« [tu był temat, ale zmarniał] | strona główna | Obudziłam się po 24 godzinach. »

piątek
10
luty'06

Wolny piątek.

Dzisiaj według planu było oyasumi czyli wolne.
Trza było czas nam ofiarowany wykorzystać odpowiednio, rzadko bowiem ostatniemi czasy wolności nam dane było zażywać.
Z niewielkim poślizgiem w harmonogramie pojechałyśmy to Północnej Urawy, bowiem od dawien dawna nie postała tam żadna z naszych ośmiu stóp.
Trasa wędrówki biegła od Book-Offu-przy-parkingu, którego ulotka głosi dumnie, że jest otwarty od 10:00 do 25:00, przez bardzo małą, acz nie pozbawioną wdzięku (i nie pozbawioną działu porno) księgarnię przy stacji JR Północna Urawa i dalej, przez dwa sklepy stu jenowe i kolejny Book-Off, tym razem już nam bliższy, określany luźno terminem "za Rogersem" czyli tak dokładnie nie wiadomo gdzie.

Kosztowna impreza, choć rowerowa. Będę musiała zważyć bagaż, nim wsiądę do samolotu. Komiksy są ciężkie, zwłaszcza w takich ilościach.

Udało mi się uzupełnić kolejne braki w MPD Saiko i Anne Freaks, ale do kompletu jeszcze mi trochę brakuje. No i mam Berserk'a. Jeszcze nie całość, bo to ponad 20 tomów, ale to co było, nabyłam. Z nieznanych nam przyczyn sprzedawano go po 100 jenów za tom, zamiast tradycyjnych 350 jenów.

Właśnie skończyłam ustawiać zdobycze na półce. Hyhy.
My precioussss.

Dziś idziemy na karaoke. Pomysł padł już w środę, gdy na japońskim dostaliśmy purezento, śpiewaliśmy piosenkę o starym zegarze i oglądaliśmy bajki dla dzieci. Śpiewanie poszło nam przednie, może nie na froncie muzycznym, ale zapał też się liczy. Dziś powtórzymy ten wyczyn. Idzie cała B-class, nawet dziadek Horhe. Huhuhu.

Bajka również była niczego sobie, zwłaszcza że była to produkcja dla pięciolatków. Zaczynała się jak każda hanashibanashi, czyli Mukashi mukashi aru tokoro ni ojiisan to obaasan ga sunde orimashita. Aru hi ojiisan wa yama e shibakari ni iki, obaasan wa.... Dalej nie pamiętam. Ale babcia szła nad rzekę prać. Chociaż może i nie. Nie pamiętam.
Otóż w rzeczonej bajce babcia zostaje zatłuczona na śmierć kijkiem do ubijania mochi przez podłego tanuki. I TO JEST BAJKA DLA PIĘCIOLATKÓW?!
To się nazywa różnica kulturowa.

Ta sama, która dziś w kolejnej księgarni wystawiła Jeannete na pożarcie bardzo graficznemu komiksowemu porno w wykonaniu męsko-męskim, gdy Jeannete chciała się tylko dowiedzieć, co to jest doujinshi. Przekonała się, hehe.
Mam wrażenie że większość doujinshi, komiksów rysowanych przez fanów / osoby nie związane z oficjalnym komiksem, to bardzo pomysłowe pornosy z bohaterami płci męskiej w różnych konfiguracjach. Tak jak absolutnie nie dziwią mnie yaoi, gejowskie romanse dla panienek, ustawione równym rządkiem gdzieś w alejce z różowymi komiksami (różowe - ultra kawaii - znak rozpoznawczy mang dla dziewcząt). Ale te doujinshi są w przeważającej większości rysowane przez fanów-facetów. Nudzi im się czy co?

Heh.
Żeby nie było, szukam Ai no Kusabi ;> Mam tylko nadzieję, że wydali je z furiganą.

Furigana, a raczej jej brak, to niezły ból na moim poziomie znajomości kanji. I tak jak rozumiem, że mangi w stylu wydawanego i w Polsce Eden nie mają furigany. Adresowane są dla starszych czytelników, którzy odpowiedni zasób znaków powinni mieć już opanowany. Ale dlaczego MS Gundam czy Chobits nie mają ani jednego znaku z furiganą?! Czyżby wydawnictwo oszczędzało na papierze?
:]

A teraz to już muszę iść..

_@"

Komentarze

Atem napisał/a:

Nie narzekaj , wiesz ile musiałabyś zabulić w polsze ...:(

Dodany 3 maj 2006 20:06

ashka napisał/a:

Ale o ile łatwiej by się je czytało.... ;d

Dodany 3 maj 2006 23:17

Dodaj własny błyskotliwy komentarz:

Dzięki, żeś się zalogował, . Teraz możesz dodawać komentarze. (Wyloguj się)

(If you haven't left a comment here before, you may need to be approved by the site owner before your comment will appear. Until then, it won't appear on the entry. Thanks for waiting.)


Zapamiętaj mnie: