« kwiecień 2009 | strona główna | czerwiec 2009 »

a i ekipa zebrała się niezła

29 maj 2009, 17:00| | Komentarze (1)

Nie ma to jak koncert genialnego zespółu zmieszany z dobrym supportem.

29.05 Haggard at Progresja

Szkoda, że zespół spóźnił się o 3,5h, skutecznie gubiąc się wszędzie, łącznie z Bemowem. Zmęczenie robiło swoje, na sali w szczytowym momencie było może 100 osób.

Koncert był jednak bardzo dobry i, o dziwo, z bardzo dobrze ustawionym dźwiękiem. "Haggard" przywiózł własnego technika, może to dlatego.

Skład był 14 osobowy, a mimo to jakiegoś wielkiego ścisku na scenie nie było. Oryginalny, 21 osobowy skład by się jednak nie zmieścił.

Ku mojemu zachwytowi zagrali wiele starych kawałków i bodajże tylko 2 z nowej płyty, która nie jest zła, ale do moich ulubionych, starych płyt trochę jej brakuje. Nie udało mi się jednak poszerzyć zbioru płyt, bo "Haggard", pewnie z racji spóźnienia, nie rozłożył sklepiku. Szkoda, bo przyjechałam przygotowana.

Warto jeszcze wspomnieć o supportującym "At the Lake", polskim zespole ala "Epica", który znam ze ś.p. last.fm. Muzycznie byli ok, bardzo lubię ich kompozycje, szkoda, że wokalistka robiła za Małgorzatę Ostrowską. Nie taki głos zapamiętałam z przesłuchanych kawałków. Na pocieszenie: przynajmniej drugi wokal dawał radę.

"Haggard" zakończył występ głośnym "C'u soon!". Więc do bliskiego!

trwały link do tego wpisu

plansze

23 maj 2009, 21:22| | Komentarze (4)

W połowie zeszłego roku naszło mnie na komiksy. Pożyczyłam, przeczytałam i, z bólem serca, oddałam "Szninkla" i niedługo potem stwierdziłam, że mangi mi się przejadły. Potrzebowałam czego europejskiego.

Allegro przyniosło komplet francuskich "Drapieżców" i moją własną kopię "Szninkla" we wcale niezłym stanie. Obecnie czytam regularnie "Lucyfera" (trzeci tom w drodze) i szykuję się na "Baśnie", ale dziś będzie o nabytku bardzo świeżym, bo przywiezionym w poniedziałek z USA.

Właśnie skończyłam oba z posiadanych tomów "Y: The Last Man" ("Y ostatni z mężczyzn"), bo o nim mowa. Tylko dwa, bo reszty jeszcze nie wydano (to reedycja w twardej okładce, w sumie szykuje się ich około pięciu).

"Y: The Last Man" Deluxe Edition vol.1 & vol.2

Historia rozpoczyna się z rozmachem, od ... wyginięcia osobników płci męskiej wszystkich istniejących gatunków, z ludźmi włącznie. Wszystkich, poza (ach) młodym Amerykaninem, Yorickiem Brownem, i jego małpą, Ampersandem.

Potem zasiadająca w kongresie matka Yoricka zostaje prezydentem, jego siostra jedną z Cór Amazonek, a na terytorium USA pojawia się armia izraelska...

"Y: The Last Man"

Albo USA to bardzo mały kraj albo mamy do czynienia ze zbyt wieloma zbiegami okoliczności. Jednak akcja toczy się wartko, a między kolejnymi historiami mija odpowiednio wiele czasu, by bohaterowie zdołali przemieścić się w nowe miejsce kraju, w kŧórym nie ma prądu, benzyny, gazu i żadnej sprawnie działającej komunikacji. W rzeczywistości "Ostatni mężczyzna" to skrzyżowanie powieści drogi z dość prostą historyjką przygodową. Postacie nie są może papierowe, ale do pełnokrwistych bohaterów sporo im brakuje.

Największą siłą "Y" jest obraz świata, w którym z dnia na dzień kobiety muszą przejąć wszystkie obowiązki, także te, które były dla nich do tej pory niedostępne, czy to ze względu na kulturę czy kultywowany patriarchalny model życia.

"Y: The Last Man"

Czasem aż żal, że głównym bohaterem historii jest głupawy Yorick, wplątujący się w zupełnie niepotrzebne w kolejne afery, z których towarzyszące mu kobiety muszą go następnie wyciągać. Przewracam strony w nadziei na kolejne opowieści w stylu tej z więziennym miasteczkiem, na tyle wyrazistych, by Yorick & co mogli bezpiecznie zejść na dalszy plan.

Czy chcę się dowiedzieć, jak cała historia się kończy? Nie bardzo. Czy kupię kolejne tomy? Bardzo możliwe. Właśnie dla tła. Z nadzieją, że Yorick nie dożyje ;)

trwały link do tego wpisu

zastosowanie

20 maj 2009, 14:26| | Komentarze (0)

Nie lubię zmian. Zwłaszcza takich, które zmuszają mnie do bezczynnego siedzenia bez klimatyzacji.

Niczego się nie uczę, siedzę i klikam na ślepo, licząc godziny do końca wachty.

Muszę przyznać, że szkolenie nie było całkowicie pozbawione sensu. Właśnie wykorzystuję jedną z umiejętności rozwiniętych właśnie tam.

Siedzę na facebooku.

trwały link do tego wpisu

koniec zabawy

17 maj 2009, 9:13| | Komentarze (0)

Wepchnęłam cały mój dobytek, też ten nowo nabyty, i mam walizkę wypchaną po brzegi. Miejmy nadzieję, że zmieszczę się w limicie bagażu i nie będzie czekało mnie przepakowywanie na lotniku (aka SCENA).

Masę dóbr nabyłam, nie da się ukryć. Lecimy przed 18:00, w PL lądujemy w poniedziałek rano.

Jadę na zakupy. Do zobaczenia!

trwały link do tego wpisu

codziennosc

12 maj 2009, 14:03| | Komentarze (4)

Glowne wejscie:

Q Center main entrance

Tedy po jedzenie:

Q Center: this way for food

Teren zielony:

Q Center

gry i zabawy

Pracujemy:

activities

Rozrywamy sie:

activities

Tak wygladaja przerwy miedzy posilkami. I jakos czas mija.

trwały link do tego wpisu

po weekendzie

11 maj 2009, 22:03| | Komentarze (4)

Chicago

Wbrew plotkom mam się świetnie. Pół soboty i całą niedzielę spędziłam w Chicago i NAPRAWDĘ nie miałam kiedy posiedzieć na spokojnie przy komputerze. Obecnie już przysypiam, ale wizyta w BestBuy wprawiła mnie w doskonały nastrój, więc zebrałam siły i coś tu naskrobię.

Chicago

W ciągu niespełna dwóch dni udało nam się dwukrotnie, skutecznie dotrzeć do Chicago pociągiem i z niego powrócić. Na naszym zadupiu pociągów jeszcze nie wynaleziono, pozostawało dojeżdzanie na stację w Geneva taksówką. Większość ludu zdecydowała się na podróż limuzyną i noc w Chicago, ale finansowo wychodziło to dosyć drogo. Groziło też zarwaną nocą ;>

Już wiem, że określenie Chicago mianem "Windy City" nie wynika z panującej tam pogody, ale .... O MATKO JAK TAM WIEJE! Niezależnie od kierunku marszu wiatr zawsze wieje w twarz. Masakra. I zimno.

Chicago Chicago: one way

Zaliczone - dzień 1/2:

Chicago: port

dzień 2gi:

Jak coś jeszcze sobie przypomnę, to dopiszę.

Ogólnie bardzo pozytywne doświadczenie, Chicago podoba mi się zdecydowanie bardziej od NY. Jak mówią Amerykanie, Chicago to miejsce do mieszkania, a NY to miejsce do odwiedzenia :)

Chicago

BestBuy

Po raz pierwszy w cały moim życiu przy zakupie gry ktoś poprosił mnie o dowód x_X

Zaskoczyło mnie to zupełnie, na co kasjerka spokojnie wyjaśniła, że gra jest przeznaczona dla dorosłych. Wyobrażanie sobie coś takiego w Polsce?

Korporacyjna karta kredytowa nie wystarcza. Dobrze, że miałam dowód przy sobie, bo bym wyszła bez gry. Ufff.

trwały link do tego wpisu

zombie spac

8 maj 2009, 10:05| | Komentarze (1)

Wrocilismy o 2 (2:25 bodajze). Waskim gardlem autobusu szkolnego, ktorym nas wieziono, byly drzwi - jedne drzwi dla 60-osobowego skladu to troche za malo. W koncu nasz SuperSzef dal sie namowic i otworzyl drzwi awaryjne, uruchamiajac alarm :D Wyskakiwalismy z autobusu z wyjaca syrena w tle, w blyskach czerwonej lampy, hehe.

Dzis wszyscy sa podejrzanie wygaszeni. 4,5 godziny snu to jednak troche za malo.

Chryp chryp

trwały link do tego wpisu

shopping

6 maj 2009, 23:46| | Komentarze (5)

Rozrywki mamy tu różne: zajęcia od 8 do 18, pranie, prasowanie, sporty (dla umysłowych), wydawanie pieniędzy...

To mi zawsze dobrze wychodziło.

shopping!

dziś

Nie ma to jak korporacyjna karta kredytowa, hehe. Zabrali nas dzisiaj do outletu w sąsiednim zadupiu, 30 min od ośrodka szkoleniowego. Siumpiło z przerwami na padanie, ale większość alejek była mniej lub bardziej skutecznie zadaszona, więc pozostawało tylko sprawne omijanie kałuż w drodze do kolejnego sklepu.

Z marzących mi się Conversów nici, bo nic ładnego nie było.

Kolekcję zasiliło jednak kilka nowych sztuk tekstyliów ;) Byłoby tego więcej, ale czas nam się skończył.

shopping!

łowy kilkubitowe

Poniżej to zdobycze jeszcze z NY, nie miałam kiedy się pochwalić - wszystko - poza gitarrrą, która jest już bezpiecznie schowana.

Część jest ze Świata Nintendo ;P, a część z Gamestopu (na Broadwayu! hehe). Nie powiem, przyjemnie było.

NY haul

3 dni za nami, urwisko nadal daleko.

trwały link do tego wpisu

do tej pory

4 maj 2009, 19:04| | Komentarze (2)

Ufff, przetrwałam pierwszy dzień szkolenia. CUDEM obudziłam się o 7:03, 12 minut później PĘDZIŁAM na śniadanie. Budzik muszę jeszcze rozpracować.

Zajęcia trwają od 8 do 18, z godzinną przerwą na lunch i kilkoma krótszymi przerwami w trakcie.

Głównie zajmuję się jedzeniem i trawieniem, zobaczymy, kiedy zajęcia zaczną być mocno nużące.

NY

Sukcesywnie będę wrzucać zdjęcia z Nowego Jorku (i inne, jeśli powstaną) na flickr, ale wszystkich linkować na pożywkę nie dam rady - ciekawscy będą musieli pogmerać na flickr (link do albumu poniżej).

Zdjęcia są jakie są, bo pogoda, niestety, nie dopisywała. W piątek było pochmurno, siumpiło, a potem przyszła ulewa. W sobotę było zdecydowanie lepiej, nawet słońce na trochę wyszło. Siumpienie też.

Niedziela była dniem wybitnie podróżniczym, pochodna była ohydna do czasu lądowania w Chicago, gdzie wiosna, panie, wiosna.

Przyleciałyśmy przed 21, do Harlemu, gdzie miałyśmy hostel, dotarłyśmy po północy - wcześniej trzeba było odstać swoje do oficera imigracyjnego, a potem odczekać swoje na jeźdzące co pół godziny metro.

Harlem w nocy uczy pokory: krew na chodnikach, zaczepki (miałyśmy tryb zombie, nie reagowałyśmy) i ogólnie troszku straszno.
Na szczęście w motelu wszystko poszło gładko, klatki schodowe pomyliłyśmy tylko raz i o 1 w nocy można było spać.

Na razie nasz 8-osobowy pokój miałyśmy tylko dla siebie.

Central Park

Nie ma to jak śniadanie na ławeczce w Cetral Parku. Może i ponuro, ale jest co jeść i jest gdzie siedzieć. Wiwat!

NY 2009

NY 2009

NY 2009

NY 2009

Time Square

Time Square to Shibuya w miniaturze, tyle że śmierdząca i pełna turystów. Ale lepsza miniatura niż nic.

Skręt w losową ulicę biegnącą na południe od 5 alei zaowocował odkryciem Nintendo World, 2-piętrowego salonu Nintendo z bardzo miłym wnętrzem i równie miłą obsługą.

Obejrzałyśmy Time Square, Bryant Park, Grand Central, kilka losowych wieżowców (Chrysler Building tylko z daleka) i część portu.

NY 2009

NY 2009

NY 2009

Nogi mi mało ... nie odpadły. Ale na pocieszenie, przemoczonej i obolałej, trafiła mi się gitarka do GH za .... 10$ :-) Sylwia obiecała dowieźć ją do Wawy. Hyhyhy.
Hyhy.

NY 2009

W Nowym Jorku trwa remont metra, więc część linii nie kursuje, a część ma zmienioną trasę (czyt. dojazd do Harlemu TRWA), w hostelu WiFi nie funkcjonuje z powodu, że awaria, ale nic to, działamy dalej.

Więcej zdjęć:

trwały link do tego wpisu

online, IL

3 maj 2009, 18:53| | Komentarze (5)

Od czwartku bez netu, bo w hostelu WiFi nie działało. Nic dziwnego, że pierwszą rzeczą, jaką człowiek robi w niedzielę, wyczerpany całodniową tułaczką, to sprawdza, czy w pokoju net śmiga.

Śmiga. I teraz czas na prysznic.

trwały link do tego wpisu