« kwiecień 2006 | strona główna | czerwiec 2006 »

ta te tu i składana słomka

29 maj 2006, 19:03| | Komentarze (14)

Shochyu, little box, tiny straw

Kartoniki na zdjęciu to bynajmniej nie soczek.
To shochu, tutejszy odpowiednik wódy, który jednak lepiej wchodzi na ciepło. W smaku podły jest mocno.
Zwróćcie uwagę na kartonik (z typowym, czerwonym, rogatym oni, japońskim odpowiednikiem diabełka, hyhy) i słomkę. Słomka, po wyjęciu z folii, rozklada się niczym teleskop, do całkiem pokaźnych rozmiarów.
Składana słomka, rozumiecie?

Gdy pierwszy raz mi się taka słomka trafiła, to jej z radości zdjęcie zrobiłam :)

a tu

Miałam dziś 2 testy, rano z japońskiego, po południu z francuskiego. Bueeee.
Ostatnio PSP zajmuje mi stanowczo za dużo czasu, więc kolejne odcinki z wycieczki do Kioto muszą poczekać.

Stawierdziłam jednak, że dam znać, iż żyję. I że od dziś komentarze NIE będą pojawiać się na blogu od razu po ich opublikowaniu, jak to ma miejsce obecnie.
Pożywka jest regularnie spamowana, muszę te spamy usuwać i przebudowywać strony, co przy tej ilości wpisów jest czasochłonne.
Tak więc od dziś: komentarze będą się pojawiały dopiero, gdy je zaaprobuję :]

Z frontu japońskiego:
Upały, wilgotno, a jak leje, to na poziomie potopu.
Weekendowe LAN Party (czasem PC przegrywa z PS2/GC, ale mamy 4 kontrolery ^_^) stały się już tradycją, więc w weekendy odsypiam, a potem w panice odrabiam (albo i nie :)) japoński.

Z tego też powodu ostatnio nic się tu nie pojawiło. Nadrobię, gdy już UDA MI SIĘ PSP do internetu w pokoju podłączyć.
Ha!

trwały link do tego wpisu

tapety do 1.5

27 maj 2006, 17:23| | Komentarze (0)

Resztki z wczorajszej zabawy okołokonsolkowej.

Mam firmware 1.50, więc o wyższej rozdzielczości tapet mogę wyłącznie pomarzyć, względnie nauczyć się żyć z popsutymi ikonami (przy za dużej tapecie robi się przepełnienie bufora i .... ikonki tego nie lubią ;d).

Zdecydowałam się na pierwsze rozwiązanie i na próbę przerobiłam zdjęcie z Kioto.

Kamokawa, Kyoto

Efekt lepszy niż jedna z oryginalnych tapet, ale jakość średnia. Prostsze grafiki lepiej znoszą przeskalowanie.

Wymagania tapet dla firmware 1.50

Potrzebny jest homebrew PSPersonalize, pozwalający między innymi na zmianę tapet na konsolach z firmware 1.50.

Pliki z kolejnymi tapetami MUSZĄ mieć nazwę w formacie XX.BMP, a więc nazywać się odpowiednio:

  • 01.BMP - Styczeń
  • 02.BMP - Luty
  • 03.BMP - Marzec
  • 04.BMP - Kwiecień
  • 05.BMP - Maj
  • 06.BMP - Czerwiec
  • 07.BMP - Lipiec
  • 08.BMP - Sierpień
  • 09.BMP - Wrzesień
  • 10.BMP - Październik
  • 11.BMP - Listopad
  • 12.BMP - Grudzień

Kolejne obrazki MUSZĄ być:

  • 24-bitową bitmapą (BMP)
  • w rozmiarze mniejszym niż 150kB
  • w rozdzielczości 300x170 pikseli

To, że PSP wyświetla obrazki w rozdzielczości 420x190, nic nie da: tapety są wgrywane do pamięci flash i większe obrazki spowodują sypanie się ikon.

PSPersonalize instaluje się w katalogu \PSP\GAME, w paczce z nim jest instrukcja, nie sposób się pomylić.

Przygotowane tapety trzeba wrzucić bezpośrednio na kartę pamięci (\)

Trza odpalić PSPersonalize, wybrać opcję Zmiana Tła, najechać na tapetę z miesiąca, który chcemy zmienić, zatwierdzić [O]. Jak ktoś ma w planach zmianę tapet na cały rok, to trochę sobie popstryka.
Potem wystarczy wyjść z programu ([HOME]) i voila, tapeta zmieniona.

Jako że rozdzielczość obrazka jest niższa od rozdzielczości ekranu, całość będzie trochę rozciągnięta.

trwały link do tego wpisu

ポポロクロイス物語 ピエトロ王子の冒険

26 maj 2006, 19:31| | Komentarze (3)

okładka Best Of: PopoloCrois Monogatari

Cisza zapanowała, a to dlatego, że moja potrzeba uzależnień znalazła nową pożywkę: rpg.
Mimo, że grać mogę wyłącznie godzinkę dziennie (nauki sporo, a i żyć trzeba) i gra jest po japońsku (czyli gra się woooooo ... ooo ..... o ..... ln ...... o, bo trzeba się przekopać przez dialogi) to zabawa jest przednia i zamiast coś tu napisać kładę się wygodnie (bowiem jest to gra na moją czernistą konsolkę) i znikam :>.

Gra nazywa się ポポロクロイス物語 ピエトロ王子の冒険 czyli "PopoloCrois Monogatari: Pietro Ouji no Bouken" i jest kompilacją dwóch "starych" (bo aż z 2000 roku) tytułów PopoloCrois na PS.
W środku piksel-artowa grafika, animkowe filmy i duuuużo dialogów.

Obecnie moja drużyna składa się z księcia Pietro, wiedźmy o imieniu Narushya (marnie czaruje, ale cóż ja na to poradzę) i Białego Rycerza, który wygląda jak puszka konserw i równie szybko się przemieszcza :] Ogólnie to Pietro odwala całą czarną robotę, a reszta tylko za nim łazi :)
Na razie całość jest wybitnie wciągająca, zobaczymy do kiedy.....

Dziś wróciłam ze szkoły, napisałam wypracowanie, pobawiłam się PSP i co? I już trza iść na LAN party.
A więc więcej będzie w terminie późniejszym ;d

trwały link do tego wpisu

誕生日のパーティーczyli przyjęcie urodzinowe na Ćwierć Stulecia

22 maj 2006, 23:13| | Komentarze (1)

Oto i zdjęcia z mojego przyjęcia urodzinowego. Miejsce akcji: bar okonomiyaki - ten sam, w którym byłam już kilka razy, między innymi pierwszego dnia mojego pobytu tutaj, wtedy jeszcze z Chie i Ebe'm.

birthday party: group photo

Na pierwszym planie: Jon, Joe (patrzy ku świetlanej przyszłości, tradycyjnie już zdjął okulary do zdjęcia ;d) i Parris, właściciel aparatu i statywu.
Z tyłu, od lewej: Paul, Pear, pół głowy Connie, M-chan, moi, Lorraine i Luang.

birthday party: my birthday cake

A to już mój tort urodzinowy ^_^
Tabliczka głosi: 1/4世紀 (seiki) czyli Ćwierć stulecia :)

Z braku laku (w okonomiyaki barze do dyspozycji są łyżeczki (do kawy) i pałeczki (do okonomiyaki), noży jednak nie ma, tort kroiłam więc pałeczkami, a dokładnie jedną pałeczką. Potem ją skrupulatnie wylizałam, co zostało uwiecznione na zdjęciu w ramach akcji "Barbarzyńca NIGDY nie potrafi się zachować." :]
Jeśli ktoś do tej pory nie wie, to pałeczek nie należy W ŻADNYM wypadku oblizywać, wkładać do ust, itp. Ale cóż miałam zrobić, gdy tyle pysznego czekoladowego ("I never met a chocolate I didn't like." ;>) tortu miało się zmarnować?

birthday party: moi & M-chan

Najedzeni.

birthday party: in okomomiyaki bar

Na pierwszym planie, od lewej: Parris, Pear, Paul.
Z tyłu, od lewej: Connie, Luang, Jon, Lorraine, Joe, moi, Mchan :)

Dużo nas było, więc zajęliśmy 2 stoły i opchaliśmy się okonomiyaki. Okazało się, że Connie nie tylko potrafi je bez wypadkowo przerzucać, ale i serowe mochi przygotowuje idealnie. :)

birthday party: group photo

Ta dzika radość na naszych twarzach to wynik obserwacji wyścigu Parris'a (to ta biała plama w prawym dolnym rogu) po statyw i aparat, który to ustawił na środku jezdni, by nas wszystkich objąć, a gdy już, już miało pstrykać, nadjechał samochód. Na obstawianie, kto wyjdzie z tej sytuacji bez szwanku nie było czasu, ale radości mieliśmy sporo :)
Parris biegł, myśmy skandowali i wyli, samochód jechał, a zdjęcie jest, jakie jest :)

Jakby ktoś się pytał, to prezenty dostałam. Te z PL też.

Azasu, jak to się tutaj mówi.

trwały link do tego wpisu

25-lecie moich narodzin

22 maj 2006, 0:18| | Komentarze (19)

Właśnie stuknęła mi ćwiartka życia. Nadal słyszę echo :]

trwały link do tego wpisu

toaleta w stylu japońskim?

21 maj 2006, 22:31| | Komentarze (2)

Hold your clicks a moment please...
Flickr has the hiccups. We're looking into the problem right now, so please check back later.

Nie obyło się bez ofiar, ale oto i jest, drugi dzień w Kioto, w moc zdjęć i filmów uzbrojony.

A poniżej wielce interesująca toaleta z Shokoku-ji, oznaczona jako youshiki (w zachodnim stylu). Wystarczyło jednak niewinnie kopnąć i co? I washiki (w japońskim stylu) wylazło ;>

DSCN3763

Jakie (jeszcze) sekrety kryją japońskie toalety? ;d

Toalety to w Japonii poważna sprawa. Zdobywają też rozgłos na świecie, mają obszerny wpis w angielskiej Wikipedii.
Stąd też takie filmiki instruktażowe nie powinny też nikogo dziwić ;>.

I jeszcze reklama klap sedesowych firmy ToTo, potentata na rynku.

trwały link do tego wpisu

przegrałam, ale walczyłam

20 maj 2006, 16:03| | Komentarze (6)

Nie da się zaprzeczyć, prawdziwy videoblogowy wpis mi wyszedł :)

Pan od kuchenki pojawił się chwilę później, więc już wszystko co nie działało działać poczęło.
Mogłam wrócić do grania w GTA ;d

A wieczorem znowu mamy LAN party, zanosi się na "Battlefield: Vietnam"....

trwały link do tego wpisu

Przysięga głazu rzecznego (The Boulder Pledge)

20 maj 2006, 14:21| | Komentarze (0)

W żadnych okolicznościach i pod żadnym pozorem nie kupię niczego, co zostało mi zaoferowane w formie niezamawianej przesyłki elektronicznej. Nigdy też nie będę forwardował do dużej liczby odbiorców listów łańcuszkowych, petycji, masowych przesyłek czy ostrzeżeń o wirusach. Niech powstrzymanie się od tego będzie moim wkładem dla przetrwania społeczności internetowej.
Under no circumstances will I ever purchase anything offered to me as the result of an unsolicited e-mail message. Nor will I forward chain letters, petitions, mass mailings, or virus warnings to large numbers of others. This is my contribution to the survival of the online community.
— Roger Ebert, December, 1996

trwały link do tego wpisu

Rozrywki dla gospodyń domowych część 6, ostatnia

20 maj 2006, 14:11| | Komentarze (3)

To już ostatni z posiadanych przeze mnie odcinków, spośród nich zdecydowanie najsłabszy, mimo że prezentuje szmoc ukrytą w lakierze do włosów.

Japończyków mazakiem po ubraniach

Poprzedni odcinek:

trwały link do tego wpisu

różne różniste wieści z Polski

17 maj 2006, 23:06| | Komentarze (6)

Jakiś czas temu wysłałam rodzinie paczkę. Ot tak, by podrzymać tę chlubną, socjalistyczną tradycję, gdzie Rodzina "z Zachodu" przysyła dobra w Kraju niedostępne.

Jako że posłałam EMS'em, to wysłana w środę paczką była w Warszawie w w sobotę. Rodzinie się nie spieszyło, odebrali w poniedziałek.
Notka na przyszłość: skoro im się nie spieszyło, to następna paczka też będzie niespiesznie niespieszna.

Dzień później Pani Redaktor wysyła mi maila, a w nim opis co ciekawszych zachować mojej rodziny przy odpakowaniu rzeczy wydawałoby się tak prostej, jak paczka.

Stwierdziłam, że się z wami podzielę, sama rechotałam przez czas dłuższy...

Pozostaje jeszcze dodać, że według moich zaleceń prezenty dla Blondi, starzejącej się nieuniknienie w czasie najbliższym, mają pozostać nieodpakowane, co WYRAŹNIE zaznaczyłam w załączonym do paczki liście.

A teraz mail od Pani Redaktor:

Przyszła paka.

Dzięki za nią. Chociaż w sumie większość zawartości pozostaje zawartością nieznaną. Karteczki mnie rozwaliły, zwłaszcza, że odcyfrowywali je rodzice...

Mama [czyta]: - "hawepun"
Ja: - e? ... [czytam] "have phuuun"
'plask'


Tata [czyta]: - "zwróćcie uwagę na napisy jeden jeden"
Ja: - e? pokaż to... [czytam] "zwróćcie uwagę na napisy ^_^"
'plask'


Mama [ogląda jeszcze nieotwarte pudełko, obraca je dookoła, odczytuje głośno KAŻDY angielski napis]: - "asian", "wooden rings"... no no no... ciekawe co to....
Ja: - Mamo, spójrz na obrazek, przecież to drewniane takie wiszące
Mama: - Ja najpierw czytam, potem oglądam...
'plask do kwadratu'


Wisiorki fajne, sówki mnie rozwaliły, wg Mamy nadają się na kolczyki. Te kolorowe kółka też. A piesek dodany do zielonej herbaty? NA SZYJĘ.
("Będę go nosić" - oznajmiła z dumą i b. odkrywczo.)

Jak dziwna jest ta rodzina?

(...)

Skargi: Tata uważa, że dostał za mało prezentów. Przekonał podstępnie Mamę i postanowili rozpakować te moje. Powiedziałam im, że mają się plasnąć sami i iść spać.

:>

trwały link do tego wpisu

17 maja jest Światowym Dniem Przeciw Homofobii

17 maj 2006, 15:16| | Komentarze (3)

Zbliżają się warszawskie "Dni Równości 2006 – Kultura Różnorodności", gotujcie się.
Więcej na stronie stronie organizatorów, Fundacji Równości.

trwały link do tego wpisu

krucjata trwa

16 maj 2006, 21:42| | Komentarze (5)

Poprzedni skrypt, krzyżówkę JS z PHP, zastąpiłam czymś ZNACZNIE krótszym, własnoręcznie podczas dzisiejszej przerwy na lunch zrobionym. Tu jednak zachodzi obawa, że nie jest to rozwiązanie bezpieczne dla mojego adresu email.
Nie jestem na bieżąco z możliwościami robotów, stąd pytanie, czy zakodowanie całego adresu w ASCII wystarczy?

I jeszcze kod, dla potomnych ;d

<?
$email="nazwa@domena";
$dl=strlen($email);
for ($i=0; $i<$dl; $i++) {
$bezp.="&#".ord($email[$i]).';';
}
print "<a href=\"mailto:$bezp\">$bezp</a>";
?>

A efekt prezentuje się tak:

<a href="mailto:&#98;&#108;&#97;&#98;&#108;&#97;&#98;&#108;&#97;">
&#98;&#108;&#97;&#98;&#108;&#97;&#98;&#108;&#97;</a>

Chwatit? Niet?

trwały link do tego wpisu

(była) własność rządu japońskiego

16 maj 2006, 18:11| | Komentarze (10)

Obiecałam zaprezentować moją zdobycz ze wsi. Oto więc jest.
Wielki Żółty Napis głosi 山火事予防 (yamakajiyohou, zapobieganie pożarom lasu)
Zwróćcie uwagę na bohaterów przekazu. Moim osobistym faworytem jest wiewiórka :>

THE sign

PS. Tablica jest bardzo duża i bardzo metalowa, a ja ją, biedna, samotrzeć z wielkiej góry znosiłam.
A skoro już jesteśmy przy byłej właśności rządu goszczącego mnie kraju, to jeszcze to:

my walls

Obrazek na szafie i różowa tablica rejestracyjna w tle też są zdobyczne i też są z Tsukuby.
Podróże wzbogacają ;d

trwały link do tego wpisu

potttworny błąd i SPAM (nie szynka)

15 maj 2006, 22:32| | Komentarze (9)

Na początek apel.

Pomocy!

Strona mi się nie waliduje, a ja nie mogę znaleźć błędu :/
Martwi mnie do wielce i spać po nocach nie mogę. Pomożta, dobrzy ludzie. Jak ktoś się wstyda w komentarzach, to niech mi ratunek niesie drogą innszą, choćby przez jabbera.

Błąd to jest straszny:

Error Line 107 column 73: document type does not allow element "a" here.
...ilto:ashka7'+a+'gmail'+d+'com" accesskey="9">ashka7 (na) gmail (kropka) com</a>');

Miałam wrażenie, że nie podoba mu się nazwa zmiennej (a), więc zmieniłam na inną i błąd nadal się pojawia, więc to chyba raczej (słychać niepewność pod moimi palcami?) nie to.

Jak by to powiedział postać dowolnej kreskówki: 助けて! (tasukete, pomocy)

Zamykamy podwoje

Ostatnimi dniami zielona pożywka była spamowana na potęgę, zmuszona więc byłam zamknąć "najpopularniejszy" ze spamowanych wpisów (sumo, saboru, szalenie ciekawe), trochę szkoda, ale to mniej boli niż codzienne, półgodzinne odspamowywanie.

作文

Hogweed czyli komu barszczu?

Nawiązująć do myśli racjonalizatorskie, polskie i japońskie: właśnie kończę wypracowanie o negatywnych skutkach intensywnego myślenia. Przykładem nieszczęśliwego wynalazku jest ... barszcz.
Właśnie jestem na etapie opisywania, jak okropny los spotykał i spotyka kolejne pokolenia bogu ducha winnych zwierzątek, które mają nieszczęście skonsumować ową roślinę. Jeszcze nie jestem pewna, czy mogę użyć 役 jako "poparzyć", ale od czego mam słownik.

Opanowałam już słowa: roślina, rosnąć, Syberia oraz Związek Radziecki.
Survival Japanese. ;)

Dobra, powiem wam, zanim zapytacie, bo NA PEWNO chcecie wiedzieć:
Związek Radziecki to ソビエト連邦 (sobieto renpou) ^_^ Cudnie, prawda?

trwały link do tego wpisu

bill LAN party test (a co miałam tu wpisać?!)

14 maj 2006, 23:37| | Komentarze (4)

Dostałam 3 listy. Rachunek, rachunek, rachunek.
Plask.

bills bills

W kopercie z rachunkiem za internet znalazłam też kartkę z tekstem następującym:

Thank you for using WINAS.
The payement date of the charge of WINAS use turns into 28 days the previous month to be used every month.
About payment which passes over a payment date, I will once suspend use of WINAS from the 1st of next month.
(...)

Proste, prawda?

BTW, w sobotę zrobiliśmy sobie LAN party. Musieliśmy użyć Parrisowego routera, bo nasza sieć lokalna nas skutecznie od siebie separuje. Trochę szkoda, bo obecnie jesteśmy zmuszeni znosić kompy do Johna (a co ;d), a tak to byśmy mogli nie ruszając się z krzeseł pograć :]
Sieciowcem nie jestem, ale w kwestii grania WINASowa sieć nie wydaje się chętna do współpracy....

Wracam do nauki, jutro TEŚCIOR.

trwały link do tego wpisu

W nas siła much (z konwencji PISu)

12 maj 2006, 23:01| | Komentarze (0)

W nas duch, siła, ruch,
czyste myśli i chłód,
arktyczny lód.

W nas wolność, jak (a?) tłum, podnosi szum
Chodźcie tam (chór: bądźcie tam x2)
Ja ich znam (chór: ja ich znam)

Bojaźń, pięść (to nasz bieg?) sprawia to,
że ziemia kręci się.
I że trwogi (drogi?) się łaszą jak psy.

Nurtem rzek nasza krew,
a każdy dzień jak bieg,
kiedy rżą nasze konie u drzwi.

Każdy sen sprawia,
że nie będziesz więcej spał,
zanim jawą nie staną się sny.

W światło zmień własny cień
i choćbyś miał spalić się,
takie jest nasze prawo, to my.

Konwencja PISu

trwały link do tego wpisu

wynalazki polskie i japońskie

11 maj 2006, 23:37| | Komentarze (24)

stołeczek do zatłoczonych pociągów

Na powyższym obrazek jednen z "niezużytecznych" wynalazków, stołeczek do zatłoczonych pociągów. Powala usiąść "na drugiego" :).

Właśnie skończyłam pisać wypracowanie o wynalazkach.
Naczytałam się o tych japońskich: kawie rozpuszczalnej, walkmanie, zupach instant, podgrzewanych klapach do sedesów, w końcu o ちんどぐ (chindogu), "niezużytecznych" wynalazkach w stylu rolki z nadrukowanymi pasami dla pieszych, skończywszy.

ubranko dla dziecka: froterka latarka na baterię słoneczną

A co z polskimi wynalazkami?
Z braku laku napisałam o lampie naftowej. Jaką inną RZECZ wynalazł Polak?

Zbliża się ćwiartka mojego życia. Wymagam wsparcia.

trwały link do tego wpisu

aizuchi (あいづち)

10 maj 2006, 20:00| | Komentarze (6)

Fire!

Skończyłam wpis o pierwszym dniu w Kioto. Nie jest TAK szczegółowy, jak bym tego chciała, ale obecnie dysponuję niewielką ilością czasu (zajęcia, Tajlandia, komiksy ;d), więc zostanie jak jest.
Piszę już kolejny, więc zostańcie ze mną ;)

Potakiwanie

A przy okazji ciekawostka.
Ostatnio na zajęciach rozmawialiśmy o aizuchi (相槌 albo w hiraganie あいづち). Aizuchi to wtrącane podczas rozmowy hai (tak), sou desu ne (tak właśnie jest), hontou (to prawda) i podobne, a przy okazji kiwanie głowami niby potakując. Barbarzyńcy regularnie interpretują te sygnały jako zgodę, kiedy w rzeczywistości to japońska technika "aktywnego słuchania", potwierdzania, że się słucha i rozumie, co mówi druga strona.
Z kolei Japończyk, nie słysząc potakiwań ze strony rozmówcy-barbarzyńcy uważa, że wypowiada się niezrozumiale i zaczyna się plątać, względnie powtarzać to, co już powiedział.
I tak źle, i tak niedobrze.

trwały link do tego wpisu

powrót

7 maj 2006, 8:26| | Komentarze (3)

Wróciłam.

trwały link do tego wpisu

rano już nas tu nie będzie

4 maj 2006, 21:40| | Komentarze (10)

Dziś ostatnia noc w Kioto, rano ruszamy do Nary, gdzie zostajemy na jedną noc.

Dziś zwiedziliśmy północny zachód Kioto: Złoty Pawilon, kamienny ogród w Ryounji i kilka innych "wielkich, drewnianych budynków. Co zwiedziliśmy przez te 4 dni, to nasze. Mocno "gambarowaliśmy", więc nas stopy bolą.
Potem opchaliśmy się sushi (mmmmm, oishii) i zrobiliśmy sobie purikura ;d.

Podobno w hotelu w Nara jest net, więc MOŻE się odezwę.
Chrome mi się nie łączy, pewnie znowu ma okres, może jutro będzie lepiej. Dla chętnych: na MSNie jestem :)

trwały link do tego wpisu

dalej w Kioto

3 maj 2006, 23:25| | Komentarze (4)

Nogi mnie bolą.

Dziś przecwałowaliśmy od świątyni Kiyomizu aż do Ginkakuji, kto chce, niech obejrzy mapę. Po dordze zaliczyliśmy n światyń, gzie n dąży do nieskończoności.
:-)

Nakręciłam co mogłam i obfotografowałam stadka napotkanych maiko. Hyhyhy. Teraz wam nie pokażę, bo idę spać.

Dobranoc i na pochybel spacerom.

trwały link do tego wpisu

Złoty Tydzień w Kioto (dzień 1)

3 maj 2006, 19:45| | Komentarze (0)

Środa, pierwszy dzień Złotego Tygodnia. W Kioto tłumy.

Mimo wczesnej pobudki zdołałam nawet sfilmować to i owo. Na inteligentny komentarz nie macie co jednak liczyć, było zbyt RANO i PRZED kawą.

Kyoto Cheapest Inn i "to jest nasze inu"

Kyoto Cheapest Inn i "sekretna bambusowa mata"

Pojechaliśmy autobusem w pobliże świątyni Kiyomizu, do dzielnicy Gion, słynącej z gejsz, maiko i licznych sklepów i restauracji. Po najważniejszym punkcie programu zamierzaliśmy zobaczyć jeszcze Pagodę Yasaka, posąg Ryozen Kannon i świątynię Yasaka, a potem pójść Drogą Filozofów aż do Ginkaku-ji, po drodze zahaczając też o Nanzen-ji i co tam się jeszcze trafi.

To był długi spacer i długi dzień, w którym jedliśmy też przysmak sezonu, 竹の子, take no ko, młode pędy bambusa w słodkim sosie, serwowane niczym lody na patyku, o których wspominałam już w opisie drugie dnia w Kioto, a gdzie możecie zobaczyć takenoko w wersji surowej.

Widoki z przystanku na Marutamachi-dori, przy skrzyżowaniu z Karasuma-dori, 5 minut od naszego hotelu.

Kyoto, Marutamachi-dori 
near Karasuma-dori

Kyoto, Marutamachi-dori 
near Karasuma-dori

Autobus nam uciekł, więc można było filmować...

Film p.t. "Przystanek autobusowy".

Niedługo potem, w autobusie, roztaczały się widoki z okien...

Duke's Island Sir Duke the 
Barber

Wysiedliśmy jak najbliżej świątyni Kiyomizu, jak tylko się dało i rozpoczęliśmy mozolną wspinaczkę krętymi uliczkami, bowiem świątynia leży na jakimś przeklętym półgórku. Zrobiło się raźniej, gdy weszliśmy do centrum dzielnicy Gion, gdzie wąskie, pełne drewnianych domów uliczki i ogromne ilości sklepów z pamiątkami odwracały uwagę od PODgórki.

I tu trafiła się okazja na nakręcenie tego i owego, gdyż miałam do dyspozycji dwie 1-gigowe karty pamięci i o brak miejsca nie musiałam się martwić. Woofer szukał prezentów, Lidka szukała imbryka, a ja chciałam do sklepu z zabawkami. I co? I każdy dostał co chciał oprócz mnie. Buuuu. Pojadę sobie do Shibuya, w nagrodę za ten nie zwiedzony sklep w Gion. Ha.

Gion i japoński suk

Nadal w drodze do świątyni Kiyomizu

Z tego wszystkiego (nadal chciałam do sklepu z zabawkami) Lidka i Woofer gdzieś mi się zawieruszyli. Ale od czego jest telefon komórkowy. Oczekiwanie na Zagubione Dzieci (do Woofer'a, gdyby czytał: dzie-ci ;d ) zabijałam fotografując co popadnie i wtedy przez mój wypaśny obiektyw wypatrzyłam maiko! Maiko to kobiety praktykujące na gejsze. Noszą inne fryzury i inne kimona, ale na mijanych na ulicy ludziach, zarówno Japończykach jak i barbarzyńcach, wywołują ogromne wrażenie. Spokojne i dostojne, niespiesznie gdzieś sobie idą. W odróżnieniu od prawdziwych gejsz maiko nie uciekają na widok aparatu fotograficznego, a spytane o zgodę, chętnie pozują do zdjęć. Podziwiajcie :)

Maiko

Maiko

Maiko

Maiko

Niesamowite, prawda?

W Kioto jest nawet usługa wynajmowania maiko na godziny, tylko po to, by je gdzieś ustawić, na przykład na tle słynnej świątyni i sfotografować. Takich wynajętych maiko spotkaliśmy w Kioto całkiem sporo.

trwały link do tego wpisu

京都, dzień drugi

2 maj 2006, 22:51| | Komentarze (6)

Zamek Nijou (nijoujou)

Tak różny od typowych, mocno obwarowanych japońskich zameczków, zamek Nijo słynie z Pałacu, jego bogato zdobionych wnętrz i śpiewających podłóg. Zbudowany w 1603 w przez szoguna (raczej siogun'a, ale co ja tam wiem) Tokugawa Ieyasu (1543-1616) jako jego oficjalna rezydencja, był symbolem potęgi świeżo ustanowionego szogunatu i rodu Tokugawa.
To tutaj w 1867 ostatni szogun Tokugawa, Yoshinobu, złożył swą rezygnację w obecności Cesarza Meiji i tym samym zakończył erę szogunatu, przywracając władzę w ręce Cesarza.

Od 12 lat Zamek Nijou jest wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Pałac jest piękny. Będąc w Kioto musicie go obejrzeć. Ja chętnie pójdę drugi raz.

Wpis zawiera HORDĘ zdjęć i ileś filmów.
You were warned.

Wejście i tabliczka dla turystów, którzy obwożeni po Kioto w ekspresowym tempie mają prawo się zgubić i zapomnieć, co obecnie zwiedzają.

 Zamek Nijou

Obrazek-Mapa Nijou
Od dołu:
Fosa i Higashi Oote-mon (Południowe Główne Wejście), zaraz za nim po prawej Budynek Straży. Idzie się w lewo i za rogiem skręca w Karamon. Z dziedzińca można dostać się do zamku Nijou (to ten szereg dachów na środku) albo pójść na zachód (w górę mapy), do ogrodów Ninomaru.
Z ogrodów można przejść kolejnym mostem nad wewnętrzną fosą do Honmaru i ogrodów Honmaru, a potem obejść zewnętrzne ogrody i wrócić pod wejście do Nijou, które wtedy powinno już być otwarte.
Na teren zamku wpuszczają od 8:45, ale sam pałac otwarty jest dopiero od 9:00.

Zamek Nijou

Brama wejściowa

 Zamek Nijou
 Zamek Nijou

Jakiś ;d człowiek sprzątający ścieżkę...

 Zamek Nijou

Karamon - słynna brama wejściowa.

 Zamek Nijou

Złocone zdobienia karamon:

 Zamek Nijou

Pałac i wejście do pałacu.

 Zamek Nijou

Dzwon i drzewo.

 Zamek Nijou

Wejście do ogrodu :)
Założę się, że to drzewo posadzono tam z centymetrem w ręku.

 Zamek Nijou

Ogród Ninomaru

Stwierdziłam, że pokażę wam ogród...

Ogród Ninomaru.
Ogród jest tradycyjny (tj. japoński), słynie z ogromnej kolekcji skał, jaką w niej zgromadzono.
Na środku sadzawki znajdują się 3 wyspy: Horai-jima (wyspa wiecznej szczęśliwości), Tsuru-jima (wyspa żurawi) i Kame-jima (wyspa żółwi). :)

 Zamek Nijou
 Zamek Nijou
 Zamek Nijou
 Zamek Nijou
 Zamek Nijou

Cały kompleks pałacowy z wysokości murów.

Zamek Nijou
Zamek Nijou

Fosa i przebłyski dzisiejszego Kioto.

Zamek Nijou

Za fosą jest Honmaru, wewnętrzny pałac, po którego ogrodach można się przejść, choć sam pałac niedostępny dla zwiedzających o tej porze roku.

Po drugiej stronie wewnętrznej fosy (Honmaru).

Zamek Nijou

wyjście za fosę, do zewnętrznych ogrodów.

Zamek Nijou
Zamek Nijou

ogrody zewnętrzne.

Zamek Nijou
Zamek Nijou

Miejsce na kamienny ogród też się znalazło..

Zamek Nijou
Zamek Nijou
Zamek Nijou

Seiryu-en
Ogród z dwoma pawilonami herbacianym.

Zamek Nijou
Zamek Nijou
Zamek Nijou
Zamek Nijou
Zamek Nijou

Zdecydowaliśmy się na wejście na wystawę oryginalnych malowideł z pałacu (w samym pałacu zamontowane są kopie) i warto było.
Wejście:

Zamek Nijou

Wystawa kapci

Ninomaru Palace paintings exibition - entrance

Z wystawy wyszłam z ilomaś ulotkami, ale obecnie nie czuję się na siłach na ich fotografowanie i późniejsze obrabianie, a skanera nie posiadam.

Na wystawie oryginalne ściany z malowidłami ustawione są za szybą, można więc podziwiać kunszt średniowiecznych mistrzów szkoły Kano. Z upływem lat papier, na którym malowano, mocno osłabł, a światło uszkodziło farbę, tak więc kolory w wielu miejscach są mocno wyblakłe, a farba wytarta.
Rząd japoński od iluś lat przeprowadza kolejne projekty mające uchronić oryginalne malowidła przed całkowitym zniszczeniem. Przy użyciu oryginalnych materiałów i technik z epoki, grupa artystów pod nadzorem historyków sztuki maluje kopie malowideł, które umieszczane są w pałacu w miejscu oryginałów.
W ten sposób nie tylko zachowuje się przy życiu stare malowidła, ale i utrzymuje przy życiu dawne sztuki i techniki. W całej Japonii rząd finansuje lub współfinansuje wielu różnych artystów i twórców posługujących się dawnymi technikami, a wielu ludzi uznawanych jest za Ważne Dziedzictwa Narodowe.

W końcu otworzono sam Pałac.

Pałac Ninomaru składa się z 6 części, w sumie z 33 pokoi, których powierzchnia liczy sobie w sumie 800 mat czyli ponad 3300 metrów kwadratowych.
Praktycznie cały pałac zbudowano z hinoki, cypru japońskiego.

Buty, buty, buty..

Zamek Nijou

Zdobienia nad wejściem do pałacu.

Zamek Nijou
Zamek Nijou

W środku zdjęć robić nie wolno, więc nie bardzo mam co pokazać. Mam filmik, nie udaną próbę nagrania śpiewu podłogi, ale nie za ciekawy jest, więc wam odpuszczę.

Grafitti na murze, dowód, że wandale są wszędzie, tylko jedni piszą w krzakach, a inni jak kura pazurem.

Zamek Nijou

Po wyjściu z Zamku był czas zasłużonego śniadania.
Cały czas byliśmy w okolicy naszego hotelu, cofnęliśmy się więc do Maruta-machi dori i zjedliśmy śniadanie w stylu japońskim, to jest miso, rybę, ryż i wyleżałe w occie warzywa.

Ot, coś pomiędzy późnym śniadaniem a wczesnym obiadem, :)

moi and Woofer waiting for lunch
śniadanio-obiad

I dalej w las, tym razem do Parku Cesarskiego, także przy Maruta-machi dori leżącego ....

Mapa pozostawia nas z wrażeniem, że do duży park...

Mapa Parku Cesarskiego

... a majaczący na horyzoncie Pałac Cesarski nie pozostawia wątpliwości, że to jest DUŻY park.

Pałac na horyzoncie!

W końcu dotarliśmy do pałacu. To, co było widać na zdjęciu, było bramą przeznaczoną tylko dla cesarza, więc jako zwykli śmiertelnicy pomerdaliśmy dalej, do bramy dla tłuszczy.
Na miejscu wskazano nam kierunek do budynków Agencji zarządzającej cesarskimi włościami, albowiem bez zezwolenia na teren Pałacu nie zostanie się wpuszczonym.
No cóż.
Wypełniliśmy druczek, pokazaliśmy paszporty/gaijin karty (niepotrzebne skreślić) i dostaliśmy zezwolenie na wejście z grupą na godzinę.... 14:00, czyli za jakieś 2 i pół godziny. Okazało się też, że nic więcej z gamy produktowej Agencji nie obejrzymy, bo wejścia do Cesarskiej Wioski Katsura i drugiego Pałacu są już tylko o 15:00, czyli mniej więcej w czasie, gdy będziemy kończyli wycieczkę po Pałacu.
Pech to pech.

Od jutra jest Złoty Tydzień, Agencja zamyka podwoje i zabytki są niedostępne.
Bywa.
Może kiedyś ....
Następnym razem :)

Mieliśmy do zabicia ponad dwie godziny, poszliśmy więc na spacer , w poszukiwaniu rozrywki.

Tu wkręt:
Wprost uwielbiam spacery, zwłaszcza te, które wymagają CHODZENIA, zwłaszcza PIESZO. Moje trampki też kochają spacery.

Po drodze: fotogeniczna budowa.

Budowa trwa
Budowa trwa

W napotkanym combini ATM z wbudowanym .... wieszaczkiem :) Takie proste i jak wygodne.

ATM's bag hanger

Myśl Racjonalizatorka Japonii rulez.

Na mapie okolicy naszego przewodnika po Japonii oznaczono dwie świątynie, buddyjską i shintoistyczną, ale żadna nie była opisana, poszliśmy więc w ciemno, bo MAŁO NAM BYŁO świątyń.
Niby trasa prosta, ale tylko na mapie.
Zakręciliśmy się gdzieś w krętych uliczkach, a napotkany po drodze staruszek usilnie starał się nam pomóc twierdząc, że tu nie ma żadnej świątyni.
- Panie, jak nie ma, jak na mapie jest i otera, i jinja.
- Hmmmmm. A no jest.
- Taaak????
- Gdzieś tam [tu machnął ręką w kierunku BARDZO betonowego i wybitnie nieforsowalnego muru].
- Acha. To my bardzo dziękujemy.
- A skąd jesteście.
- Z Polski. Bardzo dziękujemy, pójdziemy już.
- Z Polski, aaaaaa. Świątynia jest tam [ponowne ,machnięcie w kierunku BARDZO betonowego i nadal nieforsowalnego muru].
[Idziemy parę kroków w stronę tego cholernego muru, bo się nie odczepi. Staruszek uśmiecha się zachęcająco. W murze brama, za bramą czyjś prywatny dom, NIE świątynia, Zawracamy, starając się unikać wzrokiem staruszka.]
- Bardzo dziękujemy.
- Bardzo proszę.
[Przyspieszamy i znikamy za rogiem].

W końcu otera sama się znalazła.
Wejście do niej było kosztowne, co nas o tyle zaskoczyło, że świątynia nie była opisana w przewodniku, nie była więc jedną z głównych atrakcji. Ciekawość wzięła jednak górę i oto byliśmy w ....

Shokoku-ji (相国寺)

To jedna z siedmiu głównym świątyń sekty Rinzai Zen w Kioto i druga pod względem ważności. Sekta zarządza ponad setką pomniejszych świątyń, w tym słynnymi Kinkaku-ji i Ginkaku-ji.
Świątynia liczy swą historię od 1383, kiedy ówczesny Cesarz, Gokomatsu, zarządził budowę świątynię w pobliży "Hana no Gosho", swej rezydencji. W 1392 zakończono budowę Shokoku-ji.
W czasie Rebelii Onina WSZYSTKIE budynki Shokoku-ji strawił pożar. Obecnie najstarszym budynkiem kompleksu jest Hatto (Pawilonie Dharmy) z 1605 roku. Shokoku-ji nie posiada Butsuden (Pawilonie Buddy) ani Sammon (Brama czegoś, nie pamiętam czego, ale ufundował ją sam Tokugawa Ieyasu), ponieważ wszystkie budynki, łącznie z tymi dwoma i za wyjątkiem Hatto spłąnęły w Wielkim Pożarze Tenmei w 1788 i nigdy ich nie odbudowano.

W Hatto przechowywany jest posąg Shakamuni Buddy wykonany przez słynnego rzeźbiarza Unkei (運慶), a sufit zdobi obraz smoka patrzącego w każdym kierunku.
W Kaisando przechowywany jest słynny obraz Muso Soseki, wpływowego mistrza Zen, który namówił szoguna na ponowne otwarcie stosunków z Chinami.

obraz smoka

Obrazek w większych rozmiarach dostępny jest po kliknięciu w ten powyżej :)

Shokoku-ji
DSCN3696

Dango z anko

Słoń na drzwiach wygląda na świeżego...

Shokoku-ji

Żwirowy ogród

Shokoku-ji

To naprawdę DUZA swiątynia.

Shokoku-ji

Cuda W Środku.

Shokoku-ji
Shokoku-ji
Shokoku-ji

I cudny ogród

Shokoku-ji

Tu Lidce udało się uruchomić system alarmowy, gdy przysiadła na progu ^_^. Ale gwizdało .....
Buehehe.

Shokoku-ji

Kamienny ogród, zdaje się że must-have każdej buddyjskiej świątyni w Kioto ;d

Shokoku-ji
Shokoku-ji
Shokoku-ji

Świątynia shinto też się znalazła. Jej nazwy jednak nie pamiętam.

jinja
jinja

Miejsce na sztukę nowoczesną też się w świątyni znalazło ;)

jinja
jinja

Po wyjściu ze świątyni, w najbliższym budynku po prawej jest ..... Book Off! Hurra. Zniknęłam w nim na czas krótki.
W środku, obok drugiego tomu "Niemowlę i ja", który obecnie czytam, był poszukiwany przeze mnie od czasu, wydawałoby się już nieskończonego, drugi tom "Tokio Michael". Ale życzyli sobie za niego 500 jenów, a przed nami były jeszcze 4 dni atrakcji, więc poskąpiłam i nie kupiłam. Założę się, że teraz już do końca pobytu w Japonii nie znajdę tego %!$?! drugiego tomu i nie dowiem się, jak się historia kończy .... :]
Pomijam fakt, że pierwszy tom udało mi się średnio inteligentnie wysłać do domu ZANIM go skończyłam czytać. Miałam go owszem, zostawić rodzinie, ale PO TYM, jak go skończę. Więc na razie cały czas jestem na etapie mordowania 18-latków .....

Trafił się też chrześcijański przybytek, ale nie czytałam, jakiego obrządku, bo bałam się, że katolicki....

kościół w Kioto

Dochodziła 14:00, przed bramą Pałacu Cesarskiego stała już układna kolejka, a panowie w mundurkach sprawdzali czy płeć gości zgadza się z tą zapisaną na zezwoleniu...

Oto i kolejka dopuszczonych przed oblicze pustego pałacu:

Pałac Cesarski w Kioto

A w środku obejrzeliśmy film o pałacu i ruszyliśmy (grupowo, ma się rozumieć) za panią przewodnik, której wielkimi fanami staliśmy się mniej więcej po 30 sekundach po tym, jak otworzyła usta.

Wokół pusto i czerwono.

Pałac Cesarski w Kioto

Oto jedno z dwu WIELCE znaczących drzew, które nam wielce drzewne się nie wydały. Nie bijcie, nie wiem które to drzewo, mimo że były tam tylko dwa. Jest to albo sakura, albo drzewko pomarańczowe zwane tachibana.

Pałac Cesarski w Kioto

Pani przewodnik, temat na książkę.

Pałac Cesarski w Kioto

Mamy też filmik z panią przewodnik :]
Zwróćcie uwagę na jej dykcję.
Toster dla tego, kto co do słowa zrozumie, co ona mówi. Nam się nie udało, choć słuchaliśmy tego na żywo.

ucieka, ucieka

czyli gonimy za panią przewodnik po Pałacu Cesarskim.

Nadal pusto, za to stoi jeden z dwu wielce istotnych krzaków bambusów.
Bambusy to kuretake i kawatake. Według mapy to kuretake załapał się na zdjęcie.

Pałac Cesarski w Kioto

Pani przewodnik, temat na sequel.

Pałac Cesarski w Kioto

Pomieszanie z poplątaniem, ale nadal żywego ducha.
Studzienka mnie rozbroiła.

Pałac Cesarski w Kioto

Ogród cesarski, bardzo ładny.

Pałac Cesarski w Kioto
DSCN3893
DSCN3896

Stary styl drzwi, nazwa mi wyleciała, ale łatwo dostrzec różnicę: te drzwi są podnoszone i podwieszane. Dopiero jakiś czas później odkryto wygodę drzwi przesuwnych.

Pałac Cesarski w Kioto

Pani przewodnik pokazuje różnice: budynek za jej plecami to ten ze zdjęcia powyżej, a budynek w głębi to już w nowym stylu, z przesuwnymi, nie podnoszonymi drzwiami.
Wybaczcie, ale na architekturze nie znam się ani ani, więc nazwy styli wypadły mi z głowy tam szybko, jak do niej wpadły.

Pałac Cesarski w Kioto

Ogrodu ciąg dalszy.

Pałac Cesarski w Kioto

Tacy panowie towarzyszyli nam wszędzie.

Pałac Cesarski w Kioto

Masakrowane przez pokolenia drzewa potem nie mogą już stać samodzielnie. Tutaj były ogrody pełne kalekich drzew.

Pałac Cesarski w Kioto
Pałac Cesarski w Kioto
Pałac Cesarski w Kioto
Pałac Cesarski w Kioto
Pałac Cesarski w Kioto

Lidka

Pałac Cesarski w Kioto

I to już koniec wycieczki. Parę ostatnich ujęć:

Pałac Cesarski w Kioto
Pałac Cesarski w Kioto
Pałac Cesarski w Kioto

Na zakończenie powiem tak: po przepychu i różnorodności japońskich świątyń, Pałac Cesarski był nudny i pusty. Gdyby nie to, że zwiedzanie jest za darmo, to bym pewnie żałowała, że tam weszła,.
Ponownie to ja tam nie wejdę, jeśli nie będzie to konieczne.

Było po 15, zapadła decyzja, idziemy do świątyni Shimogamo...

Na północ!

O, rzeka.
Rzeka Kamo.
Kamokawa.
;d

Kamokawa

Doszliśmy do "Lasu, w którym objawiane są kłamstwa" (Tadasu no Mori) i ukazał nam się taki widok:

japońscy konni łucznicy

Konni łucznicy!
Trenują!
Aaaaaaaa. Shashin, shashin....

japońscy konni łucznicy
japońscy konni łucznicy

Łucznicy przejeżdżali trasę galopem, posyłając po drodze trzy strzały w kierunku specjalnie przygotowanych do tego celu słupków.

Stacz musi być.
A nuż ktoś rzuci się na słupek?

japońscy konni łucznicy
japońscy konni łucznicy
japońscy konni łucznicy
japońscy konni łucznicy

I patrzcie jakie mi się zdjęcie udało pstryknąć..

japońscy konni łucznicy

^_^

Zawody właściwe będą jutro, może przyjdziemy :)

W końcu odkleiliśmy się od łuczników i "zaliczyliśmy" kolejną świątynię ;d

Shimogamo

Brama, obowiązkowo BARDZO czerwona.

Shimogamo

Ja i pingwiny.
^_^

Shimogamo

Uroczy, czerwony mostek, tradycyjnie odgrodzony i niedostępny.

Shimogamo

Równie czerwone torii.

Shimogamo

Deski w moście, takim betonowym, na którym można było usiąść i zapłakać nad stanem własnych stóp.

Shimogamo

Ekipa świątynna, cel działań: nieznany.

Shimogamo

Fragment starego, świątynnego dachu. Takie dachy trzeba regularnie co kilka lat wymieniać, bo gniją.
Tu wiązki dachu można wziąść/spalić na szczęście i pomyślność.
My ograniczyliśmy się do zdjęcia.

Shimogamo

W drodze powrotnej natknęliśmy się na ...

Takenoko! czyli młode pędy bambusa, specjalność sezonu. Trzeba będzie spróbować.
Swoją drogą (RODZINO), słodycze które wam podesłałam, zwą się "Takenoko" (take to bambus, ko to dziecko :), no robi przymiotnik z pierwszego rzeczownika, mamy więc "bambusowe dzieci" ;)) i są w takim właśnie kształcie. Już wiecie, jak wygląda oryginał :)

Takenoko

Jesteśmy dotknięci przekleństwem Zbyt Wielu Świątyń Które Musisz Zwiedzić.
Na przeciw Parku Cesarskiego (gdzieś pomiędzy Seisho-mon a Geishu-mon) przekleństwo przypomniało o sobie znowu.

Gooujinja

Zbyt wiele wam o niej nie powiem, bowiem weszliśmy, obfotografowaliśmy, posiedzieliśmy by dać odpocząć na wpół martwym stopom i poszliśmy dalej.

Gooujinja Gooujinja

Zamiast lwów, dziki :)

Gooujinja Gooujinja

zamiast smoka, dzik :)

Gooujinja

I co?

I nic.
Tyle że kolejna jinja, się znalazła.
Bardzo maleńka i nie wiem jak się zwie. :)

another shinto shrine

Ale był posąg krowy :)

another shinto shrine

W KOŃCU doczłapaliśmy do Najtańszego Hotelu w Mieście, gdzie czekało niespodziewanie miękkie tatami (było miękkie tylko przez pół nocy), prysznic i herbata.

Yokatta. Można w końcu posiedzieć.

Lidka and Woofer

Dobranoc.

trwały link do tego wpisu

ja, z Kioto

2 maj 2006, 21:14| | Komentarze (11)

Daję znać, że żyję.

Jest wieczór dnia drugiego, od kiedy tu jesteśmy. Nogi mi już WROSŁY, dziś chodziliśmy 12 godzin non stop. Auaaaa.

Dziś widzieliśmy Zamek Nijo, ten słynny, ze słowiczymi podłogami.
One działają, te podłogi! CHodziliśmy po nich, a one ćwierkały.
Zamek Nijo to must see na mojej osobistej liście :)

Byliśmy też w Pałacu Cesarskim, do którego, by wejść, potrzebna jej rezerwacja i paszport :]
Sam pałac taki sobie, do żadnego z budynków wejść nie można, a one same zamknięte na 3 spusty. Nigdzie nie wolno samemu iść, tylko z grupą, za przewodnikiem. Paranoja.
Ale przynajmniej nie czekamy na rezerwację: jako gaijini dostajemy ją z marszu. Japończycy czekają nawet 4 dni i czasem spotykają się z odmową :]

Dziś, zupełnie przypadkiem, trafiliśmy na próby przed jutrzejszym turniejem łuczniczym w jednej ze świątyń.
To nie byle jakie łucznictwo, a tradycyjne, japońskie, gdzie łucznik wystrzeliwuje kolejno 3 strzały w kierunku cieniutkich palików, siedząc jednocześnie na galopującym koniu. Kosmos, mówię wam.
Parę zdjęć z prób zrobiłam, jeśli się uda, to jutro będziemy na turnieju właściwym i dopstrykam więcej.

Zdjęć mam masę, Wojtek robi swoje, nie podejmuję się przejrzenia ich przed powrotem z Nary.

Jeśli czas pozwoli, to odezwę się znowu. Pap.

PS. Odspamowałam pożywkę.

trwały link do tego wpisu

京都, dzień pierwszy

1 maj 2006, 19:13| | Komentarze (4)

Dzień wyjazdu wypadał na niedzielę.
Nie chciałam ryzykować utraty roweru, więc do Południowego Yono pojechałam autobusem. W Shinjuku byłam za wcześnie, a odwiedziny w Kinokunya, księgarni z (m.in.) angielskimi książkami nie powiodły się, bowiem Kinokunya jest otwarta tylko do 21:00. Łech.
Przeszłam się uliczkami Shinjuku, pełnych pachinko i salonów gier, w końcu wylądowałam na kolacji w McDonaldzie. Ech.

Potem poszłam warować na mój autobus na przystanku JR Bus, który to przystanek jest w rzeczywistości zaadaptowanym kawałkiem korytarza na parterze wielopiętrowej stacji JR. Odjechały autobusy do Naba, Osaki i Kioto i w końcu była moja kolej.

Dostałam kartę promocyjną z pieczątką - jeszcze 9 takich podróży i coś wygram. Nie wiem co, nie wczytywałam się.

Sam autobus jak to autobus, tyle że ma toaletę i wszędobylskie zasłonki, by światła cywilizacji nie przeszkadzały podróżnym w spokojnym śnie. Zasłonka oddziela nas też szczelnie od kierowcy, ale to dla niego nie problem: zamiast tylnego lusterka ma ciekło krystaliczny ekran, wyświetlający obraz z kamerki z tyłu autobusu :)
Siedzenia wąskie, ale spać się da.

京都 (kyou-to)

Na miejscu jestem przed 7, jednocześnie z jadącymi z Tokio (stacji Tokio, w Tokio) Lidką i Wojtkiem.

Wpis zawiera HORDĘ zdjęć i ileś filmów.
You were warned.

Widok ze stacji kolejowej JR Kyoto: Kyotu Tower.

DSCN29392

Udaje nam się przejąć ziemie Publiczną Łazienką zwane i dokonać samooczyszczenia, a potem upolować śniadanie, choć bez kawy.
Hotel mamy zarezerwowany, ale zameldować można się dopiero po drugiej, więc cóż było robić, zabieramy plecaki na własnych plecach.

Plan na dziś: świątynie w okolicy stacji Kioto: Touji, Nishi i Higashi Honganji oraz Sanjuusangendou. Zaczynamy od Touji, w której znajduje się najwyższa w Japonii, choć licząca standardowe 5 pięter, pagoda. Ma 55 metrów. Zapytana o drogę napotkana Japonka opowiada nam gdzie pracuje, dlaczego nie boi się barbarzyńców (czyli nas :]), daje nam po cukierku (dobre na gardło i pochodzą właśnie z Touji) i dokładnie wyjaśnia, jak dostać się na teren świątyni.
^_^

Znalazłyśmy pagodę!
My w okolicach Touji.

DSC00001

Dochodzimy do Touji. Teren świątyni jest rozległy, na jej parkingu jest spęd sararymanów i uczniów, jadących na jakieś "dobrowolne" obowiązkowe wycieczki i i kilkadziesiąt autokarów, które ma im to zadanie ułatwić.

Tłumy autokarów i tłumy ludzi.

DSCN29891

東寺 (tou-ji)

Touji znaczy dosłownie "Wschodnia świątynia", ale przybytek zwie się w rzeczywistości Kyou-ou-gokokuji (Świątynia strzegąca stolicy i kraju) i jest wpisany na Listę Światowego Dziedzictwo Ludzkości UNESCO.
Zbudowano ją dla ochrony narodu w 796 wraz z założeniem Heian-kyo, stolicy na terenie dzisiejszego Kioto. W 823 roku głową świątyni został Kuukai, założyciel buddyjskiej sekty Shingon. Dziś o sektach i buddyzmie nie będzie, bo się nie wyrobię przed godziną snu, a chciałabym bardzo. Wystarczy tylko dodać, że obecnie jest to największe skupisko skarbów ezoterycznego buddyzmu w Japonii, a miliony ludzi rokrocznie przyjeżdża do świątyni by oddać cześć Koubou-Daishi, jak teraz nazywa się Kuukai'a.

Głośnik na drzewie.
Jak on tam wlazł?!

DSCN30771

Obchodzimy cały teren dochodząc do wniosku, że do pagody nie da się dojść bez kupowania biletu. Kupujemy więc co trzeba, bilet za 500 jenów umożliwiał wejście do Kon-dou (Główny Pawilon), Kou-dou i do pagody.

W Kon-dou ustawiono posągi Trójcy Yakushi (Yakushi-nyorai i jego dwóch pomocników, Bosatsu Nikkou i Gakkou) oraz 12 Niebiańskich Generałów.
Ale to dopiero początek. Posągi w Kou-dou, Dainichi-nyorai (Kosmiczny Budda), pięciu Tathagaata, pięciu Bodhisatwów, pięciu Srogich Królów i całą reszta, której nie chce mi się wypisywać ;d ustawiona jest w Mandalę Mik-kyou, zgodnie z tekstem głównej sutry ezoterycznego buddyzmu. Ezoteryczny buddyzm jest szalony.

Kon-dou i Kou-dou:

DSCN31011

Kon-dou:

DSCN31061

i wejście do środka:

DSCN31091

Jeden ze skarbów Kou-dou, Dainichi-nyorai.

DSC000131

Nadchodzi kolej pagody.
Jest duża, drewniana, w środku panuje pomroczność, ale panie obsługująco-oprowadzające bardzo miłe (właśnie udało mi się, na terenie płaskim i nie agresywnym, zgubić bilet :]). Obstrykaliśmy co się dało, łącznie z ogrodem, mimo że chmary szerszeni bzyczały groźnie.
Dostaliśmy po ulotce ze schematem konstrukcji pagody, wielce interesujący to obrazek, jak zechcę, to się podzielę.

Poręcz.

DSCN30251

Deseczki, gotowe do spalenia.

DSCN30271

Koudou od strony ogrodu.

DSCN31281

Pagoda.

DSCN31431

Ta sama pagoda, to samo drzewo, widok na ogród.

DSCN31521

Płotu nie było, przeskakuję słupek.

DSCN29841

Ja, drzewo nadal to samo.

DSCN31391

Katowanie drzew, szkoła japońska.

DSCN31551

Gdy opuszczaliśmy Tou-ji, autokarów już nie było. Zabrały pasażerów, by robili tłum w jakimś innym mieście.

Ten ma gwizdek czyli on dowodzi.

Z serii Słynne Zawody film o bezkonkurencyjnych japońskich policjantach.

A to fragment chodnika.
Napis na tabliczce głosi 京都市 (kyou-to-shi, Miasto Kioto). Podpisali. Pewnie na wypadek zaginięcia.

DSCN31631

西本願寺と東本願寺 (nishi-hon-gan-ji-to-higashi-hon-gan-ji)

Następne w kolejce był bliźniacze świątynie zwanye Hongan-ji. Jako pierwsza była Zachodnia, zamknięta była skutecznie, ale minęliśmy słynną, bogato zdobioną bramę.

Brama Zachodniej Honganji.

DSCN31671

Wschodnia świątynia pełna jest skarbów narodowych, jednak jej główny pawilon był właśnie w remoncie. Część wnętrz była dostępna, ale z zewnątrz całość nie prezentowała się należycie. Zresztą zobaczycie sami.

Hongan-ji to świątynie sekty Jodo-Shinsu, ogromnej maszyny z 12 milionami wiernych i ponad 10 tysiącami świątyń i kościołów na całym świecie. Idąc Shichijo-dori, ulicą, przy której leżą Hongan-ji, nie sposób nie dostrzec potęgi tej sekty. Większość budynków w okolicy to budynki administracyjne, bo tak dużym przedsięwzięciem zarządzać musi armia ludzi.

Zachodnią Świątynię, oficjalnie zwaną Jodo Shinshu Hongwan-ji-ha, założono jako mauzoleum dla założyciela sekty Nowego Buddyzmu, Shinran Shonin'a. Obecnie jest wpisana na Listę Światowego Dziedzictwo Ludzkości UNESCO.

Wejście do Wschodniej Honganji, w tle Kyoto Tower.

DSCN31831

I widok w drugą stronę:

DSCN3186

Przerażająca konstrukcja na środku dziedzińca:

DSCN31891

A to się kryje pod blachą (według obrazków):

DSCN32051

Animacja poklatkowa na schodach Amida-dou.

DSCN31991 DSCN32011 DSCN32041

Przez pewien czas cieszyliśmy się chłodem Amida-dou (Pawilonu Amidy, Buddy Nieskończonego Życia), przesiadując na schodach i odpoczywając. Potem naszło mnie na zbieranie pieczątek. Przy Amida-dou stał stolik, na nim pieczęć, tusz i instrukcja informująca, iż na terenie świątyni są 4 miejsca, w których można zebrać pieczątki, a specjalnie przygotowaną do tego kartę można odebrać w informacji.
Cóż było robić, poszłam po kartę, podbiłam pierwszą, bo znajdującą się informacji, pieczątkę i wróciłam do Lidki i Wojtka, i do pieczątki z Amida-dou. Pozostawało poszukać kolejnych.
Według instrukcji czwarta pieczęć była gdzieś na końcu kompleksu, więc żwawo (Lidka już nie tak żwawo, a Wojtek został na schodach) udałam się we wskazanym kierunku. Na krańcu kompleksu była kolejna świątynia, a napotkana pani powiedziała, że to nie tu, trza wejść do nowego budynku i tam poszukać pieczątki.
Nowy budynek to czysty beton, założę się że zbrojony i z własnym lądowiskiem, ale obecnie skupiłam się na pieczątce.
Nowy Budynek okazał się być gigantyczny i pewnie miał w środku jakieś załamanie przestrzeni, bo zmieścili w nim 4 piętra, w tym ze dwa były pod ziemią.
Na wyludnionym (= żywej duszy nie było) ostatnim piętrze, gdzieś na poziomie piwniczki, była wielka sala wykładowa i stolik z pieczątką. Hurra. Mam.

Mogłyśmy wyjść na powierzchnię, a ja nadal nie miałam bladego pojęcia, gdzie szukać trzeciej pieczęci, gdyż Goei-Dou (Pawilon Założycieli) był w remoncie, cały przykryty metalową konstrukcją, a tam właśnie miała być moja pieczęć.
Niespiesznie zwiedziłyśmy wystawę w Nowym Budynku, zdobyłyśmy parę wielce interesujących ulotek, które przepiszę, gdy już zatrzymam czas i .... odkryłyśmy przejście (byłyśmy w skarpetkach, buty zostały przy wejściu do Nowego Budynku, gdzieś BARDZO daleko stąd) do Goei-Do! :)
W środku było przyjemnie i chłodno, stała niewielka wystawa o przebudowie świątyni (sanie, lina z włosów, mały model całego Pawilonu) i było przejście do Amida-dou, gdzie na schodach nadal siedział Wojtek :)

Sanki do przewożenia drewna, Goei-dou.

DSCN32221

Pieczątka się znalazła. Trochę przypadkiem, ale mam już komplet.

W końcu ruszyliśmy się z Hongwan-ji, tym razem na wschód, do Sanjuusangendou.

W drogę czas. Idziemy w kierunku Shichijo-dori.
Widok na mon, bramę Wschodniej Hongwanji:

DSCN31821

Po drodze był マクドナルド:

Czy w chizubaaga to jest mięso?

McDonalds.

Twoje zamówienie niedługo do ciebie dołączy.

DSC000311

Ebi-Chicken-Nuggat

DSCN32371

Dowiedziałam się, że można tu wypić kawę z wieczną dolewką za 100 jenów oraz że w tym pięknym kraju można nabyć coś ala chicken nuggets, tyle że z krewetką.
McEbi już widziałam, ale Ebi Nuggat jeszcze nie :)

Po dłuższym spacerze drogą prosto doszliśmy do Sanjuusangendou.

三十三間堂 (san-juu-san-gen-dou)

DSCN32431 DSCN32511

Jej potoczna nazwa znaczy "Budynek o 33 przęsłach", a w rzeczywistości nazywa się Rengeou-in (蓮華王院).
Świątynia jest japońskim Skarbem Narodowym, jak zresztą większość odwiedzanych przez nas zabytków. Choć jest to najdłuższy drewniany budynek w Japonii, to sławę przynosi mu 1000 posągów Juuichimen-senjuu-sengen Kanzeon, buddyjskiego bodhisatwy zwanego popularnie Tysiącręką Kannon o 11 twarzach.

1001 posągów Kannon, fragment.

DSCN3282

Tysiąc wydawałoby się jednakowych posągów robi niesamowite wrażenie. W pierwszym rzędzie ustawiono jeszcze jeden posąg Kannon, tym razem siedzącej, 28 posągów bóstw i mnichów chroniących Kannon oraz posągi Boga Burz (Raijin) i Boga Wiatru (Fujin).
Uważa się, że Kannon ma 33 wcielenia, tak więc wierni, modląc się przed 1001 posągami, wzywali litości aż 33033 Kannon :)
Wszystkie te skarby pochodzą z 12-14 wieku, czyli z Okresu Kamakura.
Jako że w środku nie wolno było robić zdjęć, pozostawało pstryknięcie kilku ujęć zza okna oraz nabycie albumu. Na razie się nim nacieszę, potem przeczytam, dopiero potem się podzielę.
Kiedyś Sanjuusangendou stała w centrum kompleksu pałacowego, zbudowanego dla starego cesarza, Goshirakawy i jego żony. Wielki pożar z 1183 zniszczył wszystko oprócz świątyni.

Dzwon i drzewo

DSCN32681

Drzewo

DSCN3289

BARDZO oczojebna brama.

DSCN3294

Duży drewniany budynek.

Wracamy.
Róg Shichijodori i Higashioji-dori. Tylko autobusu jeszcze brak.

DSC000371

Dochodziła czwarta, pora zamykania świątyń, a i my sami już ledwo szliśmy, dopytałyśmy się więc z Lidką o autobus i pojechaliśmy do ....

Kyoto Cheapest Inn

Mój jest ten kawałek podłogi,
nie mówcie mi więc, co mam robić...

^_^

Hotel kosztował nas 900 jenów za noc, kazano nam zabrać śpiwory, byliśmy więc przygotowani na wszystko.

Ujrzeliśmy to:

Kyoto Cheapest Inn

DSCN32961

Jak opisać Kyoto Cheapest Inn....
Jest w wysokim budynku.
Na pierwszym piętrze (po naszemu to się nazywa parter) ma garaż, przerobiony na kuchnię, jadalnię, prysznic i łazienki. Na drugim piętrze jest jedna, długa wielka sala, w której większość obu ścian zajmują dwupiętrowe łóżka, na końcu "korytarza" jest łazienka. "Pokój" tatami, czyli kawałek tatami oddzielony od łóżek kawałkiem ścianki z dykty. "Pokój" mieścił 5 osób, więc nasza trójka stanowiła większość.

Przez cały nasz pobyt hotel był szczelnie wypchany, nic dziwnego, toż to Złoty Tydzień.

Wejście do garażu, będącym kuchnią, szafką i łazienką..

DSC00040

"Recepcja" :)

DSC00067

Instalujemy się na własnym kawałku podłogi.

DSC00038

Podłoga Wojtka:

DSC00039

Gdy już opanowaliśmy podłogę, prysznic i kafeterkę, poszliśmy (strasznie dużo chodzenia, prześladowało nas przez cały tydzień) na spacer.

Spacer po dzielnicy Gion, piwo w świątyni Yasaka, wreszcie rozrywki Karasuma-dori: sklep z piżamami ;d, salon gier ....
Po prostu pooglądajcie obrazki.

Tradycyjne słodycze.

DSCN33081

Obrazki ze spaceru po Gion.

DSCN3313
DSCN3314
DSCN3319

Wąskie uliczki, drewniane domki...

DSCN33311

Wąskie, mhroczne uliczki...

DSCN3367

Dowody, że to jednak nadal Japonia...

Parking.

DSCN3337

o matko

DSCN3378
DSCN3383

salon gier

My jako Guitar Freaks!

DSC00063

I Wojtek grający w grę:

I tyle na dziś.
Zasłużyliśy na tydzień nieprzerwanego snu.
A na przystanku stał Elvis wiecznie żywy....

DSCN33871

trwały link do tego wpisu