej jest extra, bo nie ma śmieci.

sutte wa dame desu yo

Przypomniała mi się aktualna kampania japońskiego ministerstwa czegoś tam, co by zwalczać palenie. Odwołują się do dumy narodowej i oceny grupy, ale cytowanie jest bezsensu, zrobiłam zdjęcia, padniecie, zwłaszcza jak zobaczycie ingrisz, jaki to czasem serwują.
Conie, Amerykanka ze STEPS'a, kolekcjonuje rzeczy z takimi bzdurnymi napisami. Pokazała mi 2 swoje ostatnie nabytki, łechehe, totalny bezsens, ale za to totemo kawaii ;p

Kampania antyfajkowa: baner w JR

Back tu Tokio:

Akihabara

W Akihabarze ja szukałam ジュロッパノプラグ, a M. elektronicznego słownika. O słowniku już pisałam, więc się nie będę powtarzać, ale fajny jest. Wtyczkę nabyłam, kosztował 800 jenów, wygląda b. porządnie. Były różne puraggu za 260 jenów, ale niestety, tylko na cieniutkie bolce, a nie na mojego grubasa. No ale cena ok, w PL może nie 24, a 15, ale tyle by to kosztowało. Puraggu działa, dlatego właśnie piszę teraz maila na podłączonym do prądu kompie :)

w zimie zimno jest

M. opowiadała mi o horrorach tutejszej zimy, które to w opowieściach przekazała jej Iga. Otóż w domyśle należy ogrzewać pokój klimą, co jest BARDZO kosztowne. Dlatego Iga olewała to, szła spać (kocyk to jest to), nastawiała budzik na 5 rano. O 5 rano włączała klimę i szła spać na 2 godziny. Potem, o 7, pokój był już na tyle ciepły, że mogła wstawać.
W Office pożyczają piecyki gazowe, ale na razie sprawę olewam, za dużo mam innych na głowie.

M. to od Martyna, nie chce mi się za każdym razem klepać pełnego imienia, przypominam tym, którzy się spóźnili na seans.

Akihabara

Akihabara jest głośna, b. kolorowa, nie wiem czy mój filmik uchwycił jej klimat, ale sami się przekonacie. Na pewno tam kiedyś znowu pojedziemy. Tam jest masa taniego (i drugie tyle obłędnie drogiego) sprzętu i są też cuda techniki. Zrobiłam zdjęcie USB-Sushi drive'ów, wcześniej po japońsku pytając sprzedawcę , czy wolno :) Hyhyhy.
W niektórych sklepach i lokalach w Japonii nie wolno robić zdjęć, np. w salonach pachinko, zwłaszcza tych nielegalnych, w których można oficjalnie wygrać pieniądze. Muzyka w salonach pachinko zagłusza skutecznie całą konwersację, wiem, mimo że do żadnego nie wchodziłam. Wczoraj wracaliśmy z TryMe! z shioppingu i przechodziliśmy obok ulicy z pachinko. Scarry.

Tokio: Akihabara Tokio: Akihabara

Sushi-drive'y:
Shiashin wa ii desuka.
Moim faworytem jest nigiri-sushi z gotowaną krewetką.

Tokio: Akihabara: sushi-drive

TryMe!

TryMe! to jeden z uniwersyteckich klubów, których jest tu multum. Są sztuki walki, sporty, gry, sztuki tradycyjne, kluby o niczym itp. TryMe! to klub w którym spotykają się cudzoziemcy i Japończycy, by szkolić japoński i angielski i ogólnie się poznać. Jednocześnie są wolontariuszami w ISC i to oni między innymi odebrali mnie z lotniska. Spotykają się regularnie w piątki w pokoju japońskim (takim z tatami i poduszkami) i ględzą. Phoon.

... i spowrotem

Z Akihabary wrócilim do Saitamy (380 jenów do stacji Kita-Urawa (nie pamiętam, to chyba Północna Urawa, mylą mi się kierunki ;p ) i autobusem (190y) bezpośrednio pod Uniwerek. Następnym razem pojedziemy na stację rowerami, 190y piechotą nie chodzi ;)

Rower

No więc M. pokazała mi swój. Dostała go od Igi, która rower nazwała Nobunaga. Na pożegnanie Iga miała dla M. tylko jedno zdanie: "Dbaj o Nobunagę" ;)
Nobunaga jest dosyć zardzewiały i tylni hamulec piszczy okropnie. Nie wiemy, czy za hałasujący hamulec można dostać mandat za zakłocanie ciszy, więc w okolicy domów M. hamuje przednim względnie nie hamuje wcale.

Mój rower jest różowy i miał być przykuty do słupka. Wydawało mi się że go w piątek zlokalizowałam. W sobotę rzuciło mi się, że nie jest przykuty, ale spox, może coś się Mateuszowi pomerdało (a numerek, który miał być kodem do zamka, jest rejestracją czy czymś takim). Wściekle różowy był i raczej mały, coś ala Wigry, więc lekkie zdziwienie, jak Mateusz na tym jeździł, ale spox, ma koła, udźwignie i mnie.
Dopiero dziś M. mnie uświadomiła, że to nie ten rower. Powiedziała że ten numerek to napewno jest od linki, więc zaczełyśmy skubańca szukać. On nie jest różowy, tylko raczej łososiowy (ciemno tam), ale mój kod na niego działa, więc to mój rower. Wygląda jak standardowy rower japoński, ma ramę typowo miejską, koszyk z przodu i jeździ się na nim jak na traktorze. Muszę dopompować koła (Mateusz zostawił mi pompkę, ale można ją też pożyczyć w Office), umyć go i sprawdzić, dlaczego lampka nie działa, ale najważniejsze: jeździ.
Przejechałysmy się po okolicy, żeby zobaczyć jak to jest. Freedom smells like this! hyhy.

Przy okazji zlokalizowałysmy miejsca na duże śmieci, nigdy nie wiadomo, kiedy głód przyciśnie. ;>

_@"

Komentarze

Agat napisał/a:

Ej, a gdzie karpiki?!

Reszta czadowa, choć nie rozumiem sformułowania "ugotowana krewetka" - czy to jakiś oksymoron?

A propos, bylim wczoraj z oćcem w Carffourze i tam oglądalim mątwy, małe ośmiorniczki (iiii, kawaiiii!:), rybę Dorado, co ją jedlim w Grecji i była dobra, szczupaka (wielkie bydlę jak z obrazków), łososie (ale giganty! błękitne!!), krewetki (ale to chyba jakaś pomyłka?), kawior, patyczki krabowe i zasłoikowane małże. Były też ostrygi, ale nie dosięgałam ręką, żeby pomacać. Następnym razem biorę aparat!

A Ty rób zdjęcia rybkom! I milaskom, jak się tylko na jakieś natkniesz.

Dodany 23 październik 2005 1:07

ashka napisał/a:

Na milaski natykam się tu na każdym kroku. Z reguły w dziale mrożonek ;>
I żeby nie było, są też Milaski Miniaturki, w sam raz do okonomiyaki. Więc może przemyśl raz jeszcze cel twojej hodowli...

Zdjęcie z karpikami takie sobie, ot, czerwone rybki w ciemnym basenie. Uwierz na słowo.

Dodany 23 październik 2005 9:26

Dodaj własny błyskotliwy komentarz:

Dzięki, żeś się zalogował, . Teraz możesz dodawać komentarze. (Wyloguj się)

(If you haven't left a comment here before, you may need to be approved by the site owner before your comment will appear. Until then, it won't appear on the entry. Thanks for waiting.)


Zapamiętaj mnie: