« poprawki | strona główna | Kocia zamiast króliczej »

piątek
24
luty'06

Kamakura Bus Trip

Tym, którzy nie czytali o pierwszej, styczniowej wycieczce do Kamakury, polecam wpis Kamakura. Nie powtarzam zawartych tam informacji, bo mi zimno, panie, w palce zimno też.

Dzień był pochmurny i ponury. Wybitnie nie nastrajał na wojaże dalsze, niż supermarket na rogu.
A jednak pojechalim.
Wycieczkę zorganizował ISC.

Autokar był iście japoński, należało po nim chodzić z pochyloną głową albo liczyć się z nieprzyjemnym spotkaniem z sufitem. Ała.
Miejsca na nogi było za to wbród, pewnie dla dwóch Japończyków by starczyło :).

Do Kamakury z Saitama jedzie się około 2 godzin nie tyle z powodu odległości, co konieczności przejechania przez Tokio. Podziwialim więc z autokaru Ginzę, Shibuya, Zatokę Tokijską, Rainbow Bridge, Odaibę wraz z kilometrami autostrad.
Na miejsce przyjechaliśmy po 12, pogoniono nas więc na lunch gdzieś w okolicy DaiButsu, czyli Wielkiego Buddy.

Jedzenie było dobre, wbrew temu, co twierdzi M-chan. Były krewetki, soba, miso, makrela, marynowane warzywa i oczywiście ryż. Oishii było i już!

Na zdjęciu Lorraine, gotowa na wszystko.

Lorraine will eat

M-chan i Jeannete, którym nie smakowało, barbarzynkom jednym. Możecie poznać, że Jeannete to barbarzynka po stosowanej przez nią technice trzymania pałeczek :p

M. and Jeannete are ready to eat too ^^

Skoro już byliśmy w okolicy Buddy, należało wykazać się zainteresowaniem i werwą, i udać się zwiedzać.
Poszlim.
Budda stał tam, gdze zwykle, nadal był też zielony i znudzony.

Great Buddha from Kamakura

praying

Modlitwa i tak by nam nic nie dała, więc weszliśmy do wnętrza Buddy, chroniąc się w ten sposób przed nieuniknionym deszczem.

Enter the Buddha if you dare
Caution!

W środku było mhhhroczno i niewiele poza tym. Schodki na wyższą platformę były zagrodzone, ominęła nas więc przyejmność oglądania świata przez dziurę w plecach Buddy.
A to już głowa Buddy od wewnątrz. Widać pustkę. ;p

Great Buddha on the inside
Stairs leading upstairs where off limits.

Zrobiliśmy jeszcze rundkę wokół posągu i tyle.

Great Buddha's back

Lało, parasoli było stanowczo za mało jak na nasze potrzeby, pozostawał trening technik unikania wody padającej z nieba.

Śliwy w Hasedera

W Hasedera kwitną śliwy, które mylnie uznałam za sakura, czyli kwaity wiśni.
Ale i tak ładne.

Plum trees in Hasedera
Hasedera's pond and plum trees

Różowe i białe kwiaty, zielone dachy świątyń, staw i masa drzew ... ideał, gdyby nie ten deszcz.

Deszcz miał tego plusa, że wychodząc spod bezpiecznego dachu można było zrobić ileś zdjęć na praktycznie pustym dziedzińcu.

Hasedera, main temple
Statue in a rain

Ptaszysko

Wielki BYD-LĘ. I kracze.

Freakingly HUGE crow

Potop

"...nastał potop i zmiótł wszystkich...

It's not a rain. It's god's wrath.

Kadzidełkiem nie wkupisz się w łaski, tak wielki był jego gniew...

Incense does not stop the rain.

Pozostało przecwałować przez teren świątyni i schować się w Benten-kutsu, jaskini poświęconej komuś, kto w tamtej chwili zupełnie mnie nie interesował.

Hasedera's trees and pond.

Torii near the entrance to Benten-kutsu cave

Tsurugaoka Hachimangu

Ostatnim punktem wycieczki (raczje walki z żywiołem) była świątynia shintoistyczna, Tsurugaoka Hachimangu. Gdy poprzednio byliśmy w Kamakurze, Tsurugaoka Hachimangu szturmował premier Japonii i tłumy idące jego śladem.
Dziś tłumów nie było.
Był deszcz.
I remont

Plask.

Tsurugaoka Hachimangu shrineLots of toriis

Zdjęcia wyszły nieciekawe, bo ile można fotografować rusztowania czy świeżą, błyszczącą, czerwoną farbę?

Ale znalazła się i perełka!

Oto automat sprzedający omikuji czyli papierki z wróżbami.
Automat jest oficjalny, autoryzowany przez świątynię, więc kupiona w nim wróżba jest równie dobra, co te sprzedawane w kramie obok.
Ten kraj już mnie chyba niczym nie zdzwi.

The coolest vending machines ever!

Odkrycie wywołało radość i poruszenie w szeregach mokrych gaijinów.
Na zdjęciu, od prawej: Luang, Kim, Joe i Connie.

Luang, Kim, Joe and Connie in Tsurugaoka Hachimangu shrine

I tyle.
Wsiedliśmy w autokar i zaczęliśmy powoli wysychać.

Przez zalane wodą okno niewiele można zdziałać, ale mam nadzieję że ujrzycie na zdjęciu to, co i ja. Pętle autostrad bięgnących wielopoziomowymi wiaduktami na wysokości nawet 8 pięter.

THAT's Japan. 8 floors above ground level.

Więcej zdjęć możecie obejrzeć na flickr, w albumie [_ashka's] Kamakura 2nd Trip on rainy day.

_@"

Komentarze

Atem napisał/a:

Nie rozumiem oco ci chodzi , ja tam bardzo lubie deszcz (i ciągle mam katar).
A więc Sakura oznacza kwiaty wiśni hmm... .

Dodany 3 maj 2006 20:39

Dodaj własny błyskotliwy komentarz:

Dzięki, żeś się zalogował, . Teraz możesz dodawać komentarze. (Wyloguj się)

(If you haven't left a comment here before, you may need to be approved by the site owner before your comment will appear. Until then, it won't appear on the entry. Thanks for waiting.)


Zapamiętaj mnie: