Nadrabianie Zaległości II #7 – duchem być to morowa jest rzecz

Fighting the backlog!

Gdy zaczynałam, „Ghost Trick” bardzo mi się podobał. Jako duch można było przemieszczać się po całej planszy, animować wybrane przedmioty i w efekcie rozwiązywać zagadki cudzych śmierci. Ta własna miała się wyjaśnić dopiero w finale. Szło nieźle, dobrze się też czytało, bo gra jest, technicznie, przygodówką. Potem, gdzieś w połowie gry, po prostu mi się znudziło. Rozdział dziejący się w całkowitej ciemności, wymagający trochę lepszego refleksu, pewnie się do tego przyczynił. Gra trafiła do pudełka, w którym cierpią wszystkie nieskończone tytuły na Nintendo DS. To bardzo ładne pudełko.

Kilka dni temu, po skończeniu Danganronpa, naszło mnie na dalsze czytanie i niespieszne klikanie. I wtedy „Ghost Trick” wrócił do łask.

A osiem rozdziałów później się skończył.

Potrzeba niespiesznego klikania nadal pozostaje niezaspokojona. Czas się sfrustrować przy „Cooking Mama”….

Pasek postępu:

Nadrabianie Zaległości II #6 – szkoła przetrwania

Fighting the backlog!

Danganronpa pokonana! Część druga już czeka w kolejce.

Grało się (raczej czytało się) świetnie. Nie zostałam jednak fanką fragmentów zręcznościowych, zwłaszcza rozstrzeliwania argumentów. Nawet po ukończeniu gry nadal nie pojmuję, dlaczego ten sam pocisk raz trafia w słowo kluczowe, a raz odbija się jak od ściany. Meh bue.

Mimo to, jeśli ktoś lubi powieści wizualne, to warto.

Pasek postępu:

„Nie ma takiego miasta – Londyn! Jest Lądek, Lądek-Zdrój, tak…”

– Ale Londyn – miasto w Anglii.
– To co mi pan nic nie mówi?!

London 2016: Tower Bridge

Pięć dni w Londynie minęło w mgnieniu oka. Panowały niemiłosierne upały – niby miła odmiana po tygodniu mazurskiego deszczu – ale miasto jest na taką pogodę przygotowane mniej więcej tak dobrze, jak na opady śniegu. Zwłaszcza jazda starymi liniami metra daje w kość: zamiast przyjemnego, jaskiniowego chłodu jest gorąco jak w piekarniku.

Mimo to udało się nam przemaszerować prawie 60 kilometrów: przez Westminster, Tower Hill, most Tower, Greenwich, ogród botaniczny w Kew oraz szereg muzeów i restauracji. Niektórzy byli też w Forbidden Planet. Dwa razy.

London 2016: Tower

London 2016: Kew Gardens

Jak dobrze, że zdecydowałam się zabrać walizkę :)

Nadrabianie Zaległości II #5 – koniec kulek

Fighting the backlog!

A jednak można ukończyć grę w kulki, przynajmniej tę w wersji na Game Boya. „Same Game”, wydane w bardzo eleganckiej metalowej puszce, ma 20 poziomów, z tym, że ukończenie tych ostatnich wymaga niezłego refleksu (gra ma limit czasowy na każdą poziom) i dużego szczęścia (czasem nie sposób dobrze punktować). Dodatkowym bonusem jest „Tume Game” (TUME? ….. co to znaczy?) czyli zagadki oparte o mechanikę kulek, najczęściej polegające na usunięciu wszystkich obiektów na planszy w określonej liczbie kroków.

Każdy powinien mieć kulki i tetrisa na GB. Można w nie grać w nieskończoność. Mnie nieskończoność zajęła pół roku, teraz na miejsce kulek wskoczył pinball :)

Postępy w innych tytułach jakieś są: w „Fire Emblem: Fates” jestem już w połowie jednej gry. Wiedźmin 3 czeka na łatkę, czas zjada Animal Crossing (NADAL…. 200 godzin …. aaaa) i „Lords of Waterdeep” na iOSa. To ostatnie wychodzi znacznie taniej niż fizyczna planszówka (160PLN+).

Pasek postępu:

koniec maja

end of May

Szaleństwo. Pogoda szaleńcza, w pracy rewolucja, na warszawskich ulicach szaleńcy. Do tego ostatniego postaram się przyzwyczaić.

W planach Rzeczka (powodzenia w lokalizacji jej na mapie), Toruń, Mazury i koncert Blindów tu, w Wa-wie. I próba sił z „Człowiekiem bez właściwości”. A co!

Na razie planuję przeczytać kolejno (czyli według daty publikacji :P) wszystkie powieści hornblowerowskie i opanować trasę na Ursynów. :)

Na zdjęciu jest fragment mojego nowego, wodoszczelnego worka na kajaki. Prezent urodzinowy. Wypas 10 :)

5 ulubionych historyjek obrazkowych

Oryginalną notkę wcięło, będzie więc nieoryginalna i po wielotygodniowych przejściach. Utraciłabym ją ponownie, gdyby nie Notepad++, który wszystko chomikuje, nawet moje niezapisane dzieła.

Zaczęłam się zastanawiać nad ulubionymi komiksami. Jak to z każdą listą ulubionych, najlepszych czy topowych, wybór jest ciężki i ma tendencje do zmiany wraz z upływem czasu. Z ulubionymi komiksami jest jak z każdą inną lubianą rzeczą: nie musi być najlepsza, znana czy uznana, by się podobać. Czasem to kwestia sentymentu, a czasem mojego nieziemsko dobrego gustu. Z naciskiem na to drugie.

Wybranie pięciu ulubionych tytułów nie było zbytnią zagwozdką: szansę miały wyłącznie tytuły wielokrotnie czytane. Dlatego kilka odkryć tego roku musi jeszcze zasłużyć na miejsce w ulubionych :)

No to lecim.

My 5 favourite comic books

Szninkiel („Le grand pouvoir du Chninkel”)

Szninkiel? Serio? A dlaczego nie? W końcu czytałam to z przerwami od czasów podstawówki. Sceny były. I żaden inny komiks nie miał i nie ma takiej fabuły. Kocham Szninkla.

Poza pierwszym wydaniem Orbity mam też wznowienie od Egmontu. Wydanie nadal jest czarno-białe (nie uznaję wersji pokolorowanej, jestem komiksową konserwą), ale jakość druku i czytelność drobiazgowych ilustracji Rosińskiego bije o głowę wydanie z lat osiemdziesiątych. Mój oryginalny komiks kryje w sobie autografy obu autorów, zdobyte tu i tu), już tylko stoi na półce. Do czytania mam wersję od Egmontu.

Drapieżcy („Rapaces”)

Pierwszy tom Drapieżców miałam w formie skanów, źródła nie pomnę. Skany drugiego tomu znalazłam w sieci, to, że były po francusku, średnio mi wtedy przeszkadzało. Dopiero kilka lat później udało mi się upolować kolejno wszystkie 4 tomy serii. Do tego czasu dwa pierwsze znałam już na pamięć :)

To niedługa, bo czterotomowa historia tajemniczego rodzeństwa niszczącego trwający wieki porządek i pary wplątanych w to ludzi. Niby nic, ale przy każdej ponownej lekturze potrafi mnie wciągnąć. Mimo że już wiem, jak się kończy.

Komiks wydano kilkanaście lat emu i o dziwo nic nie słychać o wznowieniu, mimo, że scenariusz napisał Jean Dufaux (ten od Skargi Utraconych Ziem), a zilustrował Enrico Marini (ten od Cygana i Skorpiona).

Dziwne.

„Wasze królestwo się kończy.”

Alois Nebel („Alois Nebel”): Biały potok („Bílý potok”) / Dworzec główny („Hlavní nádraží”) / Złote góry („Zlaté Hory”)

O trylogii o Alojzie Nebelu dowiedziałam się na Warszawskim Festiwalu Filmowym, podczas którego wyświetlano ekranizację tego komiksu. Film robił wrażenie nie tylko klimatem czy sposobem narracji, ale formą: był czarno biały i cały wykonany techniką rotoskopii. To bardzo czasochłonne przerysowywanie klatka po klatce materiału filmowego. Film mi się podobał, obejrzałam go już pewnie ze 3 razy, ale komiks to nadal mistrzostwo świata.

Opowieść o dróżniku z polsko-czeskiego pogranicza idealnie wpisał się w moje zainteresowanie pograniczem, zwłaszcza tym południowo-zachodnim.

To świetna historia o duchach przeszłości w surowej, czarno-białej oprawie.

Empire

„Imperium” Marka Waida to najnowsza pozycja na mojej liści pięciu ulubionych komiksów. To sześciozeszytowa seria superbohaterska, w której „ci dobrzy” przegrali wojnę z „tymi złymi”, a całym światem rządzi główny schwarccharakter, Gothos. Gothos wykończył wszystkich silnych superbohaterów i jest niekwestionowanym panem planety. Ale jego dwór nękają problemy…

Może dlatego, że seria jest krótka, scenariusz nie zdążył się za bardzo wykoleić i w efekcie opowieść jest wciągająca, bez nękających wiele długich serii komiksowych dłużyzn. Mimo szufladki komiksu superbohaterskiego superbohaterowie nie są tu bardzo istotni. W końcu liczy się tylko Gothos.

Przez wiele lat Mark Waid zapowiadał chęć powrotu do „Empire”” i w końcu pojawiły się nowe zeszyty pod tytułem „Empire Uprising”. Nowa seria została zaplanowana na dłuższą, niż „Empire”, ukazał się już nawet pierwszy tom zbierający zeszyty 1-4. Osobiście jeszcze nie czytałam, choć recenzje są pozytywne.

Strażnicy („Watchmen”)

A co tu miałam wstawić? „Mausa”? Może „Maus” to największe dzieło komiksowe wszechczasów, ale za żądne skarby nie mogę tego makabrycznego świadectwa ludzkich możliwości uznać za ulubiony komiks. Mogę go wpisać na listę najlepszych, najbardziej wartościowych historyjek obrazkowych, ale żeby był ulubiony? Nie sądzę.

Za to Strażników uwielbiam. Za bohaterów, za sposób prowadzenia narracji, za kolory, za wstawki pełne tekstu. a to że się kończy i koniec. Jako komiksowa konserwa prequeli nie uznaję. A ekranizacja bardzo mi się podobała, nawet w swej najdłuższej, 3 i półgodzinnej wersji.

Strażnicy to po Szninklu mój drugi ulubiony komiks i każdemu polecam. :)

Nadrabianie Zaległości II #4 – długi kryzys

Fighting the backlog!

Nigdy nie grałam zbyt długo w „Final Fantasy VII”, a „Final Fantasy VII: Advent Children” widziałam raz i zapamiętałam głównie efekty specjalne. Dlatego fabuła Crisis Core i postacie ani mnie ziębią ni grzeją. Ale gra mocno mnie wciągnęła, a system walki powodował, że wieczne, losowe potyczki, nie były tak drażniące.

Podobał mi się system scalania materii w nowe, czasem zupełnie inne materie. Podobała mi się muzyka i grafa. Fabuła? No była. Za dużo w niej było grafomańskiej poezji i cierpiących młodzieńców, ale główny bohater, Zack, nie był irytujący. Pod koniec gry był też ubermocny :)

Całą gra i 42% misji dodatkowych (bezmyślnego łomotania kolejnych zastępów wrogów) zajęła mi z górą 34 godziny. Chyba żadna gier na PSP, może z wyłączeniem gier muzycznych, nie pochłonęła tyle mojego czasu. Ale nic to, fajne było :) Jeśli remake Finala 7 kiedyś się pojawi, zagram z ciekawości.

Obecnie sporo gram na Xboxie One, dlatego pasek postępu zapełnia się powoli. Nic to! Nie poddajemy się!

Pasek postępu:

Z frontu

April's comic spree

Na pożywce cisza, bo Pyrkon, bo Holandia, bo komiksy w dużych dawkach, bo praca, bo „Far Cry 3” w trybie kooperacji dodał mi kilka nowych siwych włosów.

Za to sam hosting działa stabilniej po ostatniej rewolucji i zmianie właściciela.

Jeśli dobrze pójdzie, w czerwcu kolejne urlopy (zasłużone, ma się rozumieć) i (wreszcie!) premiera dodatku do Wiedźmina 3.
Do tego czasu może uda mi się przeczytać wszystkie zaległe komiksy, które od początku roku nabywałam drogą kupna, np. ogromne wydanie Incala czy ostatni tom Lucyfera razem z kompletem tomów wcześniejszych…

Nadrabianie Zaległości II #3 – jak Indiana, ale po trupach

Fighting the backlog!

Po stosach trupów do celu i „Uncharted 3: Drake’s Deception” ukończone. Mimo 5 lat na karku gra nadal jest bardzo piękna. Ma też niesamowitą muzykę, niestety, nie udało mi się jeszcze upolować płyty ze ścieżką dźwiękową, poszukiwania trwają.

Większych zaskoczeń nie było, nie było też momentów dzikiej frustracji: tym razem gra nie fundowała niewidzialnych helikopterów (w drugiej części „Uncharted” atakujące helikoptery potrafiły się zmaterializować w formie niewidzialnej dla kamery…. dopiero po kilku próbach pojawiały się w tej samej fazie, co bohater i dawały się zestrzelić), ale fragment „na haju” próbowałam przejść kilka razy: na koniec ratując się strzałem z rakietnicy w twarz każdego kolejno napotykanego urojenia. Polecam, bardzo skuteczne :)

Chętnie zagram w kolejną część. Drobny szczegół: wcześniej trzeba by kupić konsolę :)

Pasek postępu: