« lipiec 2006 | strona główna | wrzesień 2006 »

pakuję się

31 sierpień 2006, 18:19| | Komentarze (3)

O panie. Wyprowadzki są męczące. Wywiozłam do storage room pełen wózek kartonów, ale nie widać, by mi ubyło.

yeah, I'm moving out

Ile ja mam gratów. Na dodatek już zaczyna wiać nudą, bo wszystko mam pochowane (konsolkę, konsolę, kontrolery), net mi o północy odetną, wszystko, co było w Dużym Formacie on-line do przeczytania, przeczytałam, nic, pozostaje tylko CNN oglądać. I to świadczy o mej desperacji :]

Zlikwidowałam paczkę "Głośniki i podobne", którą szykowałam do wysłania: głośniki, poduszki (spadek po Connie) i gry wędrowały do walizki, gdzie spoczywają już moje ulubione koszulki (żal ich na wycieczkę po Chinach), misie i konsola... to jest BARDZO cenny bagaż. Próbowałam podnieść go na próbę i .... ledwo dałam radę. Zważyłam, a tu tylko 27kg. Ech, opadam z sił.

Kontroler do beatmanii zmieścił się w poprzek do walizki, ale kontrolery taiko mam w bagażu podręcznym, bo się o nie boję, a nie chronią ich pudełka, które wysłałam w formie spłaszczonej w jednej z paczek.

Nie chciałam się rozstawać z pudełkami po moich skarbach, więc pudełka po konsolach i głośnikach spłaszczyłam i wepchnełam do walizki :) Niech żyją zboczenia.

A. Jeszcze bagaż podręczny.

Oto on.

my carry on

Zdobyczna walizka. Zmierzyłam ją kartką A4 i wydaje się, że wejdzie....

Z wagą nie będzie problemu, ale NADAL nie mam miarki, więc jestem przygotowana na urwanie jej kółeczek, byle mi pozwolili walizeczkę na podkład zabrać.

;d

W liniach austrackich można mieć tylko jeden carry-on i żadnych personal items, ale jeśli te 40kg przejdzie, to i tak wyjdę na swoje.

Zanim wrócę do pakowania, to jeszcze sobie tutaj posiedzę ....

trwały link do tego wpisu

40kg bagażu na horyzoncie

31 sierpień 2006, 12:05| | Komentarze (2)

Dzwonili z agencji biletowej: do Wiednia mogę zabrać 40kg bagażu. Obecnie problemem są Polskie Linie Lotnicze, bowiem nie do końca wiadomo, czy ich lot Wiedeń-Warszawa może obsłużyć mój gigantyczny bagaż.

W agencji się dowiedzą i oddzwonią.

40kg .... hehehe.

trwały link do tego wpisu

moving out soon

30 sierpień 2006, 21:39| | Komentarze (2)

Soooo...

I'm moving out tomorrow. Maybe, just maybe, they'll allow me to spend the 08.31/09.01 night here too, but WINAS will probably cut off my Internet tomorrow, so I decided to write All The Important Stuff tonight.

Natalia doesn't have Internet in her apartment, so I will probably be out of reach most of the time, both before and after a trip China. As I'm leaving my laptop in Japan, the best way to reach me is, guess what, an email. Gmail one, onegaishimasu.

I will cancel my cell phone tomorrow too, cell phone email will be gone together with the cell. Just start Gmailing me instead ;d

中国

Now about China:
We're going to Hong Kong on September 2nd.

I will paste the whole trip schedule tomorrow, since I don't have a guide book right now. Cannot spell those damn city names without it....

I will TRY to answer emails while in China BUT it's China. It means Internet cafes are probably nonexistent in better half of places we're gonna be at. Live with that ;d

We're coming back to Japan on September 21st.
And I'm going back home on September 26th.

I spend a surprisingly nice day, listening to .hack OST (it's awsome, have it on my "must get" list ... I remember I saw it once cheap in Harajuku .... I hope it's still there, waiting for me), reading newspapers online, playing beatmania (IIDX 3rd style) and drinking tea :)

I also send an email to Austrian Airlines asking about my chances of receiving 'moving out ticket', a synonym of "bigger luggage allowance". Still waiting for reply....

Chinese Buffet-To-Go

I was going to show you those awesome Chinese Buffet-To-Go pictures Jon send me, but since I cannot link to Gmail pictures directly and I'm to lazy to upload them to flickr now, there will bo no pictures today :)

That's all, I'm going back to my beatmaniaIIDX game...

trwały link do tego wpisu

breakfast (lunch?) of the champions

29 sierpień 2006, 14:58| | Komentarze (4)

I'm on a mission to empty my fridge. It's 14 PM, haven't eaten anything until now.

Lunch of the champions.

How I miss polish beer ..... "Tyskie" especially. Mhmmmm

trwały link do tego wpisu

spotkać innych

28 sierpień 2006, 0:46| | Komentarze (1)

W Gotanda (Yamanotesen, stacja zaraz za Meguro) mają Kilkeny, ale Book-Off drogawy jakiś. Innych (poza tap-czanem ;d) fanów gier przebywających w Japonii zapraszamy do Saitama.

trwały link do tego wpisu

Samba w Asakusa, Asakusa Samba!

26 sierpień 2006, 10:41| | Komentarze (6)

Ten naród słynie z przetwarzania zagranicznej papki na papkę lokalną, równie ciężko strawną. Tym razem dotknęło to festiwalu samby.

"Asakusa Samba Festival" odbywa się w Asakusa rokrocznie pod koniec sierpnia, zawsze w sobotę. Kilkugodzinna parada szkół samby to jednocześnie konkurs, zakończony kilkugodzinną "award ceremony".

Na miejsce przybywają TŁUMY, trzeba być więc odpowiednio wcześnie albo przygotować się na długotrwałe dopychanie się do pierwszego rzędu.

英語

So yeah, we went to this Asakusa Samba Festival as we planned. A pity that without you all, though.

It was a samba festival Japanese style, which meant a lot of weird costumes, even weirder platforms and samba songs sang in Japanese. It was also crowded, but nothing a gaijin smash couldn't overcome.

As the dancers were moving constantly (damn them) most pictures came out blurry ^_^ I salvaged what I could, that got bored ;d

Enjoy anyway.

写真

Asakusa Samba Festival
Asakusa Samba Festival
Asakusa Samba Festival
Asakusa Samba Festival
Asakusa Samba Festival
Asakusa Samba Festival
Asakusa Samba Festival
Asakusa Samba Festival
Asakusa Samba Festival

trwały link do tego wpisu

Cmn, people, don't go. I'll behave, promise.

25 sierpień 2006, 11:36| | Komentarze (5)

Here it comes: my first blog entry in english. I wouldn't expect much: my spelling still sucks, I was left here all alone and have only stuffed animals to hug, so my motivation is close to none.

You left me here all alone, bastards! And NO, emails are not enough .... come back!

Jon is going home :(

So .... Marie left early in the morning, then I went with Jon to the airport and came back alone. So yeah, the trip sucked and the whole day sucked too.

at Narita, in front of McDonalds...

At least I have those to episodes of "24" I missed yesterday .....

trwały link do tego wpisu

Ostatnia Wieczerza

23 sierpień 2006, 23:59| | Komentarze (3)

ja i Jon

Zjedlim, obejrzelim Bardzo Stare Drzewo w Saitama, którego rosyjska nazwa nic nam nie mówi, wyprosililm kogo się dało z pokoju Jona i już w trójkę robiliśmy to co zwykle, czy marnowaliśmy czas, co jest zajęciem wielce przyjemnym.

Usnęłam, więc końcówkę "24" będę musiała obejrzeć już sama :/. O piątej (to już nowy dzień ....) obudzono mnie, ale firma taksówkowa nie dała się do siebie dodzwonić, nie musiałam więc popisywać się moim "survival japanese" ..... Marie pojechała na Narita, a ja poszłam spać ..... za parę godzin jadę tam z Jonem ....

trwały link do tego wpisu

choroba wysokościowa ssie

21 sierpień 2006, 15:02| | Komentarze (14)

Weszliśmy na Fuji.

Nie doszliśmy na szczyt.

Ale byliśmy tuż tuż i widzieliśmy niesamowity wschód słońca.

Zdecydowanie chcę próbę zdobycia szczytu powtórzyć, mam w nosie przysłowia.

Do góry

We can't give ketchup, no no.

Wspinaczkę zaczęliśmy po 21:00 z Piątej Stacji, na którą podwiózł nas autobus. Było ciemno, więc ciężko było nam ocenić odległości, ale bez większych problemów dotarliśmy Szóstej, a potem Siódmej Stacji. Tam nabyliśmy kijki, bo już podejście pod 7 Stację było ciężkie (skały), przyjechaliśmy tu rekreacyjnie, nie damy sobie rozwalić kolan. Kupiliśmy sobie po kijku, na którym wypalaliśmy potem znaczki w każdej kolejnej zdobytej stacji. Niektórzy wypalają znaczki w każdej "hut" (schronisku) na szlaku, ale to kosztowna operacja (jeden "stamp" to 200 jenów), zadowoliliśmy się więc jednym znaczkiem na Stację.

Siódma Stacja, na której nabyliśmy kije.

Fuji: 7 stacja, kije

Humory dopisywały, czego rezultatem jest między innymi ten film ;d

Toaleta w stylu Fuji

Między 7 a 8 stacją jest męcząco, same skały, trzeba sobie pomagać rękoma i uważać, gdzie się stacje. Jednak bez większego problemu, z kijem w jednej ręce i latarką w drugiej doszłam do 8 stacji.

Ósma Stacja

Fuji:

Japończycy preferowali latarki czołówki, ale nie było reguły. Kij to IMHO "must have", nie koniecznie drewniany, może być zwykły kijek do wspinaczek.

Trzeba zabrać MASĘ wody. Robiliśmy często postoje, głównie dlatego, że Jon zostawał w tyle, ale też by się przyzwyczaić do różnicy wysokości.

Dziwna sprawa, ja i moja zerowa kondycja znieśliśmy wspinaczkę bez najmniejszego uszczerbku.

Na 8 stacji mieliśmy dłuższą przerwę na jedzenie. Wadą dłuższych przerw jest zimno: człowiek spocony szybko stygnie i po chwili zamarza. Warto w czasie postoju założyć na siebie dodatkowe warstwy.

Jon był wyraźnie zmęczony i z zerową szansą dotarcia na szczyt przed wschodem słońca, zdecydowaliśmy więc, że my pójdziemy przodem i spotkamy się na szczycie, względnie gdzieś niżej (wszyscy mamy komórki), gdyby Jon nie dał rady. Do Prawdziwej Ósmej Stacji (czasem nazywanej 8 i pół) dotarłyśmy bez przeszkód, oczywiście robiąc po drodze przerwy na picie i odpoczynek.

Wszystko wydawało się w porządku, poszłyśmy dalej.

Kilkanaście metrów za stacją M-chan źle się poczuła. Stajemy. 15 minut później prawie tam zemdlałam .....

Ups...

Nie mam bladego pojęcia co się stało: wody piłyśmy dużo, robiłyśmy dużo przerw, nie spieszyłyśmy się na szczyt .... a jednak choroba wysokościowa nas dopadła :(

Już było wiadomo, że na wschód słońca nie zdążymy, bo musimy zejść niżej, co by nie zejść zupełnie. Nie wiem, ile trwał nasz postój, ale pewnie z półgodziny, potem zeszłyśmy do Prawdziwej 8 Stacji i spotkałyśmy tam odpoczywającego Jona. On był zdrowy jak rydz, tyle że zmęczony, ale w końcu na szczyt by wszedł, tyle że bez nas, co go nie interesowało.

Wschód słońca obserwowaliśmy z Prawdziwej 8 Stacji, M-chan robiła zdjęcia a się starałam nie zejść. W końcu ja i Jon poszliśmy przodem, bo musiałam zejść niżej, M-chan bo obfotografowaniu wszystkie miała do nas dołączyć, co niebawem uczyniła i zaczęliśmy schodzić w dół.

Wschód słońca

Fuji: 8 stacja Fuji: wschód słońca Fuji: wschód słońca Fuji: wschód słońca

Najwyższy zdobyty przez nas punkt: 3450 metrów nad poziomem morza .... 300 metrów do szczytu.....

Fuji: najwyższy punkt, 3450 metrów

W dół

Najgorsze objawy choroba wysokościowej minęły dość szybko, ale dopiero po zejściu poniżej 7 Stacji ustąpiły zupełnie. Ech.

Fuji descend route

Zejście nie było ciężkie (schodzi się inną trasą niż się wchodzi), ale nużące, ot, zygzakiem w dół, na dodatek w prażącym słońcu, w rezultacie mam opaleniznę na chłoporobotnika :]

Fuji-san no Pinky

Fuji-san: Jon

Fuji-san: my awsome shoes ;d

Fuji-san: down and down

Fuji-san: on the descend route

Fuji-san: nope, it's not the summit yet

Fuji-san: one of the huts on ascend route

Fuji-san

Fuji-san: sky

Fuji-san: down there ....

Fuji-san

short break

my stick and all stamps I managed to get

a horsey!

a horsey! tries to steal some food

moi and my stick

watch out for the falling rocks

descending

moi

M-chan

Fujisan, descend route

Engrish!

Route map

Route map

Fujisan, descend route

Fujisan, descend route

Do 5 stacji doszliśmy jakiś czas po 9 rano, mieliśmy więc MASĘ czasu to zmarnowania, nasz autobus odjeżdżał o 12:00 - godzinę wybraliśmy z uwzględnieniem spaceru wokół krateru na szczycie, a teraz nie dość że szczytu nie zdobyliśmy, to jeszcze musieliśmy przewegetować na 5 Stacji. Padnięciu byliśmy nieźle, pewnie nie tyle z wysiłku, co z nie przespanej nocy.

Piąta Stacja

nope, she's not shaving her legs

everybody's tired

1 stick, 1 leg

Na 5 stacji sprzedają masę szajsu, NIC, co warto by nabyć jako pamiątkę :] Tragedia.

Fuji: 5 Stacja

Ale zjedlim, popilim, wpakowalim się do autobusu i przespałam całą drogę do Shinjuku (23 godziny).

Jeszcze 2 kolejne i mogłam spać już we własnym łóżku....

trwały link do tego wpisu

dziś w nocy zdobywamy Fuji !

20 sierpień 2006, 15:37| | Komentarze (13)

Wreszcie nadszedł ten dzień.

Mamy autobus o 17:50, na miejscu będziemy po 20:00, zaczniemy się wspinać gdzieś między 20:30 a 21:00. Zapowiadają mżawkę, także na większych wysokościach, ale rano ma być niewiele chmur, będzie więc szansa na zdjęcia.

Nikt nie mówi, że będzie łatwo: jedyny sport, jaki uprawiamy, to unikanie sportu. Ale wejdziemy.

Trzymajcie kciuki. Odezwę się jutro, gdy już wrócę.

trwały link do tego wpisu

Uno!

19 sierpień 2006, 23:46| | Komentarze (3)

M-chan zrobiła bigos i odkorkowała miód, był więc powód by się zleść, zjeść, wypić i zagrać w Uno ;d

Ot, takie get together, zanim się wszyscy rozjedziemy.

Uno!

Uno!

Na zdjęciu, od lewej: Parris, Marie, Jon i ja. M-chan się nie załapała, bo stała po złej stronie aparatu ;)

trwały link do tego wpisu

Na Narita mają fajne wózki bagażowe

18 sierpień 2006, 17:08| | Komentarze (0)

Spałam 4 godziny -_- Ałaaaa.

Do późna szaleliśmy po Kita Urawa, a rano jechałam z Connie na Narita. Wczesna pobudka, zwalenie czego się da do Składu Rzeczy Nie Kochanych (musiałyśmy użyć wózka i obróciłyśmy 2 razy i NADAL w pokoju były graty. No nic, trza ruszać, resztę wyniosę sama po powrocie....

Pojechałyśmy tak, jak ja pewnego marcowego poranka: autobusem do Kita Urawa, stamtąd pociągiem linii Keihin-Tohoku do Ueno, a tam przesiadłyśmy się w pociąg linii Keisei i po 1,5 godziny byłyśmy na pierwszym terminalu lotniska Narita.

Connie miała DUŻO bagażu.
Dwie 32-kilogramowe walizki, 15-kilogramowy carry-on wielkości małego słonia, potwornie ciężką "personal item" w postaci wypchanej torby na laptopa oraz "reasonable amount of reading material", którym, gdyby człowiek się dobrze zamachnąć, można by dorosłego człowieka położyć na miejscu. Wjechałam sobie walizką na palec u nogi i byłabym się wykrwawiła, gdyby rana była nieco większa :] Na Narita załadowałyśmy cały ten kram na dwa wózki i miałyśmy nową rozrywkę: wjeżdżanie wózkiem na schody automatyczne ^_^ Wózki są to tego w pełni przystosowane, ale że w naszych krajach tego jeszcze nie odkryto, to wjazd na czwarte piętro, gdzie jest hala odlotów, był pełen radości ^_^

Na czwartym piętrze jest wszystko, sklepy, restauracje i hala odlotów, Connie bezproblemowo, choć trwało to 20 minut, mogła rozwiązać tam umowę z au (naszym operatorem komórkowym). Odprawa bagażowa trochę trwała: na lotniskach panuje teraz wzmożona czujność, więc bagaże są często przeszukiwane, a skanowane jest wszystko, łącznie z zawartością kieszeni.

W końcu się udało, ale carry-on trzeba było nadać na bagaż, bo wniesienie go na pokład wiązało się z kolejną kolejką i dokładnym przeszukaniem ciasno spakowanej torby, więc Connie skorzystała z rady pani z odprawy i nadała cenną torbę na bagaż.

Connie last minutes in Japan

Pożegnałam się i cóż było robić, wróciłam do Saitamy.

Tam czekało mnie wyniesienie całego kramu, który jeszcze szwendał się po pokoju Connie. Nie wiem, ile kursów 1 piętro-5 piętro-1 piętro i 3'ci budynek-2'gi budynek zrobiłam, ale zajęło mi to trzy godziny, część kramu nadal mam w pokoju, a zmęczona byłam tak, że mogłam już tylko siedzieć x_x.

Za to jeśli ktoś potrzebuje ścierek kuchennych, to mam ich cały stos, są nowiutkie, nie odpakowane i mam ich DUŻO. W storage roomie nie ma miejsca, więc nie wiem jak dopcham tam te rzeczy i jak właduję tam własne, w końcu za 1,5 tygodnia i ja się wyprowadzam :]

trwały link do tego wpisu

sernik w naleśniku

16 sierpień 2006, 17:29| | Komentarze (0)

Od dwóch dni urwanie głowy: środę spędziłam w Tokio z Parrisem i Jonem: taka forma pożegnania, bo Parris do niedzieli podróżuje, a w poniedziałek wyjeżdża, więc zobaczymy się już tylko w przelocie: w niedzielę po południu jedziemy (moi, Jon, M-chan) na Fuji, wrócimy długo po tym, jak Parris nasze w końcu nie takie skromne progi opuści na dobre. Szkoda, ale co przeżyliśmy, to nasze.

Ginza, Tokyo, Japan

Pierwszy i ostatni raz byłam w końcu w Ginza, słynącej z potwornie drogich sklepów dzielnicy-ulicy. Drogo, pełno barbarzyńców, sklep z zabawkami ssie..... wrażenie byłoby pewnie lepsze gdyby nie 97% wilgotność, która wtedy panowała (w okolicy panoszy się tornado, pogoda jest nie do wytrzymania).

Ginza
Ginza
Ginza
Ginza

Harajuku

Na filmie okolice stacji JR Harajuku. Popularne kaiten sushi jest tuż obok "Snoopy World", na trzecim piętrze.

Wybraliśmy się też na sushi, które wśród naszej gromadki Amerykanów nie cieszy się wielką popularnością (Connie i dawno wybyły Chris nie jedli go wcale, Parris je wyłącznie ikrę i krewetki), a potem na ..... naleśniki! Harajuku słynie z crepes, zwijanych w tubkę naleśników z nadzieniem do wyboru (moi: truskawki, bita śmietana i lody waniliowe) które jako jedne z niewielu produktów spożywczych można spokojnie jeść na ulicy (siedząc bądź idąc) nie narażając się na zagniewane spojrzenia przechodniów i ogólny ostracyzm.

Najsłynniejsza naleśnikarnia w Harajuku należy do sieci CafeCrepe, (oficjalna strona CafeCrepe, w większości po japońsku), a ich najsłynniejsza budka, "Strawberry House", znajduje się tuż przed Book-Off'em (z jedzeniem do Book-Off'a nie wpuszczają), niedaleko skrzyżowania Omotesando z ulicą Meiji. Do budki zawsze jest kolejka, ale że okolica obstawiona jest plastikowymi modelami jedzenia z menu to nie ma problemu z zaznajomieniem się z menu już w kolejce. Plastikowe jedzenie wygląda jak prawdziwie, okolica pachnie naleśnikami i owocami, a stężenie cukru w powietrzu przekracza bezpieczne normy ..... hmmmmmm, oishii ;d.

Myśmy zadowolili się owocami i lodami, Japończycy nie rezygnowali z kawałka sernika w swoich naleśnikach....

Parris nabywał prezenty dla swych licznych siostrzenic, a myśmy mieli standardową głupawkę, bawiąc się każdą zabawką, do której się dorwaliśmy. Pierwszy raz w historii Jonowi udało się POWSTRZYMAC Parrisa przed uruchomieniem Tej Przeklętej Zabawki. Ta Przeklęta Zabawka ma postać małpopodobnego, plastikowego ludka, który w ściska w łapach dwie pałeczki, a po uruchomieniu wali tymi przeklętymi pałeczkami w plastikowe bębenki, powodując HAŁAS. Żeby nie było za pięknie, Tę Przeklętą Zabawkę można bezproblemowo połączyć z hordą innych, identycznych zabawek, a w rezultacie otrzymuje się GIGANTYCZNY HAŁAS. Małpoludki siedzą, walą w przeklęte bębenki, popiskują, a przechodnie (czyli my, bo przecież idziemy za Parrisem) narażeni są na napad nerwicy.

Tylko ten jeden jedyny raz Parris NIE uruchomił małpoludków. I chwała mu za to.

trwały link do tego wpisu

to jest jak tykanie zegara....

15 sierpień 2006, 10:06| | Komentarze (1)

Joe właśnie wyruszył w poszukiwaniu Narita. Moje piętro robi się potwornie moje.

trwały link do tego wpisu

花火大会

13 sierpień 2006, 23:31| | Komentarze (3)

花火大会 さいたま市

Dziś byliśmy na pokazie fajerwerków zorganizowanym przez miasto Saitama (informacja o 花火大会, po japońsku). Impreza była ogromna, świetnie zorganizowana, wyczarterowano dziesiątki autobusów, by wszyscy mieli jak wrócić do domu (Saitama to OGROMNE miasto), zaangażowano setkę policjantów (stali grupkami po 20-stu, efektywnością dorównywali dwóch naszym, polskim :) :) ), były też typowo festiwalowe budki ze smakołykami (takoyaki, soba, okonomiyaki, lód z sokiem i takie tam).

Pokaz fajerwerków trwał 2 godziny, same fajerwerki były niesamowite, wielkie i w ogromnych ilościach. M-chan zaangażowała do pracy swój statyw, więc podlinkuję zdjęcia, gdy ona je tylko wrzuci na serwer.

Fajnie było :)

Dobranoc.

P.S. Zapomniałam dodać, a uważni mogą to wyczytać na japońskiej stronie: pierwotnie pokaz miał się odbyć w sobotę (土), ale z powodu krążącej po okolicy burzy, mżawki i ogólnej podłości panującej w sobotę pogody całość przeniesiono na dzień następny. Oczywiście nie zapomniano o POINFORMOWANIU zainteresowanych. To się nazywa różnica kulturowa.

Zdjęcia (by M-chan)

花火大会 さいたま市 - budki z jedzeniem

Fajerwerki:

花火大会 さいたま市
花火大会 さいたま市
花火大会 さいたま市
花火大会 さいたま市
花火大会 さいたま市

trwały link do tego wpisu

wiza bramą do Chin

11 sierpień 2006, 19:53| | Komentarze (4)

Dostałyśmy czego chciałyśmy, 30-dniowe wizy do Chin. Pozostaje zarezerwować co się da i można jechać :)

Chinese visa.

Na Fuji jedziemy 20 (w niedzielę), istnieje szansa że gnani chęcią zaharowania się na śmierć Japończycy nie będą się w nocy z niedzieli na poniedziałek wspinać na tę kupę piachu. Mamy już bilety, a pogodę się wymodli, względnie wzlezie na górę w deszczu przeklinając, na czym ten świat stoi.

Na froncie paczkowym bez zmian, tj. nadal mam masę gratów, nadal nie mam stypendium, więc pudła nadal stoją na podłodze i tak, nadal się o nie potykam. Od wczoraj śledzimy informacje o British Airways, za ktróch śladem poszło już wiele linii lotniczych i w rezultacie zakaz CarryOn może nas nawet dotknąć ... w samolocie do Hongkongu!

Informacja pozytywna

Zrobiłam pranie. Z trudem oderwałam się od kontrolera (i .hack), ale się udało i zrobiłam. Teraz się suszy.

trwały link do tego wpisu

Fuji musi zaczekać

10 sierpień 2006, 15:46| | Komentarze (3)

No niestety, wycieczka przełożona, bo nie ma biletów, wszystko jest wykupione na tydzień do przodu. Pani w coop'ie na początku nie wiedziała nawet, że autobus, którym chcemy jechać, istnieje :]

Prognoza pogody na najbliższe dni marna, więc jutro przy okazji odbioru wiz zajrzymy do biura podróży, może będą mieli jakieś pomysły na dotarcie na Fuji przed 23 sierpnia, kiedy Jon wraca do USA.

Fuji zdobędziemy tak czy siak, a w sobotę, na otarcie łez, pojedziemy pewnie na przedstawienie Takarazuka .... hehehe ;d

trwały link do tego wpisu

cel na jutro: szczyt Fuji-san!

9 sierpień 2006, 22:32| | Komentarze (8)

Jutro wybieram się z Jonem na górę Fuji. Zaczniemy wspinaczkę o 8 wieczorem by o świcie, już ze szczytu, podziwiać widoki i wschód słońca. Większość piątku pewnie prześpię :)

Pogoda jest kapryśna, przed południem siąpiło, teraz jest tylko lepko i wilgotno, na jutro zapowiadają niewielkie zachmurzenie i zupełny brak chmur w piątek ranem, więc nie ma na co czekać, czas się wspinać. Dziś kupiliśmy latarki, a przy okazji załatwiłam ileś formalności związanych ze zbliżającym się wyjazdem: akademik opuszczamy 1 września, a samą Japonię pożegnam pewnie 26 września.

Leżę więc na łóżku i gram w .hack//感染拡大 (kansen kakudai, Rozprzestrzenienie Infekcji czy coś takiego :)), popijam zimną czekoladę i ogólnie cieszę się życiem.

Fuji-san 富士山

Zastanawiam się, czego możecie nie wiedzieć o górze Fuji....

Fuji jest wulkanem (w stanie uśpienia) i najwyższym szczytem Japoni. Standardowe wejście na szczyt zaczyna się od 5tej stacji i trwa od 3 do 7 godzin. Zejście na dół to już tylko 2-5 godzin.

Największym problemem nie jest długość trasy, ale zmiana temperatury. Na dole jest 40 stopni (i potwornie wysoka wilgotność), a górze jest ujemna temperatura. Zabieram bluzę, polar, kurtkę zimową (albo sztormiak, jeszcze myślę), 2 pary skarpetek i górskie buty, 2 litry wody, masę słodkości Ku Pokrzepieniu Serc oraz latarkę. Spieszyć się nie będziemy, bo my tam po naukę, a nie w zęby dostać przyszli.

Wysłuchałam już iluś opowieści o wspinaczce i każda kończyła się tym samym podsumowaniem: "Musisz iść. Ale ja już teog nie powtórzę". ^_^

A wise man climbs Fuji once, and a fool twice.

trwały link do tego wpisu

zaległe zdjęcia

8 sierpień 2006, 22:09| | Komentarze (4)

Only in Japan: Bar Codes on hamburger packaging

Na zdjęciu powyżej plakat z restauracji McDonald's w Akihabara. Zwróćcie uwagę na opakowanie hamburgera. Tak, ma kod kreskowy. Takie kody to tu norma. Potrafi je przeczytać większość telefonów komórkowych: zawierają z reguły linki do stron reklamowych, często z konkursami albo przydatnymi informacjami. Widziałam je na opakowaniach kosmetyków, w stopkach artykułów a gazetach, a teraz znalazłam je na opakowaniach hamburgerów :)
Każda droga prowadzi do klienta.

Nowe zdjęcia

Nowe zdjęcia są na końcu każdego wpisu:

trwały link do tego wpisu

Varius Manx - "Tokyo"

8 sierpień 2006, 21:43| | Komentarze (0)

Widziałam wielki świat
wyszywany srebrno-złoto
szampan w żyłach grał
każdy dzień był nowym snem

Na ulicach tłum
miasto wrzało kolorami w samym środku ja
Boże mój, aż się chciało żyć

Nagle kolor nieba zmienia się
zamykam oczy i czuję jak
spontaniczny szał porywa mnie
znowu wszystko we mnie tańczy
tak wyraźnie widzę każdy kształt
znajome twarze śmieją się
gorący wiatr rozpala mnie
znowu jestem tam

Dzisiaj pada deszcz
w szyby dzwoni melancholia
wolno płynie czas
cisza gryzie ja zły pies

Gdzieś daleko stąd
noc oddycha kolorami
na ulicach tłum
Boże mój, znowu chcę tam być
gdzieś daleko stąd
śni się mój największy sen
daleko stąd

Boże mój ! Znowu chcę tam być.

trwały link do tego wpisu

Hurt - "Załoga G"

8 sierpień 2006, 21:40| | Komentarze (0)

Bywa że nie jestem szczery
Czasem zwyczajnie kłamię
Jestem próżny pazerny
Dbam tylko o swoje cztery litery
Bywam małostkowy
Cyniczny i bezduszny
Osądzam bez litości
Bez serca i miłości

Chciałbym być zawsze niewinny i prawdziwy
Chciałbym być zawsze pełen wiary i nadziei
Tak jak Bolek i Lolek
Tytus Romek i Atomek
Dzieci z Bullerbyn
Tomek na tropach yeti
Tak jak król Maciuś pierwszy
Asterix i Obelix
Jak Załoga G
McGywer i Pipi

Miewam nieczyste intencje
Łamię własne zasady
Jestem niekonsekwentny
Drażliwy i nieznośny
Nie potrafię słuchać
A sam bez przerwy gadam
Jak bym isniał tylko ja
A światem rządził szatan

Chciałbym być zawsze niewinny i prawdziwy
Chciałbym być zawsze pełen wiary i nadziei
Tak jak Bolek i Lolek
Tytus Romek i Atomek
Dzieci z Bullerbyn
Tomek na tropach yeti
Tak jak król Maciuś pierwszy
Asterix i Obelix
Jak Załoga G
McGywer i Pipi

trwały link do tego wpisu

A więc Hongkong!

8 sierpień 2006, 19:20| | Komentarze (4)

Wybaczcie brak wpisów, ale od kiedy skończyły nam się zajęcia, jestem potwornie zajęta. Cały piątek pakowałam moje nagromadzone przez te ostatnie miesiące skarby i ze zdziwieniem odkryłam, że 3 paczki (po 20kg każda) to jednak będzie za mało. Same podręczniki do japońskiego wraz z notatkami z zajęć to 20kg!

No nic, jakoś zdzierżę.

Od soboty zajmujemy się z M-chan głównie Chinami: w sobotę byłyśmy w Shinjuku, gdzie kupiłyśmy bilety do Hongkongu (wraz z opłatami i podatkiem to 3i pół mana od osoby). Wylot mamy 2 września, do Japoni wracamy 21 września.

Potem pozostało opracowanie trasy, zarezerwowanie czego się da online (tak podobno jest najtaniej) i zdobycie wizy do Chin.

Tym ostatnim zajęłyśmy się w poniedziałek, jadąc z rana do Sześciu Drzewek (六本木, Roppongi), gdzie znajduje się Ambasada Chińskiej Republiki Ludowej. Wcześniej, w drodze do Minami Yono, zrobiłyśmy sobie odpowiednie zdjęcia w automacie: do podania o wizę trza dołączyć jedno, mamy więc po 5 sztuk 'ekstra'.

Na miejscu okazało się, że zdjęcia można równie dobrze zrobić w konsulacie, gdzie są też maszyny xero. Zabrałyśmy ze sobą też xerokopie rezerwacji biletu, gdyż tak napisano na stronie ambasady. Okazały się zupełnie nie przydatne, pani w okienku zażądała jedynie wypełnionego formularza (zrobiłyśmy to na miejscu) ze zdjęciem i paszportu.

Pani w okienku była lekko zdziwiona różnicą w wyglądzie naszych paszportów: ja mam ten "średnio-stary", zielony, a M-chan już ten nowy, czerwony, ale po wyjaśnieniu przyjęła oba i dała nam w zamian kwitek. Wniosek będzie rozpatrzony za dwa dni (sprawnie, zwłaszcza gdy patrzy się na tłumy w konsulacie), wtedy też będziemy musiały zapłacić za wizę (3000 jenów za sztukę).

Pochodziłyśmy po Roppongi w POTWORNYM upale (wysoka wilgotność, 40 stopni, tragedia), a w drodze powrotnej zahaczyłyśmy jeszcze o Kinokunya w Shinjuku, gdzie M-chan uzupełniała swoją kolekcję podręczników do japońskiego. I tyle - z radością wróciłam do akademika, gdzie czekało jedzenie, klimatyzacja i seans "24".

Cały czas szukamy tanich hoteli w miejscowościach, w których chcemy się zatrzymać, ale 15 yuanów - liczba podana przez koleżankę M-chan - wydają się fikcją :/
Do tej pory nie znalazłam miejsca, w którym można zarezerwować bilety w rozsądnych cenach na rejs Jangcy, ale i tu nie tracę nadziei :)

Planowana trasa podróży na dzień dzisiejszy (wersja alfa) to Honkong - Guangzhou - Choingqing - spływ Jangcy do Yichang - Xi'an - Datong - Pekin - Żółte Góry - Szanghaj - i powrót do Hongongu, gdzie będziemy pewnie nocować, bo samolot powrotny mamy o 8 rano.
Chiny to wielki kraj, nie do uniknięcia będą wiec wielogodzinne podróże pociągiem, ale chyba warto :)

Pocieszające jest to, że poza Hongkongiem Chiny nie są drogie (porównałam ceny przejazdów tu a w Chinach - szok!), więc zawsze możemy się ratować droższym biletem kolejowym czy hotelem.

Przeczytałam dziś naprawdę sporo przewodnika (dzielimy się z M-chan jednym), wygooglałam co się dało, już mi trochę mózg zlasowało (robię to przez cały dzień, a wstałam wcześnie. Chyba czas na przerwę :)

I jeszcze jedno: dziś jest piękna pogoda. Piękna, to jest:

Jak to się człowiekowi zmieniają gusta pogodowe po pobycie na tej planecie....

Minusem zmiany pogody jest wstrzymanie wycieczki na górę Fuji. Chcemy iść nocą, by rano podziwiać wschód słońca ze szczytu. Niestety, pochmurna pogoda pozbawiłaby nas tej przyjemności, a deszcz uczynił wspinaczkę (5 godzin marszu) dosyć męczącą, z wycieczką czekamy więc na poprawę pogody.
Ale pójdziemy!

Zdjęć dziś nie będzie, mimo że napstrykałam ich sporo, bo sił mi brak, by je przejrzeć i wrzucić. Może jutro.
Pap.

trwały link do tego wpisu

kubek + herbata + niska temperatura

2 sierpień 2006, 23:43| | Komentarze (7)

No i zarządziłam Chciałam herbaty, więc zrobiłam sobie takową w moim ulubionym, wielkim kubku. Była gorąca, więc ją na spokojnie wstawiłam do zamrażalki, co by się schłodziła.
Wracam do pokoju po 6 godzinach i mam lody herbaciane w łupkach po kubku.

Chamstwo.

Rozumiem, że woda zamarzając zwiększa swą objętość czy coś takiego, ale czy musi to robić wszerz?

Mój kubek umarł :-(, a herbaty nadal nie mam :/

Relacja zdjęciowa z miejsca wypadku

Never put a clay mug into the freezer.... 1
Never put a clay mug into the freezer.... 2
Never put a clay mug into the freezer.... 3

Żegnaj, kubeczku.

trwały link do tego wpisu