« to jest jak tykanie zegara.... | strona główna | Na Narita mają fajne wózki bagażowe »

środa
16
sierpień'06

sernik w naleśniku

Od dwóch dni urwanie głowy: środę spędziłam w Tokio z Parrisem i Jonem: taka forma pożegnania, bo Parris do niedzieli podróżuje, a w poniedziałek wyjeżdża, więc zobaczymy się już tylko w przelocie: w niedzielę po południu jedziemy (moi, Jon, M-chan) na Fuji, wrócimy długo po tym, jak Parris nasze w końcu nie takie skromne progi opuści na dobre. Szkoda, ale co przeżyliśmy, to nasze.

Ginza, Tokyo, Japan

Pierwszy i ostatni raz byłam w końcu w Ginza, słynącej z potwornie drogich sklepów dzielnicy-ulicy. Drogo, pełno barbarzyńców, sklep z zabawkami ssie..... wrażenie byłoby pewnie lepsze gdyby nie 97% wilgotność, która wtedy panowała (w okolicy panoszy się tornado, pogoda jest nie do wytrzymania).

Ginza
Ginza
Ginza
Ginza

Harajuku

Na filmie okolice stacji JR Harajuku. Popularne kaiten sushi jest tuż obok "Snoopy World", na trzecim piętrze.

Wybraliśmy się też na sushi, które wśród naszej gromadki Amerykanów nie cieszy się wielką popularnością (Connie i dawno wybyły Chris nie jedli go wcale, Parris je wyłącznie ikrę i krewetki), a potem na ..... naleśniki! Harajuku słynie z crepes, zwijanych w tubkę naleśników z nadzieniem do wyboru (moi: truskawki, bita śmietana i lody waniliowe) które jako jedne z niewielu produktów spożywczych można spokojnie jeść na ulicy (siedząc bądź idąc) nie narażając się na zagniewane spojrzenia przechodniów i ogólny ostracyzm.

Najsłynniejsza naleśnikarnia w Harajuku należy do sieci CafeCrepe, (oficjalna strona CafeCrepe, w większości po japońsku), a ich najsłynniejsza budka, "Strawberry House", znajduje się tuż przed Book-Off'em (z jedzeniem do Book-Off'a nie wpuszczają), niedaleko skrzyżowania Omotesando z ulicą Meiji. Do budki zawsze jest kolejka, ale że okolica obstawiona jest plastikowymi modelami jedzenia z menu to nie ma problemu z zaznajomieniem się z menu już w kolejce. Plastikowe jedzenie wygląda jak prawdziwie, okolica pachnie naleśnikami i owocami, a stężenie cukru w powietrzu przekracza bezpieczne normy ..... hmmmmmm, oishii ;d.

Myśmy zadowolili się owocami i lodami, Japończycy nie rezygnowali z kawałka sernika w swoich naleśnikach....

Parris nabywał prezenty dla swych licznych siostrzenic, a myśmy mieli standardową głupawkę, bawiąc się każdą zabawką, do której się dorwaliśmy. Pierwszy raz w historii Jonowi udało się POWSTRZYMAC Parrisa przed uruchomieniem Tej Przeklętej Zabawki. Ta Przeklęta Zabawka ma postać małpopodobnego, plastikowego ludka, który w ściska w łapach dwie pałeczki, a po uruchomieniu wali tymi przeklętymi pałeczkami w plastikowe bębenki, powodując HAŁAS. Żeby nie było za pięknie, Tę Przeklętą Zabawkę można bezproblemowo połączyć z hordą innych, identycznych zabawek, a w rezultacie otrzymuje się GIGANTYCZNY HAŁAS. Małpoludki siedzą, walą w przeklęte bębenki, popiskują, a przechodnie (czyli my, bo przecież idziemy za Parrisem) narażeni są na napad nerwicy.

Tylko ten jeden jedyny raz Parris NIE uruchomił małpoludków. I chwała mu za to.

_@"

Komentarze