« marzec 2006 | strona główna | maj 2006 »

sztuka (to wyjechać)

30 kwiecień 2006, 1:49| | Komentarze (12)

sleeping

Na początek rzecz straszliwa, zepsuła się moja książeczka do bankomatu. Nie chodzi o to, żeby była mi niezbędna do życia, ale działała, a już nie działa, więc się skarżę. Prawdopodobnie załatwiła ją awaria bankomatów, które dnia pewnego spokojnie obsługiwały karty, ale po włożeniu książeczki zaczynały wyć. UUuuuuuUuuUU....
Dziś pochowałam moją książeczkę na dnie szuflady. Niech spoczywa w pokoju.

Już jakiś czas temu dostaliśmy karty z wynikami z przedmiotów z zeszłego semestru. Mam same A i jedno B. Zgadnijcie z czego?
Wark wark wark.

short pasta

Powyższe zdjęcie to jedyny komentarz, na jaki mnie stać. Wark.

W tym semestrze oprócz japońskiego chodzę jeszcze na historię Japonii, Japoński marketing i konwersacje z francuskiego.
Z tej Trójcy problemy już tworzy człowiek od historii, który myśli że student jest w stanie wydać 1/8 swojego stypendium na książkę do historii.

To prawdopodobnie bardzo dobra książka, ale NIE MA OPCJI, żebym ją nabyła. Po co? Wydam równowartość 250 złotych na coś, co przyda mi się wyłącznie tu, na Uniwersytecie w Saitamie, którego biblioteka nie grzeszy zasobną kolekcją książek. W Warszawie, gdyby mnie wzięło na czytanie o historii Japonii, przejdę się do BUWu...
Podobny tok myślenia moją moi współtowarzysze niewoli, a jedyny potencjalny długotrwałym użytkowaniem tej drożyzny książkę ową już ma, tyle że w USA.
No czad.

Plan na dzisiaj: pożczyć książkę od prowadzącego i skserować :>

Jako że ja wyjeżdżam, to los podręcznika i nasz leży w rękach tych, co pozostają....

Mój kawałek podłogi

Jeszcze potrwa, nim wrzucę zaległe zdjęcia z Tsukuby, Saitamy, Tsukubasan .... (yikes), a nie chcę z pochwaleniem się moim domowym dziełem sztuki czekać do wrześnie ;d

Obrazek narysował Daryll, utalentowany rysownik ze wsi. Mam oryginał, w kolorze, i komplet czarno-białych kopii.

Mój śliczny obrazek w ramce z hyakuen'a:

my own piece of art

Zdobyczy z Tsukuby mam więcej, ale nie pora na nie.
Jeśli ktoś wie, jak przewieźć do Polski własność rządu Japonii, to niech się podzieli.

Wyjeżdżam

Dziś przed 11 wieczorem wsiadam w Seisyu Dream, nocny autobus do Kioto i znikam na tydzień. Wracam w niedzielę świtem bladym, wtedy się odezwę.

Niby w hotelu w Kioto jest internet, a ja niby zabieram notes ze sobą, ale nie wiem jak to z czasem i chęciami będzie.
Więc siedźcie tu i czekajcie.

spam spam spam

PS. ZNOWU mi się strona nie waliduje.
Musicie zdzierżyć przez tydzień.

trwały link do tego wpisu

pijany kot, のまネコ

29 kwiecień 2006, 12:14| | Komentarze (4)

Zaczęło się od społeczności 2ちゃんねる (ni cyanneru, 2channel, w skrócie 2ch, po naszemu "Program Drugi"), strony oferującej BBS, tablice ogłoszeniowe, które w Japonii pełnią rolę forum, a z BBS'ami z prawdziwego zdarzenia nie mając nic wspólnego.

Gdy w Japonii usłyszysz "BBS" to na pewno chodzi o forum internetowe (w japońskim stylu, czyli proste do bólu). Usłyszysz スマート (sumaato, od angielskiego słowa "smart") to się nie zdziw. Smart to w nowomowie "modny", a nie "mądry".

A wracając do Programu Drugiego. Tym, co odróżniało i odróżnia 2ch od setek innych podobnych BBSów, czyniąc go największym forum na świecie, to możliwość publikowania wypowiedzi również przez anonimowych, nie zarejestrowanych użytkowników. Ta konsekwentna polityka doprowadziła do ogromnego rozrostu 2ch (strona generuje dziennie ponad milion wiadomości!), ale i do regularnych flame war, internetowej wersji pieniactwa.

Legenda głosi, iż jednym z najbardziej popularnych zdań używanych w odpowiedzi na atak przeciwnika było 「お前らも暇な奴らだなぁ」 (omaera mo himana yatsura da naa, takie nasze "Ty to chyba masz za dużo czasu."), skrócone później do 「おまえもな」 (omae mo na, "I ty też."). Dziś słynne już omae mo na zapisuje się w katakanie, jak słowa zapożyczone, co daje 「オマエモナー」, a samo mo na zostało imieniem maskotki 2ch, kota.

Inna wersja legendy głosi, iż internetowy troll, zamieszany w trwający właśnie flame war, narysował w Shift_JIS kota mówiącego "Ty to chyba masz za dużo czasu." i po prostu wkleił na BBSa. W odpowiedzi ktoś przerysował kota, który tym razem mówił "I ty też." i tak się zaczęło.

Powstał kot, nazwany później, zgodnie z najczęściej wypowiadanym zdaniem, monaa.

Mona mówiąca 'I ty też.'

Monā (モナー)

Dziś Mona jest najczęściej używanym ASCII artem w sieci. Występuje w dziesiątkach wersji i dorobiła się całej rodziny i przyjaciół, między innymi Morara (ośmioręcznej Mony), Ogiri (Mony z onigiri zamiast głowy) czy Giko-neko, oficjalnej maskotki 2ch.

Numa Numa

Później pojawił się rumuński zespół O-Zone z hiciorem "Dragostea din te", śpiewając, że ich nie chcą:

Vrei sa pleci dar nu ma, nu ma iei,
Nu ma, nu ma iei, nu ma, nu ma, nu ma iei.

Nu ma nu ma? Noma Noma? 飲ま飲ま!
Kanji 飲 to no, fragment popularnego wśród sararymanów czasownika 飲む, "pić". Coś mi mówi że forma 飲ま (noma) zbyt poprawna nie jest, ale co ja tam wiem o japońskim.
Teraz można dać Monie butelkę i będzie Pijącym Kotem. I przedsiębiorczy fani zabrali się do dzieła....

イエィ (jej!)

Maiahi - starsza animacja:

Trzeba nacisnąć すたーと, żeby film ruszył.

Maiyahi - najnowsza animacja:

Rumuńska piosenka wywołała modę na NumaNuma, przerabianie ich hitu na wersje narodowe, karaoke i hymny gejowskie.
Społeczność 2ch i te przejęła.

Ra La La

Ten przedziwny podkład muzyczny można zassać stąd, zwie się "Ra La La, Rudi Hier Rudi Da" :]

Dla poszukujących wiedzy bądź dalszej nieustającej rozrywki:

Może i AVEX zrezugnował z wykupienia praw do Mony, może i przestał produkować zabawki z Moną, ale ja się załapałam na zabawkę-zawieszkę z pijanym kotem.
^_^

trwały link do tego wpisu

mail pod skrótem

29 kwiecień 2006, 11:15| | Komentarze (6)

Prace trwają.

Strrrrasznie nam przykro

Wreszcie umieściłam na stronie własny adres email.
Jest w menu po prawej, a także, zgodnie z oświadczeniem o dostępności, pod skrótem klawiszowym Alt+9 (w Operze: Esc+Shift+9).

Mail jest zabezpieczony skryptem (PHP i JS), miejmy nadzieję, że go roboty nie namierzą.

Jeszcze kilka usprawnień i zostawię silnik w świętym spokoju.

trwały link do tego wpisu

BHPuję się

28 kwiecień 2006, 16:16| | Komentarze (1)

Obecnie zmieniam strony bloga ze statycznych (html) na dynamiczne (php), mogą więc pojawić się martwe linki lub nagłe błędy 404.
Za niedogodność Zarząd przeprasza i kaja się z wyprzedzeniem.

YouTube najwyrażniej też się zabrał za porządki, stąd filmy są tymczasowo nie dostępne. Ale to nic. Za chwilę kasuję całe archiwum...
Nie będzie postów, nie będzie linków do nieistniejących filmów, niebędzie płaczu i zgrzytania zębów....

MUHAHA.

Abhorrent, Sinister, Hitchhiker-Kidnapping Abomination

trwały link do tego wpisu

tokio, gaijin's way

27 kwiecień 2006, 22:50| | Komentarze (2)

Piosenka mnie rozłożyła, więc się dzielę.

Przy okazji, są już zdjęcia z drugiego dnia w Tsukubie. Zdjęcia z hanami-party na razie ominęłam.
Na więcej twórczości nie miałam czasu. Na dodatek mam zapchany dysk, a zdjęcia porozrzucane po wszystkich partycjach, więc ciężko mi to ogarnąć. Może jutro, jeśli odwołają imprezę TryMe!.

trwały link do tego wpisu

się żyje, się słucha

27 kwiecień 2006, 20:22| | Komentarze (8)

W szkole testy, testy, testy.
I po testach.
Nie było chyba tak źle, ale ja już duszą jestem w Kioto. Na tę okazję piorę sznurówki.

Dziś lało, a prognoza dla Saitamy na najbliższy tydzień nie jest radosna. Choć temperatura ma się utrzymać na poziomie 21-24 stopni, to ma lać z przerwami przez cały tydzień.
W Kioto (Kinki) jest chłodniej, ale prognoza nie przewiduje deszczu, tylko chmurki. Chmurki zdzierżę.

Ostatnio ciężko mi się zebrać do nauki, bo jak nie oglądam programów dla Bardzo Małych Dzieci - które WRESZCIE rozumiem w całości i zawsze dażę przeczytać napisy na ekranie! - to czytam komiksy. Jak patrzę na pracę domową z kanji, to mi się jeszcze bardziej nie chce :]

okładka płyty Queensryche: Operation: mindcrime

Może to ta pogoda, może wiosna :]

Dostałam od Yusuke płytę i od niej również nie mogę się oderwać :]
Wstyd się przyznać, ale dopiero od Yusuke dowiedziałam się, że taki zespół wogóle istnieje.

There's no sleep today, I can't pretend
When all my dreams are crimes
I can't stand facing them
Now who will come
To wash away my sins
Clean my room, fix my meals
-- "My Empty Room"

Nieskładny ten wpis. Idę robić sushi, potem odcinek "West Wing", sakubun z japońskiego i przewodnik po Japonii do snu.

trwały link do tego wpisu

prognoza pogody dla okolic

27 kwiecień 2006, 20:02| | Komentarze (3)

Tu była prognoza pogody, ale umarła.
Może kiedyś wróci.

Prognoza pogody dla interesujących mnie japońskich miast.

大宮、さいたま市 (Omiya, Saitama)

京都 (Kioto)

東京 (Tokio)

trwały link do tego wpisu

słowa na dziś

24 kwiecień 2006, 18:52| | Komentarze (3)

Wróciłam z zajęć.
Cały dzień było duszno i wilgotno, a teraz mamy oberwanie chmury i tornado. Ciężko to opisać, ze w życiu takiego deszczu nie widziałam. O_o
Jednocześnie temperatura się nie zmieniła, aż strach pomyśleć co będzie w lecie, gdy już teraz nie idzie wytrzymać.
Siedzę, piszę bloga i oglądam japoński blok programów dla dzieci.

Właśnie trwa program "Kwintet", w którym muppety grają muzykę klasyczną, a w przerwach robią dziwne rzeczy, dziś na przykład rozłupywali orzecha.

割れました?
割れた。。。おれの歯だ。

Nagrałam wam kawałek innego programu. Spodoba wam się bez dwóch zdań.
Niestety, jakość obrazu jest słaba, bo użyłam aparatu, a kabla do komputera nie posiadam. Jeśli ktoś mi go podaruje, to filmy będą lepszej jakości. Azas.

Tak naprawdę to miałam napisać o naszym francuskim. Piszę "naszym", bo chodzę na nie razem z M-chan.

Zajęcia są dla początkujących, więc obecnie jesteśmy na etapie "Je m'apelle..." i "Je ne comprends pas.".
W trakcie zajęć, w ramach ćwiczenia "Que est-ce?", "C'est ...." jeden z Japończyków z lekko zakłopotaną miną stwierdził, że skoro nie jestem Francuzką, to muszę być Japonką. Nie zmylił go ani mój kolor skóry, ani wzrost, ani akcent. ;d

Później w parach ćwiczyliśmy liczenie, gdzie jedna osoba zadawała pytania w stylu "4 + 9", a druga podawała odpowiedź.
Jednak ćwiczenie z M-chan przedstawiało pewien problem. Otóż zapytana o "17 + 61" M-chan błyskawicznie odpowiadała ... "80". "13 + 6"? "20". No panie......
Wszystko to jednak nie zmienia faktu, że to są nasze najlepsze zajęcia. Rechoczę bez przerwy przez półtorej godziny. Szkoda, że konwersacje są tylko raz w tygodniu.

Za oknem pogoda ssie

wakacje

I jeszcze rozmowa z Witem w sprawie wyjazdu wakacyjnego.
Wit sugeruje Tajwan.

[ashka] ok. ale co tam jest fajnego?
[WITold] nie wiem
[WITold] cos jest na pewno
[WITold] wszystkie moje matchboxy byly z tajwanu

^_^

trwały link do tego wpisu

zawartość torebki

24 kwiecień 2006, 16:32| | Komentarze (3)

Watykan zezwoli prawdopodobnie na używanie prezerwatyw przez współmałżonków, z których jedno jest zarażone wirusem HIV. To byłoby poważne ustępstwo w sztywnej dotąd nauce Kościoła.

Nie mam zamiaru dyskutować tu z katolickim światopoglądem, a jedynie zaprezentować jeden z możliwych do wykorzystania produktów.

Mogą być takie?

Condoms pack

Napisy na opakowaniu głoszą, że to 超レア (Super rzadkie) レインポーパージョン!! (Tęczowa wersja!), a narysowana na opakowaniu mangowa panienka, POP-chan prosi, by zapoznać się z informacjami z tyłu opakowania.
To tam można między innymi wyczytać, że są to 3 nawilżone, białe prezerwatywy typu natural fit.

Zawartość paczuszki:

Condoms with instructions card

Dostałam je na legendarnym już festiwalu Żelaznego Fallusa (Kanamara) w Kawasaki (patrz qui fallus aquam turbat?), wraz z całą torebką innych gadżetów.

Bag and contents

Ulotki, jak to się dziś mówi, są specjalistyczne, to jest na tematy wąskie, o seksie i seksualności w tym przypadku.
Mamy więć książeczkę "忘れてない?「エイズ」のこと。" ("Nie zapomniałeś? AIDS") i "STD性急染症" oraz ileś o ruchu crossdereserów i transseksualistów z zaproszeniem i mapką. Wielce interesujące wszystkie są, zwłaszcza obrazki :)

STD leaflet: guide

^_^
Największą popularnością cieszy się zwłaszcza obrazek interpretowany jako "mocny uścisk" ^_^
:d

Poza tym w torebce było jeszcze jedno szczęście, patyczki higieniczne.
Wielekrotnie próbowaliśmy dojść DLACZEGO włożono je do tej torebki. Pomysłów jest kilka, ale wybaczcie, nie podzielę się ;d

Patyczki mają cudne opakowanie w engrish.
"Chotto" znaczy "troszkę".

cotton sticks

Całość nie pobija wywadu, który uczynił mnie sławną, ale swój urok ma.

trwały link do tego wpisu

znaleziska

23 kwiecień 2006, 23:39| | Komentarze (1)

Powinnam częściej przeglądać archiwa. Wykopałam dwa BARDZO stare wpisy, które z nieznanych przyczyn wisiały sobie cały czas ze statusem "Szkic" czyli niewidoczne dla odwiedzających.
Wypadek przy pracy.

Antypiksele

Wyprodukowałam ileś antypikseli dla samej przyjemności ich tworzenia :). Trafiły się i dwa dla zielonej pożywki, gdyby ktoś reflektował.

antypiksel 1

Kod:

<a href="http://ashka.livenet.pl/mt/" title="zielona pożywka (jest z ludzi)">
<img src="http://static.flickr.com/56/130743095_d8b8e55093_o.png"
alt="zielona pożywka [antpiksel]" style="border: 0px" width="80" height="15" /></a>

Efekt:
zielona pożywka [antypiksel]

antypiksel 2

Kod:

<a href="http://ashka.livenet.pl/mt/" title="zielona pożywka (jest z ludzi)">
<img src="http://static.flickr.com/1/131335012_67df0ef2ef_o.png"
alt="zielona pożywka [antypiksel]" style="border: 0px" width="80" height="15" /></a>

Efekt:
zielona pożywka [antpiksel]

Więcej radości jutro, gdy już wrócę ze szkoły...

trwały link do tego wpisu

Rozrywki dla gospodyń domowych część 5

23 kwiecień 2006, 22:17| | Komentarze (4)

Wybaczcie całoweekendowe milczenie, ale pojawił się niespodziewany koncert, po nim niespodziewana impreza, a potem - już nie tak niespodziewanie - spałam do południa, nie było więc kiedy zasiąść do klawiatury.
Prace domowe z japońskiego mają swoje prawa :]

Nie żebym narzekała, obecnie zajęcia jak i prace domowe wydają się 3 razy łatwiejsze od tych, które miałam 3 miesiące temu, a zadania domowe zdecydowanie zajmują 3 razy mniej czasu. I dobrze. Może wreszcie usiądę nad jakąś pracą, choćby magisterką, która nietknięta leży sobie na dysku.

Zamiast wisienki macie kolejny odcinek "Rozrywki dla gospodyń domowych".

Zdrapki (ze "Stołu rodziny Ito")

Ściągnęłam kilka zdjęć z komórki, niedługo je wrzucę...

trwały link do tego wpisu

Potop z wykopu

22 kwiecień 2006, 13:21| | Komentarze (9)

Czyli myśli po przejrzeniu statystyk.

Lalka kakeshi

Na powyższym zdjęciu: laleczka kokeshi z Kamakury, którą podarowałam własnej siostrze.

Statistics for ashka.livenet.pl (2006-04)

Month --- Unique visitors
Apr-2006 --- 2111
Day --- Number of visits
21-Apr-2006 --- 935

Ta ostatnia liczba, gdy ją dziś zobaczyłam, zszokowała mnie mocno. Prawie tysiąc gości w ciągu jednego dnia?!
Co ja takiego zrobiłam?!
Rozwiązanie pojawiło się parę linijek dalej:

Links from an external page (other web sites except search engines)
- http://rotfl.pl/link-4a96.html --- 274
- http://www.wykop.pl --- 189
- http://www.rotfl.pl/link-4a96.html --- 164

Fiu, fiu.

Ktoś najwyraźniej wrzucił linka do zielonej pożywki na wykop.pl i serwis rotfl. Z tym ostatnim wolałabym nie mieć jednak nic do czynienia, bo tamtejsi goście nie wydają się potencjalnym materiałem dla stałych czytelników zielonej pożywki.
Nie żebym coś miała przeciw użytkownikom rotlf, ale lubię stałych czytelników, nawet tych, których swoje komentarze wysyłają mi na jabbera ZAMIAST zapisać je na blogu w przeznaczonym do tego miejscu.

Przy okazji wyczytałam też że 89,9% moich gości używa Windy, ale jednocześnie 49,8% używa Firefoxa, a tylko 28,1% nieszczęsnego IE.
76,1% Użytkowników przybywa na stronę z linków we swych własnych zakładkach, co mnie cieszy niebywale, znaczy, że przybywają tu regularnie, bo i po co dodawać do ulubionych stronę, którą odwiedza się dwa razy w roku?

I na koniec perełki z silników wyszukiwarek czyli zdania i frazy, które doprowadziły jakieś mocno zagubione dusze na moje skromne progi. Wybrałam te najpopularniejsze. Cudne.

kimchi
fallus
malinowy bzyk
sznurowanie trampek
strój piracki
świąteczne sprzedaż mięsa na wynos
ryż produkujemy
jak ugotować ziemniaki
zdjęcia rolki papieru toaletowego
fallusy
debil po japońsku
można dostać mandat za palenie??
zaŁoŻenie pola golfowego
dlaczego nie można mieć wszystkiego??

To ostatnie pytanie męczy i mnie.
I co to jest sprzedaż mięsa na wynos? Chyba dziś sobie poggogluję....

trwały link do tego wpisu

jeszcze jeden, zaległy

21 kwiecień 2006, 23:50| | Komentarze (6)

my balcony wall

Jeszcze jeden zaległy wpis, tym razem z załączonym materiałem video.

A na zdjęciu ściana mojego balkonu. To się nazywa sztuka.
Albo, zaleznie od perspektywy, wandalizm.
To nie ja.
Dobranoc.

trwały link do tego wpisu

Gertrude Stein, "If I Told Him: A Completed Portrait of Picasso"

21 kwiecień 2006, 21:27| | Komentarze (0)

If I told him would he like it. Would he like it if I told him.
Would he like it would Napoleon would Napoleon would would he like it.
If Napoleon if I told him if I told him if Napoleon. Would he like it if I
told him if I told him if Napoleon. Would he like it if Napoleon if Napoleon
if I told him. If I told him if Napoleon if Napoleon if I told him. If I told
him would he like it would he like it if I told him.
Now.
Not now.
And now.
Now.
Exactly as as kings.
Feeling full for it.
Exactitude as kings.
So to beseech you as full as for it.
Exactly or as kings.
Shutters shut and open so do queens. Shutters shut and shutters and so
shutters shut and shutters and so and so shutters and so shutters shut and
so shutters shut and shutters and so. And so shutters shut and so and also.
And also and so and so and also.
Exact resemblance. To exact resemblance the exact resemblance as exact
as a resemblance, exactly as resembling, exactly resembling, exactly in
resemblance exactly a resemblance, exactly and resemblance. For this is so.
Because.
Now actively repeat at all, now actively repeat at all, now actively repeat
at all.
Have hold and hear, actively repeat at all.
I judge judge.
As a resemblance to him.
Who comes first. Napoleon the first.
Who comes too coming coming too, who goes there, as they go they share, who
shares all, all is as all as as yet or as yet.
Now to date now to date. Now and now and date and the date.
Who came first. Napoleon at first. Who came first Napoleon the first.
Who came first, Napoleon first.
Presently.
Exactly do they do.
First exactly.
Exactly do they do too.
First exactly.
And first exactly.
Exactly do they do.
And first exactly and exactly.
And do they do.
At first exactly and first exactly and do they do.
The first exactly.
And do they do.
The first exactly.
At first exactly.
First as exactly.
As first as exactly.
Presently
As presently.
As as presently.
He he he he and he and he and and he and he and he and and as and as he
and as he and he. He is and as he is, and as he is and he is, he is and as he
and he and as he is and he and he and and he and he.
Can curls rob can curls quote, quotable.
As presently.
As exactitude.
As trains
Has trains.
Has trains.
As trains.
As trains.
Presently.
Proportions.
Presently.
As proportions as presently.
Father and farther.
Was the king or room.
Farther and whether.
Was there was there was there what was there was there what was there
was there there was there.
Whether and in there.
As even say so.
One.
I land.
Two.
I land.
Three.
The land.
Three
The land.
Three
The land.
Two
I land.
Two
I land.
One
I land.
Two
I land.
As a so.
They cannot.
A note.
They cannot.
A float.
They cannot.
They dote.
They cannot.
They as denote.
Miracles play.
Play fairly.
Play fairly well.
A well.
As well.
As or as presently.
Let me recite what history teaches. History teaches.

Opublikowane w "Vanity Fair" w 1924 roku.

trwały link do tego wpisu

piękny dzień

21 kwiecień 2006, 15:39| | Komentarze (7)

Death Jr.

Och jak przyjemnie jest kończyć piątkowe zajęcia o przed 12:00.

Można spacerkiem wrócić do akademika, ciesząc się po drodze słońcem i błękitnym niebem, wreszcie zjeść śniadanie, a potem odpisać na wiadomości od osób mniej lub bardziej istotnych, poczytać siedząc na balkonie, delektując się kawą i przyjemną bryzą.
Mają rację. Studia to najlepszy okres w życiu.

:-)

Stypendium będzie 25 kwietnia, czyli we wtorek. Ufff. Nawet rachunki zdążę zapłacić, zanim mi odetną net, prąd i telefon.

Wakacje u Wita - całość

Udało się, wrzuciłam już komplet zdjęć z wakacji u Wita w Sakuragaoka.
Dla porządku i ułatwienia wam życia wrzucam linki poniżej.

trwały link do tego wpisu

Dom postawiony na głowie (Nagano)

19 kwiecień 2006, 22:16| | Komentarze (5)

Japońska myśl architektoniczna sprowadza się do kartonu, gipsu i ducktape'a (srebrnej taśmy klejącej, używanej przez MacGywer'a ;d), a w ostateczności do betonu, stąd wiadomość o domu postawionym na głowie zaintrygowała mnie wielce.

Upside-down Motel Absurd

Różowe dziwo to w rzeczywistości trzypiętrowa kawiarnia w Matsumoto, w prefekturze Nagano. Zakręcony napis widoczny na dachu głosi さかさレスト とんちん館 (sakasa resuto tonchinkan).

Już nazwa jest żartem:

  • sakasa jest od sakasama - odwrócony, do góry nogami
  • resuto to skrót od レストハウス (resuto hausu), skatakanizowanego angielskiego rest house czyli motelu
  • kan (館) to znak oznaczający budynek, dopisywany do takich słów jak biblioteka (図書館 toshoKAN) czy ambasada (大使館 taishiKAN)
  • ale całe słowo tonchinkan znaczy dosłownie absurd

Różowe dziwo ochrzczono więc:

Motel do góry nogami
Absurd

Uff.

Wnętrze Absurdu Wnętrze Absurdu

Zadbano o szczegóły, więc wszystko jest postawione na głowie, a z położonych na suficie mat tatami zwisają lapy z kloszami z wiader i imbryczków.

Wnętrze Absurdu Wnętrze Absurdu

Nawet menu zakręcili: wszystkie słowa napisano w odbiciu lustrzanym :]

I jeszcze adres, gdyby ktoś był przejazdem:
nazwa: さかさレスト とんちん館
adres: 長野県松本市島内5030 (Nagano-ken, Matsumoto-shi, Shimauchi 5030)
telefon: 0263-47-4321
godziny otwarcia: 10:30 - 21:00, zamknięte w poniedziałki
jak dojechać: 5 minut spacerem od stacji 島内駅 (Shimauchi) na linii JR大糸線 (JR Ooito)

Wnętrze Absurdu Wnętrze Absurdu

I co wy na to?

trwały link do tego wpisu

co do tej pory wyniosłam z zajęć w japońskiej szkole

19 kwiecień 2006, 20:17| | Komentarze (9)

Jak już wspominałam (patrz francuski wikt i opierunek), od piątku znowu mamy zajęcia na uniwerku. Oprócz obowiązkowego japońskiego wpadam z wizytą na różne inne zajęcia w poszukiwaniu ideału i brakujących kredytów.
O francuskim-po-japońsku napiszę szerzej w piątek, gdy już wrócę z ostatniej możliwej do wzięcia gramatyki, a na razie tylko sobie pojęczę, że NADAL NIE MAM STYPENDIUM, a już 2 książki muszę kupić. Aaaaa.

We wtorek poszłam na wykład z "Historii Japonii". Na przedmiot się zapiszę, bo nie tylko prowadzący jest Amerykaninem, czyli zna angielski w stopniu wystarczającym do prowadzenia zajęć, ale i zajęcia ciekawe, a moja wiedza o historii tej części kraju mizerna.
Do szczęścia brakuje mi tylko podręcznika, a na podręcznik brakuje mi pieniędzy. Mam nadzieję że ktoś go przed wtorkiem kupi i zdążę pożyczyć i przeczytać zadany fragment.

Na historii było o Paleolicie i Neolicie (epoki Joumon i Yayoi) na "dużej wyspie" i coś mi mówi że weekend spędzę googlując w poszukiwaniu wiedzy, bo po zaplanowanej na piątek wizycie w bibliotece nie spodziewam się zbyt wiele.

Wtorek i środa to dni wolności, ponieważ zamiast gramatyki mamy na japońskim zajęcia z pisania i dialogowania, a potem klasę wideo. Dziś oglądaliśmy 「四月の物語 」 (shigatsu no monogatari), "Opowieść kwietniową", kino zwane nowoczesnym. Dialogów niewiele, więc grająca główną rolę japońska idoru (gra na scenie i w kinie, na pianinie i na koniec śpiewa jpop) nie miała jak mnie do siebie zniechęcić. A do tego kwitnące wiśnie i pachnący nowością nowy start, gdy bohaterka przeprowadza się z Asahikawa (Hokkaido) do Tokio. Przeprowadzka, nowe mieszkanie, nowy rower, nowi sąsiedzi....
Japońskie kino nowoczesne zaczyna mi się podobać.

Zdążyłam się dziś jeszcze przejść na kolejne zajęcia o dumnie brzmiącym tytule "Globalizacja i Japonia". Na wejściu rozłożył mnie sylabus, a dokładnie rubryczka "Wiadomość do studentów", która głosiła:

I would like the participants to to promote the world peace through international cooperation.

Tuż obok "Opis kursu (wraz z celem i zadaniami)" stwierdzał, że celem niniejszego kursu jest "pogłębienie zrozumienia polityki japońskiej internacjonalizacji.".
A tu mi wyskakują z promote the world peace

Wykładu dziś jednak nie było, tylko wprowadzenie do kursu.

My final goal for this course is to consider what Japanese should do for international cooperation together.

Temu panu dziękujemy.

trwały link do tego wpisu

Modlitwa Polaka

18 kwiecień 2006, 22:53| | Komentarze (0)

Gdy wieczorne zgasną zorze
Zanim głowę do snu złożę
Modlitwę moją zanoszę
Bogu, Ojcu i Synowi
Dopierdolcie sąsiadowi!
Dla siebie o nic nie wnoszę
tylko mu dosrajcie proszę.

Kto ja jestem?
Polak mały
Mały, zawistny i podły
Jaki znak mój?
Krwawe gały
Oto wznoszę swoje modły
Do Boga, Marii i Syna
Zniszczcie tego skurwysyna
Mojego rodaka sąsiada
Tego wroga
Tego gada

Żeby mu okradli garaż
Żeby go zdradzała stara
Żeby mu spalili sklep
Żeby dostał cegłą w łeb
Żeby mu się córka z czarnym
I w ogóle, żeby miał marnie
Żeby miał AIDSA i raka
Oto modlitwa Polaka

trwały link do tego wpisu

obierz pan ziemniaka

18 kwiecień 2006, 19:41| | Komentarze (4)

Kolejny (po wieszaczkach) fajny zabijacz czasu :)

trwały link do tego wpisu

Rozrywki dla gospodyń domowych część 5

18 kwiecień 2006, 19:16| | Komentarze (2)

czyli prześwietny "Stół rodziny Ito", fragment.

Obieranie ziemniaka metodą japońską

Poprzedni odcinek:

trwały link do tego wpisu

francuski wikt i opierunek

17 kwiecień 2006, 22:44| | Komentarze (15)

Dziś poszłam na francuski-po-japońsku. Pierwsze były konwersacje z panią z Francji. Zabawne, zwłaszcza że Japończycy uporczywie milczą, a pani woła "Vite! Vite!" :)
Później była gramatyka, dla odmiany z panem z Japonii, który używał słów mających po 300 sylab z prędkością karabinu maszynowego :] Możliwe że to były całkiem składnie zdania, ale japoński na takich obrotach to nie dla mnie.
Wyłapałam same podłości: zapowiedział 2 testy, egzamin i cotygodniowe prace domowe oraz pytanie na wyrywki.

W piątek idę na te same zajęcia do innego prowadzącego. Może będzie wolniej mówił.

Aha. Muszę kupić podręcznik do tego nieszczęsnego języka. Szkoda tylko że w tym miesiącu stypendium jest opóźnione i mam w kieszeni niecałe 2000 jenów. Więc albo podręcznik, albo jedzenie.

Stay tuned.

trwały link do tego wpisu

powrót do szkoły

16 kwiecień 2006, 20:46| | Komentarze (1)

Od piątku znowu mamy zajęcia.

Cała moja (już była) grupa B (moi, Lorainne, Joe, Connie i Luan) została zesłana do wyższej klasy, C, a na szóstego doszła Caro z A, miejmy nadzieję, że sobie poradzi.

Sensei'ów mamy w większości nowych, ta piątkowa jest mocno zakręcona, zaczęła z Connie, świeżo upieczoną fanką Takarazuka, dyskutować o przewagach jednych aktorek nad drugimi i o "Róży z Wersalu" też. Plask.

Tu wkręt.
Takarazuka to japońska rewia, która wystawia przedstawienia oparte luźno na znanych sztukach albo na popularnych mangach dla dziewcząt. Wszystkie role grają tu wyłącznie kobiety, a te odtwarzające role męskie są wielbione do szaleństwa, bo "one to tacy piękni mężczyźni".
Ot, Japonia.

"Róża z Wersalu" (ベルサイユのばら) to BARDZO znana manga BARDZO znanej mangaki, Ryokou Ikedy. Wersja "Róży" w wykonaniu Takarazuki jest potwornie popularna i praktycznie niemożliwością jest kupienie biletu. Pozostaje polowanie na nie odebrane bilety w dniu przedstawienia, co sprowadza się w wystaniu wielu godzin w ogromnych kolejkach, jak to zrobiła Connie, wsiadając do pierwszego sobotniego pociągu gdzieś w godzinach bladoświtnych.

Ot, Japonia.

A wracając do zajęć, to na razie powtarzamy gramatykę, więc ciężko nie będzie.
Słowo na piątek: 生活習慣病 (せいかつしゅうかんびょう, seikatsushyuukanbyou), “choroby wynikające ze złego trybu życia”, względnie “choroby dla dorosłych” ..... heh.
Hehehehe.

Dostaliśmy nowe podręczniki i nowe sylabusy, prawdopodobnie poza zajęciami dla STEPsów pójdę też na francuski.

Wkleiłam notki z 3 pierwszych dni w Tsukubie, bez zdjęć, ale jest o czym poczytać ^_^

trwały link do tego wpisu

jestem sławna

12 kwiecień 2006, 15:45| | Komentarze (10)

Zdążyłam zaparkować rower, dowiedzieć się że przegapiłam placement test, zdać ten test, między częścią pisemną a słuchaniem pójść na guidance dla STEPS'ów i jeszcze dowiedziałam się, że jestem sławna.

Wspominałam, że w zeszły weekend udzieliłam wywiadu Reutersowi (patrz qui fallus aquam turbat?). A teraz fragment tego wywiadu jest w materiale o Kanamara na stronie Reuters'a.

Gdyby nie to, że muszę iść zrobić pranie, to bym tu siedziała i się napawała.

A cały "news" jest tu:

trwały link do tego wpisu

Tsukuba, part III

9 kwiecień 2006, 20:41| | Komentarze (4)

Zdjęcia będą kiedy będą

Postanowienie na dziś: POJEDZIEMY na tę cholerną górę. Niespiesznie podreptałam za M-chan do Tsukuba Center, skąd odjeżdżał PŁATNY autobus i to nie żaden NoriNori, ale taki z normalną nazwą. 800 jenów obejmowało kolejkę do autobusu (grzeczną i wielce zdyscyplinowaną) oraz miejsce stojące w czasie półtoragodzinnej przejażdzki. Normalnie interes życia.
Ale przynajmniej autobus się tym razem nikomu nie przyśnił :>

Wysiadłyśmy pod świątynią Tsukuba-san :), poświęconej Izanagi-no-mikoto i Izanami-no-mikoto (czyli bogom-twórcom Japonii) i po krótkiej awarii komuś się na mózg rzuciło i zaczęłyśmy wchodzić na tę %(^*%# (chciałam powiedzieć “jakże wysoką”) górę, gdy obok wesoło pomykała kolejka na szczyt. Cóż, bieda mi zajrzała w oczy już jakiś czas temu, a wydatki związane z wyjazdem do Kioto wysuszyły mi konto, na którym ciułałam na iPoda.
Wspinaczka nie byłaby taka zła, gdyby nie to, że licznie mijający nas Japończycy mieli od nas 2 razy lepsze tempo. Na usprawiedliwienie powiem, że jestem informatykiem, więc w umowie mam zapisane, że sporty mają się trzymać ode mnie z daleka.
Jakieś 80 minut mordęgi później byłam na szczycie i ledwo żywa, przyssana do butelki z wodą, oklapłam na pierwszych napotkanych schodkach. Po 10 minutach pojawiła się M-chan i raźnym krokiem rzuciła się do barierki, skąd roztaczał się dosyć oszałamiający widok na wioski z przyległościami. Potrzebowałam jeszcze minuty, żeby zebrać siły i móc podnieść się ze schodków, a potem chwiejnie i niespiesznie podążyć w jej stronę.
O mamusiu.

W nagrodę sprezentowałyśmy sobie nagrodę,sztuk kilka, oraz sobę. M-chan usłyszała, że już najwyższy czas na zamążpójście. 失礼 (shitsurei, niegrzeczność), nie ma co.

Najwyższa góra łańcuchu gór Tsukuba zwie się znienacka .... Tsukuba! i na dodatek ma dwa szczyty, męski, Nantaisan (871 m) i żeński, Nyotaisan (877 m), każdy zaopatrzony we własną kapliczkę, położoną wyżej niż miałam ochotę wchodzić. No ale co było robić, skoro już byłam TUŻ TUŻ. Wchodząc na Nyotaisan znalazłyśmy upadły znak, który informował stanowczym tonem o nieprzyjaznych konsekwencjach palenia ognisk w lasach. Na szczycie postanowiłam zabrać sobie znak na pamiątkę, więc schodzenie szło dziwnie łatwo póki pół kilowy płat metalu nie znalazł się już w moim plecaku.
Ze szczytu męskiego roztaczał się widok równie cudny, ale zejście do Tsutsujigaoka musiałyśmy zamienić na zjazd kabinką, bo M-chan chciała przed 10 być spowrotem w Saitamie, a już było po 16:00.
Pech chciał, że uciekł nam ostatni autobus powrotny do Tsukuby (Ostatni autobus o 16:30?! Kto to wymyślił?!) i pozostał nam kilkugodzinny spacer połączony z coraz to podejmowanymi próbami złapania stopa.
Bingo.
Mercedes z 3 zaaferowanych Japończyków zawrócił, żeby nas zabrać.
Rację miała Tatiana mówiąc, że w Japonii autostopowicz nie jest podwożony, a zawożony. Panowie od razu zapytali dokąd chcemy się udać i bez mrugnięcia okiem zapewnili, że nas bezpiecznie dowiozą do Tsukuba Center. Heh.
Żeby tego było mało, jedne z Japończyków nie tylko mówił po angielsku, ale był też w Polsce i znał parę słów w naszym przedziwnym języku.

Zatrzymaliśmy się by zrobić sobie zdjęcie pod sakurą, a potem nasz rozgadany wybawca i jego koledzy zawieźli nas do Tsukuby. Po wymianie maili i zapewnieniu Lidki, że jednak wrócimy dziś do Tsukuby, byłyśmy uratowane. Czekały na nas naleśniki z czekoladą i banami :)

A potem pojechaliśmy stadnie na sushi. Raj na tej wsi, sushi po 100 jenów. Mniam mniam. Dobranoc.

trwały link do tego wpisu

Tsukuba, part II

8 kwiecień 2006, 20:33| | Komentarze (5)

Pobudka o 5:45 ssie. Noc minęła bez wypadkowo, tzn nie zostałam stłamszona, przyduszona, pozbawiona okrycia wierzchniego czy miejsca do spania, ba!, nawet nie spadłam na podłogę.
Po śniadaniu (z KAWĄ, chwała ci za to dobra kobieto) u Lidki już we trzy pomaszerowałyśmy przez ciągnący się po horyzont kampus uniwersytetu do przystanku autobusowego, który miał nas w ciągu półtorej godziny dowieść do podnóży góry Tsukuba, na dodatek bezpłatnie.
Jeśli autobus nazywa się のりのり, to jednak nie można się po nim za wiele spodziewać. Spędziłyśmy na przystanku owocną godzinkę, a NoriNori się nie pojawiło. Prawdopodobnie nigdy nie istniało ;p, względnie zmieniono mu trasę lub definitywnie zakończono jego nędzny żywot.
No czad.
Wykonałyśmy spacer po gigantycznym kampusie, ale nic nie łagodziło bólu po nie obejrzanej i wciąż nie zdobytej górze Tsukuba.
Na otarcie łez zaplanowałyśmy rabunek własności uniwersyteckiej, wiszącej na jednej z licznych tablic informacyjnych. Jeśli misja zakończy się sukcesem, usłyszycie o tym na blogu. Jeśli zakończy się spektakularną porażką, usłyszycie o nas w sądzie. :]

Zdjęcią z przymusowego spaceru:

Akademikom Oikoshi przez noc nie przybyło uroku...

Oikoshi Dormitories, University of Tsukuba (筑波大学)

... a w skrzynkach tylko przybyło spamu:

SPAM

Biedne dzieci. Kluby sportowe rozpoczynają działalność o siódmej rano.
Biedne dzieci już tam są i ćwiczą.
Przez sport do kalectwa....

Tenis club for kids, early saturday morning Tenis club for kids, early saturday morning

Widoki z kampusu 筑波大学 (Tsukuba Daigaku, Uniwersytetu w Tsukuba), sporego zresztą.

University of Tsukuba (筑波大学) University of Tsukuba (筑波大学)

Widok z kładki, dało się dostrzec świeżo jeszcze-nie-otwarty (za wcześnie -_- .... otwierają około dziesiątej) Book-Off, pierwszy w Tsukubie.

View of Tsukuba

A tu już Teren Zielony rzeczonego uniwersytetu i Chłopiec z Ptakiem:

Boy with a bird (AKA Chłopiec z ptakiem) Grass tiles. daffodil and it's fly daffodils! lots!

Kampus ciągnął się i ciągnął....
Na pierwszym zdjęciu tablica informacyjna uniwesryteckich klubów. Niedługo zacznie się nowy (pierwszy) semestr i w pierwszoroczniakach kluby wypatrują potencjalnych nowych członków.
Z jedną z plansz zaprzyjaźniłam się na dłużej .... heh.

University of Tsukuba (筑波大学) University of Tsukuba (筑波大学) fallen mirror, mirror on the floor hanami? University of Tsukuba (筑波大学)

Kwiaty nadrzewne

Apple tree? Sakura Sakura It will soon be over. sakura sakura, pink kind bamboo takes over

way way

Ciekawe znaleziska ... może resztka z czyjegoś bentou?

Someone lost it

A tu ciekawostka.
Rano, w drodze na przystanek autobusowy mijamy mostek. Na terenie kampusu jest ich sporo, nic nowego.
Ale na tym mostku stoi kilku studentow w jakiś uprzężach, i trzyma liny. Liny zwisają przez poręcz aż do samej ziemi, gdzie, pod mostkiem, tłoczy się grupa studentów, przestawiając stojące na ziemi butelki z wodą. I tyle.

O_o

Gdy wracałyśmy, studentów już nie było, ale butelki pozostały.

we never got it

Około dziesiątej wróciłyśmy do celi, skąd jednak po chwili wypędzono nas na przejażdżkę ;p W kronikach zapisano, że uczyniłyśmy to z własnej woli. :]

Lokalny sklep 100-jenowy to największy "100円" jaki widziałam, na dodatek pełen rzeczy, których w naszych "100円" nie uświadczysz.
Mam buttona, no wiecie. Takiego przypinanego guzika z obrazkiem. Mam nawet dwa.
^_^
Byłyśmy też w dopiero co otwartym, pierwszym na tej wsi Book-Off'ie. Najs.

O 14:00 zaplanowano 花見 (hanami, oglądanie kwiatów) pod więzienną sakurą (czyli japońską wiśnią nadrzewną), na więziennym trawniku. Byli nowo skazani, jedzenie i 梅集, umeshu, ^_^ To ostatnie nie załapało się na zdjęcia, szkoda wielka, spodobałby się wam, przynajmniej co poniektórym ;p.

Hanami party, humble beginings ;p

A potem produkowałam naleśniki. Teorię wyłożył mi kiedyś Sławek (ze cztery godziny mu zeszły ;d), ale był WYBITNIE nieprecyzyjny, praktyka rozwiała wiele wątpliwości.
Nadal potrafię przerzucić naleśnika na patelni, lata ZPT'ów u pani Czesi nie poszły na marne.

Naleśnik – skład:

  • jajka (ile wlezie względnie ile chcesz)
  • mleko (na oko)
  • mąka (też na oko)
  • olej (odrobina, żeby nie trzeba było lać go potem za dużo na patelnię)

Naleśnik - metoda skuteczna:

  • wymieszać tałatajstwo
  • cienką warstwę wlać na rozgrzaną patelnię
  • poczekać
  • podrzucić przerzucając względnie przerzucić podrzucając
  • poczekać wybitnie niedługo
  • zdjąć z patelni

Wyszły.

trwały link do tego wpisu

Tsukuba, part I

7 kwiecień 2006, 20:24| | Komentarze (5)

Zdjęcia będą kiedy będą.
Wpisy o pobycie u Wita też nie skońćzone, więc podlinkuję później.

Pojechałyśmy na wieś, gdzie w żeńskim więzieniu Oikoshi odbywają karę Lidka i Tatiana.

Parę godzin wcześniej

Miejsce akcji: Yono, Saitama.
Na Złoty Tydzień (Golden Week, z japońska zwany ゴルデン・ウィック czyli goruden wikku) jadę z Lidką i jej znajomkiem do Kioto i Nary, mamy już zarezerwowany hotel w Narze, pozostało kupić bilety na nocny autobus do Kioto i spowrotem oraz zapłacić za zarezerwowany ryoukan w Kioto.
Z biletem poszło gładko, bo M-chan ze mną poszła i ja musiałam się wyłącznie podpisać i zapłacić :]. 9500 i bilet w obie strony autobusem Seishuu Dream był mój. Jadę w nocy 31 kwietnia z Shnjuku, Lidka z kolegą jadą z Tokio, spotkamy się po 6 rano w Kioto :)
Z zapłaceniem za hotel nie poszło już tak łatwo, bo japońska poczta polska nie odkryła jeszcze przekazów pocztowych i pan na poczcie wysłał mnie do banku. Jako że M-chan uznała własne włosy za ważniejsze od mojego wypoczynku i poszła je masakrować wodą, a ja, samotna i opuszczona (ale z mapą) pojechałam błądzić po krętych uliczkach w poszukiwaniu zagonionego banku. Ech....

Bank był na głównej ulicy, nazwę miał wołami wypisaną, najwyraźniej mijałyśmy go regularnie w drodze do Minami Yono, innymi słowy: znalazłam go bez problemu. Na kartce miałam w romaji napisane “Chcę wykonać przelew”, w którą to karteczkę wyposażyła mnie na drogę M-chan. Żadne listy jej nie pomogą, serce już miałam złamane.
Wzięłam numerek, odsiedziałam na swoją kolej, wypaliłam pani w okienku w twarz M-chanową formułką, poprawiłam “上手じゃない。”, w ramach odpowiedzi na “Trzeba skorzystać z ATM'a” zrobiłam wielkie oczy i tak pani wzięła mnie za rączkę i przelewu dokonała praktycznie sama. To się nazywa serwis.
Do akademika wróciłam dumna jak paw.
Ha!

W drogę czas

Napisałam Lidce, że mamy drobne opóźnienie i pojechałyśmy.
W Minami Yono, nauczone doświadczeniem (patrz: wyjazd do WITolda), zaparkowałyśmy rowery NA parkingu, nie OBOK. Miejmy nadzieję że je tam znajdziemy za te parę dni.
Trasę do Tsukuby miałyśmy już zaplanowaną, w wersji najtańszej z możliwych jechałyśmy do Minami Nagareyama, a stamtąd już wielce poważnym Tsukuba Express do samej Tsukuby. Okazja życiowa, jedyne 1250 jenów w jedną stronę.

Miejsce akcji: Tsukuba, niecałe 190 tysięcy mieszkańców..
Na wsi byłyśmy po siódmej, czyli nie było tak źle. Miałyśmy spać u Arka, który bawi na Hawajach (inne źródła podają, że jest na Jamajce, ale kto by tam wierzył Tachi ;d ), nawet śpiwory miałyśmy zapewnione. Arek, mimo że jak dziewczyny jest mieszkańcem Rezydencji Oikoshi, nie mieszka w więzieniu o zaostrzonym rygorze, ma więc podłogę, łazienkę, kuchnię i ciepłą wodę. Prawie jak w Saitamie :)
Pogadalim ze świeżo spotkanym ハーフ z Meksyku, który świetnie udawał, że nie zna japońskiego ;-), nie dalim się sterroryzować nadmierną ilością zdjęć z autostopu dziewczyn przez południową Japonię i można było wrócić do Arka i pobić się z M-chan o miejscówkę na łóżku.
Mam wrażenie że mecz oddałam walkowerem. Ech.
Mam nadzieję, że nie zrzuci mnie z łóżka, jak ot zwykła czynić z Jeannete.
Ech.

Plan na jutro: Tsukuba-san, góra, która ma dwa szczyty i żaden nie nazywa się Tsukuba. Ot, pokręcona japońska logika.

trwały link do tego wpisu

tamagochi

7 kwiecień 2006, 12:47| | Komentarze (13)

Nie nadążam z publikowaniem kolejnych zdjęć i ZDAJĘ sobie z tego sprawę, nie musicie mnie dodatkowo szykanować na jabberze. :]

W moim życiu pojawił się kolejny zjadacz czasu, tamagochi.

Znalazłam go w parku, do którego wybrałysmy się z M-chan we wtorek. Tzn M-chan gnała, a ja, ledwo zipiąc, pedałowałam za nią.
Leżał sobie na trawie, to co go miałam tam zostawiać.

たまごっち (Tamagochi)

Wczoraj trochę pogooglałam i wygooglałam kilka wielce interesujących informacji.
To jeden z najnowszych wesji tamagochi (たまごっち+スラプ i jak nazwa wskazuje, do jajka dodają "strappu", czyli wisiorek :]) - ma port podczerwieni, który umożliwia komunikację z innymi tamagochi (także ze starszymi modelami) i indywidualny numer, który pozwala na zalogowanie się w TamaMieście (たまタウン) i zdobycie kolejnych gadżetów dla wirtualnego zwierzaka.

Wczoraj w ramach poprawiania jej komputera nawiedziłam M-chan i spędziłyśmy o wiele za dużo czasu w TamaMieście, wygrywając jakieś wielce potrzebne rzeczy.
W rzeczywistości zabawka nie łączy się bezpośrednio z internetem, a wszystkie możliwe do zdobycia rzeczy ma już wgrane do programu. Indywidualny kod jedynie te nowości odblokowuje. Ale zabawa i tak przednia :)

Zakręcone ścieżki:

trwały link do tego wpisu

Rozrywki dla gospodyń domowych część 4

5 kwiecień 2006, 22:13| | Komentarze (6)

Dawno nie było, więc oto jest.

Odświeżanie kawy

Sławku, już możesz zabrać się za swoją kawę :)

Narodziło się pytanie:
Czy notki z filmikami powinnam umieszczać, jak dotychczas, w kategorii Japonia, czy w videoblog?
Rady chętnie przyjmę, argumenty za i przeciw również.

Dla tych, którzy przegapili poprzednie odcinki tej jakże wyśmienitej rozrywki:

trwały link do tego wpisu

nowa kategoria: videoblog

4 kwiecień 2006, 13:02| | Komentarze (0)

Dołożyłam nową kategorię, a raczej podkategorię wpisów o Japonii, videoblog.
Notki z filmikami będą pojawiały się właśnie tam.

Obecnie jestem na etapie przeglądania / kompresowania / wrzucania na serwer filmów z Ueno i zdjęć z Kawasaki, więc na zdjęcia z wczoraj (skansen w Mukogaoka Yuen) pojawią się w bliżej nie określonej przyszłości.

trwały link do tego wpisu

Kanamara Matsuri, Kawasaki

2 kwiecień 2006, 23:42| | Komentarze (6)

Cztery z kilkunastu filmów z Kanamara Matsuri i przyległości.
Robione moim aparatem fotograficznym, więc zlitujcie się nad jakością. Ale klimat festiwalu został utrzymany :)

BTW jeśli ktoś zna darmowy programik do przekodowania QuickTime'ów (.mov) na .avi'ki, to b. proszę o linka.
Mój aparat nagrywa wyłącznie w QuickTime'ach, żadnego narzędzia do edycji rzeczonych nie posiadam, nie mam jak wyciąć nieparlamentarnych treści z kolejnych filmów, które bez tego nie nadają się do opublikowannia, słowem, to wy tracicie ;p. Help.

Zainstalowałam RAD Tools, się konwertuje, się zobaczy.

Kanamara Festival in Kawasaki, Japan (part I)

How do yo exactly ride it?

Kanamara Festival in Kawasaki, Japan (part II)

Two dickheads.

Kanamara Festival in Kawasaki, Japan (part III)

Początek festiwalu: tańce.

Kanamara Festival in Kawasaki, Japan (part IV)

Taiko.

trwały link do tego wpisu

qui fallus aquam turbat?

2 kwiecień 2006, 22:41| | Komentarze (3)

Jak pisałam wczoraj, dziś pojechałyśmy (moi, M-chan i Connie) do Kawasaki (川崎), na coroczny festiwal Żelaznego Fallusa (かなまら祭り, Kanamara Matsuri). Spod akademików wyjechałyśmy rowerową kolumną parę minut po 8, by o 8:26 złapać pociąg do Tokio.

Całą podróż miałam rozplanowaną, a to dzięki stronie poleconej przez Tachi, ハイパーダイヤ (haypaadiya, hyperdia ;)), który mimo że po japońsku, oferuje wyszukiwanie połączeń kolejowych również w zromanizowanych nazwach stacji czy miejscowości (trzeba wcześniej przełączyć na angielską “wersję" strony). Bardzo wygodny serwis.

Wklepałam w okienka “MINAMIYONO" i “KAWASAKIDAISHI", odhaczyłam shinkanseny, ekspresy i dodatkowo płatne wagony specjalne i już po chwili dostałam ileś wariantów podróży do Kawasaki Daishi (川崎大師). Z listy wybrałam oczywiście wariant najtańszy, albowiem zbieram na iPoda (a przynajmniej tak mi się wydaje), więc ostatnio cienko przędę.
Wersja najtańsza okazała się jednocześnie wersją najszybszą (74 minuty), mimo że wcale nie biegła po najkrótszej trasie. Jej główną wadą były aż 3 przesiadki, ale czego się nie robi dla 220 jenów.
Przed dziewiątą darmowy parking rowerowy pod stacją Południowe Yono jest ZAMKNIĘTY, więc rezolutnie i bez większych zahamowań zaparkowałyśmy rowery naprzeciwko znaku “Nie parkować", licząc, że wieczorem tu jeszcze będą.

川崎大師駅 = Kawasaki Daishi station

Parę minut przed dziesiątą byłyśmy już w Kawasaki Daishi, pozostało wiec poczekać na resztę towarzystwa, czyli nalot z Tsukuby.

festiwal Kanamara, rycina

Nalot pojawił się po chwile, w osobach Tachi, Lidki, Łukasza, Elnary, Sarah, Chińczyka zwanego “40" i Francuzki, której imienia nie pomnę.

Nie bardzo wiedziałyśmy gdzie mamy iść, bo mapy (były 3) są dla mięczaków, a tym bardziej ci wszyscy gaijini gdzieś szli, to przecież wystarczy pójść za nimi. Gaijini chodzili po ścieżkach losowych i plan dotarcia do świątyni spaliłby na panewce gdyby nie to, że przezorni organizatorzy festiwalu wysłali na PrzedStację* przewodników, którzy machając czerwonymi chorągiewkami prowadzili kolejne grupy skołowanych barbarzyńców tuż pod torii świątyni

Wakamiya Hachimanguu (若宮八幡宮), która mimo że z nazwy poświęcona jest (jak nazwa wskazuje) Hachiman'owi, to czci się w niej fallusa. Nie jest to zupełnie pozbawione sensu, ponieważ poza byciem bogiem wojny Hachiman (八幡, dosłownie “osiem proporców" czy coś takiego ;) ) jest bogiem płodności i rolnictwa. Tyle z wierzeń shinto.
Po nadejściu buddyzmu Hachiman został skojarzony z bodhisattvą Daibosatsu i w ten sposób jest dziś czczony również w świątyniach buddyjskich.

* PrzedStacja (駅前 , eki mae) to obszar przed stacją kolejową. Bardzo przydatny krzaczo-zbitek, warto zapamiętać.

No nic.

Do świątyni dotarliśmy na półgodziny przed planowanym rozpoczęciem, więc czas na obfotografowanie kapliczek z wielu stron i kątów. Plan wziął w łeb z powodu opóźnienia i na fotografowanie mieliśmy kolejną godzinkę.

Grupowe zdjęcie pod gigantycznym i różowym.
Od lewej: Elnara, Connie, Lidka, moi, Łukasz, Sarah, Tachi i M-chan.

私たち and the big pink one

Zdjęć mamy MASĘ. TONĘ. O WIELE za DUŻO. Ale to nic. Mamy też filmy. No i udzieliłam wywiadu Reuters'owi, więc może będę sławna. Nawet, poproszona, przeliterowałam swoje arcytrudne nazwisko, modląc się w duchu o nie popełnienie pomyłki, ponieważ obok stała Lidka i PILNOWAŁA. Stres, mówię wam, taka pilnująca Lidka.

Miały rację przewodniki pisząc, że to festiwal opanowany przez barbarzyńców. Były ich hordy, niczym w Roppongi w ostatnią grudniową noc. W większości turyści, w większości .... Polacy ^_^
Już wiemy, co nas przyciąga w Japonii. Huehue.
Bez wątpienia stanowiliśmy największą gaijińską mniejszość w okolicy. Rozpoczął się jakiś eksodus z kraju czy ja o czymś nie wiem? ;d

Kapliczki przygotowane były trzy, fallusy były kolejno: drewniany, metalowy i różowy. Ten ostatni nosili crossdreserzy, transseksualiści i inni, równie kolorowi. Czad.

I tyle na dziś, bowem zmęczona jestem okrutnie. O potrząsaniu, lizaniu i pochwach będzie jutro. Filmy też będą. Te, które nadają się bez cenzury do zaprezentowania, ma się rozumieć.
Dobranoc.

make your radish look like penis

Chętnych do strugania penisów z białej rzepy nie brakowało, ale do ujeżdżania wielkiego, drewnianego chętne były głównie japońskie starsze panie.

Tłumy gęstniały z każdą chwilą, trzeba było więc wykorzystać ostatnią szansę na zmianę miejsca i sfotografować co się da.

Tysiąc papierowych żurawii na szczęście:

1000 paper cranes make a luck charm
One of many temple's shrines

Kowadełko i młoteczek? (Oraz monety jedno-jenowe.)

Fallus anvil

W mniejszej świątynii starsza kapłanka odprawiała jakąś niezrozumiałą dla nas ceremonię, a okna kapliczki okupowali ciekawscy: Japończycy i gaijini.

Priestess praying.

A tuż obok, w ogódku, zamiast ogrodowego krasnala....

Not a mushroom.

Lisy straciły już głowy:

Decapitated foxes?

Konik.
Ta kamienna "latarenka", w której ów konik stoi, ma jakąś profesjonalną nazwę, ale że jej nie pamiętam, to wam nie podam.

A horsey.

Świątynia Wakamiya Hachimanguu (若宮八幡宮) w pełnej chwale.

Wakamiya Hachimanguu (若宮八幡宮), Kawasaki

Przebieżka między kramami z pamiątkami i jedzeniem przyniosła wiele nowych doznań...

kamasutra stall: cards and accessories

Who wants a ride? Maybe you?

I tak dochodzimy do ujeżdzania wielkiego drewnianego fallusa. Pan nagabywacz wyławiał z tłumu panie i namawiał je do przejażdzki i pozowania do zdjęć. Trzeba przyznać, że skuteczność miał wysoką.
Panowie mogli się przebrać i uzbroić. Gipsowe fallusy cieszyły się ogromną popularnością, co wywołało szereg komenatarzy z naszej strony.... hehe.

Waiting for "customers" ;d
Anyone can be a dickhead.
Props.
Obaasan riding, ojiisan watching with his mouth open ^_^

To ostatnie zdjęcie RZĄDZI.
^_^

Dalej były LIZAKI.

Były mniejsze i większe, krzywe mniej lub bardziej, były też pochwy na patyku.
Serio.

Hurray, lolipops.

I wtedy rozpoczął się właściwy festiwal.
Najpierw były tańce.

little girl dancing
little girl dancing
Little girl dancing.

Potem przybyli ci, którzy na własnych ramionach mieli nieść kapliczki z fallusami przez miasto.
Podcza gdy oni się przygotowywali, kapłanka odmawiała kolejno modlitwy przed każdą kapliczką.

Steel one.
Ready .... to march.
Big pink one.
Cool jacket :)
A priestess.
priestess and a helper
two guys working at a festival
priestess and some guys working at a festival
Awsome crossdresser

Garść linków dla poszukujących wiedzy:

trwały link do tego wpisu

Festiwal Żelaznego Fallusa

1 kwiecień 2006, 19:04| | Komentarze (3)

Jutro jedziemy do Kawasaki (川崎市, Kawasaki-shi), miasteczka między Yokohamą a Tokio, w prefekturze Kanagawa (stolicą Kanagawa jest Yokohama). "Miasteczko" ma 1,2 miliona mieszkańców i piękne nie jest, ale słynie z corocznego festiwalu fallicznego, podczas którego po uliczkach krąży kapliczka z czczonym w tutejszej świątyni kilkumetrowym fallusem.

festiwal w Kawasaki

Festiwal Żelaznego Fallusa, Kanamara Matsuri, odbywa się rokrocznie na początku kwietnia w świątyni Wakamiya Hachimanguu.
Atrakcje obejmują: słodycze w kształcie penisa, wycinanie białej rzodkwi na kształt penisa i aukcja tych że. Kiedyś liczne przedstawicielki najstarszego zawodu świata modliły się tu o sukces w biznesie i ochronę przed syfilisem, dziś datki zbierane są na fundusz badań i walki z AIDS.

Czas na legendę. Otóż głosi ona, że dawno dawno była kobieta, w której pochwie mieszkał demon i odgryzał członki jej kolejnym kochankom. Mądry kowal zrobił członka ze stali, na którym demon połamał sobie zęby. Potem kowal poślubił kobietę i koniec historii.

Plany na jutro:

  • festiwal w Wakamiya Hachiman-gū
  • największa świątynia w Kawasaki Daishi
  • skansen Nihon Minka-En

Do usłyszenia PO!

trwały link do tego wpisu