« tamagochi | strona główna | Tsukuba, part II »

piątek
7
kwiecień'06

Tsukuba, part I

Zdjęcia będą kiedy będą.
Wpisy o pobycie u Wita też nie skońćzone, więc podlinkuję później.

Pojechałyśmy na wieś, gdzie w żeńskim więzieniu Oikoshi odbywają karę Lidka i Tatiana.

Parę godzin wcześniej

Miejsce akcji: Yono, Saitama.
Na Złoty Tydzień (Golden Week, z japońska zwany ゴルデン・ウィック czyli goruden wikku) jadę z Lidką i jej znajomkiem do Kioto i Nary, mamy już zarezerwowany hotel w Narze, pozostało kupić bilety na nocny autobus do Kioto i spowrotem oraz zapłacić za zarezerwowany ryoukan w Kioto.
Z biletem poszło gładko, bo M-chan ze mną poszła i ja musiałam się wyłącznie podpisać i zapłacić :]. 9500 i bilet w obie strony autobusem Seishuu Dream był mój. Jadę w nocy 31 kwietnia z Shnjuku, Lidka z kolegą jadą z Tokio, spotkamy się po 6 rano w Kioto :)
Z zapłaceniem za hotel nie poszło już tak łatwo, bo japońska poczta polska nie odkryła jeszcze przekazów pocztowych i pan na poczcie wysłał mnie do banku. Jako że M-chan uznała własne włosy za ważniejsze od mojego wypoczynku i poszła je masakrować wodą, a ja, samotna i opuszczona (ale z mapą) pojechałam błądzić po krętych uliczkach w poszukiwaniu zagonionego banku. Ech....

Bank był na głównej ulicy, nazwę miał wołami wypisaną, najwyraźniej mijałyśmy go regularnie w drodze do Minami Yono, innymi słowy: znalazłam go bez problemu. Na kartce miałam w romaji napisane “Chcę wykonać przelew”, w którą to karteczkę wyposażyła mnie na drogę M-chan. Żadne listy jej nie pomogą, serce już miałam złamane.
Wzięłam numerek, odsiedziałam na swoją kolej, wypaliłam pani w okienku w twarz M-chanową formułką, poprawiłam “上手じゃない。”, w ramach odpowiedzi na “Trzeba skorzystać z ATM'a” zrobiłam wielkie oczy i tak pani wzięła mnie za rączkę i przelewu dokonała praktycznie sama. To się nazywa serwis.
Do akademika wróciłam dumna jak paw.
Ha!

W drogę czas

Napisałam Lidce, że mamy drobne opóźnienie i pojechałyśmy.
W Minami Yono, nauczone doświadczeniem (patrz: wyjazd do WITolda), zaparkowałyśmy rowery NA parkingu, nie OBOK. Miejmy nadzieję że je tam znajdziemy za te parę dni.
Trasę do Tsukuby miałyśmy już zaplanowaną, w wersji najtańszej z możliwych jechałyśmy do Minami Nagareyama, a stamtąd już wielce poważnym Tsukuba Express do samej Tsukuby. Okazja życiowa, jedyne 1250 jenów w jedną stronę.

Miejsce akcji: Tsukuba, niecałe 190 tysięcy mieszkańców..
Na wsi byłyśmy po siódmej, czyli nie było tak źle. Miałyśmy spać u Arka, który bawi na Hawajach (inne źródła podają, że jest na Jamajce, ale kto by tam wierzył Tachi ;d ), nawet śpiwory miałyśmy zapewnione. Arek, mimo że jak dziewczyny jest mieszkańcem Rezydencji Oikoshi, nie mieszka w więzieniu o zaostrzonym rygorze, ma więc podłogę, łazienkę, kuchnię i ciepłą wodę. Prawie jak w Saitamie :)
Pogadalim ze świeżo spotkanym ハーフ z Meksyku, który świetnie udawał, że nie zna japońskiego ;-), nie dalim się sterroryzować nadmierną ilością zdjęć z autostopu dziewczyn przez południową Japonię i można było wrócić do Arka i pobić się z M-chan o miejscówkę na łóżku.
Mam wrażenie że mecz oddałam walkowerem. Ech.
Mam nadzieję, że nie zrzuci mnie z łóżka, jak ot zwykła czynić z Jeannete.
Ech.

Plan na jutro: Tsukuba-san, góra, która ma dwa szczyty i żaden nie nazywa się Tsukuba. Ot, pokręcona japońska logika.

_@"

Komentarze

Atem napisał/a:

Ty....
co ty masz na myśli ...
że 190 tyś to wieś !?!
to prawie jak u mnie :

Dodany 8 maj 2006 4:26

Atem napisał/a:

ykhyhyhy eee neostrada się kłania (ups)
uprzejmie prosze moda o tykreślenie jednego z textów
:) heh ..

Dodany 8 maj 2006 4:33

Agat napisał/a:

Dziecko Neostrady... hyhy

Dodany 8 maj 2006 6:29

Atem napisał/a:

wypraszam sobie

Dodany 10 maj 2006 7:05

Atem napisał/a:

:p

Dodany 10 maj 2006 7:05