« listopad 2011 | strona główna | styczeń 2012 »

Wigilia? W Sajgonie.

24 grudzień 2011, 13:05| | Komentarze (0)

Od wczoraj jestesmy w Hoi An, slynacego z przepieknego, dobrze zachowanego starego miasta. Hoi An bylo kiedys miastem kupieckim, do ktorego co wiosne przybywali kupcy z Chin i Japonii, by po 3 miesiacach handlu wrocic do siebie.

Zbudowane przez nich domy i swiatynie cudem unikney zniszczenia podczas "Wojny Amerykanskiej" i pozniejszych walk Polnocy z Poludniem - gdy Zakazane Purpurowe Miasto w Hue zrownano z ziemia, Stare Miasto w Hoi An przetrwalo nietkniete.

Pol dnia zwiedzalysmy waskie uliczki, zjadlysmy pyszny obiad w jednej z licznych kawiarenek (smazone won ton z miesem, Biale Roze (krewetki w papierze ryzowym na parze)... mmmhmmm. Niestety, z planowanej dzis powtorki nic nie wyszlo - Mchan cala noc chorowala :/

smazone Won Ton z miesem i slodkim sosem pomidorowym

Teraz siedzimy wiec czekajac na taksowke na lotnisko (do Da Nang, gdzie jest lotnisko, jest 30km). Juz wiem, ze rodzinna choinka zaliczyla wywrotke ;p tracac 10 bombek i ze kolacja odbedzie sie zgodnie z planem.

Na pocieszenie bede miec Sajgon z jego 30-stopniowm upalem, kawiarenkami i gwarem. Moze uda sie zrobic namiastke kolacji :)

krawiec

Tak, skorzystalam ze slynnej uslugi Hoi An - krawca. Bylam juz dzis na przymiarce i teraz tylko czekam na gotowy zakiet i spodnie :) Mchan zamowila sukienki, jedna jest rozowa x_X. Tfu, malinowa. To taki roz, tylko bardziej.

Juz sama wizyta u krawca byla przygoda - nikt mnie jeszcze nigdy tak dokladnie nie mierzyl :)

dzisiejsze migawki z Hoi An

Stare Miasto Hoi An

widok z balkonu :)

trwały link do tego wpisu

w drodze z Hue do Hoi An

23 grudzień 2011, 10:39| | Komentarze (1)

w autobusie z Hue do Hoi An

trwały link do tego wpisu

spozywcze migawki z Hue

22 grudzień 2011, 18:23| | Komentarze (0)

Hot Pot z owocami morza. Mhhhhmmmm.

hot pot się robi

się je

testujemy lokalne piwa

Hue Beer

Festival Beer

trwały link do tego wpisu

Z drogi

22 grudzień 2011, 11:50| | Komentarze (3)

Serio! Kto nie zejdzie z drogi tego pociągu - zginie niechybnie.  Pociąg jedzie żwawo, żwawo też hamuje. Zbyt żwawo, jak na mój gust.
Tutejszy hard sleeper to odpowiednik naszej kuszetki, jeno mniej zdezelowanej i trochę czystszej. Zobaczymy, co się będzie działo po 10 godzinach.

Nasi współpasażerowie już zdążyli wysiąść  pozostawiając po sobie zgniecioną pościel i zapach galaretowatej przekąski, którą po odwinięciu z liści, raczyli się w przedziale, a którą wcześniej - sztuk 3 + jajko - nabyli od pani z tutejszego odpowiednika Warsu. Może gdzieś w tym składzie jedzie też mityczny wagon Warsu - nie wiem, nie chce mi się iść go szukać.

Leżę więc sobie na górnym łóżku i pieczołowicie wklepuję polskie litery do ajfonowego notesu. 

się leży

Ostatnie 2 dni spędziłyśmy w zatoce Ha Long, której nazwa ma coś wspólnego ze smokiem, niestety obecnie nikt nie wie, co to takiego. Sprawdziłabym w przewodniku, ale że wymaga to podniesienia się, pogmerania w Mchanowym (przepastnym acz wypchanym) plecaku i grozi uderzeniem głową w sufit, nie sprawdzę. Musicie mi wierzyć na słowo.

trwały link do tego wpisu

migawki z zatoki Ha Long

20 grudzień 2011, 15:37| | Komentarze (0)

Kajakujemy.

Zatoka Ladujacego Smoka

trwały link do tego wpisu

Z Hanoi

19 grudzień 2011, 20:39| | Komentarze (0)

Udało się. Jesteśmy w Hanoi. Jest ciepła woda, klimatyzacja, miękkie łóżko na wyłączność, a rano będzie śniadanie.

trwały link do tego wpisu

przebyć Moskwę wdłuż i wszerz

18 grudzień 2011, 17:53| | Komentarze (3)

Podróżujemy od rana - pobudki o 4:00 rano nikomu nie polecam. Lot do Moskwy trwa niewarte wspomnienia, niecałe 2 godziny (w sam raz na 2 herbaty, sok i kanapkę), ale zmiana lotniska to prawdziwa Wyprawa.
Z "krajowego" lotniska Szeremietiewo turysta wyrusza autobusem nr. 182. Jeśli turysta ma szczęście, trafi na autobus ekspresowy. W tej historii turysta nie miał szczęścia, ale moskiewskie korki skutecznie wyrównały autobusom szanse. 182 stało-jechało  50 minut, dostatecznie długo, by zmiany klimatyczne poskutkowały deszczem.

Moskiewskiemu metru poświęconi niezliczone szpalty tekstu, ograniczę się więc do wspomnienia stoickiej postawy Pani Z Kasy i klimatycznym, acz naruszonych zębem czasu (i brudu) wielodrzwiowym wejściu. Wejście pochodziło z epoki, w której klimatyzacja występowała w języku jedynie w ramach słowa aklimatyzacja, a jej brak kompensowano montowaniem wahadłowych, mocno wychylnych drzwi z impetem korzystających ze swej wychylności. W dwóch rzędach. Pokolenia Rosjan straciło na nich zęby.
Zapomnijcie o warszawskim metrze - całe zmieściłoby się w 5 minutach pędu rosyjskiej kolejki podziemnej. Turysta, prztrzymując swą wełnianą czapkę, pędził tą kolejką przez godzinę. Mijał stacje z żyrandolami zwisającymi z wielometrowych sufitów, stacje wyłożone mozaiką z sierpami, stacje z miedzianymi rzeźbami gwiazd i liści dębu.... W godzinę turysta zwiedził podziemną Moskwę z góry na dół (ocena na podstawie mapy metra, orientacja nieznana).

Na końcu zielonej linii czeka jeszcze jeden autobus, drogi, ale expresowy. Jednak w trakcie tych 2 i pół godziny klimat znowu się zmienia. Na śnieżycę.

Turysta dociera do głównej hali i liczy czerwone pozycje na tablicy odlotów....

CDN

trwały link do tego wpisu

gotowa

17 grudzień 2011, 18:22| | Komentarze (0)

Ubrania spakowane, gadżety naładowane, można jechać.
Nadal brakuje M-chan, ale podobno dojedzie :)

Lot mamy o świcie, więc odezwę się już z drugiej strony lustra.

trwały link do tego wpisu