« kolacja w ramach lekcji gotowania | strona główna | jodo in the dojo is not judo »

środa
19
październik'05

J-jazz police (i domek dla karaluchów)

Fakit, zawiesił mi się Firefox i całego posta mi skasowało. Fakit, fakit, fakit.

Dzisiaj zatrzymała nas policja. Policja, w osobie jednego młodego człowieka, mogła co najwyżej uchodzić za przystojnego licealistę, gdyby nie fakt posiadania odznaki :]

Jako że obie z M. mamy wolne środowe popołudnia, wybrałyśmy się do Północnej Urawy, gdzie w sąsiedztwie przyjaznej stacji JR ulokowana jest masa sklepów, w tym garść tych 100-jenowych :)

Zgubić się niepodobna, od SaiDai do stacji droga wiedzie PROSTO.
Na miejscu okazało się, że parkowanie to nie taka prosta sprawa. W końcu ustawiłyśmy rowery w maksymalnej odległości od rysunku przekreślonego roweru, z nadzieją, że po powrocie nie będą na nas czekały duże, czerwone karteczki.

Na tej kartce na płocie jest całą litania, dlaczego NIE WOLNO tu parkować.
Ale my jesteśmy barbarzyńcy, krzaków nie rozumieć, kartek olewać.

Kita-Urawa

To nadal ten sam płot.
Jak widać na załączonym obrazku, Japończycy mają zakaz w głębokim poważaniu, co skutkuje czerwoną karteczką dla każdego. Jedną takich kartek widać na rowerze po prawej.

Kita-Urawa

W okolicy stacji znalazłyśmy kolejny sklep 100-jenowy, extra księgarnię (Albo książki w Japoni są TANIE, ale w Polsce POTWORNIE drogie), przegrałyśmy z napotkaną ATM i na koniec zastałyśmy rowery w stanie niezamandatowanym. Czym prędzej przestawiłyśmy się pod pobliski SATY, gdzie jest w pełni legalny parking dla rowerów.

Gdy już odjeżdzałyśmy spod SATY, gdy drogę M. zagrodził jakiś młody człowiek. Niestety, miał odznakę i kolegę, i ten kolega też miał odznakę. Poza tym mieli pełen ekwipunek japońskiego nastolatka, to jest komóry poobwieszane czym-się-da oraz plecaczki poobwieszane-czym-się-da.
Jako że M. wolała udawać głupka, rozmowa toczyła się po angielsku.

W centrum uwagi był czcigodny Nobunaga, którego oberwana naklejka miała świadczyć o kradzieży. Najwyraźniej przedawnienie ma w Japonii długi termin przydatności do spożycia, bo jeśli Nobunagę ukradziono, to napewno nie w tym stuleciu.

Trochę trwało, nim panowie skończyli telefoniczne sprawdzanie numerów roweru, przy okazji wielokrotnie terroryzując swych rozmówców informacją, że właścicielem roweru jest gaijin (grzecznie jest gaikokujin, ale oni pewnie założyli, że my serio ni w ząb ich nie rozumiemy).
W końcu sprawa się wyjaśniła, M. nie aresztowano, no i musi jeszcze w jakiś sposób zdobyć nową naklejkę, żeby sytuacja się nie powtórzyła.

Panowie Władza nas przeprosili i tyle z tego było. Ale przynajmniej mam o czym opowiadać ^_^

A to właśnie panowie policjanci.

Kita-Urawa

Domek dla kraluchów (ポイポイ)

Miałam jedzenie, herbatę, czekoladę i wieszaczki. Przygotowałam sobie pićko, książki i legowisko, i gotowam była na odrabianie japońskiego. I wtedy GO zobaczyłam. Miał o wiele za dużo energii i łaził po lodówce. Zwiał, nim go trafić zdołałam, więc co było robić, dzwonię do M.

Minutę później lecę do Office po trutkę.

Godzina późna, w Office siedzi już tylko Pan Strażnik, który jednak na słowo gokiburi reaguje ze stoickim spokojem. "Aaa, gokiburi? To ja dam PoiPoi.". Uśmiecham się jak debil i energicznie kiwam głową, gdy w wyobraźni mój zbiegły karaluch zakłada mi za lodówką rodzinę (LICZNĄ rodzinę) i urządza imprezę na podłodze (na MOJEJ podłodze).
W tym czasie Pan Straźnik podaje mi kolorowy, kartonowy domek :] Ja nie mogę.
Ma czerwony daszek i kolorowe, otwierane okienka. PoiPoi, bosh. Uśmiecham się jeszcze debilniej, zabieram domek, trutkę i zestaw plastrów i błyskawicznie ustawiam całość za lodówką. A że przy odsuwaniu lodówki znajduję zbiega, to go zamaszyścię morduję przy okazji.

Coś mi mówi, że dzisiaj sobie nie pośpię, bo cały czas próbuję złowić uchem tupot małych nóżek.

_@"

Komentarze

veyDer napisał/a:

Taki policjant to po prostu samym wyglądem budzi respekt i strach u złoczyńców :]

Żółtych kartek nie rozdają? Tak od razu czerwone?

veyDerowa szkółka japońskiego
"gokiburi kaishou"
1. easy victory after five seasons
2. cockroach extermination

;>

Dodany 21 październik 2005 19:18

Nie bój karalucha napisał/a:

Pan Policjant - mniam - ja poproszę takiego w ramach gadżetów dla rodziny, oks?

To on Wam o przepisach i kradzieży, a Ty mu zdjęcie? Co za bezczelność. :D

Lud Pracujący domaga się zdjęcia PoiPoi. Bo google powiedziały co inszego:
http://www.poipoi.info/ i Lud ma tera kołomyję.

Dodany 21 październik 2005 20:46

ashka napisał/a:

PoiPoi stoi za lodówką. Jutro jest dzień odkurzania, to odsunę lodówę i pstryknę zdjęcie chałupki.

Kolejnych gokiburi nie zanotowano, gdy ostatnim razem sprawiałam domek był pusty. Czyżby czyżyk?

Dodany 22 październik 2005 22:27

Znawca rzeczy napisał/a:

To był pewnie ZWIADOWCA. Reszta plemienia NADCIĄGA.

[Mam jakieś strasznie silne skojarzenie z Diuną w tym temacie.]
Osiedlą się i ZAPLENIĄ tę ziemię.
A sprawią, że zakwitnie... ok, to może ja już na dzisiaj skończę... :]

Dodany 22 październik 2005 23:04

ashka napisał/a:

Tia, transformacja ekologiczna nadciąga.
Wg Lorainne na każdego karalucha którego widzisz przypada 30, których nie widzisz. :]

Idę odkurzać...

Dodany 23 październik 2005 9:23

Znawczyni napisał/a:

Ano, to my tak mamy ze ślimakami. Tata je łupie i myśli, że wytępił. Ale one tam SĄ. Powiadasz, że proporcje są jak 1 do 3? No to jeszcze ze 120 zatoczków mamy... Phoon.

Dodany 23 październik 2005 18:23

Atem napisał/a:

Znawczyni jak możesz to napisz czy zna jakieś dobre sposoby na te ślimaki bo moja mama też z nimi wojuje ;p

Dodany 14 kwiecień 2006 7:44

Agat napisał/a:

:D
Witojcie zatem, Kolego Akwarysto! (tudzież Synu Akwarystki) :D

Na zatoczki czasem działa patent: marchewka na noc na nitce do akwa, a rano wyciągamy wraz z podlecami. U nas nie zadziałał, zlały marchewkę równo.
Poza tym:
- tłuczenie ręczne (rozgniatam codziennie rano kilkanaście - kilkadziesiąt na przedniej szybie i karmię tym rybki; ampularie wspomagają wyżerając ich jajeczka)
- chemia i restart akwa, ale TO NIE JEST dobry pomysł (jajeczka i tak mogą przetrwać, a trzeba by odkazić absolutnie wszystko: żwir, kamienie, rośliny, filtr itd.)
One nie są tak b. szkodliwe - gryzą głównie niedomagające rośliny... w te zdrowe ciężej im się wgryźć.

Powodzenia!

Dodany 16 kwiecień 2006 8:11

Atem napisał/a:

Zupełnie jakbym znowu widział Arjune .

Dodany 7 maj 2006 18:24

Dodaj własny błyskotliwy komentarz:

Dzięki, żeś się zalogował, . Teraz możesz dodawać komentarze. (Wyloguj się)

(If you haven't left a comment here before, you may need to be approved by the site owner before your comment will appear. Until then, it won't appear on the entry. Thanks for waiting.)


Zapamiętaj mnie: