« ride, Forrest, ride | strona główna | dobrze przejedzony dzień »

poniedziałek
17
październik'05

maszina czyli bilet na jedzenie

Mam tu dosyć dużo zajęć. Wyszłam na 8:40, wróciłam po 16:00, boginii niech będą dzięki za przerwę na lunch.

Kafeteria numer 1 zasługiwała na sesję zdjęciową, ale właśnie wtedy padła mi bateria. Bój się nic, jeszcze zdjęcia zdążę zrobić, na razie będzie wyłącznie historyjka.
Przy wejściu Japonia nas nie zawiodła, rozdawali jednorazowe chusteczki. Good.
W środku masa stolików, sklepik "z kanapkami" i standardowa gablotka z wystawionymi potrawami, co by można było się napatrzeć, nim się zdecyduje. Dla nas to jeszczze większa plus, ponieważ z szeregu kanji potrafimy grupowymi siłami wyłuskać "udon", "curry", względnie "soba". Ale wybieranie z obrazków nie jest trudne, decyzja zapada i .... nie ma tak łatwo, zamiast miłej pani, która zestresuje się na widok obcokrajowca, ale potem dzielnie przetrwa nasze "anoooo" i "kore, kore", stoi AUTOMAT.

Zakrzaczony cały, więc jedyne co pozostaje, to zapamiętać kanji wybranej potrawy (moja miała 私 i 口, więc nie było problemu) i potem znaleźc ją na jednym z guzików automatu, gdy w międzyczasie za plecami rosła nam kolejka głodnych Japończyków. No trudno.
Przetrwałyśmy uszkodzony automat (względnie zapachany, nie przyjmował pieniędzy), odstałyśmy swoje w kolejnej kolejce i w końcu nabyłyśmy kartoniki po 380 jenów.

Najwyraźniej dania z naszej serii nie cieszyły się popularnością, ponieważ nie było przy naszym "okienku" kolejki. Good.
Tacki już ściskałyśmy w łapkach, miałysmy więc gdzie postawić miso i nasze zamówione dania. Potem jeszcze tylko wycieczka po sztućce (pałeczki, a co!) i herbatę (zimna ocha da się pić! jest więcej niż niezła, szczerze mówiąc) i możemy siadać.

Żarcie pycha, ryż, kapusta, kurczak w jakimś dosyć słodkim sosie i jakieś listki, nie pamiętam dokładnie czego, ale wysoce jadalne. Wyskrobałam miseczkę do dna po tym, jak Lorainne nauczyła mnie radzić sobie z sypkim ryżem, co mi się ostał.

Po japońskim poszłam na japoński wykład, barwnie nazwany "Digital Control". Zieeew. Poszukam chyba czegoś ciekawszego.
Zesłani na te same zajęcia japońscy studenci (SAMI FACECI, inżynieria nie jest popularnym kierunkiem wśród japońskich studentek :] ) spali, gadali, wychodzili, wchodzili, czytali komiksy i znudzeni przeglądali swój podręcznik, z którego wykładowca bez zażenowania przepisywał całe fragmenty. Huehue.

kawaii

Nie miałam jeszcze okazji zaprezentować jednego ze skarbów pozostawionych przez Mateusza, czyli rolki papieru toaletowego. Voila.

Hello Kitty wlezie wszędzie.

I tym optymistycznym akcentem zakończę.

_@"

Komentarze

zasłowniczkujmy napisał/a:

kore - zaimek wskazujący, przedmiotowy samodzielny, wskazujący bliższy... czyli po prostu "TO".

udon - gruby makaron pszenny
- miasto w północno-wschodniej Tajlandii o nazwie Udon Thani

soba - miasto na północy Hiszpanii
- native Japanese noodles made of buckwheat flour (soba-ko) and wheat flour (komugi-ko). Czyli kluchy.
http://www.japan-guide.com/e/e2341.html

Dodany 18 październik 2005 3:28

Mateusz Łoskot napisał/a:

No z tym papierem to sama przyjemność siedzenia w ubikacji ,-)
Zdrufko

Dodany 18 październik 2005 7:37

Butthead napisał/a:

to takie zdjecie czy ten papier jest wielkosci glowy ?? :)

Dodany 19 październik 2005 16:16

ashka napisał/a:

Utyłam, więc sam rozumiesz ;p

Dodany 19 październik 2005 17:46

Agat napisał/a:

Ej, pacz co znalazłam. ^_^

Hello Kitty plane: http://www.flickr.com/photos/richy/sets/1432653/

Hello Kitty mania:
http://www.flickr.com/photos/geishabot/

Bosz. POWARIOWALI? To tylko kotek. (kotku, nie kotkowi)

Dodany 5 grudzień 2005 7:56

Dodaj własny błyskotliwy komentarz:

Dzięki, żeś się zalogował, . Teraz możesz dodawać komentarze. (Wyloguj się)

(If you haven't left a comment here before, you may need to be approved by the site owner before your comment will appear. Until then, it won't appear on the entry. Thanks for waiting.)


Zapamiętaj mnie: