« czerwiec 2006 | strona główna | sierpień 2006 »

nie dzielę, ale rządzę

31 lipiec 2006, 16:27| | Komentarze (1)

Napisałam od nowa oba przedwcześnie zmarłe wpisy. Przypomniałam sobie też o gashaponach, więc i ten wpis dodałam.

Coraz bliżej...

Dziś oficjalnie skończyliśmy robić na japońskim cokolwiek z sensem (dostałam 94% z piątkowego testu! sialalala), jutro jest wolne, w środę jest przygotwanie do 2kyu, w czwartek rano oblewamy 2kyu, po południu (przy odrobinie szczęścia) zaliczamy kanji, w piątek, mimo że już oficjalnie wolny, zaliczamy braki w testach z kanji.

I tyle. Zaczynają się wakacje.

trwały link do tego wpisu

piramida obowiązków

30 lipiec 2006, 18:31| | Komentarze (2)

New Member of the family. Has a big personality.

Właśnie zawiesił mi się komputer, w rezultacie straciłam wpisy z piątku i z soboty, i muszę je teraz pisać od nowa. Grrrr.

A z powodu nawału kanji moje świeżo nabyte, bielusieńkie PS2 DO TEJ PORY leży nieodpakowane! Argh Argh! Niech ten semestr już się skończy.

My new Ceramic White PS2

Dla rozładowania frustracji zbudowałam piramidkę.... mam coraz więcej zabawek i coraz mniej czasu, by się nimi napawać. Ale jeszcze tylko tydzień ..... MUHAHAHA.

Shopping Spree continues

trwały link do tego wpisu

szał zakupów, dzień drugi

29 lipiec 2006, 16:02| | Komentarze (5)

Pomysł na dzisiaj obejmował umycie szafek kuchennych. Spalił na panewce. Pojechaliśmy do Akihabara i dzień się skończył ^_^.

Zachowywaliśmy się tam jak 「電車男」 (densha otoko), kto widział film/serial, ten wie. W skrócie: hardcore'owy otaku by nas nie przebił :) Grupa uderzeniowa składała się z Connie, Parrisa i Jona oraz mnie, w Akiba dojechała do nas M-chan, która co sobotę jedzie do Tokio, gdzie bezskutecznie usiłuje nauczyć Japonkę naszej mowy ojczystej.

W Softmapie Parris sprzedał co miał sprzedać, między innymi jedną z moich gier, z którą się nielubiłam. W Japoni większość dużych sieci sprzedaje i nowe, i używane rzeczy, może więc je w takich sklepach z łatwością (jak się ma M-chan to czytania znaków na formularzu) sprzedać. No i kupiłam co miałam kupić.
Tym razem (por. Akiba の geeknes (cały boży dzień)) przez większość czasu torbę niosłam sama, dopiero po pewnym czasie (i już do końca) niósł ją Jon :].

A oto i ona.

My brand new PS2 ready to go :)

Jest biała (白), na gwarancji i działa.

Przy wyjściu mechanicznie wzięłam, co mi podawała kolejna panienka przebrana za pokojówkę. I proszę, jak mnie przyjemnie zaskoczyło:

Freebies!

Dostałam wielce zieloną bransoletkę oraz .... chusteczki z muminkami! I to właśnie wtedy, gdy starałam się wyjaśnić Parrisowi urok Muminków i powód, dla którego zajmują połowę jednego z pięter w sklepie z zabawkami w Harajuku. Paczka chusteczek go jednak nie przekonała. Ech, ten naród.

Potem ten sam Parris polował na aparat cyfrowy. I upolował. Na dodatek tak fartownie, że zapłacił za niego bodajże 3 many mniej, niż zakładał, bo w jakimś sklepie była promocja na ten model :)

Na lunch, jak na Akihabarę przystało, do wyboru był McDonalds, KFC i udon. Udon jest błeee, więc wylądowaliśmy w KFC, gdzie pani kasjerka mnie zmieszała pytając 召し上がりますか (meshagarimasuka, coś jak "Czy łaskawie zechcesz jeść?"). Na szczęście obok stała M-chan z podzielną uwagą i w końcu nie dostałam lunchu na wynos. ^_^

Budynek, w którym jest KFC, leży pod torami, w rezultacie przy każdym przejeżdżającym pociągu cała konstrukcja (i siedzący w środku gości) trzęsie się w posadach. Czad.
A pociągi jeżdżą tu często, toż to linia Yamanote (i parę innych też).

Nie jestem specjalistką od KFC, ale kurczaka tu mają lepszego, a serwują go w wiklinowych koszyczkach :)

Po tym wybitnie sycącym posiłku można było wrócić do wąskich korytarzy między przepełnionymi półkami...

Mój ci

Mimo, że w komiksie głównie się gwałcą i mordują, to klimatu "Berserk'owi" odmówić nie można. I jeszcze ten miecz :)

Berserk figure

I już bez pudełka (tło zrobiłam z kartki z kalendarza, jest więc to Gatsu w klimatach swojskich):

Berserk, a mountain warrior ;d

Tym razem to Connie chciała powiększyć swoją armię Gloomy'ch (a masz już ich tyle, że pewnie nasze Siły Inwazyjne w Boliwii by nie dały rady), więc w drodze powrotnej wstąpiliśmy do ogromnego salony gier Taito. Connie wrzuciła monetę jedną, drugą i w końcu wygrała misia, nie wykorzystując ostatniego kredytu, jaki jej został w maszynie. Natychmiast pojawił się pan z obsługi, wręczył jej torbę na misia, żeby go nie musiała ściskać w ręku, otworzył maszynę i ułożył kolejnego misia (w ufo-catchers da się wygrać wyłącznie te zabawki, które są odpowiednio ułożone, "do wygrania", a nie każdą, jaka jest w maszynie). Connie została ostatnia szansa. I jak się ma farta, to na całego, bo ta jedna szansa wystarczyła i Connie po sekundzie miała już dwa misie. Pan pojawił się ponownie, dał jej kolejną torbę i ułożył kolejnego misia....

:)

Wcześniej ja koniecznie chciałam mieć "grzybka" z gier z Mario. Automat na drugim końcu sali był wypełniony najnowszą kolekcją Nintendo, grzybek też tam był, ale nie był ułożony blisko brzegu. No nic, trza się zachować jak Japończycy. Poszłam do obsługi i powiedziałam, że chcę wygrać "grzybka".
Oczywiście nazwa potworka (Goomba) wyleciała mi z głowy w sekundę po tym, jak Jon mi ją powiedział, więc dosyć mętnie wyjaśniłam panu, że chcę "grzybka" (キノコ, kinoko, dosłownie "grzyb"). Ale to nic, pan zniósł mnie dzielnie, otworzył maszynę i ułożył "grzybka" na miejsce jakiejś innej figurki. Pac, i była moja. Zostały mi kredyty. Pan pojawił się natychmiast i ułożył kolejną figurkę. Pac. I mam już i grzybka, i Ognistego Mario :)

Figurki są duże i bardzo dobrej jakości, chyba będę musiał tam wrócić po pozostałe (marzy mi się Donkey Kong i mała armia grzybków.... ;d).

Nie wiem, o której dotarliśmy do Saitamy, ale ani nam w głowach był powrót do akademika. Zamiast wraz z M-chan przesiąść się w Musashi-Urawa w linię Saukyou, pojechaliśmy dalej i wysiedliśmy dopiero w Kita Urawa. Tam też są gry i zabawki :)

Parris bezskutecznie poszukiwał Herkulesa (tak, tej kreskówki Disney'a), w końcu oddalił się w kierunku BookOffu (w odróżnieniu od tego w Harajuku, BookOffy w Saitamie czynne są ODPOWIENIO długo), a myśmy wrócili do akademika.

Padałam na twarz, więc przejrzenie dzisiejszych nabytków zostawiłam sobie na niedzielę.
Stosy mi rosną w pokoju.
Na pierwszym planie widać też Królika.

Na zdjęciu widać też "grzybka", Ognistego Mario, moją jeszcze nie odpakowaną konsolę, stos podręczników do japońskiego oraz oba pudła z tatakonami. Książki przez cały dzień nosiłam sama, nie mogę tego powiedzieć o reszcie gratów. ;d

Shopping Spree

"24", anyone?

trwały link do tego wpisu

szał zakupów

28 lipiec 2006, 23:20| | Komentarze (0)

Dziś był test z gramatyki, który, trzeba uczciwie przyznać, do trudnych nie należał (nie było żadnych zadań dotyczących wyłącznie znajomości słownictwa, na takich najłatwiej się wyłożyć, zwłaszcza jeśli nie zna się niektórych kanji), ale i tak wyszłam zmęczona, bo "24" godziny trzymały mnie na nogach od 2 nad ranem, a przecież o świcie był rzeczony test.

W planach miałam dwugodzinną drzemkę, której mi jednak odmówiono. Niespodziewanie pod drzwiami znalazł się Jon, ale miał tyle przyzwoitości, że nacisnął dzwonek tylko raz. Obudziłam się i ułamek sekundy, udało mi się zignorować fakt usłyszenia dzwonka i już, już miałam odpłynąć ponownie, gdy w pokoju rozległ się huk wciśniętego do oporu dzwonka. Po 15 sekundach w panice szukałam jakiegoś ubrania (zasłony zaciągnięte, w pokoju ciemno, na wpół otępiała nie wpadłam na pomysł zapalenia światła), przerzucając w głowie różne scenariusze wypadku, który właśnie wydarzył się na zewnątrz i który wymaga mojego natychmiastowego przybicia.

Sukces, udało się znaleźć koszulkę. Spodnie wcięło. Trudno.
Lecę do drzwi.
Otwieram zamaszyście, widzę zafrasowanego Jona, który jednak obie ręce ma puste. A dzwonek ryczy dalej.
Za drzwiami półmetrowy paskud w osobie Lorraine wyje z radości, nie zdejmując palca z dzwonka.

Smack!

No to se nie pospałam.
Na wpienienie się nie miałam czasu, bo pojawił się Parris, który zamiast na zajęcia z kanji chciał z nami jechać do Tokio. No to jedziem!

Pojechaliśmy do Shinjuku, gdzie jest ogromna Kinokunya (to księgarnia :)), a gdzie mieliśmy zamiar zaopatrzyć się w ileś podręczników do japońskiego, co by po powrocie do własnego kraju mieć się z czego uczyć.

Książki wybierałam stosując prosty algorytm: Hmmm, tę ma Tachi. Pożyczy się w razie czego. ..... Ta potrzebna! .... M-chan ją ma. Good, pożyczy się. ..... Uuuu, tej nikt nie ma. Uuuuuu, drogo. No trudno. ;d

Nabyłam:

Wydałam prawie 1万円, ale jak wiadomo, po pierwszym manie wydanie kolejnego to już nie problem, więc się zaczęło.....

Na pierwszy ogień poszedł Tokyu Hands (o innym sklepie tej sieci pisałam jeszcze w lutym, przy okazji wycieczki do Shibuya) w Takashimaya, domu towarowym zajmującym praktycznie cały plac zwany z japońska Times Square.

To jest LUKA.
Brakuje mi tu zdjęcia, które obecnie ma Parris. Gdy tylko je dostanę, opublikuję i powiadomię.
Bez tego zdjęcia wpis nigdy nie będzie kompletny.

Bez wątpienia największą atrakcją były stroje dla przebierańców: Jon przebrał się na próbę za bakłażana ^_^. Nie pozbawiony uroku był też strój grzyba, ale tego nie dało się przymierzyć ;d

Po głupawce w Takashimaya przenieśliśmy się na drugą stronę Shibuya, gdzie Jon a automatu wchodził do KAŻDEGO mijanego salony z grami, a myśmy podążali za nim, niespecjalnie tym faktem zmartwieni :)
Jon uzupełnił swoją armię Gloomy'ch (Różowy morderca jest kawaii.) o dwa kolejne misie, a ja dostałam Dziewczynkę z Marchewkami. Ona jest Nie Do Opisania. Jedna dziewczynka, para króliczych uszu i Dwie GIGANTYCZNE Marchewki.

To jest LUKA.
Dziewczynka jest obecnie u Jon'a. Gdy tylko zrobię jej zdjęcie, opublikuję i powiadomię.
Bez tego zdjęcia wpis nigdy nie będzie kompletny.

W międzyczasie Parris wymiatał w jakąś strzelankę, której nazwy pewnie sobie nie przypomnę, ale wrażenie robiła niesamowite: gigantyczny ekran i świetna grafika to norma, ale tu były jeszcze różne scenariusze i możliwość zapisania stanu gry na specjalnej karcie.
Przez chwilę próbowałam mu pomagać (można grać w dwie osoby), ale celowanie szło mi marnie, a walka na noże to już mi w ogóle nie szła, więc szybko pożegnałam się z wirtualnym padołem i Parris dalej wymiatał w pojedynkę. W końcu utłukł go jakiś boss-terrorysta i mogliśmy jechać do Koreańskiej Dzielnicy. Ta jednak okazała się przydroga, więc z planów zjedzenia tam obiadu nic nie wyszło i przenieśliśmy się do Harajuku, gdzie natychmiast wylądowaliśmy w Kaiten Sushi (tym na -3cim piętrze, w budynku na przeciw stacji).

Jak już wspominałam, po wydaniu pierwszego mana wydanie kolejnego to już żadna sztuka, zagnałam więc towarzystwo do KiddyLandu ^_^
Strawiliśmy tam dostatecznie dużo czasu i już mieliśmy wchodzić do BookOffu, gdy ten okazał się zamknięty :] TO chyba jedyny BookOff w tym kraju zamykany o 21:00! Bueee. BookOff'y są z reguły czynne do 23:00 lub 24:00, ten jest podstępnie zamykany wraz z innymi sklepami na Omotesando.
Bueeee.

Nie pozostało nam nic innego, jak wrócić do Saitamy, co też uczyniliśmy. Niestety, tysiące innych ludzi miało identyczny pomysł, zostaliśmy więc upchnięci w wagonie przez 駅人 i przez 10 minut musiałam znosić kolejnych tubylców bezpardonowo się o mnie opierających, śpiących na moim ramieniu, względnie w inny sposób mnie denerwujących.

Jak dobrze, że na co dzień nie muszę tego przeżywać.

Udało nam się odkleić od współpasażerów i nawet zdążyliśmy na autobus dojeżdżający na uniwerek. Nogi mnie bolą, dobrze, że będę teraz oglądać "24" na siedząco ^_^

trwały link do tego wpisu

sesja trwa, wilgotność też

25 lipiec 2006, 12:30| | Komentarze (1)

Dziś jest 92% wilgotności O_o, więc 23 stopnie na termometrze jest tylko dla lepszego samopoczucia :]

Właśnie wróciłam z happyoukai, zaraz mam egzamin z histori, więc wybaczcie, naprawdę nie mam kiedy napisać czegoś z większym sensem. Mam zdjęcia z wczorajszego przyjęcia pożegnalnego Caro i filmy z dzisiejszego happyoukai, ale dziś to one się raczej nie pojawią, ponieważ czas wolny planuję poświęcić na umycie podłogi.

Jeszcze tydzień i zaczną się wakację, wtedy nadrobię zaległości.

Wracam do wojny japońsko-rosyjskiej.

trwały link do tego wpisu

wisi nade mną

21 lipiec 2006, 16:14| | Komentarze (4)

Caro i Lorraine nie pojawiły się w tym tygodniu na zajęciach ni razu, Luang regularnie przychodzi po przerwie, a Joe, gdy już się pojawi, to na 10 minut przed zakończeniem zajęć albo i PO ich zakończeniu :] Ja przespałam wtorek i środę (poniedziałek był wolny, bo święto), Connie się spóźnia, sensei są bliskie zawału.

Tak, zbliża się koniec semestru. Po tygodniu upałów mamy dni potopu, ale nie narzekam na gnijące ubrania, bo przynajmniej oddychać się daje normalnie.

We wtorek mamy egzamin z historii :/ i happyoukai, w czwartek dwa duże testy (kanji i gramatyka), a tydzień później wszystko się kończy.

Nie bardzo sobie wyobrażam, co dalej, nie po takim roku.
Chcę do Chin.

Tu wkręt: jak ktoś ma jakieś ciekawe linki / wiadomości / rady / i podobne dot. Chin, to ja chętnie przyjmę :)

Do jutra.

My Pinky dolls

trwały link do tego wpisu

Blind Guardian

19 lipiec 2006, 19:13| | Komentarze (5)

Wytknięto mi brak wpisu o Bardach oraz brak zdjęć. Najpierw te drugie: zdjęć NIE MA, ponieważ obowiązywał zakaz fotografowania :] Był oficjalny fotograf, więc może jakieś zdjęcia będą, ale własnych nie mam wcale.

リスニング・パーティ

Zaproszenie na spotkanie z muzykami z niemieckiego zespołu "Blind Guardian" dostałam od Yuusuke, które owo zaproszenie (dwuosobowe) wygrał losowaniu, w konkursie lokalnego magazynu heavy metalowego. Zaproszeń była garstka, kilka przypadło członkom oficjalnego fan klubu "Blind Guardian", atmosfera zapowiadała się kameralna.

Spotkanie nazywało się z japońska ,lisuningu paati ^_^ Umówiłam się z Yuusuke w Takadanobaba, ale że pojechałam tam od razu po historii, na miejscu byłam za wcześnie, mogłam więc poszwendać się po okolicy, kontynuując dwudniowe i do tej pory bezowocne poszukiwania jakiegoś albumu Bardów (wszystkie moje płyty zostały w Polsce), który mogłabym zabrać ze sobą na spotkanie i dać do podpisania. Pogoda była rzęsista, ale sklep z płytami bił neonem po oczach już od wyjścia ze stacji. W środku była obniżka na "rock" :) więc nabyłam ulubiony "Nightfall in Middle-Earth", którego dwie kasety zasłuchałam na śmierć i "A Night at the Opera" (też z japońskim bonus track'iem, akustyczną wersją "Harvest of Sorrows"!), którego do tej pory nigdy nie udało mi się kupić, i spokojnie wróciłam pod bezpieczne schronienie stacji Takadanobaba.

Po krótkotrwałej walce z folią udało mi rozpakować moje nowe nabytki odkrywając, że mój ulubiony "Zmierzch w Śródziemiu" w wydaniu japońskim zawiera dwa dodatkowej, bonusowe kawałki, a oba albumy mają dodatkowe książeczki z tłumaczeniami tekstów na japoński, co zapewnia wielogodzinną rozrywkę (zapewniam was :)).
Nie powiem, te japońskie wydania przypadły mi do gustu :)

Na stacji Takadanobaba:

高田馬場駅

Chwilę później pojawił się Yuusuke, prosto z pracy, więc w nie spotykanym dla siebie stroju sararymana ^_^ i podążyliśmy za kierunkiem nadanym przez Yuusukową mapkę.

Tu macie przedruk:

Jako że byliśmy trochę za wcześnie, musieliśmy poczekać przed klubem, był więc czas na otaksowanie wzrokiem zebranej gawiedzi. Fani polscy a japońscy różnią się ździebko: zamiast muru długowłosych facetów w czerni było kilku długowłosych Japończyków w czarnych tiszertach “Cradle of Filth” :), kilka Japonek prosto z mostku w Harajuku, a do tego gromadka ludzi w wieku starszym, ubranych losowo: od sararymanów po gospodynie domowe w radosnych turkusach i różach. Strasznie mi się to towarzystwo spodobało, a i różnica kulturowa też :)

Zbiliśmy się w japońską kolejkę i po kolei wpuszczono nas do przepastnej sali z rzędami krzesełek, sceną i potworną ilością elektroniki. Każdy dostała zestaw kartek i ołówek, wypełniliśmy ankiety i można było zaczynać. Spotkanie było wybitnie elitarne, na sali było może 60 wybrańców. Lucky!

Na początek puszczono fragment koncertu z "Imaginations from the Other Side" (którego bootleg dostałam parę miesięcy wcześniej od Yuusuke ;d), potem pojawili się Hansi i Andre. Andre nadal miał jet laga, a obaj muzycy byli dosyć zagubieni, bo tłumaczkę im chwilowo wcięło, a nikt w okolicy nie mówił po angielsku :) :) :)
Polewkę miałam niezłą :)

Opowiedzieli o albumie, a potem (tattarattatam!) puszczono 5 kawałków z mającego się niedługo ukazać "A Twist in the Myth". Nie wiem jak pozostałe kawałki, ale ta piątka była świetna. Na dodatek japońska wersja albumu ma mieć ..... kolejny bonusowy kawałek ^_^

okładka 'A Twist in the Myth'

Po kolejnej fali pytań nadeszło nieuniknione zakończenie, ale przed wyjściem każdy mógł dostać autografy obu muzyków. Był limit, więc dałam do podpisania okładkę "Nightfall" :). I kolejna ciekawostka: jeśli ktoś miał ochotę, mógł dostać specjalną, białą, sztywną kartę, na której muzycy mogli się podpisać. Wg. Yuusuke to norma, bo przecież każdemu może się zdarzyć, że przyjdzie na elitarne spotkanie z bardzo znanymi muzykami totalnie nieprzygotowany :) :) :)

Gdy nadeszła moja kolej twarze obu muzyków pojaśniały, bowiem byłam jedynym barbarzyńcą na sali i pewnie jedyną osobą poza tłumaczką, posługującą się językiem zrozumiałym dla naszej części świata. Pogadałam chwilę, okazało się że Bardzi do PL nie przyjadą (jesienią zaczynają trasę promująca najnowszy album), bo do tej pory nie udało im się znaleźć tam agenta :( Będzie za to koncert na Słowacji (i tu wkręt: może się przejedziemy?)

A oto moja zdobycz (i okładka najlepszego albumu Bardów, bez dwóch zdań ;d)

Got it signed by Hansi and Andre ^_^

Po wydostaniu się na powierzchnię podążyłam za Yuusuke do najbliższego baru, takie typowo japońskiego, gdzie na obsługę się krzyczy, a do alkoholu serwują jedzenie - jednego z tych zwanych 居酒屋 (izakaya). Spędziliśmy tam ładne parę godzin, ale o dziwo nie spóźniłam się na ostatni pociąg, a wypity alkohol trafił mi do głowy dopiero na stacji Południowe Yono, w rezultacie czego zaliczyłam parę ścian i zdarłam sobie skórę na łokciach, a środę przespałam :)

Widok z peronu JR Takadanobaba na kluczową uliczkę - trasę do klubu:

高田馬場駅

Ale warto było.

My preciousssssss.

trwały link do tego wpisu

widziałam Bardów na żywo w Tokio !

19 lipiec 2006, 0:46| | Komentarze (4)

Byłam. Widziałam. Wasted.

trwały link do tego wpisu

Bardzi w Tokyo

18 lipiec 2006, 12:32| | Komentarze (2)

Dziś jadę do 高田馬場 (Takadanobaba, w skrócie bab, to "miasto" między Ikebukuro a Shinjuku) na spotkanie oficjalnego klubu zrzeszającego fanów "Blind Guardian" z muzykami z zespołu. W programie ileś nowych kawałków, autografy, może będzie też szansa na wspólne zdjęcie.
Zobaczymy.

Perspektywa ujrzenia japońskich otaku muzyki metalowej nastraja mnie bardzo otymistycznie do całości ^_^

trwały link do tego wpisu

gotcha-gotcha, japońskie gashapon

16 lipiec 2006, 15:22| | Komentarze (3)

Z czasem wiele japońskich zwyczajów stało się dla mnie tak oczywistych, że przestałam o nich myśleć, a co za tym idzie przestały być nowinką, którą chciałabym się na blogu podzielić. Dopiero wczoraj, na ostatnich zajęciach z marketingu, przypomniano mi o gotcha-gotcha, automatach z zabawkami.

Do legendy przeszły już opowieści o automatach gotcha-gotcha z używaną bielizną, swoją drogą praktycznie dziś już nie spotykane, bo władzom udało się wywieść, że sprzedawanie używanej bielizny podchodzi pod prawo o zabytkach (w sumie to Używana bielizna ;d) i jej sprzedaż wymaga licencji :-) Każdy też wie, że w Japoni, we wszechobecnym automacie można kupić i piwo, i magazyn porno, i papierosy, i jajka na sztuki (świeże i nie stłuczone) i parę innych rzeczy również. Dziś o nich zapomnijcie, dziś jest o gotcha-gotcha.

Nazywane "figurkami za jedną monetę", gashapon (o dokładnie gachapon, ガチャポン, od gasha-gasha, dźwięku przekręcanego zamka, którym wyciąga się kapsułkę z automatu i pon, stuknięcia kapsułki o dno), gotcha-gotcha czy po prostu "capsule toys", tworzą cały rynek "collectibles", przedmiotów do kolekcjonowania. Zbieracze potrafią wydać na gotcha-gotcha nawet i 3000 jenów miesięcznie, co przy cenie kapsułki (100, 200 lub 500 jenów) jest sumą dosyć sporą. Pamiętajcie że mówimy o zabawkach w kapsułkach, czyli o rzeczach raczej niewielkich, nawet jeśli są to składane z części półnagie kobiety.

W gotcha-gotcha jest wszystko: figurki (obecnie królują nagie kobiety (no ba) i figurki z Gundam Seed Destiny), wisiorki, naklejki, magnesy, folie-klatki z anime, kosmetyki (sól do kąpieli z Mario Carts .... anybody? ;d) czy modele do składania (widziałam dinozaury).

Ważne, żeby były kawaii i prezentowały coś, co jest obecnie popularne. Pamiętacie anime "Neon Genesis Evangelion"? Według japońskiego rynku to staroć i gadżety z tej produkcji są ciężko dostępne i na pewno nie w każdym sklepie. Jedynym dostępnym produktem z NGE są .... nagie figurki Rei i Asuki ;d

Breloczki-miniaturki z przenośną konsolą Nintendo DS. Kawaii to klucz do sukcesu.

breloczki-miniaturki z konsolą Nintendo DS

Poniżej automat z samochodzikami z wielce popularnej gry Mario Carts. Mario jest nieśmiertelny.

automat gashapon

Ściana maszyn z gashapon w każdym dużym supermarkecie nikogo nie dziwi: w każdym sklepie dla fanów anime jest cały pokój pełen gashaponów, ustawionych jeden na drugim w 6-piętrowe ściany, między którymi pozostawiono jedynie wąziutkie alejki i kilka drabin.
To jest nic, w Akihabara są sklepy WYŁĄCZNIE z gashaponami. Pobyt dłuższy od 10 minut to gwarantowany ból głowy, bo za dużo tu kolorów i detali, by mózg neofity to wytrzymał.

Po wrzuceniu monety i przekręceniu zamka z maszyny wyłania się kapsułka...

gotcha-gotcha capsule toy

gotcha-gotcha capsule toy

Zgodnie z obrazkiem na automacie, dostaje się losową figurkę z danej serii, ale w większości przypadków kapsułki są w automacie ułożone tak, że kupując 6 sztuk (średnia wielkość kolekcji) dostaje się jak nie wszystkie, to przynajmniej 5 różnych modeli. Z reguły otaku polują na najładniejszy / największy / odstający model z danej serii. Jednak zamiast iść do sklepu, który sprzedaje odpowiednio droże modele z gashaponów “luzem”, otaku siedzą pod upatrzoną maszyną i kręcą zamkiem do oporu. Kiedyś trafi się upragniony model....

Tak wygląda zdjęcie na przodzie automaty z gashaponami, tu z popularnego obecnie "Tsubasa Chronicle":

okładka Tsubasa Chronicles

A tu same figurki:

figurki z Tsubasa Chronicles

I to tyle.

G-Taste figures

trwały link do tego wpisu

Akiba の geeknes (cały boży dzień)

15 lipiec 2006, 23:02| | Komentarze (3)

Dziś miałam was uraczyć opisem gotcha-gotcha, ale że dość się pobawiłam (gwałt zbiorowy na jednej z maszyn to dzisiejszy klucz programu ;d ), to o gotcha-gotcha będzie jutro. Dziś spędziłam CAŁY BOŻY DZIEŃ w Akihabara, wcześniej spędzając dwie godziny w sklepie z grami (to szerokie pojęcie, w takim sklepie jest wszystko, od gier, przez filmy i figurki, na komiksach skończywszy) w Kita Urawa.

Z Akihabara wróciliśmy obładowani jak stereotypowy otaku: plecaki pełne plakatów, zabawek (i tych zwykłych, i tych z gwałcenia gotcha-gotcha) i gier. Jest 11:00, więc jak przykładny geek sprawdzę pocztę, wyjątkowo wezmę prysznic i idę rozdziewiczać świeżo nabyte tatakony (DWA. Jon i Parris na przemian nieśli oba gigantyczne pudła przez wąskie uliczki Akiba aż do akademika. Kochani są.) w rytmie najlepszych piosenek z anime ^_^

Aaaaaa, upał odszedł w zapomnienie (pewnie też dlatego, że włączyłam klimatyzację).

Na koniec macie zdjęcie. Może mam bałagan na łóżku (3 stosy ubrań ;d), ale na zabawki miejsce zawsze się znajdzie. Najwyżej prześpię się na podłodze ;d

today's shopping spree in Akihabara

Na zdjęciu nie uwzględniono pudeł z tatakonami, które są już u Jona piętro wyżej. Zrobię zdjęcie, jak już do niego pójdę. Podzielę się kiedyś indziej, na razie możecie pozgadywać, co takie na tym zdjęciu jest ;d.

Dla leniwych: strona zdjęcia na Flickr z notatkami mojego autorstwa :)

trwały link do tego wpisu

kawa, otaku i plany na nadchodzące później

14 lipiec 2006, 16:40| | Komentarze (8)

I took it off my letuce. :]

Wiele się działo, będzie więc w kolejności losowej i nie do zawsze z sensem :)

Kawa w puszkach to twój najlepszy przyjaciel.

Od iluś tygodni żywię się kawą w puszkach. Poranne pobudki wybitnie mi nie wychodzą, mam czas na prysznic ALBO na śniadanie, wybieram ten pierwszy. Zimna kawa pomaga jakoś przetrwać koszmar spaceru do ISC'a, bo choć pocę się i ja, i wyjęta z lodówki puszka, to kawa nadal jest ZIMNA.
Mogłabym ją nabywać w ISC'u, w stojącym tam automacie, ale tak drożej wychodzi no i spacer jest o wiele mniej przyjemny.

Tak więc co tydzień, jadąc na zakupy do Rogers'a, wybieram kolejne produkty kawo-podobne do wypróbowania. Jedną z pierwszych próbek nawet sfotografowałam.

Japanese Canned Cofee

Z puszek powyżej marki UCC, Boss i Wonda to te najbardziej znane, puszka po lewej to jakiś no-name, ale smakuje normalnie :)

Teraz już się do tego przyzwyczaiłam, ale na początku mocno dziwiła mnie waga tych puszek. Otóż one nie są tak lekkie jak typowe puszki Coca-Coli. Są węższe, niższe i zrobione z bardzo grubego metalu, pewnie dlatego, by przetrwały uderzenie o dno automatu z napojami. A może powód jest jakiś zupełnie inny, jak to mówiła Jeannete, "It's a mistery.". Nic, obecnie życia bez wszechobecnych automatów z napojami i wszelkim innym dobrem sobie nie wyobrażam :)

日本語

Po pierwsze, skończyliśmy oglądać kolejny film, tym razem kinową wersję "Densho Otoko", który trudny do zrozumienia nie był, ale że za japońskimi dramami nie przepadam, to cieszę się, że się z tym filmem tak szybko uwinęliśmy.

Wraz z każdym nowym filmem dostajemy stosik kartek ze słownictwem, listą bohaterów, biografiami aktorów i tym podobnymi informacjami. Zawsze jest tez ileś paragrafów o 文化, kulturze. Tym razem, stosowanie do tematu (głównym bohaterem jest otaku, a głównym kierunkiem jego wycieczek po nowe dobra jest Akiba), dostaliśmy teksty o kulturze otaku i o Elektronicznym Mieście Akiba. Najciekawszym fragmentem był ten o pochodzeniu słowa otaku (taku to kanji na dom): ze słowa oznaczającego czyjś dom, przez pejoratywne określenie fanatyka komiksów i animacji do obecnego, oznaczającego wielkiego fana rzeczy dowolnej. Nikt z własnej woli nie przyzna się, że jest otaku, ale przynajmniej nie jest to już tak obraźliwe jak było jeszcze 10 lat temu.

plany na później

Mamy pierwszy od majowego Złotego Tygodnia długi weekend. Poniedziałek jest WOLNY!, ale upał prawdopodobnie nie pozwoli na wycieczki do miejsc dalszych niż Tokio. Nie to, żebym coś miała przeciw Tokio, zwłaszcza że właśnie przyszło stypendium, do Tajlandi raczej nie pojedziemy, bo za drogo, a ja chcę konsolę :)

Mam pełną lodówkę (6-ściopak Ebisu, torba Pocky, stos warzyw i pierożków .... MUHAHAHA), dosyć spory nieład w pokoju i równie sporą ilość zaległości naukowych, więc pewnie włączę klimatyzację, która wczoraj WRESZCIE przestała wydawać dźwięki umierającej żyrafy i mogę jej już normalnie używać, i spokojnie pogrążę się w nauce.

Do Tokio pewnie pojadę tylko raz, jutro albo w poniedziałek, jeszcze się zastanawiam.

A, zrobiłam też zdjęcie z perspektywy mojego lustra. :)

Mirror mirror on the wall: I-House safehouse

Upał, ogólne przemęczenie nauką i perspektywa rychłego wyjazdu - moja sąsiadka, Caro, wyjeżdża jeszcze w tym miesiącu, Amerykanie w połowie sierpnia .... zrobi się pusto :( - ciąży nad nami wszystkimi :( Pewnie dlatego tak rzadko siedzę przy kompie: trzeba korzystać póki można....

I pozytywna wiadomość na koniec: WIEJE WIATR. WIE-JE WIATR. Powietrze się RUSZA. Aaaaaawsome. Bez wiatru wrażenie przy wyjściu z pokoju jest takie, jakby człowiek z rozpędu walnął twarzą w ścianę. Wiatr jest dobry.

;>

trwały link do tego wpisu

po przerwie upały nieprzerwanie

11 lipiec 2006, 13:06| | Komentarze (7)

Nawet świnka ma dość upałów. Ale cieszy się, że nie musi mieszkać w Strasznie Strasznym Męskim Akademiku Dla Japońskich Studentów. Po południu powiem wam DLACZEGO.

アカブタ happy that it's not living in a scary japanese dorm

Człowiek od histori - ten, który nie pozwolił mi opublikować filmiku z nim w roli głównej - dał nam papier z zagadnieniami na egzamin. Chyba go pokręciło..... coś mi mówi że albo do egzaminu nie przystąpię albo spędzie cały weekend wkuwając historię :/

Napisałam już speech (happyou, nie wiem, jak to jest po polsku) na happyoukai pod koniec lipca, będę się produkować o języku polskim, a dokładnie o przyczynach, dla których jest mylnie przypisywany do tej samej grupy językowej, co rosyjski i czeski. Mam masę przykładów, a całość jest dostatecznie krótka, by mi widownia nie przysnęła. Pozostaje przygotowanie slajdów i mogę NIE IŚĆ na happyoukai ;d, jak to mają w planach Connie i Jon.

Ech, mam wam tyle do powiedzenia, że chyba zacznę to spisywać w notatniku i publikować w odcinkach, bo niedługo to już się zupełnie pogubicie ;d

Nagłówki

Na koniec おねがい. Ludzie, nauczcie się wysyłać maile jako ukyte kopie. Zalewa mnie, jak dostaję mass-maile od kolejnego głąba....
Tyle na razie, muszę na maile od nie-głąbów odpowiedzieć.

trwały link do tego wpisu

japoński marketing

10 lipiec 2006, 14:38| | Komentarze (0)

Znalezione przy okazji pracy nad prezentacją z marketingu.

trwały link do tego wpisu

@ デ gaybar

10 lipiec 2006, 14:38| | Komentarze (2)

Animacja z piosenką grupy Electric 6 w tle. Działa idealnie na dziwne, chińskie sąsiadki puszczające Nightwish'a BARDZO BARDZO głośno o BARDZO BARDZO późnej porze.

Electric 6 - "At The Gaybar"

You
I wanna take you to a gay bar,
I wanna take you to a gay bar,
Gay bar, gay bar, gay bar.

Let's start a war,
Start a nucleur war,
At the gay bar, gay bar, gay bar
Waaaw!


At the gay bar


I've got something to put in you,
I've got something to put in you,
I've got something to put in you,
At the gay bar, gay bar, gay bar


You're a superstar,
At the gay bar

You're a superstar,
At the gay bar

Superstar

trwały link do tego wpisu

cerospam i strona kodowa

3 lipiec 2006, 16:56| | Komentarze (4)

Ludzie z CeroSpam, usługi, z której korzystam przy dodawaniu komentarzy, obiecali zająć się problem kodowania, co przy odrobinie szczęścia oznacza, że za czas jakiś moja strona po dodaniu komentarza nie będzie wyglądać tak koszmarnie jak obecnie.
Pozostaje poczekać.

Wcześniej próbowałam skryptu, generującego identyczne obrazki-kody. Niestety, GD mam jakieś niedobre (podobno to błąd cPanelu) i figa. Mój provider raz na pewien czas aktualizuje oprogramowanie, liczę że i cPanel się zmieni i za czas jakiś spróbuję znowu przejść na swoje :)

Zastanawiam cię, czy nie zwolnić właścicieli profilu TypeKey z obowiązku wklepywania kodu. Nie tylko profil i CeroSpam niezbyt chcą ze sobą współpracować (nie przechodzi nazwa użytkownika, w rezultacie zalogowany użytkownik profilu zostawia komentarze podpisany jako Anonim), ale byłaby to jakaś furtka dla tych, którzy z różnych względów nie mogą przeczytać cyferek na wygenerowanym obrazku.
Z jednej strony nie chcę mieć spamu, ciągłe jego usuwanie i przebudowywanie zaśmieconych stron jest męczące. Ale ostatnio sporo czytam o dostępności i o obrazkach-kodach mam coraz gorsze zdanie..... I tak źle, i tak niedobrze :(

trwały link do tego wpisu

Potwór, a Japończycy to mutanty

3 lipiec 2006, 16:38| | Komentarze (3)

Obecna pogoda wybitnie mi nie służy. Lepię się do wszystkiego, a wszystko, w odwecie, lepi się do mnie. Produkuję kostki lodu w ilościach przemysłowych, omiatam się strumieniem zimnego, wiatrakowego powietrza, wszystkie otworki w pokoju mam otwarte na oścież i nic. Pozostaje dodać, że chodzę półnaga i to RÓWNIEŻ nie pomaga.

Moja klimatyzacja wydaje dziwne dźwięki, które podobno powinny przejść po paru minutach od pierwszego włączenia. Niestety, moja klima nie zamierza przestać.... No więc klimatyzacji nie używam, jedyny plus tej sytuacji do niższe rachunki.

Heh.

Burza idzie. Wreszcie.

Zredukowałam do minimum liczbę ruchów, które mi potrzebne są do życia. Głównie siedzę i się NIE RUSZAM.

Czy przekazałam wam ogrom nieszczęścia, jaki na mnie spłynął wraz ze wzrostem temperatury?
Ja tu schodzę -_-.

Żeby tego było mało, Japończycy się NIE pocą. Pędzą na tych swoich rowerkach, ubrani w długie spodnie, koszule i swetry!, i ani się nie zaczerwienią, ani nie spocą. TO naród mutantów, mówię wam. Ja najchętniej nie wychodziłabym spod prysznica.

To jeszcze NIC.
Dziś udało mi się nie pójść na zajęcia, dotarłam dopiero na francuski (dzięki ci panie za klimatyzowane sale). Po francuskim już mi lepiej, wchodzę do akademika, skręcam w swój korytarz i co widzę!

Gojirę.
W wersji latającej.
Panie.
Zlituj się.

NIENAWIDZĘ ROBALI.

Ale czego się nie robi dla wiernych czytelników. Pobiegłam po fotomachen, włączyłam flash (w korytarzyku ciemno, a do Potwora zbliżać się nie miałam zamiaru), dla pewności sprawdziłam, czy mam otwartą drogę ucieczki (a nuż Potwór się zdenerwuje, gdy mu błysnę lampą?) i ..... buch. Zrobiłam zdjęcie.
Podziwiajcie.

A BUG. / ROBAL. - from the safe distance

Powtór nie drgnął. Nadeszła sałatożerna M-chan i dała się wrobić w zrobienie Powtorowi zdjęcia z bliska.

Hehehe. Dla bezpieczeństwa schowałam się za drzwiami do własnego pokoju, jakieś 15 metrów dalej.

Mchan nadal żyje, potwór nie drgnął (pewnie nadal tam siedzi i knuje), burzy jak nie było, tak nie ma, ale chociaż temperatura spadła.

Patrzcie, potwór.

A BUG. / ROBAL.

Żebyście nie mieli wątpliwości. TO jest BYDLĘ. Jest gigantyczne i ma świat w poważaniu. Też byście się bali....

trwały link do tego wpisu

DJ MAX i niech żyją uzależnienia

2 lipiec 2006, 18:29| | Komentarze (2)

Dziś o jakiś potwornych porach Mchan pojechała do Akihabary i znalazła!

Było to w sklepie z importowanymi grami, tych w językach egzotycznych, jak angielski czy koreański. M-chan pojechała do AKihabara z koleżanką, co ją dzień wcześniej nawiedziła i przywiozła WIELKĄ, ORZECHOWĄ, PRAWDZIWĄ cze-ko-la-dę. Mine, mine, mine.
Do sklepu z grami weszła, bo jest uzależniona ;d

I tak mam. Powstrzymuję się i odrabiam japoński. Za to POTEM.....

DJ Max

Z tego, co zeznaje Mchan, gra jest trudna. Ale że nawet reklamówkę ma cudną, to jej wybaczam ;d

Wiwat uzależnienia.

trwały link do tego wpisu

The Fancy Pants Adventure

1 lipiec 2006, 14:26| | Komentarze (7)

Jedna z lepszych gier we flash'u, platformówka co się zowie.

trwały link do tego wpisu

gej = maca z dzieci

1 lipiec 2006, 13:06| | Komentarze (0)

gej = maca z dzieci

(rys. Raczkowski, źródło: Polityka)

trwały link do tego wpisu