« Festiwal Żelaznego Fallusa | strona główna | Kanamara Matsuri, Kawasaki »

niedziela
2
kwiecień'06

qui fallus aquam turbat?

Jak pisałam wczoraj, dziś pojechałyśmy (moi, M-chan i Connie) do Kawasaki (川崎), na coroczny festiwal Żelaznego Fallusa (かなまら祭り, Kanamara Matsuri). Spod akademików wyjechałyśmy rowerową kolumną parę minut po 8, by o 8:26 złapać pociąg do Tokio.

Całą podróż miałam rozplanowaną, a to dzięki stronie poleconej przez Tachi, ハイパーダイヤ (haypaadiya, hyperdia ;)), który mimo że po japońsku, oferuje wyszukiwanie połączeń kolejowych również w zromanizowanych nazwach stacji czy miejscowości (trzeba wcześniej przełączyć na angielską “wersję" strony). Bardzo wygodny serwis.

Wklepałam w okienka “MINAMIYONO" i “KAWASAKIDAISHI", odhaczyłam shinkanseny, ekspresy i dodatkowo płatne wagony specjalne i już po chwili dostałam ileś wariantów podróży do Kawasaki Daishi (川崎大師). Z listy wybrałam oczywiście wariant najtańszy, albowiem zbieram na iPoda (a przynajmniej tak mi się wydaje), więc ostatnio cienko przędę.
Wersja najtańsza okazała się jednocześnie wersją najszybszą (74 minuty), mimo że wcale nie biegła po najkrótszej trasie. Jej główną wadą były aż 3 przesiadki, ale czego się nie robi dla 220 jenów.
Przed dziewiątą darmowy parking rowerowy pod stacją Południowe Yono jest ZAMKNIĘTY, więc rezolutnie i bez większych zahamowań zaparkowałyśmy rowery naprzeciwko znaku “Nie parkować", licząc, że wieczorem tu jeszcze będą.

川崎大師駅 = Kawasaki Daishi station

Parę minut przed dziesiątą byłyśmy już w Kawasaki Daishi, pozostało wiec poczekać na resztę towarzystwa, czyli nalot z Tsukuby.

festiwal Kanamara, rycina

Nalot pojawił się po chwile, w osobach Tachi, Lidki, Łukasza, Elnary, Sarah, Chińczyka zwanego “40" i Francuzki, której imienia nie pomnę.

Nie bardzo wiedziałyśmy gdzie mamy iść, bo mapy (były 3) są dla mięczaków, a tym bardziej ci wszyscy gaijini gdzieś szli, to przecież wystarczy pójść za nimi. Gaijini chodzili po ścieżkach losowych i plan dotarcia do świątyni spaliłby na panewce gdyby nie to, że przezorni organizatorzy festiwalu wysłali na PrzedStację* przewodników, którzy machając czerwonymi chorągiewkami prowadzili kolejne grupy skołowanych barbarzyńców tuż pod torii świątyni

Wakamiya Hachimanguu (若宮八幡宮), która mimo że z nazwy poświęcona jest (jak nazwa wskazuje) Hachiman'owi, to czci się w niej fallusa. Nie jest to zupełnie pozbawione sensu, ponieważ poza byciem bogiem wojny Hachiman (八幡, dosłownie “osiem proporców" czy coś takiego ;) ) jest bogiem płodności i rolnictwa. Tyle z wierzeń shinto.
Po nadejściu buddyzmu Hachiman został skojarzony z bodhisattvą Daibosatsu i w ten sposób jest dziś czczony również w świątyniach buddyjskich.

* PrzedStacja (駅前 , eki mae) to obszar przed stacją kolejową. Bardzo przydatny krzaczo-zbitek, warto zapamiętać.

No nic.

Do świątyni dotarliśmy na półgodziny przed planowanym rozpoczęciem, więc czas na obfotografowanie kapliczek z wielu stron i kątów. Plan wziął w łeb z powodu opóźnienia i na fotografowanie mieliśmy kolejną godzinkę.

Grupowe zdjęcie pod gigantycznym i różowym.
Od lewej: Elnara, Connie, Lidka, moi, Łukasz, Sarah, Tachi i M-chan.

私たち and the big pink one

Zdjęć mamy MASĘ. TONĘ. O WIELE za DUŻO. Ale to nic. Mamy też filmy. No i udzieliłam wywiadu Reuters'owi, więc może będę sławna. Nawet, poproszona, przeliterowałam swoje arcytrudne nazwisko, modląc się w duchu o nie popełnienie pomyłki, ponieważ obok stała Lidka i PILNOWAŁA. Stres, mówię wam, taka pilnująca Lidka.

Miały rację przewodniki pisząc, że to festiwal opanowany przez barbarzyńców. Były ich hordy, niczym w Roppongi w ostatnią grudniową noc. W większości turyści, w większości .... Polacy ^_^
Już wiemy, co nas przyciąga w Japonii. Huehue.
Bez wątpienia stanowiliśmy największą gaijińską mniejszość w okolicy. Rozpoczął się jakiś eksodus z kraju czy ja o czymś nie wiem? ;d

Kapliczki przygotowane były trzy, fallusy były kolejno: drewniany, metalowy i różowy. Ten ostatni nosili crossdreserzy, transseksualiści i inni, równie kolorowi. Czad.

I tyle na dziś, bowem zmęczona jestem okrutnie. O potrząsaniu, lizaniu i pochwach będzie jutro. Filmy też będą. Te, które nadają się bez cenzury do zaprezentowania, ma się rozumieć.
Dobranoc.

make your radish look like penis

Chętnych do strugania penisów z białej rzepy nie brakowało, ale do ujeżdżania wielkiego, drewnianego chętne były głównie japońskie starsze panie.

Tłumy gęstniały z każdą chwilą, trzeba było więc wykorzystać ostatnią szansę na zmianę miejsca i sfotografować co się da.

Tysiąc papierowych żurawii na szczęście:

1000 paper cranes make a luck charm
One of many temple's shrines

Kowadełko i młoteczek? (Oraz monety jedno-jenowe.)

Fallus anvil

W mniejszej świątynii starsza kapłanka odprawiała jakąś niezrozumiałą dla nas ceremonię, a okna kapliczki okupowali ciekawscy: Japończycy i gaijini.

Priestess praying.

A tuż obok, w ogódku, zamiast ogrodowego krasnala....

Not a mushroom.

Lisy straciły już głowy:

Decapitated foxes?

Konik.
Ta kamienna "latarenka", w której ów konik stoi, ma jakąś profesjonalną nazwę, ale że jej nie pamiętam, to wam nie podam.

A horsey.

Świątynia Wakamiya Hachimanguu (若宮八幡宮) w pełnej chwale.

Wakamiya Hachimanguu (若宮八幡宮), Kawasaki

Przebieżka między kramami z pamiątkami i jedzeniem przyniosła wiele nowych doznań...

kamasutra stall: cards and accessories

Who wants a ride? Maybe you?

I tak dochodzimy do ujeżdzania wielkiego drewnianego fallusa. Pan nagabywacz wyławiał z tłumu panie i namawiał je do przejażdzki i pozowania do zdjęć. Trzeba przyznać, że skuteczność miał wysoką.
Panowie mogli się przebrać i uzbroić. Gipsowe fallusy cieszyły się ogromną popularnością, co wywołało szereg komenatarzy z naszej strony.... hehe.

Waiting for "customers" ;d
Anyone can be a dickhead.
Props.
Obaasan riding, ojiisan watching with his mouth open ^_^

To ostatnie zdjęcie RZĄDZI.
^_^

Dalej były LIZAKI.

Były mniejsze i większe, krzywe mniej lub bardziej, były też pochwy na patyku.
Serio.

Hurray, lolipops.

I wtedy rozpoczął się właściwy festiwal.
Najpierw były tańce.

little girl dancing
little girl dancing
Little girl dancing.

Potem przybyli ci, którzy na własnych ramionach mieli nieść kapliczki z fallusami przez miasto.
Podcza gdy oni się przygotowywali, kapłanka odmawiała kolejno modlitwy przed każdą kapliczką.

Steel one.
Ready .... to march.
Big pink one.
Cool jacket :)
A priestess.
priestess and a helper
two guys working at a festival
priestess and some guys working at a festival
Awsome crossdresser

Garść linków dla poszukujących wiedzy:

_@"

Komentarze

Krystek napisał/a:

Pogańskie te obyczaje ;) W Polsce dewoci pewnie zamknęliby organizatorów w więzieniach :]

Dodany 5 kwiecień 2006 6:49

ashka napisał/a:

U nas wystarczy sam pomysł Parady Równości. ;d

Nie tęsknię ze wszechobecnym chrześcijaństwem, oj nie. Kolejny plus dla Japonii.

Dodany 5 kwiecień 2006 11:20

Atem napisał/a:

Dobrze że katolicki głos radia maryja tam nie dociera ;P

Dodany 7 maj 2006 22:24

Dodaj własny błyskotliwy komentarz:

Dzięki, żeś się zalogował, . Teraz możesz dodawać komentarze. (Wyloguj się)

(If you haven't left a comment here before, you may need to be approved by the site owner before your comment will appear. Until then, it won't appear on the entry. Thanks for waiting.)


Zapamiętaj mnie: