« kwiecień 2007 | strona główna | czerwiec 2007 »

tak sobie memorkę przeglądam....

25 maj 2007, 0:00| | Komentarze (9)

Stwierdziłam, że pogmeram w zawartości karty pamięci mojej konsoli, bo coś ciasno się na niej zrobiło, może znajdę coś, co dałoby się skasować.

Z niewiadomych przyczyn plik do "Tekken Tag Tournament" zajmuje ponad 350kB! Nie wiem, co ta gra tam zapisuje, bo chyba nie tylko wyniki. 350kb?! Auć.

No nic,lecę dalej. Mam dwa zapisy z "Final Fantasy X", jedno można sobie na pamiątkę zachować (kto inny ma TAK nazwane Aeony? No kto? ;) ), drugi można spuścić w razie czego. Gdybym miała grać ponownie, to i tak czeka mnie gra od nowa - obecną drużyna już nic nie ugram :] No i oba pliki maja kulturalnie po 60-kilka kB.

Plik z ukończonym pierwszym .hack//SIGN zajmuje potworne 684kB, no ale wypadałoby mieć swoją drużynę przed przystąpieniem do części drugiej ;) Żeby nie było, potwornie krótka było to gra, w 13 i pół godziny wymaksowałam co się dało, zdobyłam wszystkie istotne przedmioty, jedynie smoka nie zabiłam, bo już mi się nie chciało. Jak widzę ludzi, którzy płaca za każda część (są 4) po 50$, to mi się ich żal robi.

Na końcu listy mam 2 pliki z kolejnych części "Kingdom Hearts", no to przecież ich nie skasuję. Ale wcześniej na karcie COŚ jest....

Ikonka jest dużym, żółtym pokemonem z płytą CD na brzuchu. Serio.

a mystery save

W grę z TAKIM bohaterem NIE grałam. Nazwa pliku tez mi nic nie mówi: ペソットの森. Las Pesotto? Co to kurde jest?

Google prawdę ci powie

Obecnie, choć nadal nie wiem, czym lub kim jest ten pokemon, to już przynajmniej wiem, co to była za gra :) To "スターオーシャン Till the End of Time ディレクターズカット", gra Jon'a, w której dopiero co udało mi się opanować system walki gdy Jon wyjechał, razem z grą :] Nic dziwnego, że nie kojarzyłam nazwy lokalizacji, zwłaszcza że nie pamiętam nawet, jak się główny bohater nazywał, ale KTOŚ mógł łaskawie zapisać nazwę gry w tym pliku.
I jak można nazwać las "Pesotto"? Ech.

PS. Obłożyłam moją TFUrczość, 10zł od sztuki mnie to wyniosło ;>

Nie to, że mam co robić. Czekam, aż mi się kolejna sztuka inżynierki wypali.
Pogmeram w czymś jeszcze...

trwały link do tego wpisu

dzień po - nadal się trzymam

23 maj 2007, 22:47| | Komentarze (3)

Termin obrony już jest!

6.06 (666 !). Howgh!

Jutro idę oprawiać i obiegówkę wypełniać, i KONIEC!. Hehe. Dobrze mi z tym, nie powiem.

Aż wam Kiwaczka pokażę, bo podobnego banana mam obecnie na twarzy. To ten sąsiad z parapetu, którego kiedyś Lusia POŻRE.
Tak naprawdę to on się nazywa 陽だまりの民, ale to mojej mamie nie przeszkadza, ochrzciła go Kiwaczkiem. No bo kiwa głową. Proste, nie?

:]

陽だまりの民

PS. Dostałam "Albion". TEN Albion, ten mistyczny kawałek softu, który w formie fizycznej unikał mnie skutecznie przez lat 9. No more!

Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam po wejściu do domu było sprawdzeniem czy działa pod Windą XP. Działa. ^^ Ale muli, zobaczymy czy montowanie z dysku mu nie pomoże. Ale to już później.

Albion, my precioussss

Z innności: podobno jutro Parkujemy.

PS2: No i gdzie ja mam to powiesić? Trza będzie konsultacje urzadzić, bo drzwi lodówki mam już zajęte...

FFVII Advent Children poster

ゼルダの伝説!

trwały link do tego wpisu

jabber's not dead

20 maj 2007, 19:09| | Komentarze (3)

Jako że chrome zrobił kaput, tym razem definitywnie, ale i tym razem w typowo zaskakującym stylu (oj, smoku :/ ), uprzejmie informuje, że mi się JID zmienił.

Na razie będzie to gmail, więc bardzo proszę o jakieś sygnały życia na ashka7 (na) gmail.com.

trwały link do tego wpisu

first kill

18 maj 2007, 16:36| | Komentarze (4)

Pierwsza mucha tej wiosny (wcześniej była jeszcze muszka) i od razu duża, i sycąca.

Kolorów Lusia jeszcze nie odzyskała, ale liczę, że się w końcu do słońca przyzwyczai. Na razie siedzi głównie w cieniu.

First Kill
First Kill

Rośnij, Lusiu, rośnij, w końcu zjesz sąsiada z parapetu ;>

trwały link do tego wpisu

Canon 3200F

12 maj 2007, 18:08| | Komentarze (2)

No mam drugi powód (po Visual Studio) na częstsze niż to konieczne wycieczki do Winkrainy: mój skaner (Canon CanoScan 3200F) jest wspierany jedynie przez eksperymentalny backend, który pewnie zainstaluję z czystej ciekawości, ale cudów, przynajmniej na razie, się nie spodziewam: 8-bitowe 300dpi to nie do końca to, czego potrzebuję ;). A stos materiałów do zeskanowania czeka...

trwały link do tego wpisu

dzień pod znakiem Ubuntu

11 maj 2007, 19:00| | Komentarze (0)

Wiedziałam, że jest jakaś metoda na aktualizację z płyt :] I jest. Proste dołączenie źródeł:

sudo apt-cdrom add

;-p

Ubuntu Terminal

Do literówek już się przyzwyczaiłam ;)

Powoli doprowadzam system do stanu używalności, na razie utknęłam na japońskim inpucie, który owszem, działa, ale wyłącznie w jakimś dziwnym trybie z kanji, kiedy ja chciałam kanę.
Posiedzę, to w końcu zadziała...

Przydałby mi się też sposób na integrację klienta ircowego (najchętniej xchata) z desktopem, co by mi się pod nogami nie plątał. Ktoś mógłby coś polecić?
Ogólnie przydałoby się poprawić wygląd .... czcionki jakieś lepsze zainstalować (ja marnie widzę ;d), ikonki powiększyć. Masa pracy :)

PS:
Po restarcie input działa jak człowiek. Nie jest tak wygodny jak ten pod Wigrozą, ale może to tylko kwestia przyzwyczajenia. Na razie nie zlokalizowałam słownika podpowiedzi, ale miejmy nadzieję, że się znajdzie....

trwały link do tego wpisu

poszukiwany, poszukiwana

9 maj 2007, 22:47| | Komentarze (4)

Nie mogłam się powstrzymać, a przy okazji przetestowałam wrzucanie zdjęć na flickr'a.

OMG, where's my notepad.exe?!?!

Wypada dodać, że jest okienko to pojawilo się podczas instalacji skryptów do greasemonkey.

^_^

trwały link do tego wpisu

Wygrałam z Feisty Fawn

9 maj 2007, 19:56| | Komentarze (5)

Wszystko zaczęło się 2 dni temu, kiedy listonosz przyniósł kopertkę z Canonical, a w niej 3 płyty z najnowszym Ubuntu, Feisty Fawn (dwie sztuki wersji na x86, jedna na procesory 64-bitowe, a do tego już standardowa kartka naklejek ;d).

Mimo, że laptopa miałam zaoranego (radości i smutki pracy inżynierskiej), to przezornie zostawiłam sobie 20GB na System Z Ludzką Twarzą, bo przecież kto wie, kiedy znowu się przekwalfikuję ;)

Czas znalazłam dopiero wczoraj. Trzy ruchy i płytka z Ubuntu bootuje się bez zająknięcia: no to co? Instalujemy.

Tu wypada wspomnieć, że moja doritos ma kartę graficzną na mobilnym Radeonie (seria X...), która sprawiała Ubuntu w starszych wersjach pewne problemy. Dopiero później doczytam, że bug ten nadal nie jest poprawiony, ale na szczęście doczytam to ZANIM zainstaluję xserver :) Ale po kolei...

Instalacja cudnym instalatorem graficznym idzie cudnie do momentu, kiedy komputer oznajmia radośnie, że płyta jest walnięta, względnie napęd jest brudny i nie dobry (jest i taki, i taki, %&$^# QSI, jutro idę do serwisu :/ ) i tak dalej bawić się nie będziemy.

Test i wychodzi, że tym razem to wina płytki (nowej! tłoczonej! aaaa!) i mogę sobie z niej najwyżej zrobić kolejną podstawkę pod kubek.

Na szczęście mam drugą sztukę. Lecim jeszcze raz. Wszystko pięknie do momentu zakończenia instalacji, gdy komputer się wiesza i tyle z tego mam. Argh.

Żeby było śmieszniej, GRUB instaluje się poprawnie, ale co z tego, gdy nawet jądro systemu się nie odpala.... Czad.

Podem nadchodzi godzinka z radosnym zasysaniem wersji alternate, która zasysa się poprawnie (sprawdziłam sumę kontrolną), ale już tak pięknie się NIE wypala. W rezultacie nie jestem w stanie skończyć instalacji, która się wysypuje, zależnie od płytki, w różnych interesujących miejscach. No jasna cholera mnie zaraz trafi.

Byłam już bliska instalacji z netu (odpala się taki drobiazg pod Windą, a potem już cały system leci z sieci), ale ostatnimi siłami odbyłam jeszcze próbę z wersją serwerową, otrzymaną kiedyś od Sławka (thx!). Ufffff.

Ta bez zająknięcia postawiła mi system. Troszkę opóźniony w stosunku do Feisty (6.06 dapper drake), ale jak już człowiek ma system, to może go aktualizować. Nie wiem czy to braki w mojej wiedzy, czy się serio nie da, ale nie byłam w stanie zainstalować ubuntu-desktop z płytek, musiałam zasysać z netu, co TROCHĘ trwało. Ale już jest dobrze. Mam xserver, przeskoczyłam głupawy sterownik do radeona, aktualizację do 7.04 feisty fawn i co? I firefox NIE działa.

Siła złego na jednego czy co?

Wojna z lisem

Co ma zrobić człowiek, któremu nawet błędu odmówiono? Firefox się odpala, kółeczko się kręci czas krótki, a potem całość znika. I tyle.

Jak wojna to wojna.

sudo apt-get autoremove mozilla-firefox

Posprzątał. Good.

sudo apt-get install mozilla-firefox

Zainstalował. Też good.

Czy teraz Firefox działa? Gdzieżby.

Udaję się na wycieczkę do katalogu firefoxa, na tak zwane prace ręczne. Okazuje się, że nie tylko nie da się wyświetlić zawartości katalogu .mozilla, ale ja nie mam do teog uprawnień. Que?

I wtedy mnie olśniło. Zmieniłam fujarze nazwę. Nadal nie mogę go usunąć czy obejrzeć, ale przynajmniej problem się rozwiązał.

sudo apt-get install mozilla-firefox

I wojna wygrana.

trwały link do tego wpisu