« life is good | strona główna | Testament Kubricków »

sobota
26
listopad'05

Nie ma jak rodzina.

Jako STEPSi możemy uczestniczyć w programie Home Stay. Wystarczy wypełnić kilka rubryk i poczekać, aż znajdzie się jakiś dopasowany ród.
Znalazł się.

Końcówkę ostatnich zajęć z Komnikacji Międzynarodowej spędziliśmy na porównywaniu "wygranych". Wtedy szybko wyszło na jaw, że gdy inni będą jedli obiad ze swymi licznymi hist rodzinami, ja wyląduję na drzewie, gdy prowadzony przez moją obaachan samochód trzykrotnie przekroczy dozwoloną prędkość. Czad.
Koloryt całej historii dodawały dwa nazwiska, które ktoś dopisał pod nazwiskiem mojej obaachan, a następnie wykreślił. Fantastic stories w tym temacie obejmowały pełne spektrum możliwych powodów, od przeprowadzki na wieść o moim przybyciu po mniej lub bardziej nieszczęśliwą śmierć. Czad.

Sobota była dniem Pierwszego Kontaktu.
Zebrano rodziny i STEPSów w jednym pokoju, zasypano błyskawicznym japońskim, podlano herbatą i wyprawiono w świat.
Moja rodzina nie okazała się być szaloną obaachan, a całkiem przyjaznym małżeństwem w wieku moich własnych rodziców. Drobny zong, nie mówią po angielsku. Troszku rozmumieją, ale nie za dużo i raczej tylko proste zdania w stylu "Gdzie jest biblioteka?" ;>

No nic.
Pojechaliśmy samochodem do Omiya, zwiedziliśmy największą ze świątyń w Saitama, muzeum, galerię i bibliotekę. Dostałam prezentosa ;p
Odwiedziliśmy też ichni "skansen", prawdziwy, japoński dom, taki drewniany, z odsuwanymi ścianami i paleniskiem. Cudny.

traditional house in Saitama

Potem zaliczyłam wytwórnię sake ;> i zakupy obiadowe, i wreszcie odkryłam jak fajnie się robi zakupy z ludźmi, którzy wiedzą, co stoi na półkach ^_^
Gdy się ściemniało, dojechaliśmy do domu mojej host rodziny, takie bardzo japoński, z dużą ilością bardzo małych pomieszczeń ;>
Nawet kamidana mają.
Gotowanie mnie ominęło, gdy oglądałam z Masao zdjęcia, moja host-mama wyzyniała jakieś cuda w kuchni. Jak już kiedyś pisałam, moje zdolności kulinarne są już legendą, ale ......
Drogi świecie. Moja host-mama, która teraz mastersko gotuje, przed ślubem nie umiała ugotować NIC. I żyła. Jej matka miała poważne wątpliwości, czy moja host-mama przetrwa małżeństwo ;) Hyhyhy.

Na obiad była tempura, kałamarnice i małże. Mlask. Ryż też był :]
Pierwszy raz w życiu zażyczyłam sobie,by mój japoński był lepszy niż jest obecnie, co bym mogła prowadzić inteligentniejszą konwersację.

W drodze powrotnej, gdy podzieliłam się radościami życia w akademiku, dostałam zestaw rad na walkę z moimi przyjaciółmi zza lodówki. ^_^
Iiiiii, ja chcę to powtórzyć ;>

_@"

Komentarze

Dodaj własny błyskotliwy komentarz:

Dzięki, żeś się zalogował, . Teraz możesz dodawać komentarze. (Wyloguj się)

(If you haven't left a comment here before, you may need to be approved by the site owner before your comment will appear. Until then, it won't appear on the entry. Thanks for waiting.)


Zapamiętaj mnie: