« 京都, dzień drugi | strona główna | dalej w Kioto »

środa
3
maj'06

Złoty Tydzień w Kioto (dzień 1)

Środa, pierwszy dzień Złotego Tygodnia. W Kioto tłumy.

Mimo wczesnej pobudki zdołałam nawet sfilmować to i owo. Na inteligentny komentarz nie macie co jednak liczyć, było zbyt RANO i PRZED kawą.

Kyoto Cheapest Inn i "to jest nasze inu"

Kyoto Cheapest Inn i "sekretna bambusowa mata"

Pojechaliśmy autobusem w pobliże świątyni Kiyomizu, do dzielnicy Gion, słynącej z gejsz, maiko i licznych sklepów i restauracji. Po najważniejszym punkcie programu zamierzaliśmy zobaczyć jeszcze Pagodę Yasaka, posąg Ryozen Kannon i świątynię Yasaka, a potem pójść Drogą Filozofów aż do Ginkaku-ji, po drodze zahaczając też o Nanzen-ji i co tam się jeszcze trafi.

To był długi spacer i długi dzień, w którym jedliśmy też przysmak sezonu, 竹の子, take no ko, młode pędy bambusa w słodkim sosie, serwowane niczym lody na patyku, o których wspominałam już w opisie drugie dnia w Kioto, a gdzie możecie zobaczyć takenoko w wersji surowej.

Widoki z przystanku na Marutamachi-dori, przy skrzyżowaniu z Karasuma-dori, 5 minut od naszego hotelu.

Kyoto, Marutamachi-dori 
near Karasuma-dori

Kyoto, Marutamachi-dori 
near Karasuma-dori

Autobus nam uciekł, więc można było filmować...

Film p.t. "Przystanek autobusowy".

Niedługo potem, w autobusie, roztaczały się widoki z okien...

Duke's Island Sir Duke the 
Barber

Wysiedliśmy jak najbliżej świątyni Kiyomizu, jak tylko się dało i rozpoczęliśmy mozolną wspinaczkę krętymi uliczkami, bowiem świątynia leży na jakimś przeklętym półgórku. Zrobiło się raźniej, gdy weszliśmy do centrum dzielnicy Gion, gdzie wąskie, pełne drewnianych domów uliczki i ogromne ilości sklepów z pamiątkami odwracały uwagę od PODgórki.

I tu trafiła się okazja na nakręcenie tego i owego, gdyż miałam do dyspozycji dwie 1-gigowe karty pamięci i o brak miejsca nie musiałam się martwić. Woofer szukał prezentów, Lidka szukała imbryka, a ja chciałam do sklepu z zabawkami. I co? I każdy dostał co chciał oprócz mnie. Buuuu. Pojadę sobie do Shibuya, w nagrodę za ten nie zwiedzony sklep w Gion. Ha.

Gion i japoński suk

Nadal w drodze do świątyni Kiyomizu

Z tego wszystkiego (nadal chciałam do sklepu z zabawkami) Lidka i Woofer gdzieś mi się zawieruszyli. Ale od czego jest telefon komórkowy. Oczekiwanie na Zagubione Dzieci (do Woofer'a, gdyby czytał: dzie-ci ;d ) zabijałam fotografując co popadnie i wtedy przez mój wypaśny obiektyw wypatrzyłam maiko! Maiko to kobiety praktykujące na gejsze. Noszą inne fryzury i inne kimona, ale na mijanych na ulicy ludziach, zarówno Japończykach jak i barbarzyńcach, wywołują ogromne wrażenie. Spokojne i dostojne, niespiesznie gdzieś sobie idą. W odróżnieniu od prawdziwych gejsz maiko nie uciekają na widok aparatu fotograficznego, a spytane o zgodę, chętnie pozują do zdjęć. Podziwiajcie :)

Maiko

Maiko

Maiko

Maiko

Niesamowite, prawda?

W Kioto jest nawet usługa wynajmowania maiko na godziny, tylko po to, by je gdzieś ustawić, na przykład na tle słynnej świątyni i sfotografować. Takich wynajętych maiko spotkaliśmy w Kioto całkiem sporo.

_@"

Komentarze

Dodaj własny błyskotliwy komentarz:

Dzięki, żeś się zalogował, . Teraz możesz dodawać komentarze. (Wyloguj się)

(If you haven't left a comment here before, you may need to be approved by the site owner before your comment will appear. Until then, it won't appear on the entry. Thanks for waiting.)


Zapamiętaj mnie: