« ja, telefon, wsio ryba | strona główna | [tu był temat, ale zmarniał] »

niedziela
29
styczeń'06

Nowy Rok w Chińskiej Dzielnicy w Yokohamie.

THE Photographer.

W niedzielę nastał pierwszy dzień chińskiego Nowego Roku Psa. Nie pozostawało nic innego, jak tylko pojechać do największego Chinetown w Japonii, Chukagai w Yokohamie.

Płeć lepsza pojechała rowerami, płeć nie dorobiona tłukła się autobusem i koniec końców musiałyśmy na element słabszy czekać na stacji JR Minami Yono. Była okazja to obejrzenia parku i nabycia drugiego śniadania.

Nowa wersja bieszczadzkiej przegryzki: Osobiste Ramię Ośmiorniczki. Ktoś reflektuje?

japanese snack :]

Park przed (albo za, zależy jak na problem patrzeć) stacją Południowe Yono. Jeannete żwawym krokiem zbliża się do szklanej rzeźby ...

Jeannete, Caaaanadian

.. a ja nie mogę się powstrzymać, by nie pstryknąć jeszcze jednej fotki:

I can't help it, I like this sculpture.

A to już Tokio i kolejka Yamanote, która spokojnym tempem okrąża główne miasta-dzielnice Tokio. Szczęśliwie udało nam się zmieścić przy frontowej szybie, wrażenia niczym z wesołego miasteczka :)

View from the front car, Yamanote-sen.

Przesiadka w prywatną kolej do Yokohamy obfitowała w nowe odkrycia, np ten niezrównany system chłodzący:

State-of-art cooling system ;)

^_^

W samej Yokohamie tłumy waliły do chińskiej dzielnicy. Podążaliśmy za tłumem...

See the big guys? ;)

Na zdjęciu powyżej możecie odnaleźć komplet niedzielnych Amerykanów: Connie, Jon'a, Paul'a i Parris'a. Niczym w "Znajdź 5 szczegółów" ;)

A to już jedna z bram do Chińskiej dzielnicy. Niestety, kolory wyszły nijakie, bo mi się nie chciało ustawień zmieniać. Baka me.

Chinatown gate

Do słynnej noworocznej parady mieliśmy jeszcze ze 3 godziny, połaziliśmy więc po wąskich uliczkach, pstrykając zdjęcia niewinnym ludziom, jedząc ręcznie robione nikuman'y (niku - mięso, man - cienkie ciasto zwinięte w kształt buły) i w końcu jedząc pyszny obiad w jednej z licznych restauracji. Yum Yum.

In Chinatown. Family picnic.Gaijins stand out.Hey! It's Dog's year, your'e supposed to share!

Skończyliśmy śniadać kilkanaście minut przed paradą. Tłum grzecznie ustawił się w rządki, więc i my się urządkowaliśmy.

Lost.

A potem się zaczęło: smoki, władcy, lwy, petardy i masa dymu. To trzeba przeżyć, opisać się nie da.
Szkoda, że tak krótko...

Enter the dragon.Looooong dragon.Another dragon.Crowds follow..

Po paradzie tłumy nieco zrzedły, na tyle, żeby obejrzeć świątynię Kanteibyo.

Kanteibyo Temple (1887).Kanteibyo Temple and Yokohama.Crowds gather in Kantenbiyo.Look. Sticks.Kanteibyo Temple's outer walls.

I pokręcić się po kolejnych uliczkach, zrobić kolejnych kilkanaście zdjęć, przepaść na godzinę w napotkanym salonie gier, zrobić sobie purikurę, następnie wygrać kolejną (to był automat z losowaniem, a Paul ma farta), by na koniec ze zdumieniem skonstatować, że zgubiła nam się część wycieczki. Spooooko, od czego są telefony komórkowe.

Golden dragon, full.Mirror of Chinetown.Heart of Chinetown.

Okazało się że druga część wycieczki poszła do portu. Poszliśmy po ich śladach, ale wszędzie czyhały niebezpieczeństwa, które skutecznie spowalniały nasz postęp.
Przy wyjściu z chińskiej dzielnicy zauważyliśmy sklep reagge. Prowadzony przez Japonkę sklep reagge to prawdziwa perełka, wpakowaliśmy się więc do środka. Jako że Paul miał kamerę, którą filmował wszystko co mogło być w jakiś sposób przydatne do naszej prezentacji z Komunikacji Międzynarodowej, padł pomysł, że może by i ten Japonkę zwywiadować. O dziwo, zgodziła się! Yoohooo! Jak już wspominałam, Paul ma farta :) Ze sklepu reagee wyszliśmy z najlepszym wywiadem w karierze.
W końcu udało nam się dotrzeć do portu, ale mewy, statki, żywa woda i uliczny performer zjadły nam godzinę.

Performerzy są częstymi gośćmi w parku w Ueno, jeśli ktoś by chciał wiedzieć :) Zwłaszcza w ładnie dni. Ten oprócz standardowego zestawu sztuczek z podrzucaniem i żonglowaniem ułożył kostkę rubika w czasie poniżej minuty, nosił rowerek na brodzie, żonglował pochodniami (i się kilkakrotnie poparzył :] ) i nawet pozował do zdjęć. Phun!

Yuup, he's holding it on his chin.Yeah, he finished rubic cube in less than a minute.Possing ^_^

W końcu odkleiliśmy się od perofrmera i ruszyliśmy w stronę wielkiego młyńskiego koła, gdzie czekały na nas zagubione dzieci. Wystarczy, że napiszę, że nigdy tam nie doszliśmy. Po 300 metrach znaleźliśmy ławeczkę, na której spoczęliśmy. Przemilczę, ile pudełek zapałek pochłonęły próby zapalenia cygar. Dodam, że ja nadal nie palę. Ale uśmiałam się jak nigdy ^_^

Paul lightning a cigar.Paul 'n' Jon 'n' cigars

W końcu, gdy okazało się, że zagubione dzieci są po drugiej stronie mostu, a my nie mamy za bardzo siły ni ochoty, by tam iść, oficjalnie rozdzieliliśmy wycieczkę. Zagubione dzieci pojechały do domu, a myśmy wrócili do chińskiej dzielnicy, gdzie czekało jedzenie, zabawki i .... "duck chick" ;p

Yokohama's tower. Will have to google the name :]

That's all folks!

_@"

Komentarze

Przypadkowy Przechodzień Wyraża Opinię napisał/a:

Najbardziej podoba mi się ściana z wmontowanym obrazkiem (motyw obyczajowy jak mniemam).
Mam jednak kilka pytań:

1) Czy ten z mieczem ma jakieś niecne zamiary, czy też to tylko wartownik?
2) Co zrobili z kotkiem?
3) Czy jemu (kotku) to się podoba?

Prawdopodobna odpowiedź na pytanie 3. - Chyba nie.

Dodany 12 luty 2006 17:32

Atem napisał/a:

Cofam to co pofiedziałem o braku jakichlolfiek wotograwi .

Dodany 1 maj 2006 0:31

Dodaj własny błyskotliwy komentarz:

Dzięki, żeś się zalogował, . Teraz możesz dodawać komentarze. (Wyloguj się)

(If you haven't left a comment here before, you may need to be approved by the site owner before your comment will appear. Until then, it won't appear on the entry. Thanks for waiting.)


Zapamiętaj mnie: