MFKiG 2017

Tegoroczny festiwal komiksu w Łodzi odbył się w połowie września, a nie na początku października, jak każe tradycja. Trwał też o dzień dłużej, bowiem rozpoczął się już w piątek, gdy ludzie pracy są w pracy. Prawdopodobnie oba te czynniki przyczyniły się do słabszej niż w ostatnich latach frekwencji. Nawet w sobotę nie było tłumów.

Plan obłowienia się na festiwalowych zniżkach częściowo nie wypalił: wielki nieobecny, sklep MV, zrobił w tym czasie bardzo konkurencyjną promocję. W efekcie większość poszukiwanych przeze mnie pozycji angielskojęzycznych kupiłam w MV po powrocie z Łodzi. Na samym festiwalu takich naprawdę konkurencyjnych cen trzeba było się naszukać: wystawcy skarżyli się, ze z racji bardzo wysokich cen najmu stoisk nie mogą zaoferować lepszych zniżek, bo im się festiwal nie zwróci.

Mimo to wróciłam ze stosikiem :) Zupełnie niespodziewanie sklep-komiksowy miał komplet „Scalped” w b. dobrej cenie. W niedzielę udało się też w końcu wynegocjować niższą cenę za „Providence”. No i kupiłam Obeliksa :)

MFKiG 2017 haul

Po autografy nie stałam, ale autorka Odmętów narysowała mi w nowym albumie kolejnego Odmęta, więc jestem zadowolona :)

Jeśli mam się skarżyć, to tylko na słabo przygotowanie zaplecze żywieniowe (3 stoliki na krzyż, wszystko pod gołym niebem, więc regularnie deszcz moczył wszystkich) i jakoś ramenu, na który poszliśmy w sobotę. Wszystkie były niesmaczne (a jedlim prawie wszystkie, które były w karcie) i zupełnie nie smakowały jak ramen. „ato ramen” polecam omijać dużym łukiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *