« luty 2006 | strona główna | kwiecień 2006 »

pokonać amazon.com

31 marzec 2006, 13:28| | Komentarze (2)

amazon logo Pokonać amazon? To proste.
Wystarczy jedna próba wyszukania tytułu napisanego w kanji i pojawia się

An error occurred when we tried to process your request.

Ech.
A może to amazon pokonał mnie?

UTF przechodzi jako niezrozumiały ciąg znaków, ale przynajmniej strona nie generuje błędu.
Międzynarodowa księgarnia, też mi coś. Do tej pory nie dorobili się zintegrowanego przeszukiwania, szukając kolejnych pozycji trza się posiłkować MAB'em, który zintegrowanym przeszukiwaniem nie jest, ale przynajmniej nie trzeba otwierać wielu okien, żeby przeszukać kolejne księgarnie amazon.
MAB ma jednak tendencję do zawieszania się :]

Do najsłynniejszej internetowej księgarni skierowała mnie wola silna do sprawienia sobie na zielonej pożywce listy książek czytanych, względnie na przeczytanie oczekujących. Odpowiedni plugin znalazłam, teraz trza się doszkolić.
Wracam do zabawy.

trwały link do tego wpisu

do Kita Yono

30 marzec 2006, 23:38| | Komentarze (1)

Dziś zaspałam ostro, ale w końcu obudziło mnie buczenie telefonu (wyciszyłam bestię, ale o wibratorze zapomniałam :] i buczał i buczał ), którego przebudził mail od M.. Późno i mamy jechać do Północnego Yono po prezent dla Jeannete, która w sobotę opuszcza nasze piękne strony.
M. upatrzyła jakąś torebkę (która okazała się być Torbiszczem) i cóż było robić.

Wynudziłam się śmiertelnie w japońskim odpowieniku Arkadii, a potem w księgarni, takiej z typu rzadko odwiedzanych, bo z nowymi (=drogimi) i zafoliowanymi jak jeden mąż książkami.

Ale przejażdzka była miła, a kolekcja Architektonicznych Abstrakcji powiększyła mi się o kolejne zdjęcia.

Saitama Shintoshin, Saitama
Yono, Saitama.
Yono, Saitama.

Wracam do zdjęć od Wita. Pisanie w rękawiczkach nie zdaje rezultatu. Chyba zacznę się nagrywać, przynajmniej do wiosny...

trwały link do tego wpisu

Hello Kitty トレーニング箸

30 marzec 2006, 22:34| | Komentarze (2)

Zimno tu u nas, nie powiem. Dziś wszystkim bez wyjątku odebrano grzejniki, pozostały więc wyłącznie prywatne urządzenia elektryczne (sama mam podgrzewany kocyk, 2 elektryczne piecyki i klimatyzator), ale przy tutejszych cenach prądu to człowiek raczej nie szaleje.
Nadal najtańszą metodą podgrzania temperatury w pokoju jest zapalenie palników w kuchence gazowej. Tanie i skuteczne :]

Ale nie o tym miałam pisać.
Chciałam wam zaprezentować zeszłotygodniowe znalezisko z supermarketu. Od razu wiedziałam, że MUSZĘ je mieć. Nie dlatego, że są różowe i zakończone łebkami Hello Kitty.
Są WYJECHANE w KOSMOS, oto dlaczego.

Drodzy Państwo, oto przed wami ...

Pałeczki treningowe (トレーニング箸)

pałeczki do treningu

Pałeczki są plastikowe, a więc wielokrotnego użytku, krótkie (16,5 cm) i przede wszystkim zaopatrzone w ząbkowane końce ułatwiające chwytanie jedzenia, a więc dla dzieci, które, jak to dzieci, mają jeszcze problemy z poprawnym posługiwaniem się pałeczkami.
Pałeczki Treningowe idą jednak jeszcze dalej. "Górna" pałeczka ma haczyk, by poruszający nią palec się nie przesuwał, a pałeczka nie wypadała z rąk. "Dolna" pałeczka ma kółeczko na palec serdeczny, co by całość była porządnie wypoziomowana.
Z tyłu opakowania nadrukowano instrukcję i wielokrotnie powtórzono zapewnienie, że to radosna metoda na skuteczne nauczenie się obsługi patyczków.

Hello Kitty トレーニング箸 (Training chopsticks)

Ta różowa radość jest praktycznie pozbawiona wad, łącznie z tym, że pałeczki są przystosowanie dla leworęcznych. Tu producent miał pewnie na myśli gaijinów, bo podobno nie ma leworęcznych Japończyków. Spotkałam oburęczną Japonkę. Ale leworęcznej jeszcze nigdy. Dzieci "przestawia się" na prawą rękę i już.
Hello Kitty na Pałeczkach Treningowych także wypinają się na leworęcznych: posługujący się lewą ręką miłośnicy patyczków zamiast "słodkich mordek" Hello Kitty będą mogli uważnie przyjrzeć się ich częściom zadnim.

Hello Kitty トレーニング箸 (Training chopsticks)

Mieszkam w szalonym miejscu.
Na Innej Planecie.

trwały link do tego wpisu

Fresh!

29 marzec 2006, 15:18| | Komentarze (0)

Fresh!

W końcu przekopałam te setki poniedziałkowych zdjęć, mam nadzieję, że się wam spodobają:

Teraz siadam nad zdjęciami od Wita i prezentami od Blondi, które okazały się dziwniejsze, niż zapowiadała.
Ale dziś M. chce robić bigos, do którego mam coś kroić, więc nie wiem, ile uda mi się jeszcze storzyć.

muzzzza

Od 3 dni siedzę i klikam, uporządkowałam mangi (rezultat, działającą bazę ze spisem, możecie obejrzeć tu, mój spis 漫画) i słucham "Epica". Uch ach. Zapomniałam, jaki to przyjazny zespół.

If you search for enrichment
And injure others
Earning more that you can spend
You’ll pass the borders

I cannot see why you’d be another me..

Howgh! i wracam do klikania.

trwały link do tego wpisu

wakacje u Wita cz. III

26 marzec 2006, 15:57| | Komentarze (2)

Pobytu u Wita dzień to ostatni.

Miał się sprowadzić do spaceru i na tym się skończył, jeśli pominiemy film i % :)
Cel wysiłku fizycznego: Amerykańska Baza Wojskowa w Sakuragaoka, bo a nuż będą lądowały myśliwce.

We wpisie właściwym jest DZIKA HORDA zdjęć, you were warned.

Hanami

Sakuragaoka nie bez kozery nazwano Wzgórzem Wiśni: na każdym kroku niewielkiego przecież miasteczka są miejsca z drzewami wiśniowymi, potencjalne ofiary nieuniknionych hanami. Na jedno takie trafiliśmy zupełnie przypadkiem.
Podziwiajcie, choć to tylko namiastka rzeczywistości.

Sakura trees in full bloom.
Sakura trees in full bloom.
Sakura trees in full bloom.

Pomiędzy drzewami, tuż przy ulicy, stał typowy przedstawiciel japońskiego domu, dom z kartony i dużej ilości blachy falistej.
Powoli staję się ich fanką. Byle bym tylko nie musiała w nich mieszkać...

JAJC = Just Another Japanese Cottage ;p

Szkoła.
One są jak nasze tysiąclatki. Beton, beton, beton, sześcian i masa jednakowych okien.

School and sign

Kwiaty

W ramach poszukiwania różnorodności obfotografowałam inne kwiaty kwitnące. A teraz was będę katować ich zdjęciami ;d

バラ / Rose / Róża
スイセン / Daffodill called Narcissus / Żonkil zwany Narcyzem
A flower. I do not know it's name :]
Chamomile / Rumianek
Chamomile / Rumianek

Biało-fioletowego kwiatu ze środkowego zdjęcia, tego przypominającego miniaturkę irysa, nie znam, niech mnie ktoś oświeci, jak się owo dziwo zwie.

Rumianki na ostatnim zdjęciu robią obecnie za tapetę na moim ciągle nie nazwanym notesie. Talent mam, nie ma co ;d

Hanami toczyło się dalej. Dzieci karmiły uwięzione w "rzece" brzuchate karpie, pary raczyły się bentou i piwem, a Wit chciał się przyłączyć do jakiś zestresowanych (pewnie nas zobaczyli) młodych ludzi, którzy imprezowali - w sposób dość formalny - pod jednym z mijanych drzewek. Ograniczam się do stresowania Japończyków w supermarketach, więc udało mi się odwieść Wita od krucjaty :]

I tak my fotografowaliśmy ICH, oni NAS. Jakiś pan był nawet na tyle odważny, żeby się zapytać, czy wolno, nim pstryknął mi fotkę. Jak w zoo, hehe.

Sakura trees in full bloom.
Sakura trees in full bloom.

Rzeka

Wcześniej napisałam o betonowej kałuży, którą możecie dojrzeć na co poniektórych zdjęciach jak o "rzece". Pochodzę z Zimnego Kraju Dzikich Koni, więc w życiu nie nazwałabym tego betonowego ścieku rzeką. Ale co kraj, to obyczaj.
Lokalny obyczaj zaopatrzono nawet w specjalną tablicę:

If you go swiming here .... you should remember it's dangerous :]

Napis prosi, by nie schodzić po schodach, gdy poziom wody w RZECE jest podwyższony po dużych opadach. I jeszcze dopisano (w hiraganie, pewnie żeby dzieci też zrozumiały, きけん, niebezpieczeństwo.

A więc rzeka.

Sakura trees in full bloom.

W końcu ewakuowaliśmy się dalej...

w poszukiwaniu zaginionej bazy

Obrazki z wycieczki.

Merry Car Life!
Bikes
Bikes

Kręcimy się po zadupiu, w końcu trafiamy na mapę tutejszego choume. Identyfikujemy mijany chwilę wcześniej salon pachinko i zostajemy z palcem nad dużym obszarem podpisanym 米国.
Hmmmmm.
Kraj Ryżu.
Gdzieś już to słyszałam.
Aaaaaa.
To Ameryka.
Plask.

I w ten sposób się znaleźliśmy :)

Samoloty dziś nie lądowały, za to widziałam Mazdę. W sumie to nie jestem pewna, czy to była Mazda, ale pamiętam, że samochód był biały.

American Military Base in Sakuragaoka

Koszmar z Ogrodu Wiązów

Bardzo proszę:

Everyone's garden nightmare ;>

Salon samochodowy

Tiaa.
No był. Stał sobie.

Nic do japońskich samochodów nie mam poza tym, że są w większości przypadków dosyć wąskie i w przeważającej większości białe.

Wit bawił się jakimś samochodem-zabawką, cud że nie ugrzązł na stałe w tym maleństwie. Film będzie, jak go zmniejszę, bo DŁUGO się bawił.
Nawet parę zdjęć pstryknęłam:

Cute, red and still a car.
An eye.

romaji

Pisałam już kiedyś (patrz qui fallus aquam turbat?) o PrzedStacją.
Tu macie przykład zromanizowanego PrzedStacją.
Efekt to BardzoDługaIMałoCzytelnaNazwa.

long romaji names

O ileż prościej napisać to samo w kanji: 桜ヶ丘駅前
;>

Perła Sakuragaoka

Starzy czytelnicy Tokio Nocą już ją znają, nowi mają swoją szansę.

Ucieleśnienie stereotypu o japońskiej przestrzeni życiowej wielkości dwu i pół maty.

LIMITED space

Koniec Wakacji

I to tyle z frontu.

Dzięki ci, Wicie, za wakacje. Nie powiem, chętnie bym jeszcze kiedyś przyjechała :)

trwały link do tego wpisu

wakacje u Wita cz. II

25 marzec 2006, 13:31| | Komentarze (5)

Może i późno, ale w końcu zebraliśmy się i pojechaliśmy na Enoshimę.

Punkt startu, wieś zwana Sakuragaoka (Wzgórze Wiśni, po witowemu sakuragałka ;> ), na którym to wzgórzu pomieszkuje Wit

桜ヶ丘駅 (Sakuragaoka station)

We wpisie właściwym jest DZIKA HORDA zdjęć, you were warned.

... i widok z peronu:

view from Sakuragaoka train station

Na wsi wszędzie blisko, więc nie posiedzieliśmy długo (mieliśmy gdzie usiąść! widać, że to wieś) i już byliśmy na stacji Enoshima. I tam trwa kampania antynikotynowa w iście japońskim stylu:

antismoke campaign. ♥ it.

Zwróćcie uwagę na ilośc różnych apeli, które mają pokolenia japońskich palaczy przekonać do zmiany nawyków. :-)

Budynek stacji kolejowej Enoshima przypomina sen o Chinach w krwistej czerwieni...

Enoshima station building.

Za to trasa wiodąca na plażę przyjemna...

one bridge, big beach
statue on a bridge.
windsurfer + beer = ☤

Sama plaża raczej nie poraża urodą, ale dawno nie widziana Wielka Woda wprawiła mnie w stan wielce radosny.
Japończycy spacerowali, paru próbowało pływać na deskach windsurfingowych, reszty nie było.
Miła odmiana, choć piasek na plaży jest wulkaniczny, szaro-bury z domieszką czerni, potrzeba czasu, by się doń przyzwyczaić.

on a beach
lost 'n' found

Kolejnym mostkiem poszliśmy na wyspę właściwą czyli Enoshimę. Tłumek Japończyków kłębił się przy kramach ze świezymi owocami morza. Były nawet surowe małże, na które miałam potworną ochotę, ale pustki w portfelach pozbawiły nas tej przyjemności.

fresh mussels
fresh mussels

Mogliśmy za to , zgodnie z duchem "10 rzeczy, ktore możesz zobaczyć za darmo w Tokio", pogapić się na chodnik ....

pavement
pavement

Na Enoshimie jest też duża marina, gdzie skwapliwie podreptaliśmy.
Jachty wielkie, większość pewnie nigdy nie opuściła portu. Ot, taki domek działkowy na wodzie.

Enoshima's marina.
Yacht
watered tire
yacht
yacht

Spacer betonowym nabrzężem.

Ocean!
Ocean!
[how do you call these in english?] huge concrete blocks?

Nie wchodź, jeśli nie chcesz zarobić w głowę :]

Do not enter. A rock may fall from the sky.

Japończycy nie byli by sobą, gdyby nie napisali czegoś w engrish.... Zaczynam sięzastanawiać, czy to aby nie jest część ich tożsamości narodowej.

In case of tsunami...

Jeszcze tylko wąski przesmyk i już jesteśmy! Gdzieś między skarpą a paszczą oceanu.

Narrow passage straight to the shore.
[how do you call these in english?]
lonesome, winded, bigger
rocks & water

Na skałach:

Wit-kun.
Still lonesome, still winded.
water among rocks...

Dalej w busz czyli plaża w Enoshimie w obrazkach

Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie jasny jest lot sokoła.
-- Pieśń o stworzeniu Ea

Sea star, star sea
Black birdy follows it's shadows.
Wit-kun
Not so fresh meat.
Dark beach of Enoshima
Dark beach.
View on an island of Enoshima.
Notice TOBI birds!!
(de)fence

Stwierdziliśmy że nie będziemy wracać na stację Enoshima, bo to daleko a nudo, pójdziemy więc do kolejnej stacji, która przecież jest tuż tuż.

Trafiliśmy do bardzo przyjaznej świątynki, była więc okazja do zdjęć. A potem się zgubiliśmy....

White and hairy
Sakura?
One od Kawasaki's many shrines.

W poszukiwaniu ratunku udaliśmy się do 7/11, najbliższego combini, gdzie pani Japonka wyjaśniła, jak dotrzeć do stacji i jeszcze narysowała nam mapkę! Kocham japońskie mapki. Zwłaszcza te, któr prowadzą do celu.

Mapka:

a map

Po dordze udało mi się uwiecznić japoński dom w fazie, w której już zaopatrzono go w dostateczną ilość gipsowo-kartonowych ściań, by mógł uchodzić za dom.
Współczesne Japońskie budownictwo to karton, gips i taśma klejąca, a wykończenie to blacha falista. I nikt mnie nie przekona, że jest inaczej!

Cardboard + Duckt Tape = Japanese Housing

Wieczorem urządziliśmy sobie wieczór filmowy, podczas którego obejrzeliśmy sporą ilość odcinków "Oficera", polskiego serialu w stylu "Ekstradycji", który okazał się nie być zły.
Gdzieś pomiędzy odcinkami skończyło się piwo i trzeba było się ruszyć po nowe.
Wracaliśmy przez upiorny park zabaw, wokół którego śmigał z zabójczą prędkością samochód z pijaną Japonką w roli kierowcy....

Scarry zebra.
Sakura by night.

Dotarliśmy żywi, ale trzeba było sobie poziom szczęścia podnieść.
Tak wygląda robienie gorącego kakao metodą Wita:

Make cocoa Wit's way. Use microwave.

I jeszcze Flickr'owa zgadywanka. Widać że dziadki albo dzieciaki, nikt (oprócz Blondi) nie zgadł.

guess!

trwały link do tego wpisu

wakacje u Wita cz. I

24 marzec 2006, 19:21| | Komentarze (4)

Stained glass window in B&W

Pojechałam, co miałam nie pojechać. Wizja kąpieli z pianką i ciepłego mieszkania była skuteczna.
Pojechałam pędem.

Był piątek, więc plan zakładał spotkanie z dawno nie widzianym Łukaszem i wspólne piwo gdzieś w Shibuya. Pierwotnie plan zakładał również odwiedziny w nowym miejscu zsyłki ... eee .... pracy Wita, ale że niżej podpisana raczyła się spóźnić (kursowały tylko pociągi lokalne, które mają tę właściwość, że się o wiele za często zatrzymują, więc jechałam i jechałam) i biuro sobie darowaliśmy.
Tzn Wit z niego właśnie wychodził, nie wiem, czy to podchodzi pod “darowanie sobie”, jak się tam przed chwilą spędziło 8 godzin :]

Piwo było, najpierw kulturalnie, na siedząco, a potem równie kulturalnie, choć już na stojąco – więcej - w ruchu. Łukasz przywiózł piwo z Okinawy. Dokładnie to Łukaszowi przywieziono je do Tokio, a on je tylko w po terenie miasta woził.
;>

Panowie przechodzili sami siebie w przynudzaniu o aparatach fotograficznych, obiektywach do aparatów fotograficznych i zdjęciach tymi że aparatami uczynionych. Celebrowali również fotografowanie kolejno napotykanych Obiektów Godnych Uwagi :]
No żyć nie umierać.

Zaczęłam rozumieć, gdy znajomi zaczynają gniewnie fukać przy dłuższych rozmowach około-kompowych.

PRzynajmniej mogłam fotografować wariatów :]

Looking for a lace to put camera on in B&W
"Photographers" in action
Łukasz on the outside

A to obiekt, który tak usilnie starali się objąć na dwóch ostatnich zdjęciach:

A Bunker in B&W

I to, co ominęli. Typowo japońskie plastikowe jedzenie wystawowe, tym razem włoskie.

Plastic dish zoomed
Pasta, anyone?

Shibuya nocą jest jak Shibuya nocą. Jasno, ciemno, głośno i pachnie fast foodem.

Busy. Japanese fast food bar.

Resztki widoków na przyszłość:

Bridge over Shibuya by night
Bridge over Shibuya by night

Pozostało pożegnać się na dziś z Łukaszem i pojechać na wieś...

trwały link do tego wpisu

Hanka Bielicka

22 marzec 2006, 1:15| | Komentarze (3)

Dopiero co się dowiedziałam, że 9 marca zmarła Hanka Bielicka. A właśnie miałam napisać, że warto przeczytać ten wywiad prawdziwie wolnego człowieka, Jeszcze Polska nie zginęła póki się śmiejemy.

Szkoda.

trwały link do tego wpisu

śmietnik, efekt szwajcarski

21 marzec 2006, 23:33| | Komentarze (5)

Pozmywałam, wyczyściłam zdobyczny wicherek, przetłumaczyłam jakiś tekst, poszłam uratować życie jakiemuś bogu ducha winnemu komputerowi i wreszcie mogłam zasiąść nad zdjęciami.

Efekt szwajcarski:

Wybaczcie niewielką ilośc tektu, ale nie bardzo miałam pomysł, o czym mogłabym wam napisać, czego jeszcze byście nie wiedzieli.

Dzisiejszy akademik

Budynek numer trzy od frontu,

dormitory building 3

i z prawa,

dormitory building 3

oraz mniejsza niż zazwyczaj liczba źle zaparkowanyh rowerów:

bikes in front of our dormitory

Efekt wynoszenia na śmietnik

Wczoraj pisałam o łowach na śmietniku.
Dziś sami możecie obejrzeć pobojowisko.

moving out: garbage
moving out: garbage
moving out: garbage
moving out: garbage
moving out: garbage
moving out: garbage
moving out: garbage
moving out garbage

trwały link do tego wpisu

sójka

20 marzec 2006, 22:51| | Komentarze (4)

スイカってなに?

Obiecywałam, obiecywałam, nadszedł czas na historię z "sójką", japoński kolejowy odpowiednik Warszawskiej Karty Miejskiej, z tym że WKM oparta jest na technologii Phillips'a, Mifare, a Sójka nie.

FeliCa, dziecko Sony, to najpopularniejsza technologia kart czipowyh w Azji. To właśnie na technologii FeliCa oparta jest karta Suica, którą można płacić za przejazdy pociągami JR East, które obsługują większą część wschodniego Honsiu.

Kartę można dostać w specjalnych automatach, ustawionych z reguły tuż obok zwykłych automatów biletowych na stacjach JR. Oznaczone są maskotką Suica, pingwinem, więc nawet ciemny gaijin się połapie.
Za 2000 jenów dostaje się kartę z 1500 jenami na pokładzie. 500 jenów to depozyt zwracany po oddaniu karty.

Suica to w japońskiej reklamie skrót od suisui ikeru IC card czyli "karta IC, która pozwoli ci szybko pójść".
^_^

Wystarczy zbliżyć ją na 10 centymetrów do czytnika i puff, opłata pobrana. Tymi samymi kartami można uiszczać opłaty w większości sklepów na terenie stacji JR (jap. 駅中, ekinaka, WewnątrzStacji :)). Sójką można też płacić w niektórych innych sklepach, ale to już nie jest regułą.

Od 2001 roku, kiedy wprowadzono Suica, wydano już ponad 6 milionów tych kart.
A jaka jest sama karta?
Wygodna, zielona, wielkości nadgryzionej karty kredytowej.
I z obowiązkowym obrazkiem pingwinka.

karta Suica

O karcie o wiele więcej nie da się napisać, ale jeszcze jedno mi się rzuciło.

Otóż dosyć ciekawie rozwiązano problem przesiadania się w pociągi innych przewoźników. Otóż przy takich przesiadkach nie ma bramek wyjściowych z JR'a (które normalnie pobierają opłątę za przejechaną odległość), a Sójkę oddaje się panu w okienku (czasem są do tego automaty, ale z angielskim u nich różnie, więc nie znając kanji na miejscowości bezpieczniej jest pogadać z żywym panem) mówiąc, gdzie się chce jechać. Pan kasuje należność z Sójki i wydaje papierowy bilet na dalszą podróż nowym pociągiem :)

Pingwiny w natarciu!

A teraz czas na film.
Nie śmiejcie się zbyt głośno :]

idź kup bilet

W którym wszystko mi z rąk leci, gdy próbuję jednocześnie wyjąć portfel, sfilmować automaty i komentować na bieżąco, podczas gdy M-chan kupuje bilet jednorazowy i psuje całą radość moim czytelnikom.

już możesz przestać kręcić film wydaje mi się

Gdzie kupuję Sójkę nic o niej nie wiedząć, na zadne pytanie nie odpowiadam, robię za to głupią minę, a na koniec zarządzam koniec.

Nie było tak źle.

trwały link do tego wpisu

System jest zawodny

20 marzec 2006, 19:46| | Komentarze (6)

Czyli nowoczesna mapa parku w Ueno:

Palma wygrała.

trwały link do tego wpisu

Akiba i Ueno, gdy kwitną wiśnie

20 marzec 2006, 18:34| | Komentarze (5)

Jet-lag mnie męczył setnie, ale dałam się zwlec z łóżka i w towarzystwie niemiłosiernie świecącego słońca ruszyłyśmy do Akihabara, gdzie miałam nabyć rodzinie niezbędne do jej szczęścia gadżety, a M. planowała kupić Nano, iPodem zwanego.
Gdy już pogoda skutecznie zmaltretowała mi oczy, nadarzyła się okazja na parę zdjęć i przekopanie się przez szereg gadżetów do iPodów (z miniaturowymi kurteczkami włącznie ^_^).

We wpisie właściwym jest DZIKA HORDA zdjęć, you were warned.

Nowe, 3-piętrowe banery z najnowszej ekranizacji Gundam'a, "MS Gundam Seed Destiny", cudne. Nowe modele samych Gundam'ów też cudne, zwłaszcza ten czerwony Zaku.

Gundam posters, 3 floors high.

A poniżej to już druga strona ulicy i jeden z dwóch Sega World, wielopiętrowych salonów gier, w Akiba. Nakręciłam w nim film, ale że przez ten miesiąc klepię biedę, więc pokusę zagrania (mieli Gloomy-roboty!) zwalczyłam i poszłam z kamerą dalej. Jak już przełknę rejestrację w usłudze hostującej filmy, to wam moje filmowe dzieła zaprezentuję.

1 of 2 Akihabara Sega Worlds

W Akihabara straszy 18-piętrowa myśl socjalistyczna.

Akihabara building in sepia

I jeszcze parę obrazków z Akihabara, świata wszędobylskich reklam, elektroniki i anime:

Akihabara Akihabara
Akihabara
JR Akihabara Station.

A to już na stacji kolejowej.
TO billbord reklamujący jeden z najsłynniejszych sklepów dla maniaków gier wszelakich, choć głównie konsolowych, “Gamers”. Strasznie fajne kolory na tym plakacie, to co miałam nie pstrykać.

"Gamers" billbord in Akihabara Station.

W samym “Gamers” zdjęć robić nie wolno, zresztą jak w większości japońskich sklepów.

Ueno

W końcu zakupy zostały za nami i pojechałyśmy do Ueno.
Przy okazji pojawiła się okazja sfotografowania bramek biletowych na stacji, które ostatnio mijamy machając nonszalancko kartą Suica (zwaną Sójką).
Kartę skutecznie zareklamował opuszczający już Japonię Kojn, spotkany na Narita (Saitama-Tokio-Narita-Zurich-Klosters), no to w końcu ją nabyłam ;>
Dzięki Sójce bramki pokonuje się szybciej:

Ticket gates in Ueno Station

O samej Sójce będzie kiedy indziej, zwłaszcza że na środku stacji JR Ueno stało drzewo.
Na środku stacji JR Ueno stało drzewo.
Duże, żywe, kwitnące drzewo wiśniowe.
No problem. Ktoś uznał je za dobrą reklamę. Miał rację.

Can you see a tree?
Sakura tree in a middle of a station. No problem.

Drzewo wzbudzało spore zainteresowanie ze strony Japończyków, którzy robili sobie pod nim zdjęcia, pstrykali szybkie fotki komórkami i wysyłali znajomym, a szczęściarze uzbrojeni w ogromne obiektywy robili zbliżenia kwiatów.
M. była całością zupełnie nie poruszona i, nie zwalniając skręciła do piekarni. A w piekarni mieli WIELKIE klocki Lego.

Humongous Lego Chief.

Jako że Lego nie było na sprzedaż, nic już nas na stacji nie trzymało ;)

Poszłyśmy w kierunku słynnych schodów do Parku Ueno.

上野公園

Najsłynniejszy i największy park Tokio, 上野公園, Park Ueno zamieszkuje kilkadziesiąt gatunków ptaków i ponad tysiąc drzew wiśniowych, co czyni Ueno popularną miejscówką na 花見, hanami, coroczne picie pod drzewkiem pod pretekstem oglądania kwiatów wiśni.
W całym parku trwały porządki i przygotowania na wielkie hanami, gdy już kwiaty wiśni będą w pełnym rozkwicie.
Mimo że bladoróżowe kwiaty przyciągały wzrok, a walące słońce czyniło ich fotografowanie nie lada wyczynem, miałyśmy tu zwiedzać. No to zwiedzałyśmy.

Żebrzący mnich.

A begging monk in Ueno.

Widoki na Ueno:
Przychodziła mi na myśl Warszawa-Śródmieście, względnie Ściana Wschodnia.

Ueno has that Warsaw's feel.

A to znak kierujący na stację linii Keisei, który to znak mijałam bladym świtem 2 tygodnie temu, jadąc na Narita.
Mogę zaniepokojonym wyjaśnić, że znak nadal wisi.
Albo stoi.
To duży znak, więc chyba nie może wisieć.

Keisei Station entrance on the left, Ueno's stairs on the right.

Sprzątacze sprzątali schody.
Zwróćcie uwagę na mundurki. Mundurek musi być. To taka tutejsza oznaka statusu. Możesz stać i machać lizakiem cały boży dzień (zawód: Stacz), ale mundurek musi być.

Stair cleaners of Ueno.

Obok schodów miejsce japońskie do bólu: Smoking Area. Wolno palić wyłącznie w pobliżu takiego Dymnego Miejsca.

Smoking Area.

Po schodach na górę i już widać.... posąg Saigo Takamori z pieskiem.
Piesek się nie załapał na zdjęcie, uwierzcie mi na słowo, że tam jest.

Saigo Takamori Statue.

Posąg stoi na tarasie, z którego roztacza się widok na miejską część Ueno, a na tarasowym skraju straszy wejście na stację metra. Wejście nawet zajeżdża jak polskie. Home sweet home.

A creepy station entrance. Ueno, view from a park.
Ueno, view from a park
Ueno, view from a park

I jeszcze bambus, który rośnie ile wlezie, jak na bambusa przystało.

Bamboo

Nasza trasa po Ueno biegła (myśmy szły) od posągu Saigo Takamori'ego, przez świątynie Kiyo-Mizu, która podobno podobna ma być do jakiejś świątynie w Kioto, ale według M. wcale podobna nie była, a potem do świątyni Benten i wokół sadzawek Shinobazu, do świątyni Gojo, znanej z rzędów pilnujących jej lisów, Wielkiej Pagody Buddyjskiej, na której miejscu stał kiedyś wielki posąg buddy, ale do dziś zachowała się tylko głowa, a puste miejsce trzeba było czymś zająć ;) i w końcu do świątyni Tosho-gu, pochodzącego jeszcze z okresu Edo miejsca pierwszego pochówku Ieyasu Tokugawy.
Ufff.
Zdjęć zrobiłam masę, nic dziwnego, że mi aż 2 dni zajęło przekopanie się potem przez tę twórczość.

nonono of Ueno

Świątynia Kiyo-Mizu

Pierwotnie stanowiła część kompleksu świątynnego Kanei-ji, wzniesionego tu w XVII wieku przez pierwszego shoguna właśnie ustanowionego shogunatu, Ieyasu Tokugawa. Kiyo-Mizu zbudowano w 1631, a poświęcona jest Senju Kannon, Kannon o Tysiącu Rąk.

Kiyo-Mizu Hall
Roof of Kiyo-Mizu Hall
Sararyman in Kiyo-Mizu Hall
Kiyo-Mizu Hall
Red flags in Kiyo-Mizu Hall
Green stuff in Kiyo-Mizu Hall
Kiyo-Mizu Hall
Sakura in Kiyo-Mizu Hall, Ueno.

Benten Hall i sadzawki Shinobazu

Wystarczyło zejść po schodkach i pójść w kierunku wskazanym przez ZNAK:

Booto place.

Shinobazu, choć noszące jedną nazwę, to w rzeczywistości trzy odrębne sadzawki, z których przy największej znajduje się wypożyczalnia łodzi różnych, także łabędzich.

Świątynia na "wyspie" pośrodku trzech sadzawek poświęcona jest Benten, patronce sztuki, muzyki i wiedzy. Pierwotnie była boginią morza (albo wody), dlatego jej świątynie budowano w pobliżu wody. Podobno Enoshima (wyspa, na której byliśmy w weekend z Witem) powstała wyłącznie po to, by bogini mogła po niej przejść.
Bogini przedstawia się jadącą na smoku, trzymającą w rękach instrument, którego kamienna kopia stoi tuż obok świątyni, i który możecie obejrzeć na zdjęciach.

Food stalls on a way to Benten Hall.
Stone instrument plays silence
Benten Hall's protection.
A tree. All alone. Benten Hall over Shinobazu pond, Ueno.
Benten Hall over Shinobazu pond, Ueno.
Benten Hall

Po Shinobazu pływają stada ptaków pływających, wśród których potrafiłam wyróżnić kaczki :]
Kawaii.

It follows it's shadow.
Shinobazu pond's murky waters.
Shinobazu pond's awsomeness
A zooooooo. zoooo. zOo.
Don'ts and Do nots of Shinobazu
Spring in Ueno.
Freaking huge swans in that Shinobazu pond...
boats in Shinobazu pond
boats in Shinobazu pond

Shinobazu to już południowa granica Parku Ueno, więc zewsząd straszyła japońska myśl architektoniczna..

Scarry building over the Shinobazu pond.
Ueno building, B&W
Daffodils!
It's spring in Ueno!
Ueno park over Shinobazu pond.

Świątynia Gojo

Lisy się nie załapały, nie były tak malownicze jak sakura i rzędy czerwonych bram torii.

Sakura in Gojo Shrine, Ueno
Sakura, torii, Gojo Shrine.
Toriis in Gojo Shrine, Ueno

Wielka Buddyjska Pagoda

Great Buddhist Pagoda in Ueno
Great Buddhist Pagoda in Ueno

Świątynia Toushouguu (東照宮)

Życie jest jak spacer długą drogą z ogromnym ciężarem. Nie trzeba się spieszyć.

Jedna z wielu świątyń Światła Wschodu (東照宮), zbudowanych na cześć Tokugawa Iyeasu, Toushouguu z Ueno przetrwała Bitwę pod Ueno (1868) i upadek szogunatu, Wielkie Trzęsienie Ziemi w Kantou (1923) i naloty dywanowe na Tokio w 1945.
Obecnie jest jednym z niewielu istniejących budowli łączących dzisiejsze Tokio z dawnym Edo.

gate of Toushouguu Shrine
gate of Toushouguu Shrine
charms in Toushouguu Shrine
Sakura in Toushouguu Shrine, Ueno, Tokyo
Sakura in Toushouguu Shrine, Ueno, Tokyo
Sakura in Toushouguu Shrine, Ueno, Tokyo
Rattle in Toushouguu Shrine, Ueno, Tokyo
Toushouguu Shrine torii
A Bell in Toushouguu Shrine, Ueno, Tokyo

Pagoda

W Ueno stoi słynna pagoda. Problem w tym, że stoi na terenie zoo i żeby się do niej zbliżyć, trzeba kupić bilet do miejsca, gdzie trzymają wielkie pandy w wielkich klatkach. Za zoo nie przepadam, więc pozostało pstrykanie zdjęć zza płota.

Pagoda in Ueno, Tokyo

I tyle.
Muzeum Narodowe było już zamknięte, bo dochodziła 16:30. Prych prych.
W Muzeum jest teraz wystawa sztuki z Nasca, więc pewnie się szarpnę (bilet ze studencką zniżką kosztuje 1400 jenów, więc nie mało) i pójdę. Choć nie w tym miesiącu, bo oszczędzam :]

Obok żywopłoty znalazłam TO:

Stay healthy, have a walk.

To palik wyznaczający trasę spacerową po Ueno. Jakaś firma uznała to za dobry sposób na reklamę.
Na paliku jest mapka i są lampki, bo jak wiadomo, nie ma jak światełko w tunelu.

I to tyle.

Sakura in Ueno

trwały link do tego wpisu

wróciłam

18 marzec 2006, 21:02| | Komentarze (5)

Dziś dobiegły końca moje 12-sto dniowe wakacje wiosenne w szwajcarskim zimowym raju.

Wróciłam do potwornie już obcego pokoju w uniwersyteckim akademiku, mimo że nadal wypełnionym moimi rzeczami. Odkryłam że niektórzy już wyjechali, a inni właśnie się pakują. Życie.
Z wakacji w górach pozostały stosy zdjęć (i kilka filmów), kilogram czekolady, kilka konserw i podrażnione oczy. Ale warto było!

Śniegu było co niemiara, pogoda była z gruntu dobra, pieczone kasztany były dobre jak to mają w zwyczaju.
Klosters to jest to.

Do Klosters pewnie zawitamy znów za rok, a ja na razię idę spać, walczyć z jet-lagiem.

Dobranoc.

trwały link do tego wpisu

I nastały słoneczne dni.

13 marzec 2006, 19:13| | Komentarze (3)

Widok na Klosters z wjeżdzającej na górę kabinki.

Klosters from a lift up.

My w niej:

Blondi moi dad

A to już podczas przerwy na "jeden posiłek ciepły".
Dzień wcześniej, w ramach odprężającego nic nierobienia Blondi obwiesiła i otapetowało wszystko co mogła wszystkim co mogła. I jeszcze jej zostało.
Głównym szczęściarzem okazał się być telefon.

Blondi's cell after 'adjustements'
Blondi's hello kitty phone charm

Nastęnie klamra w moim bucie odmówiła daleszej współpracy i trza było szukać pomocy w serwisie. Pomocy nie znaleźlim, klamra nie była aż tak istotna, żeby się nie dało jeździćdalej (zresztą nigdy jej nie lubiłam), więc pojechaliśmy dalej...

Wczesniej ktoś Grubego uciął:

dad. half of.

I się cieszył.

yaaaaa! Blondi ^_^

Zjechaliśmy w dół do samotnego orczyka, który swą samotnością i łatwością biegnącej obok tracy nigdy nas wcześniej (jesteśmy tu już któryś raz) nie zachęcił do zjechania.

me & dad

Opłaciło się. Widzieliśmy starą stodołę ;), która okazała się być górną stacją starek kolejki na szczyt, dawno już nieczynnej, gdy plany rozbudowy wyciągów się zmieniły i ludzi z doliny, z której wychodziła kolejka, efektywniej jest dowozić pociągiem.
Ale sama kolejka stoi, a jednak z jej dwu kabin stoi srebrba i zaparkowana w stodole na szczycie.

Nastały słoneczne dni.

trwały link do tego wpisu

leniuchują gdy ja pracuję ;d

12 marzec 2006, 23:59| | Komentarze (4)

I znów trafił się dzień pełen ugi i Białego, więc spokojnie pozostałam w piżamie :) Udało mi się doprowadzić nowego laptopa Grubego do stanu półżycia, czyli reanimacja zakończyła się sukcesem.

W połowie dnia przestało padać, ale że leniem jestem niezaprzeczalnie, to na pobliski orczyk wybrali się jedynie słabiej jeżdzący ;p. Nie mogę powiedzieć, żeby za długo ich nie było, ale parę zdjęc przywieźli.

Narty Blondi.
Klasyczne.
Codziennie zajmowały wysoką pozycję w konkursie "Kto w kabince na szczyt ma dziś najdłuże narty?". W drugim tygodniu naszego pobytu Blondi wypożyczyła fun-carvy i jej własne narty nie opuściły już więcej tej zimy piwnicy.
Niewdzięczna.

Blondi's skis

Gruby.
Coś tam sobie gmera.

dad

Blondi.

Blondi

I dużo barbarzyńskiego śniegu ;)
Ale porządek musi być.

LOTS of snow

trwały link do tego wpisu

Klosters-Davos Centrum-Davos Dorf-Klosters

9 marzec 2006, 19:50| | Komentarze (3)

Cały dzień padał przebrzydły Biały i nic a nic nie było widać, zamiast na narty wybraliśmy się więc do leżącego 20km od Klosters Davos.

Stacja kolejowa w Klosters.

Klosters train station

Właściele skipasów i ludzie mieszkający w obszarze Davos-Klosters jeżdzą lokalnymi środkami komunikacji za darmo. Wygodne.

Tato, ja się pytam, gdzie jest moja Guest Karta? HĘ?

Davos

Davos.
Znane w świecie jako miejsce corocznego Szczytu Ekonomicznego, a w rodzinie jako miejsce z czekoladkami Schneider'a. To się nazywa różnica oczekiwań.

Pojechaliśmy do Davos Centrum i poszliśmy w kierunku Davos Dorf...

skiers in Davos Dorf
cars and car signs

Blondi:

First Day Together: Blondi

A to już Davos Dorf. Czekamy na pociąg.
Oni też.

Two men in Davos Dorf

Widoki z sunącego krętymi torami pociągu niesamowite. Nadal jednak nie wiemy, co Szwajcarzy uczynili z wagonami o szklanych dachach. Nie spotkaliśmy ani jednego.

Toblerone mountains
lots of snow, lots of space

Przystanek pośrodku niczego.

just a train station in a middle of nowhere ;)

A jednak się rozjaśniło i Biały przestał padać.

ski and sky

trwały link do tego wpisu

Parus cristatus

7 marzec 2006, 23:28| | Komentarze (0)

Sikorka czubatka.

Stworzenia owe żyją sobie w Szwajcarii i napełniają brzuchy na koszt podatników, reakcjoniści podli.

Sikorka Czubatka

I jeszcze dom z niebieskim niebem.
Mieszkaliśmy w tej betonowej ścianie po lewej.

our apartement block

trwały link do tego wpisu

Saitama-Tokio-Narita-Zurich-Klosters

6 marzec 2006, 20:07| | Komentarze (1)

Poleciałam do krainy łańcuchów toblerone, szalonych, czerwonych krów i bardzo miłych ludzi.
よこそ!スイス 

Z akademika w Sakura-ku musiałam wybyć kilkanaście minut po 5 rano, by złapać pierwszy autobus do Północnej Urawy. Normalnie jeździmy tam rowerami, ale ten manewr z (jak się potem okazało) 33-kilogramową walizką i 12 kg plecakiem mógłby nie przejść.

Saitama Univ Bus Stop 5 AM
Saitama Univ Bus Stop 5 AM 2

Autobus był oczywiście o czasie, 15 minut później wysiadałam wraz z dwudziestoma Japończykami i ich walizkami. Było ciasno :)

Z Północnej Urawy pojechałam pociągiem linii Keihin-Tohoku do Ueno, gdzie zapytany pracownik stacji pokazał mi kierunek do wyjścia ze stacji, które miało mnie zaprowadzić do stacji kolei Keisei. Teraz już wiem, że istnieje lepsze wyjście, jeśli ktoś ma zamiar się z JR przesiąść w Keisei: wyjście Shinobazu to najlepszy wybór. A to dlatego, że opuszczenie stacji JR Ueno wcześniejszym wyjściem prowadzi potem trasą ze schodami (w dół) i windą, która przed 7:30 rano jest nieczynna :]
Schodzenie z walizką w dół to męczarnia, na szczęście jakiś miły Japończyk zaoferował mi pomoc. Uff.

Wejście na stację Keisei znajduje się zaraz za słynnymi schodami do parku Ueno, więc ciężko nie trafić :)
1000 jenów i już byłam w pociągu na Narita. Miałam miejsce siedzące, bo Ueno to stacja końcowa, a większość pasażerów wsiada dopiero na następnej stacji, Nippori. Lucky me.

Podróż trwa 1,5 godziny, potem trza się jeszcze wznieść 3 czy 4 piętra wyżej i już się jest w hali głównej Drugiego Terminalu Międzynarodowego Lotniska Narita. Ustawiłam się grzecznie w kolejce do odprawy bagażu, którą obsługiwały jednocześnie SWISS i JAL. Bagaż przeszedł security check, choć musiałam wyjaśniać, że znajdująca się w środku zapalniczka to 新しいライター (atarashii raitou, nowa zapalniczka) i że jest pusta. Przeszło.

Problem pojawił się przy ważeniu bagażu. 33 kg.
Bosh.
Powiedziałam że się przepakuję, pani z obsługi wyglądała na uszczęśliwioną (wcześniej starała się delikatnie wyjaśnić, że wolno zabrać tylko 20 kg). Wypakowałam komiksy i inne papiery, poszłam, zważyłam, 27,6kg. Przeszło. Pani w okienku była bardzo szczęśliwa. Ja spocona i prawie równie zadowolona, choć miałam worek komiksów z którymi nie bardzo co miałam zrobić. Ech.
Zabrałam potwornie ciężki plecak (w środku cała elektronika, lektura, album dla rodziny ... sam album waży dobre 2 kg). Poszukałam poczty. Była.

Na Narita jest w pełni (jak się potem okazało) sprawna poczta. Hurra. Nie wiem czy mówią po angielsku, ale mówią po japońsku. Hurra.
Zapytałam czy mogę nadać paczkę do Europy. Mogę. A czy pan może zważyć moje książki i powiedzieć mi, ile będzie kosztowała najtańsza paczka. Może. Ważąc mówi, że najtańsza paczka będzie długo szła. Uśmiecham się i mówię że nic nie szkodzi, ale nie mam pudełka, czy mogę więc jakieś nabyć. No jasne że mogę. Wybieramy pudełko, pakuję całość i wypełniam kwitek. Całość trwa może 6 minut.
Szczęśliwa zarzucam na plecy podejrzanie lżejszy plecak i idę na śniadanie.
Dopiero dużo później uświadamiam sobie, że w paczce posłałam również moją samolotową lekturę, doczytany do połowy 東京ミカエル, którego zresztą drugiego tomu nadal mi brakuje. A na dodatek w środku była zakładka od M-chan, taka z gejszą i wstążeczką. Buuu.

No zdarza się.

Śniadanie było potwornie drogie, ale cóż było robić.

Przepchałam się przez odprawę paszportową, a potem przebyłam długie kilometry ruchomych chodników, by dotrzeć do mojego gate'a na krańcu świata. Miałam jeszcze około godziny, więc niespiesznie przeglądałam skarby pobliskiego sklepu z pamiątkami, gdy nagle słyszę znajomy głos. "Aśka?".

KOJN!

O ja nie mogę.
Najpierw wpadłam na niego w noc noworoczną, w potwornie zatłoczonym Roppongi. A teraz trafiam na niego na Narita, które do ułomków nie należy.
Kojn wracał już na dobre do Polski i wydawał się z tego faktu potwornie zadowolony ^_^.
Jego lot był jeszcze bardziej opóźniony niż mój. Dostała mi się więc historyjka o kojnowej próbie przemycenia do kraju gaijin karty, którą to próbę udaremniała zawsze skuteczna japońska służba celna. Hehe.
Usłyszałam też jęk zachwytu nad Suica (zwaną swojsko "sójką"), kartą magnetyczną zastępującą bilety w kolejach JR. Trza będzie sobie taką nabyć :-).
Kojn poszedł pilnować swojego samolotu, a nas w końcu wpuszczono na pokład.

A w samolocie moje miejsce przy korytarzu okazało się być wielce luksusowym miejscem zaraz za biznes klasą, miałam więc sporo więcej miejsca na nogi i możliwość ich oparcia o ścianę. Super.
Za sąsiadkę dostałam Japonkę w moim wieku, która jednak usnęła 3 sekundy po zajęciu miejsca, jak większość pozostałych pasażerów zresztą.
Taxi trwało wieki (45 minut), a lądujący na moim oczach samolot FedExu uderzył o coś na pasie i w rezultacie nasz start przedłużył się o kolejne minuty, gdy na pas posłano służby techniczne. Kolejka za nami wynosiła już 6 samolotów :]

I polecielim.
Podróż jak podróż. Zdjęć nie robiłam, bo byłą zajęta konwersowaniem z moją sąsiadką, która, co dziwne jak ja Japonkę, nie była nic a nic nieśmiała :) Obejrzałyśmy masę filmów, poczynając od Nany, którą wreszcie mogłam obejrzeć z angielskimi napisami :).

Oka nie zmrużyłam, ale za to utwierdziłam się w przekonaniu że Harry Potter jest tak głupi, jak mi się zdawało. Film był straszny, aktorstwo ŻADNE, scenariusz dziurawy i NIC w tym filmie nie było. Książka nie-pedagogiczna, językowo uboga, firmy żenujące i już wiadomo, dlaczego to takie popularne ^_^
Huehuehue.

Nie zmogłam filmu o Zorro mimo przyciągającej wzrok żony Zorra, bo film był o Zorro, a nie o jego żonie i dlatego nie był zbyt interesujący.
Do Zurychu dolecielim gdzieś przy początkach piątego filmy filmu. To się nazywa bad timing.

Pozbieranie siebie i bagaży zajęło mi minutę i na czele garstki innych pasażerów (reszta poszła do transferu) udałam się do wyjścia. Rodzina była za szybą i robiła miny, zdjęcia i miny.

I tyle. Pojechalim do Klosters przez jakiś zupełnie Inny Świat, gdzie ludzie są biali i wysocy. Gdzie można publicznie wyczyścić nos i z dużą szansą zrozumienia zagadać po angielsku. Gdzie nikt się nie gapi, za to bardzo głośno rozmawia czy to z sąsiadem czy przez telefon. Gdzie telefony komórkowe są malutkie i jakieś takie szare.

Rozdałam prezenty, dostałam prezenty i padłam.
Zasypiałam z myślą, że wszystko fajnie, ale ja chcę natychmiast spowrotem do Japonii ...

Tego dnia więcej zdjęć nie zrobiłam. Na lotnisku zdjęcia pstrykała Blondi, ale na miejscu rodzinę ogarnął dobrze znany z Gwiazdki szał odpakowywania prezentów (u nas to DŁUGI proces, bo niektórzy mają słowotok ;p) i już nikt nie miał głowy do zdjęć.

trwały link do tego wpisu

wieszaczki

5 marzec 2006, 14:55| | Komentarze (4)

Fajny zabijacz czasu :)

trwały link do tego wpisu

Rozrywki dla gospodyń domowych część 3

5 marzec 2006, 0:46| | Komentarze (1)

Zamarzam, więc o rowerze będzie, jak już się ociepli.

Na otarcie łez zeszłotygodniowa Kamakura Bus Trip z dużą ilością zdjęć oraz

Wyciąganie mięsa z kraba

Kraby tego bardzo nie lubią.

trwały link do tego wpisu

zimno, panie, w palce zimno też

4 marzec 2006, 20:58| | Komentarze (2)

Sytuacja przedstawia się następująco:

Wczoraj zakoszono mi rower. Ale się znalazł.
Pozmywam i napiszę więcej :)

trwały link do tego wpisu

słowo na środę bambusową

2 marzec 2006, 19:42| | Komentarze (2)

Miał być tak:

<object classid="CLSID:6BF52A52-394A-11d3-B153-00C04F79FAA6"> <param name="URL" value="http://ml.gazeta.pl/1/3189/bil0103c.wma" /> <param name="autoStart" value="0" /> <param name="uiMode" value="full" /> </object>

ale nie będzie, bo taki kod, choć w duchu XHTML, nie działa.
I szlag trafił poprawność kodu, przynajmniej do mojego powrotu.

We wpisie rozszerzonym kod niepoprawny, samo startujący, ale dający pozytywne rezulataty.

Kiedyś sfajczą ten przybytek.
Oby za mojej kadencji.

Joanna, the Reytan Hater.

trwały link do tego wpisu