« maj 2006 | strona główna | lipiec 2006 »

soczewki też po polsku

30 czerwiec 2006, 15:27| | Komentarze (0)

Zanim wyjdę to sobie publicznie pomarudzę na firmę Baush&Lomb. Firma trąbi na cały świat, że można ich płyny wymienić (szczegóły na stronie B&L), ale kontakt z polskim dystrybutorem to jakiś dowcip.

Na pierwszego maila dostałam nawet odpowiedź, w której dystrybutor napisał, że dowie się, a potem się ODEZWIE.

Oczywiście potem już potoczyło się po polsku, czyli CISZA. Spokojnie poczekałam 2 tygodnie i wysłałam kolejnego maila. Tu już się nie fatygowali, żadnej odpowiedzi nie było.

Jak ja kocham ten kraj.

trwały link do tego wpisu

zamiast ulotki: japońskiego gadżeciarstwa ciąg dalszy

29 czerwiec 2006, 21:10| | Komentarze (2)

Wybaczcie poszarpane posty, ale dotykanie obrzydliwie ciepłego komputera, gdy ma się łokieć przyklejony do blatu, a siedzenie do krzesełka, nie należy do najprzyjemniejszych.
Nie polecam w każdym razie.

Dziś w czasie tradycyjnej wyprawy po bentou (nie jemy w kafeii, przynosimy sobie jedzenie do ISC) zamiast równie tradycyjnych chusteczek do nosa lub trochę mniej powszechnych plastrów i wacików dostaliśmy po .... plastikowej, płaskiej torebce. Zawartości pozbyłam się przeładowując ją do torby nieobecnej Lorraine ;d i już mogę wam zaprezentować.

Nie jest to zwykła torba, ale zrobiony z typowym japońskim pomyślunkiem gadżet. Otóż wystarczy odłamać kawałek plastiku wzdłuż przygotowanej perforacji i otrzymujemy .... folder na papiery :)
Proste i piękne, a perspektywa otrzymania nowego folderu zachęca wielu z zazwyczaj odmawiających przyjęcia reklamówki studentów do wyciągnięcia ręki po torebkę.

Freebie! Tear-to-make file :)

Perforacja wraz z instrukcją:

Freebie! Tear-to-make file :)

Mała rzecz, a cieszy. ^_^

Zwróćcie uwagę na misia. Ma koło ratunkowe :) ;d

Osobiście nie mam zamiaru zrezygnować z mojego dotychczasowego folderu, na którym wypisano wielką czcionką:

There is even not
a day on the same day
either

A na zamieszczonym zdjęciu, na środku prezentowanego tam hydrantu (co ma hydrant do życia?!) dopisano:

Daily Life
Different
From
Always

^_^ I jak tu nie lubić szkoły?

trwały link do tego wpisu

Kocham mój wiatrak.

29 czerwiec 2006, 20:49| | Komentarze (3)

Uruchomiłam wiatrak i już nie przyklejam się do krzesełka.

Kocham mój wiatrak.

WeeeeeeATRAK

trwały link do tego wpisu

nowe nowe

25 czerwiec 2006, 22:48| | Komentarze (3)

Dodałam wpisy i zdjęcia.

i

A teraz idę GRAĆ.

Spać i tak się nie da, bo za gorąco :/

Wojny z Szynką Konserwową

Jutro CD, bo najwyraźniej jakieś skrypty przechodzą moje obecne zabezpieczenie. Jutro dołożę w formularzu Jakieś wielce podchwytliwe pytanie. Może nawet zestaw pytań, zmieniany regularnie. MUHAHAHAH ;>

trwały link do tego wpisu

日光 Bus Trip

24 czerwiec 2006, 23:10| | Komentarze (12)

No i znowu ISC zorganizował nam wycieczkę autokarową, już trzecią po listopadowym Festiwalu kabuki w Ogano i wycieczce do Kamakury w lutym.

Zaplanowany na 8:30 wyjazd opóźnił się tylko pół godziny, ale ja osobiście nie czekałam aż tyle, bo się przezornie spóźniłam odpowiednio :)

Nikko (日光), dosłownie "Światło Dnia", leży w prefekturze Tochigi, 140 km od Tokio. Jedzie się tam długo, ale luksusowo, w klimatyzowanym autokarze w którym było nawet miejsce na nasze wyrośnięte, gajdzińskie nogi.
Można się było zdrzemnąć i na konsolce pograć :)

Na miejscu byliśmy o czasie, ale potem to już nawalaliśmy z terminami jak się dało, nie przychodząc do autokaru o czasie :)

Podjechaliśmy pod drzwi świątyni Nikkou Toushouguu (日光東照宮), świątyni i mauzoleum Tokugawa Ieyasu, którego po jego śmierci uznano za boga.

Na razie są tu tylko moje zdjęcia (i to nie wszystkie), niewiele i niewiele warte, bo w większości wyszły prześwietlone.
Jak tylko dostanę kolejne zdjęcia z wycieczki, to dołożę i powiadomię :).

さああああ

lanterns

Słonie, rzeźby w wykonaniu artysty, który słonie znał wyłącznie z opowieści.

Nikko: Elephants

Słynne małpy.

見ざる、聞かざる、言わざる
Nie widzę, nie słyszę, nie mówię.

Nikko: monkies

Nikko

Nikko: Lorraine

Nikko: Parris

Nikko: Jon

Shin-sensei i Watanabe-sensei, ten ostatni to temat na odrębną opowieść :)

Nikko

Kot.
Gdy się obudzi, zje przyczajonego za nim wróbla. Ale na razie kot i wróbel współistnieją :)

Nikko: Sleeping Cat

A to już samo mauzoleum. W tej wielkiej urnie spoczywają szczątki Tokugawa Ieyasu.

Nikko: Tokugawa Ieyasu Shrine

Tak! One są zalaminowane :) Bardzo praktyczne :)

Nikko: Tokugawa Ieyasu Shrine

Nikko

I jeszcze Kolejny Słynny Czerwony Most.

Nikko: Famous Red Bridge :)

CDN jutro.

Edo Village

to nic innego jak wielki skansen pełen tanich zabawek i innej marnej rozrywki dla zdesperowanych turystów. Jedynie ogrom otaczającej wioskę zieleni ratował to miejsce przed moją czarną listą. Ale i tak uważam Wioskę Edo za marnowanie czasu. Niestety, organizatrzy tak NIE uważali.

Połaziliśmy po wiosce, NIC nie kupiliśmy, za to zrobiłam film i dałam się sfotografować z wielkim, pluszowym psem (oszczędzę wam).

Edo Wonderland
Edo Wonderland
Edo Wonderland
Edo Wonderland: a kif and That Thing
Edo Wonderland: Lorraine and That Thing
Edo Wonderland
Edo Wonderland

Tłumów nie było, a sprzedawcy byli dostatecznie znudzeni by pokonać strach i zagadać to hordy gaijinów mijających ich sklepy.

Edo Wonderland
Edo Wonderland

Niewątpliwie największą atrakcją były sceny z histori Japoni i realistyczne figury woskowe, które te sceny zapełniały. Jedną z pierwszych była masakra chrześcijan ^_^

Edo Wonderland figures
Edo Wonderland figures

Był też pożar Edo, który można było ugasić jednym mignięciem lampy błyskowoej ;>

Edo Wonderland: fire of Edo with flash = no fire
Edo Wonderland: fire of Edo

Na pozostałych scenach mordowano ludzi na wiele przemyślnych sposobów, ale zawsze przy użyciu miecza.

Edo Wonderland figures

Ileś osób figury woskowe sobie odpuściło, wybierając w zamian "zwiedzanie" budynku - więzienia dla kobiet, który stał pusty, można się było na jego tatami przez godzinkę przespać ^_^

Edo Wonderland
Edo Wonderland
Edo Wonderland

I to już koniec wycieczki. Zdjęcia grupowe i inne będą, gdy już je W KOŃCU skopiuję od Parrisa.

Grupowo

バカ達友達

Od lewej: Lorraine, Connie, Jon, M-chan i moi plus Parris siedzi.

trwały link do tego wpisu

powrót do normalności

23 czerwiec 2006, 15:01| | Komentarze (7)

Strony komentarzy wróciły do normy.

Wczorajszy pomysł z numerkiem-kodem, tak popularny wśród blogów z blogspot.com odrzuciłam, bo albo blog jest dostępny albo nie.
Podobno jest metoda na opisanie obrazków, co by programy czytające strony na głos mogły je zrozumieć, ale przy moim obecnym braku czasu głębsze poszukiwanie wiedzy odpada.

Obecnie moderacja komentarzy jest wyłączona, zobaczymy, jak się "anytspam" sprawuje.

Gdyby ktoś znalazł jakieś inne błędy, to bardzo proszę o informację drogą dowolną (można osobiście ;d), dopiszę do listy "Do Zrobienia" i KIEDYŚ poprawią.

trwały link do tego wpisu

upsło się i popsło się

22 czerwiec 2006, 19:48| | Komentarze (5)

Próbowałam dodać odspamiacz numerkowy. Nie wyszło. Na dodatek z pośpiechu rozwaliłam stronę z komentarzami.

Nie mam teraz czasu, więc zostanie tak przynajmniej do jutra, a jak źle pójdzie, to i do niedzieli (bo w sobotę jadę do Nikko).
Jak coś pilnego, to proszę na maila. Chłamowaty Chrome RÓWNIEŻ nie działa.

... zawsze wiatr w oczy.

:]

trwały link do tego wpisu

ot, wyskoczyć do 大宮

21 czerwiec 2006, 0:06| | Komentarze (0)

Moi, M-chan and A Ghost of Parris in Saitama Shintoshin

My i duch Parris'a.

Pojechaliśmy po piątkowych zajęciach, zrobiliśmy tradycyjną trasę Softmap-BigCamera-BookOff i można było wracać. I jak to kondycję poprawia.

trwały link do tego wpisu

ocenzurowano mnie!

20 czerwiec 2006, 21:40| | Komentarze (4)

Nakręciłam dziś filmik na historii, chcąc wam zaprezentować typową STEPSową klasę. Niestety, prowadzący Amerykanin się zestresował i na razie filmiku nie opublikuję, bo mu obiecałam, że poczekam, aż on sprawę przemyśli i się zgodzi (albo i nie). Buee.

No i nie ma tu filmiku.

Za to jest upał, a ja mam w lodówce lody. Takie w rożkach. I dziś udało mi się strzelić gola w “Winning Eleven 9” (to gra o tej piłce kopanej), co jest wiadomością pozytywną, bo do tej pory głównie wykopywałam piłkę na aut.

Żeby nie było, na filmie NIC się nie dzieje: facet prowadzi wykład, zadaje kultowe już pytanie Any questions?, po czym zapada równie kultowa już cisza. W międzyczasie widać, jak Pear śpi, a Parris ogląda zdjęcia z Matsushimy na ukrytym za słownikiem PSP. Ot, kolejna klasa.

A już w sobotę jedziemy do Nikko!

trwały link do tego wpisu

górski ''ptaszek''

19 czerwiec 2006, 20:46| | Komentarze (2)

Wczorajszy dzień w większości przespałam, a resztkę strawiłam na dialogi z rodziną, która próbuje mnie wyrzucić z MOJEGO WŁASNEGO pokoju... :]

Dziś NIE PADA, za to są upały, wystarczy spacer w jedną stronę do szkoły i już człowiek jest mokry. A Japończycy chodzą w sweterkach i najwyraźniej się nie pocą. Kolejna różnica kulturowa, hurra.

Dziś mnie wzięło na naukę kanji, więc takiej okazji nie mogę przepuścić i o Matsushimie nic się dziś nie dowiecie. Miał mnie Parris nauczyć wymiatać w "Winning Eleven 9", ale jest za gorąco, żeby mi się chciało na drugie piętro wspinać. Na wyprawę po jedzenie też jest za gorąco. Ludzie wytrzymują z głodu tydzień, więc liczę, że w tym czasie nastąpi ochłodzenie.

Za to chcę wam zaprezentować gadżet, który w Sendai dodano mi do butelki z wodą. Taka metoda promocji jest tu bardzo popularna i co poniektórzy mają już pokaźne kolekcje kredek Pepsi, wisiorków Qu czy magnesów ze Snoppym (też Pepsi). Moja saszetka z gadżetem nazywała się "BirdTales", a z japońska "Opowieści o górskich ptakach". Czad.

Rewers prezentował różniaste figurki ptaszków. Fajnie mieć takiego ptaszka. Wodę wypiłam, saszetkę odpakowałam.

Oto mój ptaszek.

BirdTales

trwały link do tego wpisu

Matsushima: jednen z trzech najpiękniejszych widoków Japonii

17 czerwiec 2006, 21:17| | Komentarze (3)

Nocny autobus ze stacji Tokio do Sendai zajeżdżał, a na każdym przystanku (nie miał bowiem WC) pasażerów budzono przeraźliwie głośną, nagraną wiadomością. Ale dotarliśmy.
Świtem bladym.

O tu: (mapka z japan-guide.com):

mapka Japoni z zaznaczonym Sendai

Wpis zawiera HORDĘ zdjęć i ileś filmów.
You were warned.

仙台 Sendai 1

Sendai JR Station

Sendai, mimo że jest stolicą prefektury Miyagi, nie ma całodobowych combini! Naszą ostatnią szansą na kawę i śniadanie był McDonald, otwierano jednak dopiero wpół do siódmej. Ech, los tułacza.

W przymusowym czasie wolnym mogliśmy podziwiać szerokie ulice (i chodniki) Sendai oraz fikuśne latarnie.

samurai lanterns

Dodatkowy czas można było zabić czytając reklamy....

Na tej reklamują Zestaw Podwójnego Mac'a z Jajkiem. Za 20 jenów więcej można mieć do tego chiizu czyli ser. Mielone mięso, ser, jajko i skapciała bułeczka. Ych.

NIECH w KOŃCU otworzą tego McDonalda. Kaaaaawy.

waiting for a McDonald to open....

Na tym, odwiedzając reklamowany przybytek, można zostać doubutsu puro czyli profesjonalistą od zwierzątek.

become an Animal Pro!

A tu władze Sendai wspierają mnie w polityce krytykowania sportów wszelakich. Pamiętajcie. Sporty ssą. ^_^

Don't ride a bicycle. Sports sucks. ^_^

W końcu podano nam śniadanie, tak podłe w smaku jak to tylko McDonald potrafi. Ale po takiej podróży i o tej porze było nam dokładnie wszystko jedno.

Zabraliśmy graty i pojechaliśmy pociągiem do Matsushima.

松島 Matsushima

Ale dziwny kot!

double-colored cat

Pierwsze kroki skierowaliśmy ku przystani, którą opuściliśmy zaopatrzeni w bilety na rejs statkiem (1500 jenów). Jako że pierwszy rejs był dopiero o dziewiątej, przespacerowaliśmy się po pobliskiej wyspie, połączonej z lądem Kolejnym Czerwonym Mostkiem

Wcześniej strawiliśmy chwilkę na podziwianie portowej mapy, a rezultat możecie podziwiać poniżej.

I want to see THAT tree

Pierwsza wyspa

sea

scultpure

JARB stands for Just Another Red Bridge

1st island

island

1st island

1st island

1st island

more islands, it's Matsushima after all

Parris nosi trójnóg do aparatu wszędzie i zawsze, w rezultacie po każdej wycieczce z jego udziałem mamy masę grupowych zdjęć :)

Parris and THE tripod and THE pillow

Zdjęcia M-chan, względnie Parrisa, na pewno nie moje, bo w mniejszym formacie.

Łazimy sobie:

Matsuhima: w grupie raźniej

Matsuhima: w grupie raźniej

Matsuhima: w grupie raźniej

fishing

W końcu wróciliśmy do portu i popłynęliśmy....

W porcie straszył statek-paw.

peacock ship

Matsuhima: w grupie raźniej

boat trip

Wyspy zeszły na dalszy plan, gdy przyleciały mewy ^_^

Karmione są ..... chipsami o kształcie frytek i smaku krewetek.
O_o

seagulls

seagull

seagulls

seagull

seagull

seagulls: incoooooming ....

boat

W KOŃCU mewy sobie poszły, a wyspy stały się jakby bardziej interesujące.

one of Matsushima'a many islands

one of Matsushima'a many islands

one of Matsushima'a many islands

Moi i Lorraine na statku

Po godzinie byliśmy z powrotem na stałym lądzie. Kolejną atrakcją programu była świątynia Godaido, dostępna dla śmiertelników tylko raz na trzydzieści lat.

Świątynia pochodzi z 807 roku (obecny budynek jest jednak dużo młodszy, bo z 1604) i została założona przez tego samego mnicha, który założył Zuiganji.

temple: famous of being open only once every 30 years

Połączono ją z lądem Kolejnym Czerwonym Mostem.

bridge is dangerous and I have cool red converses

Zrobiliśmy masę group shots, a co. Ponownie wpuszczą nas tu dopiero za 30 lat ...

Dango to nam raczej nie wyszło, ale byliśmy powodem korka ^_^

Matsuhima: w grupie raźniej

Matsuhima: w grupie raźniej

Sama świątynia była mało interesująca, choć na jej ścianach umieszczono rzeźby wszystkich dwunastu chińskich znaków zodiaku.

Wyspa obok też miała Czerwony Most. Najdłuższy w Matsushima

Matsuhima: w grupie raźniej

A na samej wyspie był ogród botaniczny, ławeczka, na której zjedliśmy przywiezione jeszcze z Sendai bentou, gigantyczne mrówy (nie jadłam), świątynie i gąsienice.

more water, more big rocks

Peacock ship

Grupowo pod świątynią.

Matsuhima: w grupie raźniej

Matsushima's shimas ;>

ENORMOUS ant

pretty

Matsushima's shimas ;>

Matsushima's shimas ;>

A caterpillar!

Caterpillar!

A caterpillar!

Fotografowanie gąsienic było męczące, nastała więc pora zasłużonego odpoczynku.... ;d

Matsushima: w grupie raźniej

nothing is more important than the holes

^_^

W końcu wróciliśmy do "centrum", ze sklepów z pamiątkami wyszliśmy obładowani tradycyjnymi słodyczami z Matsushima: ejkami :)

Ominęliśmy słynne już kraby.

Oishii sou ;p

Matsushima

Matsushima

Mieliśmy wejść do (podobno) najpiękniejszej i najważniejszej świątyni na Tohouku, Zuiganji, ale bilety były drogie, a ja, po tygodniu w Kioto i Narze mam wrażenie, że już nic nowego w japońskich świątyniach nie zobaczę.

Zadowoliliśmy się zdjęciami zza płota i ruszyliśmy ku stacji, gotowi wrócić do Sendai i obejrzeć ZAMEK.

Dangerous.

Matsushima temple.

A window :)

giraffe shop owner

Matsushima, JR Station

Matsushima, JR Station

Matsushima, JR Station

My na stacji.

Matsuhima: w grupie raźniej

仙台 Sendai 2

W Sendai byliśmy po 15:00. Zamku nie było.

Ci, co pisali przewodniki, powinni zostać przykładnie ukarani. W Sendai owszem, jest miejsce nazwane "Zamek (w) Sendai", ale sam zamek nie istnieje od iluś setek lat. Miejsce się nazywa tak na pamiątkę. :] Podjęliśmy nie udaną próbę dotarcia do mauzoleum, żeby cokolwiek w tym dziwnym (szerokie ulice i praktycznie NIC do roboty) mieście zobaczyć, ale się zagubiliśmy i w końcu wszyscy, wyczerpani, zalegli rządkiem na murku, gdzie przez godzinę zbieraliśmy siły.

bridge: Shock Shock Shock Shock..

American Lover

Sendai

odpoczynek na murku, każdy robi co lubi ;d

Sendai: w grupie raźniej

Zdecydowanie wymagaliśmy rozrywki.

Na szczęście znalazł się salon gier, a w nim automaty z purikurą i tablica następującej treści:

no single guys, no guys groups alone... just bring a girlfriend :]

PuriKura

Sendai: nasza purikura

cell phone people

arcade in Sendai

A na zakończenie poszliśmy na sushi do restauracji, którą M-chan wygooglała kilka dni wcześniej :) Sushi było pyszne i w wielu odmianach, podawane na długich talerzach. Poniżej zawartość mojego drugiego .... względnie trzeciego ;d talerza.

My second plate. Or was it 
a third?

barbarians in sushi restaurant

Spalona słońcem fotografuję sushi z wieloryba

Sendai: sushi

Koniec.

Nie będę oszukiwać, zmęczeni byliśmy nieźle. TO był DŁUGI dzień. Przed północą wsiedliśmy w (spóźniony!) autobus i o świcie dnia następnego byliśmy już prawie w domu. Spaaaaać.

Sendai PrzedStacją nocą.

Sendai Eki Mae by night

Sendai Eki Mae by night

Sendai Eki Mae by night

Sendai Eki Mae by night

trwały link do tego wpisu

SaiDai czyli w tę i z powrotem

15 czerwiec 2006, 18:29| | Komentarze (6)

Dziś obudziłam się wystarczająco wcześnie, by na uniwerek ruszyć spokojnym krokiem zamiast kroku dragona ;>

Rezultat: byłam O CZASIE i nakręciłam Film z Wędrówki. Jest długi, komentarza w nim niewiele, za to słychać świst wiatru. Bystry obserwator zauważy, że NIE PADA. Faktycznie nie padało. Do południa. Obecnie leje bez wytchnienia.

Film z Wędrówki

czyli dyskretny urok socjalistycznego SaiDai

Jeśli ktoś nie jest na bieżąco, to pewnie odwołania w załączonym materiale filmowym mogą mu nic nie mówić. Zachęcam więc do lektury wątków poniższych:

Potem niestety nadeszły czasy ciemne i był test z kanji :/

Tak to wygląda PO:

Mnie poszło nie najgorzej, może dlatego, że się w odróżnieniu od Connie uczyłam :)

Niestety, jutro mamy test z gramatyki i tu będzie znacznie gorzej. Na dodatek warunki są niesprzyjające, bo ZNOWU nie działa moja kuchenka, więc nawet nie mam jak herbaty sobie zrobić. Argh.

Dajcie znać, czy z filmami wszystko ok, bo mnie coś przywiesza ten pierwszy i nie wiem, czy to wina łącza, YouTube czy siły wyższej.

trwały link do tego wpisu

papier toaletowy się skończył

15 czerwiec 2006, 0:57| | Komentarze (3)

Mam ostatnio niewiele czasu i zapału do siedzenia przed kompem. Duchota mi nie służy najwyraźniej. W ostatnim tygodniu sporo czasu spędziłam za to przed kontrolerem, tłukąc w "Mario Strikers". Śmieszna gra, jeśli tylko ma się wystarczająco dużo kontrolerów i ludzi do grania.

Ostatnio wcinam sporo chińskich pierożków zwanych tutaj gyouza. Tych mięsnych :)

gyoza

Za 30 sztuk pierogowatości trzeba zapłacić niecałe 250 jenów! Na zdjęciu może być tego nie widać, ale każdy pierożek jest zabezpieczony w indywidualnym rowku, co by się nie zeszmacił ;>

I jeszcze odkrycie z ostatniej chwili.

Papier toaletowy się skończył.

toilet paper roll

Na kartonowej rolce napisano między innymi, żeby nie wrzucać jej do toalety. Proste i piękne.

Z innych spraw: tekstu o trzecim dniu w Kioto mam juz na 7 stron, ale nadal NIE skończyłam. W piątek jedziemy nocnym autobusem do Matsuhima. Wracamy kolejnej nocy.

Widziałam mecz Ukraina-Hiszpania. Zaznajomiłam się też z potworną ilością artykułów z Naszego Pięknego Kraju. Myśl mam jedną. Choć Ukraina przerżnęła mecz 4:0 to i tak Ukraińcy grali lepiej od Buraków. Dzisiaj Buraki pożegnają się z mundialem, a Polacy będą mogli wrócić do opluwania się nawzajem.
Waaagh!

trwały link do tego wpisu

a jednak na plusie

10 czerwiec 2006, 16:40| | Komentarze (1)

W oczekiwaniu na weryfikację mojej karty regularnie zaglądam na konto w Inteligo. Kokosów to ja na oszczędnościach nie zbiję.

Patrzcie:

  • Kwota należnych odsetek 2,57
  • Kwota odprowadzonego podatku 1,00
  • Kwota odsetek po podatku 1,57
  • Opłata za kartę VISA: 0,99

Efekt: 0,56 na plusie. ^_^

zaległe

trwały link do tego wpisu

mundial po naszej stronie

10 czerwiec 2006, 4:12| | Komentarze (7)

Jest 4:11. Świta.
Nie wiem co gorsze, "Do przodu, Polsko" puszczane przez Jon'a w nieskończonych ilościach czy nasza kulejąca reprezentacja. Ale Niemcy wygrali 4:1, więc przynajmniej Lorraine nie przerżnęła obstawiania meczu z kretesem. Postawiła 100 singapurskich $, wygrała 200 zamiast przewidywanych (5:1) sześciuset. Life.

Dobranoc.

trwały link do tego wpisu

midterms

9 czerwiec 2006, 20:16| | Komentarze (3)

Są midtermy, więc głównie odrabiam, przerabiam, drukuję, zanoszę i przepisuję. A gdy już usiądę przed klawiaturą, to forum o konsolach przyciągają mnie bardziej niż pusta strona notatnika :].
No ale dziś piątek (więc zajęcia kończą się o 12:00), pora deszczowa daje o sobie znać (więc ani po jedzenie ani po zabawki nie pojadę), mogę równie dobrze napisać tu coś :)

[tu następuje przerwa na drzemkę]

Taaa. O czym ja tu miałam. A, już wiem. Pora deszczowa jest.
Pora deszczowa ssie na całej linii, bo nie dość, że parno i ubranie przylepia się do człowieka w parę sekund po jego założeniu, to na zewnątrz LEJE. Nie zacina, pada poprawnie, z góry na dół, ale bez przerwy po 12 - 15 godzin. Godzinka na złapanie oddechu i od nowa. Tragedia, panie.
Deszcz zmusza do wędrówki z parasolem i tu ciekawostka. Otóż codziennie rano, by dostać się na teren uniwersytetu, przekraczamy pewną bramę. Brama jest słusznych rozmiarów, przesuwna, czołg by spokojnie przejechał. Ale ZAWSZE jest rozsunięta na tyle, żeby tylko jedna osoba niewielkich rozmiarów mogła przejść. Zdarzają się jednostki, które bramę mogą sforsować jedynie przechodząc bokiem :]
Żeby bramy nie ukradli (względnie żeby jej ktoś nie rozsunął poza przepisowe 30cm, u góry brama zawiązana jest łańcuchem. I tu się pojawia zgrzyt pory deszczowej. Otóż nie daje się przejść pod łańcuchem z rozłożonym parasolem.
Pozostaje jego błyskawiczne złożenie, wciśnięcie sobie między nogi i przyspieszenie kroku, co może poskutkować poślizgnięciem się na metalowych szynach bramy NIE przesuwnej. Potem już tylko rozkładamy parasol i możemy już niespiesznie spóźniać się na zajęcia.

Brama leży na trasie studentów ze wszystkich akademików oraz okolicznych apaato oraz przeklętych łuczników, którzy tuż obok bramy mają swój przeklęty wybieg i gdzie od białego rana krzyczą jak przeklęci. Po semestrze katowania jodo mogę powiedzieć jedno: Kij im w oko.
Podobno sympatią darzę uniwersytecką orkiestrę dętą (próby: weekend od godzin wczesno-zabiję-jeśli-ktoś-mnie-obudzi-rannych) oraz saksofonistę z męskiego akademika (gra o porach losowych, z reguły wtedy, gdy próbuję spać). Saksofony, japońskie łuki i wyposażenie orkiestry dętej darzę uczuciem identycznym.
Waaaaagh.

A dalej.
Hopla na punkcie mojej ślicznej, maleńkiej, czarnej konsolki leczę "24", serialem, którego spory zapas ma mój sąsiad z góry, Parris. Dziś byłam już bliska zejścia z tego padołu gdy podczas sceny morderstwa bogu ducha winnej pacjentki szpitala do mojego pokoju wpadła z hukiem Lorraine (dzwonek?! zapukać?! woooolniej?!). Nie wrzasnęłam zbyt głośno tylko dlatego, że struny głosowe przestały funkcjonować :]
Na przyszłość: drzwi należy zamykać na zamek, jeśli się ogląda "24".

Wyleczona nie jestem na pewno, bo się właśnie zarejestrowałam w PayPalu i czekam na weryfikację karty .... hyhyhy. ;d

Żeby nie było bezdjęciowo, to patrzcie, co dziś mam na sobie. ;d

Iga Village tshirt

To mój ninja tshirt, dzięki której przemykam się nie zauważona między zlewem a lodówką. Trzeba też uczciwie przyznać, że jest dosyć pomarańczowa.
Ale działa i to najważniejsze.
Nabyłam ją w Iga, w ostatnim dniu naszej wycieczki do Kioto z przyległościami. Cały czas obrabiam zdjęcia z Kioto, więc o Iga, ostatnim przystanku przed wyjazdem, nieprędko będzie. :>

trwały link do tego wpisu

to już jutro! parrrade parrade

9 czerwiec 2006, 13:54| | Komentarze (2)

Parada Rowności, Plac Zamkowy

Parada Równości już jutro, 10 czerwca, o godzinie 13:00 pod Sejmem Trzeciej Rzeczypospolitej!!!

W ramach sprawdzania obecności przywieźcie mi prezent. Kamienie i skorupki po jajkach się nie liczą.
Prrrrrzeenta.

trwały link do tego wpisu

na japońskim ZMIANY

2 czerwiec 2006, 16:23| | Komentarze (6)

Jestem jestem.
Panują potworne upały, jest duszno i leje regularnie, nic, tylko sobie w łeb palnąć. Ale nie ma to jak konsolka ;d ;d

Na froncie szkolnym: zmiany!
W zeszlym tygodniu mieliśmy wywiady z koordynatorem naszej klasy, Yagi-sensei. Jak jeden mąż przedstawialiśmy jej nasze niezadowolenie z nowej książki (「留学生の日本語」), który może i przygotuje nas do 2kyu (drugiego poziomu JLPT), ale cóż nam po 2kyu, gdy z poprawnym wysławianiem się nadal mamy problemy? Tematy「留学生の日本語」 są totalnie z kosmosu, tak jak i nowe słownictwo.
Wiecie jak są fale dźwiękowe? 超音波 (chyouonpa). Dowiedziałam się tego z rozdziału o delfinach.
A las tropikalny? 熱帯雨林 nettaiurin. To z rozdziału o klasyfikacji map, z któego wyniosłam też ileś specjalistycznych nazw map, których nawet po polsku nie potraiłabym nazwać.
相対性理論 soutaiseiriron to teoria względności, 急速眼球運動 kyuusokugankyuuundou to sen o szybkich ruchach gałek ocznych czyli REM (oba z rozdziału o śnie) i jeszcze (świeży, bo z dzisiejszych zajęć): 温室効果 onnshitsukouka czyli efekt cieplarniany.

Prośby o więcej kaiwa (konwersacji) poskutkowały: w poniedziałki zamiast gramatyki mamy kolejne konwersacje (obok tych wtorkowych). Pierwszy raz w historii ICS zmieniono program i dołożono nowy podręcznik :)
Yagi-sensei jest bardzo gadatliwa, więc większość wywiadów zamiast 15 minut trwala pół godziny, a co po niektórzy zostali też zmuszeni do podzwiania jednej z WIELU kolekcji Yagi-sensei.
Connie oglądała kolekcje figurek-potworów, ktore Yagi-sensei trzyma w wielkim pudle. Joe asystował w przeglądaniu kolekcji bodajże płyt CD.
Yagi-sensei, która do tej pory była "tą miłą, starszą panią, która, spotkana, na pozdrowienie uśmiecha się radośnie i zaczyna bardzo szybko i obficie mówić po japońsku", teraz urosła do rangi otaku ;d
Należy wspomnieć, że Yagi-sensei ma lat 60, jak nie więcej. I nie mówi słowa po angielsku.

W zeszłym semestrze, będąc jeszcze w klasie B, zamiast wywiadu dostaliśmy kartki do wypełnienia. Ale cóż z tego, że wypisaliśmy, że jest za szybko, że niemożliwością jest nauczenie się wszystkich tych nowych słów (przerabialiśmy po 4-5 rozdziałów na tydzień), poprzednia koordynatorka, żelazna Arai-sensei, stwierdziła tylko, że musimy się bardziej starać :]

Zmiana planu zajęć podbiła nam morale do tego stopnia, że teraz o czasie na zajęciach pojawiam się tylko ja i Connie. 10- minut później przychodzi Caro, potem Joe. Luang i Lorraine spóźniają się godzinę, a czasem nie pojawiają się przed lunchem. HYHYHY. Wszystkie sensei są już do tego przyzwyczajone :]

I tyle.
W przyszły weekend pojedziemy pewnie do Matsushimy. Dla obniżenia kosztów pojedziemy nocnym autobusem i nie będziemy nocować w samej Matsushimie, która podobno słynie z kosztownych noclegów.
Jeszcze myślimy.

Teraz będę, jak to mówi Lidka, gambarować: siadam nad kolejnym dniem w Kioto. ;>

trwały link do tego wpisu