« styczeń 2006 | strona główna | marzec 2006 »

wykopki (2) nowe zdjęcia

28 luty 2006, 11:54| | Komentarze (2)

Wrzuciłam nowe zdjęcia do dwóch starych wpisów, możecie podziwiać.

trwały link do tego wpisu

Kanchou (カンチョー)

27 luty 2006, 23:53| | Komentarze (2)

czyli wsadź mu palec w ....

Gra

Zacznę od automatu do gier.
Wydawałoby się że to tylko kolejna pozycja do salonu gier. Stajesz za pulpitem, łapiesz plastikowy karabin albo tylko wciskasz regularnie kolorowe guziczki i cała frajda. W TEJ grze zamiast joystick'a czy pistoletu dostajesz ... wielki, plastikowy .... palec.
Automat wyposażono w tradycyjny, kolorowy ekran oraz ..... wypięte siedzenie czyli innymi słowy pupę ubraną w parę dżinsów.

automat z grą Boong-Ga Boong-Ga

I teraz, w duchu kanchou, masz tym palcem tłuc ile wlezie w plastikową pupę. Napis na automacie głosi:

What the heck..!! It's just waiting for the stress of city life. Give a shot. Have a fun!! Enjoy.

Ty grasz, a animowana postać na ekranie krzyczy z bólu przy każdym ciosie.

Ta gra to Boong-Ga Boon-Ga. Reklamowana jest jako świetna metoda na rozładowanie napięcia. Z niewiodomych przyczyn gra mierzy (jak?! O_o) popęd seksualny gracza, a po zakończonej grze drukuje specjalną kartę z oceną jego sprawności seksualnej.

Choć samo kanchou pochodzi z Japonii, grę stworzyła koreańska firma głównie z myślą o koreańskim rynku.

Maskotkami gry są Wielki, Różowy Palec oraz ubrana w piżamę Wielka Kupa. I mówią Japończycy to dziwny naród...

Wielka Kupa i Wielki, Różowy Palec

Automaty kilku generacji:

automat w akcji inny koreański automat

Dla ciekawskich, ulotki reklamowe:

Kanchou

Czas wreszcie wyjaśnić, co to kanchou (カンチョー).
To szkolny dowcip, praktykowany przez japońskich uczniów. Polega na podkradnięciu się od tyłu do ofiary, złożeniu rąk razem tak, by wystawały tylko palce wskazujące, a potem uderzeniu nieszczęścika z całej siły w krocze, najlepiej gdzieś w okolice odbytu. Czad.

Kanchou to popularny motyw w mandze

Jak widać na załączonym obrazku, カンチョー to popularny motyw w komiksach.

Ofiarami kanchou pada wielu gaijinów uczących w japońskich podstawówkach. Japońskie dzieci nie znają litości, a roztargniony gaijin to idealna ofiara.
Doszło do tego, że uruchomiono stronę Kancho NO!...

Kanchou nie jest jedynie domeną dzieci. Nigdy nie wiesz, co wstąpi w pijanego sararymana .... niebezpieczny to kraj, mówię wam.

Przeszukując japońskie strony możecie natknąć się na listy dyskusyjne poświęcone wyłącznie technikom podchodzenia ofiary czy galerii kolejnych upolowanych nieszczęśników. I to ma by ten grzeczny naród?!

trwały link do tego wpisu

Różowy morderca jest kawaii.

26 luty 2006, 21:59| | Komentarze (0)

mały, różowy, pluszowy gloomy

Gloomy, słodki, różowy misiek który rozdziera na strzępy kolejne zastępy dzieci, to najnowszy hit w wypełnionej bohaterami zdawałoby się po brzegi Japonii.
Już nie PostPets (wielce popularne zwierzątka-asystenci z programu pocztowego), nie Noma Neko (czyli uchlewający się w trupa, niczym prawdziwy salaryman, kot) i nie Stitch (taki disney'owski, usztasty potwór z jakiejś kreskówki ... Japończycy mają na jego punkcie odchył). Teraz na każdym kroku natykasz się na Gloomy'ego.

Gloomy jest niedźwiedziem.
Regularnie maskaruje swojego właściciela, chłopca o nieszczęśliwie dobranym imieniu Pity, gdy ten chce się ze swoim misiem bawić.

A przy tym jest różowy, miękki i wybitnie kawaii.
Ot, japońska estetyka na nowym poziomie ...

Gloomy w sieci:

I jeszcze mój Gloomy, wygrany w automacie z(a) pomocą Connie gdzieś w środku Shibuya. Robi za poduszkę.
I jest kawaii ;d

GloomyGloomy

trwały link do tego wpisu

Rozrywki dla gospodyń domowych część druga

26 luty 2006, 19:54| | Komentarze (2)

Kolejna odsłona "Stołu rodziny Ito". Dziś w programie ...

Niezawodna metoda podwijania rękawów!

trwały link do tego wpisu

.. i od razu pierwsze efekty!

26 luty 2006, 11:09| | Komentarze (4)

Wierny i uważny czytelnik zastosował z pozytywnym skutkiem technikę błyskawicznego składania koszulek japońskich obaachan (patrz wpis Rozrywka dla gospodyń domowych). A oto i rezultat:

Sławkowe boje koszulkowe

Proszę o więcej ;p

trwały link do tego wpisu

Rozrywka dla gospodyń domowych

26 luty 2006, 8:35| | Komentarze (3)

Ito-Ke no Shokutaku, "Stół rodziny Ito", program dla gospodyń domowych i obaachan słynie z porad w stylu "Jak zjeść kraba", "Jak schudnąć leżąc 5 minut dziennie" czy "Jak ugotować jajko tak, by żółtko znalazło się zewnątrz białka". Innymi słowy garść porad, bez których ciężko żyć. Wszystko zaś przekazane w iście japońskim stylu, czyli z dużą ilością wyrazów dźwiękonaśladowczych, pisków, często powtarzanych poleceń i z wyświetlaniem BARDZO DUŻYCH podpisów.
Przez dłuższy czas po internecie krążył filmik o błyskawicznym składaniu koszulek, zgadnijcie, skąd się wziął :].
Tak, Ito-ke to czad w pigułce, nawet dla tych którzy po japońsku nie mówią ni słowa.

Będe wam dawkować tę przyjemność, więc dziś...

Błyskawiczna metoda składania tiszertów!

Gdyby ktoś nadal miał problemy, oficjalna strona programu oferuje przewodnik (po japońsku) ze zdjęciami.

trwały link do tego wpisu

LeGuin po japońsku

25 luty 2006, 13:45| | Komentarze (5)

plakat najnowszego do filmu studia Ghibli, 'Gedo Senki', 'Opowieść o Gedzie'

かつて人と竜はひとつだった。
人は大地と海をえらび、竜は風と火をえらんだ。
Kiedyś ludzi i smoki byli jednym.
Ludzie wybrali lądy i morza, smoki wiatr i ogień.

Już w lipcu do japońskich kin wejdzie najnowsza produkcja studia Ghibli ("Mój sąsiad Totoro", "Omohide PoroPoro" czy znane i w Polsce "Księżniczka Mononoke" i "Spirited Away - W krainie bogów"), ゲド戦記, Gedo Senki czyli "Opowieść o wojnie Geda".
Senki to "opowieść o wojnie", ale angielski tytuł będzie prawdopodobnie brzmiał "Opowieści o Gedzie".

Mimo że film jest głównie na książce "Najdalszy Brzeg", trzecim tomie Tetralogii (już sześciotomowej ;)) Ziemiomorza, porusza też wątki z pozostałych tomów, głównie z czwartego, "Tehanu". Bohaterami film są Ged zwany Krogulcem, Arcymag Ziemiomorza i książe Arren.

Jestem wielką fanką studia Ghibli i jeszcze większą fanką prozy pani Ursuli K. Le Guin, więc już się doczekać nie mogę.
Mam tylko nadzieję że najnowszy film, reżyserowany przez syna Miyazakiego, Goro, będzie lepszy od ostatniego filmu jego ojca, Hayou, "Ruchomego Zamku Hauru" ...

Jest to też szansa dla opowieści o Ziemiomorzu, by w końcu dorobiły się porządnej ekranizacji. Wyć mi się chce, jak sobie przypomnę "Legends of Earthsea".

Pozostaje trzymać kciuki.

trwały link do tego wpisu

Kocia zamiast króliczej

25 luty 2006, 13:43| | Komentarze (6)

Japoński rynek Bardzo Potrzebnych Przedmiotów kontratakuje!

kocia łapka, wybór wzorów i kolorów

Za około 1000 jenów (26 PLN) możesz stać się posiadaczem ... kociej łapki. ねこにゃんぼぅ (neko nyannbou, prawdopodobnie to zbitka słów 'kot' (neko), miau (nyaa) i łapa (skatakanizowane angielskie paw), ale głowy nie dam). Ta łapa to absolutny hit, czego dowodzi ponad milion sprzedanych egzemplarzy.

Kocia-Miau-Łapka to zasilana bateryjką zabawka (?) z końcówką w kształcie kociej łapki. Po naciśnięciu guzika łapka zaczyna się poruszać. Ilość zastosowań jest szokująca ...

kocia łapka w natarciu czyli możliwości zastosowania w praktyce kocia łapka w natarciu czyli możliwości zastosowania w praktyce
kocia łapka w natarciu czyli możliwości zastosowania w praktyce kocia łapka w natarciu czyli możliwości zastosowania w praktyce
kocia łapka w natarciu czyli możliwości zastosowania w praktyce kocia łapka w natarciu czyli możliwości zastosowania w praktyce
kocia łapka w natarciu czyli możliwości zastosowania w praktyce kocia łapka w natarciu czyli możliwości zastosowania w praktyce

Zabawkę zauważyłam w sklepie w Shibuya i zachowałam stoicki spokój.
Najwyraźniej zapuszczam korzenie na Innej Planecie.

trwały link do tego wpisu

Kamakura Bus Trip

24 luty 2006, 21:05| | Komentarze (1)

Tym, którzy nie czytali o pierwszej, styczniowej wycieczce do Kamakury, polecam wpis Kamakura. Nie powtarzam zawartych tam informacji, bo mi zimno, panie, w palce zimno też.

Dzień był pochmurny i ponury. Wybitnie nie nastrajał na wojaże dalsze, niż supermarket na rogu.
A jednak pojechalim.
Wycieczkę zorganizował ISC.

Autokar był iście japoński, należało po nim chodzić z pochyloną głową albo liczyć się z nieprzyjemnym spotkaniem z sufitem. Ała.
Miejsca na nogi było za to wbród, pewnie dla dwóch Japończyków by starczyło :).

Do Kamakury z Saitama jedzie się około 2 godzin nie tyle z powodu odległości, co konieczności przejechania przez Tokio. Podziwialim więc z autokaru Ginzę, Shibuya, Zatokę Tokijską, Rainbow Bridge, Odaibę wraz z kilometrami autostrad.
Na miejsce przyjechaliśmy po 12, pogoniono nas więc na lunch gdzieś w okolicy DaiButsu, czyli Wielkiego Buddy.

Jedzenie było dobre, wbrew temu, co twierdzi M-chan. Były krewetki, soba, miso, makrela, marynowane warzywa i oczywiście ryż. Oishii było i już!

Na zdjęciu Lorraine, gotowa na wszystko.

Lorraine will eat

M-chan i Jeannete, którym nie smakowało, barbarzynkom jednym. Możecie poznać, że Jeannete to barbarzynka po stosowanej przez nią technice trzymania pałeczek :p

M. and Jeannete are ready to eat too ^^

Skoro już byliśmy w okolicy Buddy, należało wykazać się zainteresowaniem i werwą, i udać się zwiedzać.
Poszlim.
Budda stał tam, gdze zwykle, nadal był też zielony i znudzony.

Great Buddha from Kamakura

praying

Modlitwa i tak by nam nic nie dała, więc weszliśmy do wnętrza Buddy, chroniąc się w ten sposób przed nieuniknionym deszczem.

Enter the Buddha if you dare
Caution!

W środku było mhhhroczno i niewiele poza tym. Schodki na wyższą platformę były zagrodzone, ominęła nas więc przyejmność oglądania świata przez dziurę w plecach Buddy.
A to już głowa Buddy od wewnątrz. Widać pustkę. ;p

Great Buddha on the inside
Stairs leading upstairs where off limits.

Zrobiliśmy jeszcze rundkę wokół posągu i tyle.

Great Buddha's back

Lało, parasoli było stanowczo za mało jak na nasze potrzeby, pozostawał trening technik unikania wody padającej z nieba.

Śliwy w Hasedera

W Hasedera kwitną śliwy, które mylnie uznałam za sakura, czyli kwaity wiśni.
Ale i tak ładne.

Plum trees in Hasedera
Hasedera's pond and plum trees

Różowe i białe kwiaty, zielone dachy świątyń, staw i masa drzew ... ideał, gdyby nie ten deszcz.

Deszcz miał tego plusa, że wychodząc spod bezpiecznego dachu można było zrobić ileś zdjęć na praktycznie pustym dziedzińcu.

Hasedera, main temple
Statue in a rain

Ptaszysko

Wielki BYD-LĘ. I kracze.

Freakingly HUGE crow

Potop

"...nastał potop i zmiótł wszystkich...

It's not a rain. It's god's wrath.

Kadzidełkiem nie wkupisz się w łaski, tak wielki był jego gniew...

Incense does not stop the rain.

Pozostało przecwałować przez teren świątyni i schować się w Benten-kutsu, jaskini poświęconej komuś, kto w tamtej chwili zupełnie mnie nie interesował.

Hasedera's trees and pond.

Torii near the entrance to Benten-kutsu cave

Tsurugaoka Hachimangu

Ostatnim punktem wycieczki (raczje walki z żywiołem) była świątynia shintoistyczna, Tsurugaoka Hachimangu. Gdy poprzednio byliśmy w Kamakurze, Tsurugaoka Hachimangu szturmował premier Japonii i tłumy idące jego śladem.
Dziś tłumów nie było.
Był deszcz.
I remont

Plask.

Tsurugaoka Hachimangu shrineLots of toriis

Zdjęcia wyszły nieciekawe, bo ile można fotografować rusztowania czy świeżą, błyszczącą, czerwoną farbę?

Ale znalazła się i perełka!

Oto automat sprzedający omikuji czyli papierki z wróżbami.
Automat jest oficjalny, autoryzowany przez świątynię, więc kupiona w nim wróżba jest równie dobra, co te sprzedawane w kramie obok.
Ten kraj już mnie chyba niczym nie zdzwi.

The coolest vending machines ever!

Odkrycie wywołało radość i poruszenie w szeregach mokrych gaijinów.
Na zdjęciu, od prawej: Luang, Kim, Joe i Connie.

Luang, Kim, Joe and Connie in Tsurugaoka Hachimangu shrine

I tyle.
Wsiedliśmy w autokar i zaczęliśmy powoli wysychać.

Przez zalane wodą okno niewiele można zdziałać, ale mam nadzieję że ujrzycie na zdjęciu to, co i ja. Pętle autostrad bięgnących wielopoziomowymi wiaduktami na wysokości nawet 8 pięter.

THAT's Japan. 8 floors above ground level.

Więcej zdjęć możecie obejrzeć na flickr, w albumie [_ashka's] Kamakura 2nd Trip on rainy day.

trwały link do tego wpisu

poprawki

23 luty 2006, 23:04| | Komentarze (1)

Do tych, co nie spostrzegli!
Wprowadziłam parę kosmetycznych zmian i dwie zmiany user-friendly: wreszcie "Ostatnie notki" wyświetlane w archiwalnych wpisach będą Ostatnimi notkami, a nie tym, co silnik bloga wkleił i zapomniał. Zmiana wymagała 20 sekund na zmianę kodu i 3 minut na przebudowę całego bloga :/ Bueee.
Druga przyjazna zmiana to "Ostatnie komentarze", ale to już chyba każdy -_o zauważył.

Przy okazji pojawiła się kolejna z Zaginionych Notek, Tokio, Shibuya 1.

A jutro mamy szkolną wycieczkę do Kamakury, więc odezwę się pewnie dopiero w sobotę.
Pap.

trwały link do tego wpisu

Book Off!

23 luty 2006, 18:52| | Komentarze (3)

taśma Book Off!, zaklejają nią wszystkie torebki :)

Jeszcze 20 lat temu większości Japończykom przez myśl by nie przeszło nabycie rzeczy, która kiedyś była używana przez kogoś innego. Oczywiście zawsze istniały wyjątki, ale przeczytane komiksy (37% japońskiego rynku książkowego), magazyny czy niechciane książki pakowało się w paczki i wystawiało w miejscu zbierania śmieci w środy, dzień zbiórki makulatury.
Ale Japonia się zmienia. Dziś Book Off!, otwarta w 1991 sieć sklepów skupujących i sprzedających używane książki, płyty i gry, liczy sobie ponad 800 księgarń. Działanie Book Off! opiera się na prostej zasadzie: kupujemy za 10% ceny sklepowej, sprzedajmy za 50% tej ceny. Jeśli tytułu nie uda się sprzedać w ciągu 3 miesięcy, zostaje przeceniony do 100 jenów (105¥ z podatkiem). Pomysłodawca całego przedsięwzięcia, Sakamoto Takashii, jest dziś bardzo bogatym człowiekiem, a kluczem do jego sukcesu okazała się polityka skupowania książek: zamiast ekspertów wyceniających książkę według jej stanu, powszechności czy popularności, armia zatrudnionych na pół etatu studentów oblicza 10% ceny okładkowej, płaci klientom na miejscu i zabiera się za doprowadzenie książek do stanu.

Sprzedawanie nowych książek w cenie innej niż okładkowa według japońskiego Prawa Antymonopolowego (chodzi dokładnie o 再販, saihan, cenę odsprzedaży) jest przestępstwem. A to dzięki współpracy największych japońskich wydawców i sieci księgarń, które skutecznie lobbowały zmianę prawa, by po jego prowadzeniu jeszcze skuteczniej wykończyć mniejszego kalibru konkurencję i zamknąć dostęp do rynku nowym firmom. Ale Prawo Antymonopolowe nie wspomina nic o 'używanych' książkach. I tu Sakamoto i jego sieć znalazły dziurę w płocie. A gdy jeszcze dołoży do tego liczne techniki prostowania rogów, wygładzania okładek, czyszczenia i odkurzania obwolut, cały arsenał pionierskich sztuczek, które z używanych książek czynią takie "prawie nowe" ... sieć rozkwitła.
Każdy kto był w antykwariatach i księgarniach Jinbocho czy Ochanomizu (To nadal Tokio ;)), maleńkich, wąskich, słabo oświetlonych pomieszczeniach pełnych zakurzonych książek, doceni Book Off! i jego przestronne (jak na japońskie standardy), dobrze oświetlone korytarze.

Wydawcy i hurtownicy nie pozostają bierni. Choć przyznają, że pomysł Sakamoto jest genialny, nie przerywają ataków na sieć. Najnowszy zarzut , który prawdopodobnie skończy się sprawą w sądzie, to wzrost kradzieży nowych, drogich książek w 'zwykłych' księgarniach, za który wielkie sieci winią Book Off! i jego politykę nie patrzenia na ręce przy skupowaniu książek.

logo Book Off!

Sakamoto rozwija swój biznes w wielu kierunkach: powstały już sklepy B-sports (z uzywanym sprzętem sportowym), Mode-Off (z ubraniami) i prawdziwa perełka engrish, Hard-Off (ze sprzętem elektrycznym i elektronicznym).
Zapytany, gdzie widzi kolejną szansę dla swego biznesu Sakamoto odparł: w ramen-ya. Czyżby czekał nas niedojedzony ramen? ;)

trwały link do tego wpisu

wykopki

22 luty 2006, 23:54| | Komentarze (1)

Co chwila odkrywam szkice notek, które kiedyś zaczęłam pisać i porzuciłam bez opublikowania. Doklejam do nich brakujące zdjęcia i publikuję, ale idzie mi marnie, bo komiks ciekawszy ;p
"Madara" poszła do kąta po 85 stronie, teraz czytam komiks w którym dla odmiany POSUWAM się do przodu :]

Zaległa notka, Walentynkowe sushi, w której się SZCZERZĘ :]

trwały link do tego wpisu

I nadchodzi straaaażnik..

22 luty 2006, 23:43| | Komentarze (2)

In the Eyes of a Ranger, the unsuspecting stranger,
had better know the truth of wrong from right.
'Cause the eyes of the Ranger are upon you, any wrong you do he's gonna see.
When you're in Texas, look behind you, 'cause that's where the Ranger's gonna be."

Nie wiem czy was nie ominęła fala odświeżonych klipów z "Conan O'Brien Show", tych z "Walker'em, Strażnikiem Teksasu" - w tej roli niezapomniany Chuck Norris - więc dla pewności umieszczam tu parę linków, cieszcie się bez umiaru.

Pierwotnie miałam jednen z tych klipów pokazać w czasie mojego happyou z japońskiego (tytuł happyou: "チャック・ノリス", ), ale zachodziła obawa, że po obejrzeniu klipu żaden z siedzących na sali japońskich gości nawet nie mrugnie, o fali radości nie wspominając, więc w końcu pomysł zarzuciłam.
W zastępstwie wyprodukowałam pokaz slajdów zawierający pokaźną ilość zdjęć owłosionej klaty niezrównanego Chuka i bingo! Japończycy rechotali jak najęci. TO się nazywa różnica kulturowa.

Oglądajcie, oglądajcie, kto nie widział.

I tak oto poleciałam z nurtem.

trwały link do tego wpisu

leje i kolejka

20 luty 2006, 11:59| | Komentarze (4)

Saitama Shintoshin today.

Powyzsze zdjecie wykonalam wlasnorecznie wlasnorecznym telefonem, wiec zlitujta sie. Wydaje mi sie, ze w pelni oddaje nieszczesliwa aure dnia dzisiejszego.

A dzisiaj ..

.. udalo mi sie opanowac kolejna z japonskich sztuk nowoczesnych to jest jazde na rowerze z parasolem w jednej rece co pozwalalo wylacznie na uzycie przedniego hamulca, a o dzwonku to juz wogole moglam zapomniec...
Jazda w deszczu po waskich chodnikach, ktorych 1/3 powierzchni zaslana jest metalowymi szlakami dla niewidomych - potwornie sliskimi podczas deszczu, nie dziwota, ze z nich nie korzystaja - tylko dodaje zyciu smaku.
Zeby nie bylo,do wycieczki zmusila mnie sytuacja, a konkretnie potrzeba zdobycia pozwolenia na powtorne przekroczenie granicy. Teraz siedze w Biurze Imigracyjnym w Polnocnym Yono i pisze te notke,katem oka obserwujac narastajaca w tempie geometrycznym kolejke. Ech.

Komiksy ksztalca

Pozostala czesc wolnego czasu strwonilam na czytanie "Madara", i JUZ jestem na 65 stronie. Moje slownictwo wzbogacilo sie o tak przydatne slowa jak "sila ducha", "przylozyc miecz do czola" czy "uslyszec bicie serca".
Plask.

trwały link do tego wpisu

Tokio, Shibuya 1

18 luty 2006, 23:22| | Komentarze (3)

Pierwszy raz w życiu byłam w Shibuya, dzielnicy barów, niezliczonych hoteli miłości i sklepów, tokijskiej 盛り場 (sakariba), tętniącej życiem dzielnicy rozrywki.
Przy wyjściu ze stacji stoi pomnik Hachiko, psa, który codziennie czekał na swego pana, jeszcze 10 lat po jego śmierci. Obecnie Hachiko "udekorowany" jest jakąś podejrzaną wstęgą, co nie dodaje mu uroku. Hachiko zignorowaliśmy, gdy razem z M., Jeannete i Hansem wydostaliśmy się ze stacji JR na powierzchnię.

Shibuya, zwłaszcza wieczorem czy w pochmurny dzień (a taki nam się trafił) wygląda żywcem jak z "Blade Runner'a, Łowcy Androidów". Wielkie ekrany, wielkie budynki, wąskie uliczki, wszędobylskie neony ... dobre miejsce do robienia monumentalnych zdjęć :).

Pomknęliśmy wąskimi uliczkami ...

Przerażające budynki czyli kwiat japońskiej myśli architektonicznej.

Shibuya, Tokio

Gotowi do startu - przejścia dla pieszych, zielone światło pojawia się dla wszystkich kierunków na raz!

Shibuya, Tokio

Tuż obok wciśniętej między beton świątyni znalazł się Bardzo Wąski Domek. Taki, w którego pokoju możesz sie odwrócić wyłącznie na stojąco.

Shibuya, Tokio

Wzgórze miłości

Ile hoteli miłości znajdziesz na załączonym obrazku?

Shibuya, Tokio

Na powyższym zdjęciu typowa tablica hotelu miłości: oprócz losowego zdania w engrish wypisano wszelkie udogodnienia, jakie hotel oferuje. Nie zmieściła się część z cenami, stawki są z reguł dwie, "rest" oraz "stay".
I ciekawostka: do większości hoteli miłości wpuszczane są wyłącznie heteroseksualne PARY. Hotele miłości powstał z myślą o ludziach, którzy szukają prywatności, a których domy, dzielone z liczną rodziną i bardzo cienkimi ścianami, prywatności nie zapewniają. Ot, kolejna usługa, z której obcokrajowcy robią nie wiadomo co.

Pranie w ulicy love hoteli:

Shibuya, Tokio

Sushi!

Całkowicie przypadkiem znalazłyśmy maleńkie kaiten sushi ze świetnym sushi.
A oto i stanowisko sushi-pochłaniacza:

kaiten sushi, Shibuya, TOkio

Żuję i jednocześnie podejmuję decyzję, co by tu jeszcze zjeść, stąd ta mina.

kaiten sushi, Shibuya, Tokio

Shopping spree

To w Shibuya znajduje się okręt flagowy sieci "Tokyu Hands", podzielony na trzy 7-piętrowe części sklep ze wszystkim.
Wszystko zawiera między innymi deski, usługi stolarza, hydraulika i tapicera, ubrania i kalendarze, zabawki, kwiaty i co tylko jeszcze się da. Poza szeregiem prezentów sprawiłam sobie dwie figurki z Panda-Z, a co.

"Tokyu Hands" w Shibuya jest dziwnie niejapoński: posiada mapy pięter z opisem w języku angielskim, przyjmuje większość znanyych kart kredytowych (tego większość Japonii jescze nie odkryła), a klientom, którzy wydali odpowiednią ilość pieniędzy refunduje opłatę za parking.
:-)

tapeta z Panda-Ztapeta z Panda-Z

W Shibuya znaleźliśmy MASĘ sklepów z zabawkami, m.in. blister, wypełniony po brzegi figurkami filmowymi. Obecnie królują "Corpse Bride" i "Kroniki Narnii".

Ominęliśmy dwa najpopularniejsze sklepy mangowo-animkowe oraz ogromny sklep Disney'a, dzięki czemu uniknęliśmy hord barbarzynców, których w tej dzielnicy jest PEŁNO!
Kochany czytelniku, jeśli będąc w Tokio zapragniesz towarzystwa innych barbarzynców, w nocy spiesz do Roppongi, w dzień wystarczy ci Shibuya. ;)

Juujyou

W drodze powrotnej wysiadłyśmy (moi'n'M.) w Juujyou, na którego peron przyciągnął nas przyjaźnie wyglądający plakat z mapą pobliskiego Book-Off'u.
Mapa była prosta, mówiła skręć obok McDonalda w prawo albo idź wzdłuż torów i skręć w lewo, znajdziesz się tuż przy księgarni. Za pierwszym razem poszło nam średnio, znalazłyśmy tanią, owszem, księgarnię, ale z porno. :]
Za drugim razem było trochę lepiej, Book-Off sam się znalazł. Wielkością nie powalał ale udało nam się uzupełnić kilka luk w poszukiwanych seriach. Można było wracać do domu...

trwały link do tego wpisu

Harajuku Leg Item

16 luty 2006, 12:21| | Komentarze (2)

Nowy nabytek, 2 pary "Original street leg wear Heart Beat", w skrócie skarpetek.
Ale jakich!

skarpetki skarpetki

Więcej takich cudów na stronie producenta, Maxim, Leg Item Fashion goods, bawcie się dobrze ;)

trwały link do tego wpisu

zielona linia 山手線

15 luty 2006, 18:45| | Komentarze (4)

Rosnąca liczba gości zmusiła mnie do przeniesienia zdjęć z własnego serwera na flickr'a, co jest zajęciem dosyć żmudnym, więc macie to docenić. Zdjęcia są nie do uniknięcia, ale przepustowość nie jest z gumy. Na szczęście Flickr działa przez większość czasu bez zarzutu, więc zmiana prędkości otwierania zdjęć nie powinna być odczuwalna.

Przy okazji znalazło się kilka nowych zdjęć, co które wrzucę, to podlinkuję archiwalnego posta, żebyście mogli się ponapawać i pamięć o mych podbojach odświeżyć.

山手線

Coś już tam kiedyś pisałam o japońskich liniach JR, dziś będzie więc tylko o jednej linii, Yamanote.

山手線 (Yamanote-sen) czyli Linia Yamanote to najsłynniejsza tokijska linia kolejowa. Liczy sobie 29 stacji, wśród których są między innymi popularne tokijskie centra, jak Shibuya, Shinjuku czy Ikebukuro. Yamanote jeździ w kółko, zgodnie (外回り, sotomawari, dosł. na zewnątrz okręgu) i niezgodnie (内回り, uchimawari, dosł. wewnątrz okręgu) z ruchem wskazówek zegara.
W godzinach szczytu pociągi linii Yamanote kursują co dwie i pół minuty, a zatoczenie pełnego koła (prawie 35 kilometrów) to przyjemność kosztująca około godziny.

Zielona Ręka Góry

pociąg linii Yamanote

Każda tokijka linia ma swój kolor, który powtarza się na mapach, znakach i oznaczeniach pociągów. Kolor Yamanote to wiosenna zieleń, która ma działać uspokajająco - najczęściej to właśnie pod pociągi Yamanote rzucają się wracający z pracy sararyman'i.

Żeby wzmocnić pozytywne doznania przy zejściu na każdy peron ćwierkają donośnie nagrane na kasetę ptaszki... ale dla pewności pociąg hamuje gwałtownie na ileś metrów przed peronem.

Nazwa stacji, 山手, wg znaków czyta się Yamate, co określa obszary miasta leżące na wzgórzach (w odróżnieniu od 下町, Shitamachi, dosł. dolnego miasta, czyli części miasta leżącej bliżej wody). Nazwę linii zmodyfikowano, by nabrała własnego charakteru, a nie była tylko nazwą geograficzną. I tak w kanie nazwę zapisuje się やまのて (Ręka Góry), choć nazwa w kanji nie posiada の. Ot, ciekawostka.

Większość wagonów Yamanote (wszystkie w godzinach szczytu) to składy pozbawione stałych siedzeń, z rządkiem maleńkich, składanych krzesełek. Taka zabudowa i odpowiednio wyszkolony pan Upychacz czynią cuda.

Niezależnie od komfortu jazdy, nad każdą para drzwi, ukryte w ścianie, są ciekłokrystaliczne wyświetlacze z mapą linii, kierunkiem jazdy, nazwą obecnego przystanku i czasem dojazdu do kolejnych stacji.

Yamanote's line map and schedule

Gdy pociąg zbliża się do stacji, mapę zastępuje obrazek drzwi. Jeżeli na tym przystanku otwierają się drzwi po prawej stronie, to nad drzwiami po lewej wyświetlone zostanie:

Yamanote Line informations

Proste i piękne :)
Oczywiście równolegle lecą informacje przez głośniczki (po japoński i po angielsku, to znak szczególny Yamanote), ale a nuż ktoś przyśnie i nie usłyszy?

trwały link do tego wpisu

Walentynkowe sushi

14 luty 2006, 23:12| | Komentarze (4)

Dostałam prezent walentynkowy i KAZANO mi się wyszczerzyć ;>

walentynki

W ramach walentynek wykonałyśmy babski wypad do pobliskiego kaiten sushi. Było śmiesznie, a na wasabi, krążące po taśmie wak jak sushi, czekało się wieki całe.
Zarówno cenowo, jak i smakowo restauracja nie powalała, ale na koniec dostałyśmy po kuponie zniżkowym. Był to wyraz wdzięczności za wypełnienie arkusików-"uwag do personelu". Każda głupota przechodziła: Jeannete napisała, że wydaje jej się że (tu padł numer opisywanego pracownika, jako że każdy nosił indywidualny numerek) ów pracownik jest dobry, a Lorainne spokojnie wpisała, że numer 17 jest przystojny. Plask.

Zdjęcia aparatem M-chan, większość w jej wykonaniu.

Jeannete WGRYZŁA się w krewetkę

sushi kaiten, Saitama

Katia i Natalia

sushi kaiten, Saitama

Lorainne zachowuje sie jak zwykle, czyli pochlania w expresowym tempie.

sushi kaiten, Saitama

Z ciekawostek: droższe sushi serwowano na drewnianych sandałach geta. Ale ich nie wyniosłyśmy, choć co poniektórych, łącznie z niżej podpisaną, korciło bardzo.

trwały link do tego wpisu

wolność?

13 luty 2006, 14:00| | Komentarze (6)

Właśnie wróciłam z ostatnich zajęć. Dziwne uczucie. Mam wrażenie, że będzie mi brakować wszystkiego: mojej grupy, z której część wyjeżdza, naszych sensei, każdej, nie tylko ulubionej - poniedziałkowej, codziennych prac domowych w ilościach potwornych i regularnych testów.
Heh.
W kwietniu przyjadą nowi studenci, wypełnią braki w naszej grupie. Dostaniemy nowych sensei i nowego opiekuna, prawdopodobnie Yagi-sensei, która jest miła i tyle. Żyletę Arai-sensei dostanie kolejna grupa.
Jeszcze wczoraj chciałam się nogami przykryć, a dziś już chętnie wróciłabym do kieratu...
Bosh.

Z pozytywnej strony: jest pięknie i słonecznie, jadę po jedzenie, po drodze pewnie zajrzę do Book-Off'u. No i dziś, pierwszy raz od 5 miesięcy, nie będę pisać wypracowań, uzupełniać kanji czy wypełniać papierów z gramatyką. Dla odmiany poczytam książkę.
Yuppi ya jej.

trwały link do tego wpisu

Obudziłam się po 24 godzinach.

12 luty 2006, 13:04| | Komentarze (0)

Przespałam całą sobotę. Zastanawiam się, czy nie jest to jakoś związane z piątkowym karaoke ;>

Jutro mamy ostatni test z kanji i test z japońskiego proficiency na poziomie 3, ten ostatni "dla chętnych", co bynajmniej nie oznacza, że można go sobie ot tak, olać. Ale można go oblać.

Zaraz siadam do nauki.

Wrzuciłam jedną z niezliczonych zaległych notek, tę z wycieczką do Yokohamy: Nowy Rok w Chińskiej Dzielnicy w Yokohamie.

trwały link do tego wpisu

Wolny piątek.

10 luty 2006, 11:07| | Komentarze (2)

Dzisiaj według planu było oyasumi czyli wolne.
Trza było czas nam ofiarowany wykorzystać odpowiednio, rzadko bowiem ostatniemi czasy wolności nam dane było zażywać.
Z niewielkim poślizgiem w harmonogramie pojechałyśmy to Północnej Urawy, bowiem od dawien dawna nie postała tam żadna z naszych ośmiu stóp.
Trasa wędrówki biegła od Book-Offu-przy-parkingu, którego ulotka głosi dumnie, że jest otwarty od 10:00 do 25:00, przez bardzo małą, acz nie pozbawioną wdzięku (i nie pozbawioną działu porno) księgarnię przy stacji JR Północna Urawa i dalej, przez dwa sklepy stu jenowe i kolejny Book-Off, tym razem już nam bliższy, określany luźno terminem "za Rogersem" czyli tak dokładnie nie wiadomo gdzie.

Kosztowna impreza, choć rowerowa. Będę musiała zważyć bagaż, nim wsiądę do samolotu. Komiksy są ciężkie, zwłaszcza w takich ilościach.

Udało mi się uzupełnić kolejne braki w MPD Saiko i Anne Freaks, ale do kompletu jeszcze mi trochę brakuje. No i mam Berserk'a. Jeszcze nie całość, bo to ponad 20 tomów, ale to co było, nabyłam. Z nieznanych nam przyczyn sprzedawano go po 100 jenów za tom, zamiast tradycyjnych 350 jenów.

Właśnie skończyłam ustawiać zdobycze na półce. Hyhy.
My precioussss.

Dziś idziemy na karaoke. Pomysł padł już w środę, gdy na japońskim dostaliśmy purezento, śpiewaliśmy piosenkę o starym zegarze i oglądaliśmy bajki dla dzieci. Śpiewanie poszło nam przednie, może nie na froncie muzycznym, ale zapał też się liczy. Dziś powtórzymy ten wyczyn. Idzie cała B-class, nawet dziadek Horhe. Huhuhu.

Bajka również była niczego sobie, zwłaszcza że była to produkcja dla pięciolatków. Zaczynała się jak każda hanashibanashi, czyli Mukashi mukashi aru tokoro ni ojiisan to obaasan ga sunde orimashita. Aru hi ojiisan wa yama e shibakari ni iki, obaasan wa.... Dalej nie pamiętam. Ale babcia szła nad rzekę prać. Chociaż może i nie. Nie pamiętam.
Otóż w rzeczonej bajce babcia zostaje zatłuczona na śmierć kijkiem do ubijania mochi przez podłego tanuki. I TO JEST BAJKA DLA PIĘCIOLATKÓW?!
To się nazywa różnica kulturowa.

Ta sama, która dziś w kolejnej księgarni wystawiła Jeannete na pożarcie bardzo graficznemu komiksowemu porno w wykonaniu męsko-męskim, gdy Jeannete chciała się tylko dowiedzieć, co to jest doujinshi. Przekonała się, hehe.
Mam wrażenie że większość doujinshi, komiksów rysowanych przez fanów / osoby nie związane z oficjalnym komiksem, to bardzo pomysłowe pornosy z bohaterami płci męskiej w różnych konfiguracjach. Tak jak absolutnie nie dziwią mnie yaoi, gejowskie romanse dla panienek, ustawione równym rządkiem gdzieś w alejce z różowymi komiksami (różowe - ultra kawaii - znak rozpoznawczy mang dla dziewcząt). Ale te doujinshi są w przeważającej większości rysowane przez fanów-facetów. Nudzi im się czy co?

Heh.
Żeby nie było, szukam Ai no Kusabi ;> Mam tylko nadzieję, że wydali je z furiganą.

Furigana, a raczej jej brak, to niezły ból na moim poziomie znajomości kanji. I tak jak rozumiem, że mangi w stylu wydawanego i w Polsce Eden nie mają furigany. Adresowane są dla starszych czytelników, którzy odpowiedni zasób znaków powinni mieć już opanowany. Ale dlaczego MS Gundam czy Chobits nie mają ani jednego znaku z furiganą?! Czyżby wydawnictwo oszczędzało na papierze?
:]

A teraz to już muszę iść..

trwały link do tego wpisu

[tu był temat, ale zmarniał]

3 luty 2006, 22:05| | Komentarze (8)

I made this!

Obecnie jestem mocno chora.
Odpuściłam sobie dzisiejszą imprezę, jak tak dalej pójdzie to odpuszczę sobie i jutrzejszy wypad do Tokio w celu napotkania Lidki.
W niedzielę jedziemy do Harajuku, kończyć projekt z InComm.

Dostałam mocno zagadkowy papier, który podobno jest jakoś związany z tematem mojego raportu na sieci. Tyle że nie ma na nim polecenia. Czad.

Wczoraj na jodo ZALICZYŁYŚMY (byłam w parze z kichająco-siąkającą Lorraine) wszystkie podstawowe ciosy i 3 katy. Ufff Ufff. Nie ma to jak 2 gruźliczki-wojowniczki.

Zaległa notka sprzed 2 tygodni, sztuk jeden: sumo, saboru, szalenie ciekawe

PS1. I jeszcze tragedia na koniec: zgubiłam pana Pringle'a, fragment mojego telefonicznego skarbu. Ostała mi się jeno puszka z chipsami. Życie bywa ciężkie.

PS2. Zrobiłam spis mang, które obecnie posiadam. Zadanie proste i przyjemne, co w moim obecnym stanie jest bardzo ważne, bo poczucie bycia potrzebnym jest pierwszym krokiem do ozdrowienia.

PS3. Wykonałam samodzielnie:

Wyborowe towarzystwo: moja sałatka, kompiuta i denshi jishou.
Czego chcieć więcej?

In Good Company: hand made salad ^^, denshi jisho, notebook

trwały link do tego wpisu