« sesja trwa, wilgotność też | strona główna | szał zakupów, dzień drugi »

piątek
28
lipiec'06

szał zakupów

Dziś był test z gramatyki, który, trzeba uczciwie przyznać, do trudnych nie należał (nie było żadnych zadań dotyczących wyłącznie znajomości słownictwa, na takich najłatwiej się wyłożyć, zwłaszcza jeśli nie zna się niektórych kanji), ale i tak wyszłam zmęczona, bo "24" godziny trzymały mnie na nogach od 2 nad ranem, a przecież o świcie był rzeczony test.

W planach miałam dwugodzinną drzemkę, której mi jednak odmówiono. Niespodziewanie pod drzwiami znalazł się Jon, ale miał tyle przyzwoitości, że nacisnął dzwonek tylko raz. Obudziłam się i ułamek sekundy, udało mi się zignorować fakt usłyszenia dzwonka i już, już miałam odpłynąć ponownie, gdy w pokoju rozległ się huk wciśniętego do oporu dzwonka. Po 15 sekundach w panice szukałam jakiegoś ubrania (zasłony zaciągnięte, w pokoju ciemno, na wpół otępiała nie wpadłam na pomysł zapalenia światła), przerzucając w głowie różne scenariusze wypadku, który właśnie wydarzył się na zewnątrz i który wymaga mojego natychmiastowego przybicia.

Sukces, udało się znaleźć koszulkę. Spodnie wcięło. Trudno.
Lecę do drzwi.
Otwieram zamaszyście, widzę zafrasowanego Jona, który jednak obie ręce ma puste. A dzwonek ryczy dalej.
Za drzwiami półmetrowy paskud w osobie Lorraine wyje z radości, nie zdejmując palca z dzwonka.

Smack!

No to se nie pospałam.
Na wpienienie się nie miałam czasu, bo pojawił się Parris, który zamiast na zajęcia z kanji chciał z nami jechać do Tokio. No to jedziem!

Pojechaliśmy do Shinjuku, gdzie jest ogromna Kinokunya (to księgarnia :)), a gdzie mieliśmy zamiar zaopatrzyć się w ileś podręczników do japońskiego, co by po powrocie do własnego kraju mieć się z czego uczyć.

Książki wybierałam stosując prosty algorytm: Hmmm, tę ma Tachi. Pożyczy się w razie czego. ..... Ta potrzebna! .... M-chan ją ma. Good, pożyczy się. ..... Uuuu, tej nikt nie ma. Uuuuuu, drogo. No trudno. ;d

Nabyłam:

Wydałam prawie 1万円, ale jak wiadomo, po pierwszym manie wydanie kolejnego to już nie problem, więc się zaczęło.....

Na pierwszy ogień poszedł Tokyu Hands (o innym sklepie tej sieci pisałam jeszcze w lutym, przy okazji wycieczki do Shibuya) w Takashimaya, domu towarowym zajmującym praktycznie cały plac zwany z japońska Times Square.

To jest LUKA.
Brakuje mi tu zdjęcia, które obecnie ma Parris. Gdy tylko je dostanę, opublikuję i powiadomię.
Bez tego zdjęcia wpis nigdy nie będzie kompletny.

Bez wątpienia największą atrakcją były stroje dla przebierańców: Jon przebrał się na próbę za bakłażana ^_^. Nie pozbawiony uroku był też strój grzyba, ale tego nie dało się przymierzyć ;d

Po głupawce w Takashimaya przenieśliśmy się na drugą stronę Shibuya, gdzie Jon a automatu wchodził do KAŻDEGO mijanego salony z grami, a myśmy podążali za nim, niespecjalnie tym faktem zmartwieni :)
Jon uzupełnił swoją armię Gloomy'ch (Różowy morderca jest kawaii.) o dwa kolejne misie, a ja dostałam Dziewczynkę z Marchewkami. Ona jest Nie Do Opisania. Jedna dziewczynka, para króliczych uszu i Dwie GIGANTYCZNE Marchewki.

To jest LUKA.
Dziewczynka jest obecnie u Jon'a. Gdy tylko zrobię jej zdjęcie, opublikuję i powiadomię.
Bez tego zdjęcia wpis nigdy nie będzie kompletny.

W międzyczasie Parris wymiatał w jakąś strzelankę, której nazwy pewnie sobie nie przypomnę, ale wrażenie robiła niesamowite: gigantyczny ekran i świetna grafika to norma, ale tu były jeszcze różne scenariusze i możliwość zapisania stanu gry na specjalnej karcie.
Przez chwilę próbowałam mu pomagać (można grać w dwie osoby), ale celowanie szło mi marnie, a walka na noże to już mi w ogóle nie szła, więc szybko pożegnałam się z wirtualnym padołem i Parris dalej wymiatał w pojedynkę. W końcu utłukł go jakiś boss-terrorysta i mogliśmy jechać do Koreańskiej Dzielnicy. Ta jednak okazała się przydroga, więc z planów zjedzenia tam obiadu nic nie wyszło i przenieśliśmy się do Harajuku, gdzie natychmiast wylądowaliśmy w Kaiten Sushi (tym na -3cim piętrze, w budynku na przeciw stacji).

Jak już wspominałam, po wydaniu pierwszego mana wydanie kolejnego to już żadna sztuka, zagnałam więc towarzystwo do KiddyLandu ^_^
Strawiliśmy tam dostatecznie dużo czasu i już mieliśmy wchodzić do BookOffu, gdy ten okazał się zamknięty :] TO chyba jedyny BookOff w tym kraju zamykany o 21:00! Bueee. BookOff'y są z reguły czynne do 23:00 lub 24:00, ten jest podstępnie zamykany wraz z innymi sklepami na Omotesando.
Bueeee.

Nie pozostało nam nic innego, jak wrócić do Saitamy, co też uczyniliśmy. Niestety, tysiące innych ludzi miało identyczny pomysł, zostaliśmy więc upchnięci w wagonie przez 駅人 i przez 10 minut musiałam znosić kolejnych tubylców bezpardonowo się o mnie opierających, śpiących na moim ramieniu, względnie w inny sposób mnie denerwujących.

Jak dobrze, że na co dzień nie muszę tego przeżywać.

Udało nam się odkleić od współpasażerów i nawet zdążyliśmy na autobus dojeżdżający na uniwerek. Nogi mnie bolą, dobrze, że będę teraz oglądać "24" na siedząco ^_^

_@"

Komentarze