« ja, z Kioto | strona główna | Złoty Tydzień w Kioto (dzień 1) »

wtorek
2
maj'06

京都, dzień drugi

Zamek Nijou (nijoujou)

Tak różny od typowych, mocno obwarowanych japońskich zameczków, zamek Nijo słynie z Pałacu, jego bogato zdobionych wnętrz i śpiewających podłóg. Zbudowany w 1603 w przez szoguna (raczej siogun'a, ale co ja tam wiem) Tokugawa Ieyasu (1543-1616) jako jego oficjalna rezydencja, był symbolem potęgi świeżo ustanowionego szogunatu i rodu Tokugawa.
To tutaj w 1867 ostatni szogun Tokugawa, Yoshinobu, złożył swą rezygnację w obecności Cesarza Meiji i tym samym zakończył erę szogunatu, przywracając władzę w ręce Cesarza.

Od 12 lat Zamek Nijou jest wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Pałac jest piękny. Będąc w Kioto musicie go obejrzeć. Ja chętnie pójdę drugi raz.

Wpis zawiera HORDĘ zdjęć i ileś filmów.
You were warned.

Wejście i tabliczka dla turystów, którzy obwożeni po Kioto w ekspresowym tempie mają prawo się zgubić i zapomnieć, co obecnie zwiedzają.

 Zamek Nijou

Obrazek-Mapa Nijou
Od dołu:
Fosa i Higashi Oote-mon (Południowe Główne Wejście), zaraz za nim po prawej Budynek Straży. Idzie się w lewo i za rogiem skręca w Karamon. Z dziedzińca można dostać się do zamku Nijou (to ten szereg dachów na środku) albo pójść na zachód (w górę mapy), do ogrodów Ninomaru.
Z ogrodów można przejść kolejnym mostem nad wewnętrzną fosą do Honmaru i ogrodów Honmaru, a potem obejść zewnętrzne ogrody i wrócić pod wejście do Nijou, które wtedy powinno już być otwarte.
Na teren zamku wpuszczają od 8:45, ale sam pałac otwarty jest dopiero od 9:00.

Zamek Nijou

Brama wejściowa

 Zamek Nijou
 Zamek Nijou

Jakiś ;d człowiek sprzątający ścieżkę...

 Zamek Nijou

Karamon - słynna brama wejściowa.

 Zamek Nijou

Złocone zdobienia karamon:

 Zamek Nijou

Pałac i wejście do pałacu.

 Zamek Nijou

Dzwon i drzewo.

 Zamek Nijou

Wejście do ogrodu :)
Założę się, że to drzewo posadzono tam z centymetrem w ręku.

 Zamek Nijou

Ogród Ninomaru

Stwierdziłam, że pokażę wam ogród...

Ogród Ninomaru.
Ogród jest tradycyjny (tj. japoński), słynie z ogromnej kolekcji skał, jaką w niej zgromadzono.
Na środku sadzawki znajdują się 3 wyspy: Horai-jima (wyspa wiecznej szczęśliwości), Tsuru-jima (wyspa żurawi) i Kame-jima (wyspa żółwi). :)

 Zamek Nijou
 Zamek Nijou
 Zamek Nijou
 Zamek Nijou
 Zamek Nijou

Cały kompleks pałacowy z wysokości murów.

Zamek Nijou
Zamek Nijou

Fosa i przebłyski dzisiejszego Kioto.

Zamek Nijou

Za fosą jest Honmaru, wewnętrzny pałac, po którego ogrodach można się przejść, choć sam pałac niedostępny dla zwiedzających o tej porze roku.

Po drugiej stronie wewnętrznej fosy (Honmaru).

Zamek Nijou

wyjście za fosę, do zewnętrznych ogrodów.

Zamek Nijou
Zamek Nijou

ogrody zewnętrzne.

Zamek Nijou
Zamek Nijou

Miejsce na kamienny ogród też się znalazło..

Zamek Nijou
Zamek Nijou
Zamek Nijou

Seiryu-en
Ogród z dwoma pawilonami herbacianym.

Zamek Nijou
Zamek Nijou
Zamek Nijou
Zamek Nijou
Zamek Nijou

Zdecydowaliśmy się na wejście na wystawę oryginalnych malowideł z pałacu (w samym pałacu zamontowane są kopie) i warto było.
Wejście:

Zamek Nijou

Wystawa kapci

Ninomaru Palace paintings exibition - entrance

Z wystawy wyszłam z ilomaś ulotkami, ale obecnie nie czuję się na siłach na ich fotografowanie i późniejsze obrabianie, a skanera nie posiadam.

Na wystawie oryginalne ściany z malowidłami ustawione są za szybą, można więc podziwiać kunszt średniowiecznych mistrzów szkoły Kano. Z upływem lat papier, na którym malowano, mocno osłabł, a światło uszkodziło farbę, tak więc kolory w wielu miejscach są mocno wyblakłe, a farba wytarta.
Rząd japoński od iluś lat przeprowadza kolejne projekty mające uchronić oryginalne malowidła przed całkowitym zniszczeniem. Przy użyciu oryginalnych materiałów i technik z epoki, grupa artystów pod nadzorem historyków sztuki maluje kopie malowideł, które umieszczane są w pałacu w miejscu oryginałów.
W ten sposób nie tylko zachowuje się przy życiu stare malowidła, ale i utrzymuje przy życiu dawne sztuki i techniki. W całej Japonii rząd finansuje lub współfinansuje wielu różnych artystów i twórców posługujących się dawnymi technikami, a wielu ludzi uznawanych jest za Ważne Dziedzictwa Narodowe.

W końcu otworzono sam Pałac.

Pałac Ninomaru składa się z 6 części, w sumie z 33 pokoi, których powierzchnia liczy sobie w sumie 800 mat czyli ponad 3300 metrów kwadratowych.
Praktycznie cały pałac zbudowano z hinoki, cypru japońskiego.

Buty, buty, buty..

Zamek Nijou

Zdobienia nad wejściem do pałacu.

Zamek Nijou
Zamek Nijou

W środku zdjęć robić nie wolno, więc nie bardzo mam co pokazać. Mam filmik, nie udaną próbę nagrania śpiewu podłogi, ale nie za ciekawy jest, więc wam odpuszczę.

Grafitti na murze, dowód, że wandale są wszędzie, tylko jedni piszą w krzakach, a inni jak kura pazurem.

Zamek Nijou

Po wyjściu z Zamku był czas zasłużonego śniadania.
Cały czas byliśmy w okolicy naszego hotelu, cofnęliśmy się więc do Maruta-machi dori i zjedliśmy śniadanie w stylu japońskim, to jest miso, rybę, ryż i wyleżałe w occie warzywa.

Ot, coś pomiędzy późnym śniadaniem a wczesnym obiadem, :)

moi and Woofer waiting for lunch
śniadanio-obiad

I dalej w las, tym razem do Parku Cesarskiego, także przy Maruta-machi dori leżącego ....

Mapa pozostawia nas z wrażeniem, że do duży park...

Mapa Parku Cesarskiego

... a majaczący na horyzoncie Pałac Cesarski nie pozostawia wątpliwości, że to jest DUŻY park.

Pałac na horyzoncie!

W końcu dotarliśmy do pałacu. To, co było widać na zdjęciu, było bramą przeznaczoną tylko dla cesarza, więc jako zwykli śmiertelnicy pomerdaliśmy dalej, do bramy dla tłuszczy.
Na miejscu wskazano nam kierunek do budynków Agencji zarządzającej cesarskimi włościami, albowiem bez zezwolenia na teren Pałacu nie zostanie się wpuszczonym.
No cóż.
Wypełniliśmy druczek, pokazaliśmy paszporty/gaijin karty (niepotrzebne skreślić) i dostaliśmy zezwolenie na wejście z grupą na godzinę.... 14:00, czyli za jakieś 2 i pół godziny. Okazało się też, że nic więcej z gamy produktowej Agencji nie obejrzymy, bo wejścia do Cesarskiej Wioski Katsura i drugiego Pałacu są już tylko o 15:00, czyli mniej więcej w czasie, gdy będziemy kończyli wycieczkę po Pałacu.
Pech to pech.

Od jutra jest Złoty Tydzień, Agencja zamyka podwoje i zabytki są niedostępne.
Bywa.
Może kiedyś ....
Następnym razem :)

Mieliśmy do zabicia ponad dwie godziny, poszliśmy więc na spacer , w poszukiwaniu rozrywki.

Tu wkręt:
Wprost uwielbiam spacery, zwłaszcza te, które wymagają CHODZENIA, zwłaszcza PIESZO. Moje trampki też kochają spacery.

Po drodze: fotogeniczna budowa.

Budowa trwa
Budowa trwa

W napotkanym combini ATM z wbudowanym .... wieszaczkiem :) Takie proste i jak wygodne.

ATM's bag hanger

Myśl Racjonalizatorka Japonii rulez.

Na mapie okolicy naszego przewodnika po Japonii oznaczono dwie świątynie, buddyjską i shintoistyczną, ale żadna nie była opisana, poszliśmy więc w ciemno, bo MAŁO NAM BYŁO świątyń.
Niby trasa prosta, ale tylko na mapie.
Zakręciliśmy się gdzieś w krętych uliczkach, a napotkany po drodze staruszek usilnie starał się nam pomóc twierdząc, że tu nie ma żadnej świątyni.
- Panie, jak nie ma, jak na mapie jest i otera, i jinja.
- Hmmmmm. A no jest.
- Taaak????
- Gdzieś tam [tu machnął ręką w kierunku BARDZO betonowego i wybitnie nieforsowalnego muru].
- Acha. To my bardzo dziękujemy.
- A skąd jesteście.
- Z Polski. Bardzo dziękujemy, pójdziemy już.
- Z Polski, aaaaaa. Świątynia jest tam [ponowne ,machnięcie w kierunku BARDZO betonowego i nadal nieforsowalnego muru].
[Idziemy parę kroków w stronę tego cholernego muru, bo się nie odczepi. Staruszek uśmiecha się zachęcająco. W murze brama, za bramą czyjś prywatny dom, NIE świątynia, Zawracamy, starając się unikać wzrokiem staruszka.]
- Bardzo dziękujemy.
- Bardzo proszę.
[Przyspieszamy i znikamy za rogiem].

W końcu otera sama się znalazła.
Wejście do niej było kosztowne, co nas o tyle zaskoczyło, że świątynia nie była opisana w przewodniku, nie była więc jedną z głównych atrakcji. Ciekawość wzięła jednak górę i oto byliśmy w ....

Shokoku-ji (相国寺)

To jedna z siedmiu głównym świątyń sekty Rinzai Zen w Kioto i druga pod względem ważności. Sekta zarządza ponad setką pomniejszych świątyń, w tym słynnymi Kinkaku-ji i Ginkaku-ji.
Świątynia liczy swą historię od 1383, kiedy ówczesny Cesarz, Gokomatsu, zarządził budowę świątynię w pobliży "Hana no Gosho", swej rezydencji. W 1392 zakończono budowę Shokoku-ji.
W czasie Rebelii Onina WSZYSTKIE budynki Shokoku-ji strawił pożar. Obecnie najstarszym budynkiem kompleksu jest Hatto (Pawilonie Dharmy) z 1605 roku. Shokoku-ji nie posiada Butsuden (Pawilonie Buddy) ani Sammon (Brama czegoś, nie pamiętam czego, ale ufundował ją sam Tokugawa Ieyasu), ponieważ wszystkie budynki, łącznie z tymi dwoma i za wyjątkiem Hatto spłąnęły w Wielkim Pożarze Tenmei w 1788 i nigdy ich nie odbudowano.

W Hatto przechowywany jest posąg Shakamuni Buddy wykonany przez słynnego rzeźbiarza Unkei (運慶), a sufit zdobi obraz smoka patrzącego w każdym kierunku.
W Kaisando przechowywany jest słynny obraz Muso Soseki, wpływowego mistrza Zen, który namówił szoguna na ponowne otwarcie stosunków z Chinami.

obraz smoka

Obrazek w większych rozmiarach dostępny jest po kliknięciu w ten powyżej :)

Shokoku-ji
DSCN3696

Dango z anko

Słoń na drzwiach wygląda na świeżego...

Shokoku-ji

Żwirowy ogród

Shokoku-ji

To naprawdę DUZA swiątynia.

Shokoku-ji

Cuda W Środku.

Shokoku-ji
Shokoku-ji
Shokoku-ji

I cudny ogród

Shokoku-ji

Tu Lidce udało się uruchomić system alarmowy, gdy przysiadła na progu ^_^. Ale gwizdało .....
Buehehe.

Shokoku-ji

Kamienny ogród, zdaje się że must-have każdej buddyjskiej świątyni w Kioto ;d

Shokoku-ji
Shokoku-ji
Shokoku-ji

Świątynia shinto też się znalazła. Jej nazwy jednak nie pamiętam.

jinja
jinja

Miejsce na sztukę nowoczesną też się w świątyni znalazło ;)

jinja
jinja

Po wyjściu ze świątyni, w najbliższym budynku po prawej jest ..... Book Off! Hurra. Zniknęłam w nim na czas krótki.
W środku, obok drugiego tomu "Niemowlę i ja", który obecnie czytam, był poszukiwany przeze mnie od czasu, wydawałoby się już nieskończonego, drugi tom "Tokio Michael". Ale życzyli sobie za niego 500 jenów, a przed nami były jeszcze 4 dni atrakcji, więc poskąpiłam i nie kupiłam. Założę się, że teraz już do końca pobytu w Japonii nie znajdę tego %!$?! drugiego tomu i nie dowiem się, jak się historia kończy .... :]
Pomijam fakt, że pierwszy tom udało mi się średnio inteligentnie wysłać do domu ZANIM go skończyłam czytać. Miałam go owszem, zostawić rodzinie, ale PO TYM, jak go skończę. Więc na razie cały czas jestem na etapie mordowania 18-latków .....

Trafił się też chrześcijański przybytek, ale nie czytałam, jakiego obrządku, bo bałam się, że katolicki....

kościół w Kioto

Dochodziła 14:00, przed bramą Pałacu Cesarskiego stała już układna kolejka, a panowie w mundurkach sprawdzali czy płeć gości zgadza się z tą zapisaną na zezwoleniu...

Oto i kolejka dopuszczonych przed oblicze pustego pałacu:

Pałac Cesarski w Kioto

A w środku obejrzeliśmy film o pałacu i ruszyliśmy (grupowo, ma się rozumieć) za panią przewodnik, której wielkimi fanami staliśmy się mniej więcej po 30 sekundach po tym, jak otworzyła usta.

Wokół pusto i czerwono.

Pałac Cesarski w Kioto

Oto jedno z dwu WIELCE znaczących drzew, które nam wielce drzewne się nie wydały. Nie bijcie, nie wiem które to drzewo, mimo że były tam tylko dwa. Jest to albo sakura, albo drzewko pomarańczowe zwane tachibana.

Pałac Cesarski w Kioto

Pani przewodnik, temat na książkę.

Pałac Cesarski w Kioto

Mamy też filmik z panią przewodnik :]
Zwróćcie uwagę na jej dykcję.
Toster dla tego, kto co do słowa zrozumie, co ona mówi. Nam się nie udało, choć słuchaliśmy tego na żywo.

ucieka, ucieka

czyli gonimy za panią przewodnik po Pałacu Cesarskim.

Nadal pusto, za to stoi jeden z dwu wielce istotnych krzaków bambusów.
Bambusy to kuretake i kawatake. Według mapy to kuretake załapał się na zdjęcie.

Pałac Cesarski w Kioto

Pani przewodnik, temat na sequel.

Pałac Cesarski w Kioto

Pomieszanie z poplątaniem, ale nadal żywego ducha.
Studzienka mnie rozbroiła.

Pałac Cesarski w Kioto

Ogród cesarski, bardzo ładny.

Pałac Cesarski w Kioto
DSCN3893
DSCN3896

Stary styl drzwi, nazwa mi wyleciała, ale łatwo dostrzec różnicę: te drzwi są podnoszone i podwieszane. Dopiero jakiś czas później odkryto wygodę drzwi przesuwnych.

Pałac Cesarski w Kioto

Pani przewodnik pokazuje różnice: budynek za jej plecami to ten ze zdjęcia powyżej, a budynek w głębi to już w nowym stylu, z przesuwnymi, nie podnoszonymi drzwiami.
Wybaczcie, ale na architekturze nie znam się ani ani, więc nazwy styli wypadły mi z głowy tam szybko, jak do niej wpadły.

Pałac Cesarski w Kioto

Ogrodu ciąg dalszy.

Pałac Cesarski w Kioto

Tacy panowie towarzyszyli nam wszędzie.

Pałac Cesarski w Kioto

Masakrowane przez pokolenia drzewa potem nie mogą już stać samodzielnie. Tutaj były ogrody pełne kalekich drzew.

Pałac Cesarski w Kioto
Pałac Cesarski w Kioto
Pałac Cesarski w Kioto
Pałac Cesarski w Kioto
Pałac Cesarski w Kioto

Lidka

Pałac Cesarski w Kioto

I to już koniec wycieczki. Parę ostatnich ujęć:

Pałac Cesarski w Kioto
Pałac Cesarski w Kioto
Pałac Cesarski w Kioto

Na zakończenie powiem tak: po przepychu i różnorodności japońskich świątyń, Pałac Cesarski był nudny i pusty. Gdyby nie to, że zwiedzanie jest za darmo, to bym pewnie żałowała, że tam weszła,.
Ponownie to ja tam nie wejdę, jeśli nie będzie to konieczne.

Było po 15, zapadła decyzja, idziemy do świątyni Shimogamo...

Na północ!

O, rzeka.
Rzeka Kamo.
Kamokawa.
;d

Kamokawa

Doszliśmy do "Lasu, w którym objawiane są kłamstwa" (Tadasu no Mori) i ukazał nam się taki widok:

japońscy konni łucznicy

Konni łucznicy!
Trenują!
Aaaaaaaa. Shashin, shashin....

japońscy konni łucznicy
japońscy konni łucznicy

Łucznicy przejeżdżali trasę galopem, posyłając po drodze trzy strzały w kierunku specjalnie przygotowanych do tego celu słupków.

Stacz musi być.
A nuż ktoś rzuci się na słupek?

japońscy konni łucznicy
japońscy konni łucznicy
japońscy konni łucznicy
japońscy konni łucznicy

I patrzcie jakie mi się zdjęcie udało pstryknąć..

japońscy konni łucznicy

^_^

Zawody właściwe będą jutro, może przyjdziemy :)

W końcu odkleiliśmy się od łuczników i "zaliczyliśmy" kolejną świątynię ;d

Shimogamo

Brama, obowiązkowo BARDZO czerwona.

Shimogamo

Ja i pingwiny.
^_^

Shimogamo

Uroczy, czerwony mostek, tradycyjnie odgrodzony i niedostępny.

Shimogamo

Równie czerwone torii.

Shimogamo

Deski w moście, takim betonowym, na którym można było usiąść i zapłakać nad stanem własnych stóp.

Shimogamo

Ekipa świątynna, cel działań: nieznany.

Shimogamo

Fragment starego, świątynnego dachu. Takie dachy trzeba regularnie co kilka lat wymieniać, bo gniją.
Tu wiązki dachu można wziąść/spalić na szczęście i pomyślność.
My ograniczyliśmy się do zdjęcia.

Shimogamo

W drodze powrotnej natknęliśmy się na ...

Takenoko! czyli młode pędy bambusa, specjalność sezonu. Trzeba będzie spróbować.
Swoją drogą (RODZINO), słodycze które wam podesłałam, zwą się "Takenoko" (take to bambus, ko to dziecko :), no robi przymiotnik z pierwszego rzeczownika, mamy więc "bambusowe dzieci" ;)) i są w takim właśnie kształcie. Już wiecie, jak wygląda oryginał :)

Takenoko

Jesteśmy dotknięci przekleństwem Zbyt Wielu Świątyń Które Musisz Zwiedzić.
Na przeciw Parku Cesarskiego (gdzieś pomiędzy Seisho-mon a Geishu-mon) przekleństwo przypomniało o sobie znowu.

Gooujinja

Zbyt wiele wam o niej nie powiem, bowiem weszliśmy, obfotografowaliśmy, posiedzieliśmy by dać odpocząć na wpół martwym stopom i poszliśmy dalej.

Gooujinja Gooujinja

Zamiast lwów, dziki :)

Gooujinja Gooujinja

zamiast smoka, dzik :)

Gooujinja

I co?

I nic.
Tyle że kolejna jinja, się znalazła.
Bardzo maleńka i nie wiem jak się zwie. :)

another shinto shrine

Ale był posąg krowy :)

another shinto shrine

W KOŃCU doczłapaliśmy do Najtańszego Hotelu w Mieście, gdzie czekało niespodziewanie miękkie tatami (było miękkie tylko przez pół nocy), prysznic i herbata.

Yokatta. Można w końcu posiedzieć.

Lidka and Woofer

Dobranoc.

_@"

Komentarze

Pat napisał/a:

Napisałaś, że wejście do otery było dość kosztowne. Rozumiem, że dość kosztowne jak na standardowe ceny zwiedzania świątyń w Japonii. Ciekaw jestem ile zatem kosztowała ta przyjemność.

A i zdjęcia bardzo mi się podobały :)
Ogrody są naprawdę, naprawdę piękne.
No i oczywiście zdjęcie "Ja i pingwiny" zasługuje na wyróżnienie.
Pingwin z kwiatkiem liliowym (domyślam się że rodzaju żeńskiego) jest świetny. Towarzystwo też ma doborowe :))

BTW: Ile taki konny łucznik ma w ataku ?

Dodany 22 maj 2006 4:19

ashka napisał/a:

> BTW: Ile taki konny łucznik ma w ataku ?

:) :) :) :)
:)

Konny łucznik ma zasadę specjalną: zawsze wygrywa ze słupkiem.

Wejścia do świątyń to z reguły wydatek rzędu 500 jenów. Drogo zaczyna się robić od 700 jenów.
Najsłynniejsze przybytki to 600-800 jenów, ale im wolno, bo są słynne.
Z tego co pamiętam, to wejście do Kinkaku-ji słono nas kosztowało...

Dodany 22 maj 2006 12:20

Anonymous napisał/a:

Pingwinki - sama slodycz! :3

Dodany 24 maj 2006 17:29

Tata napisał/a:

Nie dziwię się, że chcesz obejrzeć jeszcze raz.
Nie dziwię się, że namawiasz nas do obejrzenia Kioto i zamku NIJOU. Oboje z Agatą jesteśmy skłonni Ci towarzyszyć.
Kiedy proponujesz?
Sprawdzimy czy mamy wolne terminy.

Dodany 25 maj 2006 5:15

TATA ZAUWAŻAJACY napisał/a:

Podpis pod zdjęciem "Ja i pingwiny" należy uzupełnić:
Ja- pierwsza z lewej.

Dodany 25 maj 2006 6:19

Qba napisał/a:

Niesamowite, takie skromne i eleganckie...
piękne zdjątka.
Pingwiny też :-) (aaaa, z Polski były? :-)

Dodany 27 maj 2006 0:18

Dodaj własny błyskotliwy komentarz:

Dzięki, żeś się zalogował, . Teraz możesz dodawać komentarze. (Wyloguj się)

(If you haven't left a comment here before, you may need to be approved by the site owner before your comment will appear. Until then, it won't appear on the entry. Thanks for waiting.)


Zapamiętaj mnie: