Pyrkon już niedługo

Jeszcze 3 dni w robocie i można ruszać nach Posen.

W tm roku konwentowy blok literacki nie porywa, ale będzie John Wick (nie ważne, o czym mówi, jest szalenie zabawny), a w programie ukrywa się Jacek Dukaj (na liście gości go nie ma). Pewnie przejdę się na spotkanie z autorem ulubionego RPGa, „Wampira: Maskarady”, i koniecznie na tayaki i dango. Jedzenie rozwiązuje wiele problemów :)

Chcę zagrać w kilka nowych planszówek i w kilka już znanych, ale granych rzadko z racji ich niewystępowania w mojej bezpośredniej okolicy (nikt ich nie ma… grrr), jak „Eminent Domain” albo „Colt Express”.

Będzie super :)

Nadrabianie Zaległości II #2 – efekt masy

Fighting the backlog!

Najpierw technikalia dotyczące serii „Mass Effect”: pierwszą część skończyłam kilkukrotnie, wielbię tę grę nad życie. W część drugą grałam raz: żniwa zabrały mi pół załogi Normandii, więc wiedziałam, że kiedyś trzeba będzie zagrać lepiej, zanim przeniosę postępy do części trzeciej. I początek 2016 to był właśnie ten moment: skończyłam ponownie ME2 (zrobienie wszystkiego w grze z kompletem dodatków zajęła mi trochę ponad 50 godzin), a potem zasiadłam do ME3 (gra z prawie wszystkimi dodatkami i areną zajęłą mi ponad 60 godzin).

Nigdy nie byłam fanką drugiej części, a teraz, po skończeniu trylogii, twierdzę, że ME2 to gra, której fabuła NIE MA ŻADNEGO ZNACZENIA. Naprawdę. Po co był ten wątek ze Zwiastunem? Po nic! Niezależnie, co robi Zwiastun, reszta Żniwiarzy już jest w drodze. Równie dobrze mógł nie wychodzić przed szereg i pojawić się razem z resztą swojej rasy w części trzeciej. Ech.

Wątku zakończenia trylogii chyba nie powinnam poruszać, choć mnie osobiście poruszył. Najpierw nie byłam w stanie podjąć decyzji, a potem i tak byłam zawiedziona. Rozumiem, że Bioware chce zrobić kolejne gry w tym świecie i dlatego pewnie nie chce definitywnie zamykać wątków różnych postaci, ale przecież mogli zrobić coś na modłę zakończenia „Dragon Age: Origin”, z podsumowaniem pomysłów na życie różnych postaci. Ech.

Sama gra, „Mass Effect 3”, podobała mi się bardzo. To już totalna strzelanka, ale tak, jak przeszkadzało mi to w części drugiej – może z racji kontrastu pierwszym „Mass Effect” – tu już byłam przygotowana.

Chcę więcej takich gier. Mogą mieć słabe zakończenia, trudno, przynajmniej czuję, że się jakoś przywiązałam do tych postaci i ich przygód. Nie to, co w „Wiedźminie 3”, gdzie miałam Ciri głęboko i dopiero dodatek, i los Olgierda von Everec wydał mi się interesujący.

Pasek postępu:

Nadrabianie Zaległości II #1 – ups, Ops, ale o co chodzi?

Fighting the backlog!

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, plan Nadrabiania Zaległości II będzie kontynuowany. Pierwszy w tym roku miał być „Wiedźmin 3”, ale że za ukończoną uznaję dopiero grę z oboma dodatkami, to z racji braku drugiego dodatku gra leży i czeka. Jest wspaniała, pochłonęła miesiąc mojego życia, ale warto było.

Nie posiadam zbyt wielu gier na Xboxa One, więc nie dziwne, że padło na „Call of Duty Black Ops III”.

Kampanię w Black Ops III można skończyć grając we czwórkę. Uzbrojeni w tajną broń (czyli Dziadka Scampa) udało nam się skończyć kampanię na Weteranie :). Hy hy.

Co do fabuły, to nadal niestety nie do końca wiem, co się wydarzyło. Zgubiłam się chyba już w trzecim rozdziale. Ale to nic. Fajnie się razem grało, choć gra testowała naszą cierpliwość, regularnie zawieszając się (samotnie lub od razu z całą konsolą), wywalając nas z sesji i ogólnie nie współpracując.

Klasyczne tryby wieloosobowe najwyraźniej przetestowano lepiej, bo tam takich przygód nie mieliśmy i nie mamy.

A sama gra? Kampanie w trybie kooperacji to zawsze plus, szkoda, że kampania to tak naprawdę opowieść o jednym bohaterze i w efekcie nie ma się poczucia, że coś się razem z drużyną osiągnęło. A tryb wieloosobowy to nic nowego, pomijając możliwość biegania po ścianach :) B. przyjemny, jeśli nie trafi się na jakiś klan wymiataczy.

Pierwszy sukces jest. Ogólnie grę skończylim już ze dwa tygodnie temu, ale jakoś o niej zapomniałam. Taką miała wciągającą fabułę.

własny Schron

Fallout Shelter

Okrutnie wciągający ten „Fallout Shelter”. Okrutnie. W autobusie nic innego nie robię, tylko zarządzam szczęściem moich ludzików. Żeby było śmieszniej w momencie premiery (dla systemu iOS w czerwcu) gra zupełnie mnie nie zainteresowała. Obejrzałam i wyłączyłam. Teraz jednak wsiąkłam konkretnie.

Dobrze, że nie zabrałam tabletu na narty, bo zamiast przeczytania w spokoju 3 książek (i 2 komiksów!) cały czas grałabym w Schron.

Podobno gra się w końcu nudzi, na szczęście ten etap jeszcze przede mną. Na wszelki wypadek Bethesda kilka dni temu wypuściła dużą łatę z masą nowych opcji – groźba znudzenia zniknęła za winklem.

Star Trek: Chaos

"Chaos on the Bridge" poster

Obejrzałam polecony mi niedawno „William Shatner Presents: Chaos on the Bridge”, dokument o pierwszych latach powstawania TNG czyli serialu „Star Trek: Następne Pokolenie”. Fascynujący seans. Wiele lat temu przeczytałam „Gene Roddenberry: The Myth and the Man Behind Star Trek”, więc napięcia i kłopoty na planie „Star Trek: The Next Generation” nie były już dla mnie tajemnicą. Jednak książka koncentrowała się na twórcy Star Treka, a dokument opowiada o wielu bohaterach walki o władzę.

Po raz pierwszy od lat na ekranie wypowiada się, nieżyjący już zresztą, Maurice Hurley, producent i scenarzysta, który na jakiś czas przejął schedę po Roddenberrym i był powodem kolejnej wojny.

Nieżyjący bohaterowie opowieści, jak prawnik Roddenberry’ego i główny czarny charakter Leonard Maizlish czy utalentowany Michael Piller, pojawiają się na ręcznie rysowanych planszach, uzupełniając historię tam, gdzie brak materiału filmowego.

W dokumencie pojawiają się też inny scenarzyści, przede wszystkim D.C. Fontana i David Gerrold oraz kilkoro aktorów, m.in. Patrick Stewart (no ba), John de Lancie czy (!) Diana Muldaur.

Seans uznaję za bardzo udany, choć dokument mógłby być dłuższy, pozostaje wrażenie niedosytu.

pikseloza

Pixel magazine - Year 1

Skończyła się moja prenumerata magazynu „Pixel” i biję się z myślami, czy należy ją kontynuować. Nie, żeby „Pixel” był zły. Nie jest. Jednak pomiędzy dwoma numerami wskrzeszonego na krótko „Secret Service” a „Pixelem” robi się coraz większa przepaść. Jakość artykułów jest nierówna, liczba anglicyzmów coraz większa, a wywiady najczęściej są bardzo słabe, jakby robione tylko dla możliwości wypisania na okładce kolejnego nazwiska. Niby to samo, co zarzucałam pierwszemu numerowi Pixela, ale po roku nic się w tej kwestii nie zmieniło.

Nadal zaczynam lekturę od końca (bo tam jest Borek i, czasem :(, Krupik. Teraz niestety ktoś zaraz po Borku (technicznie przed :)) wrzucił nowinki sprzętowe…. ych. A Krupik pisze nieregularnie, a recenzji już wcale. Rozpacz.

Mam wrażenie, że z magazynu dla dorosłych zrobił się z tego magazyn dla … trochę młodszych. Nadal są działy i autorzy, który nie zawodzą, ale całość już nie wzbudza takiego zachwytu.

Co dalej, prenumerato?

nowy stos obrazków

Jeszcze nie minął rok a już pojawiła się nowa porcja komiksów. To pewnie dlatego, że obecna zima pachnie wiosną.

2016 batch of comics

Przeczytałam ponownie wszystkie 3 tomy „Urban” (rysowniku, rysuj no szybciej!) oraz tysiącstronicowe kompendium „Rising Stars” i naszło mnie na więcej. No i takie są efekty.
Na razie skończyłam „Lazarusa” (tytuł mogli przetłumaczyć, ale i tak chcę więcej) i „Żyda Fagina” (ee, nie był tak dobry, jak słyszałam, ale rysunki ma ładne), a teraz połykam „Nową granicę”. To, co już przeczytałam, zapowiada się dobrze :)

pożywka 2.0 – migracja poczeka

Migracja danych na razie jest odłożona – nie bardzo mam czas, żeby skończyć pisać skrypt, a w pracy nie mam dostępu do większości zasobów hostingowych.
Na razie więc pożywka będzie cała nowa i dosyć pusta :)
Grunt, żeby zacząć coś pisać, potem pójdzie z górki.

pożywka 2.0 – przygotowania do migracji

Pożywka oficjalnie nabawiła się nowego silnika. Po zeszłotygodniowej awarii zaginione moduły CGI jakoś nie dają się odnaleźć, w efekcie silnik nie działa. Ile można czekać…

Na szczęście baza jest nienaruszona i w pełni dostępna, stąd plan zmigrowania wpisów bezpośrednio z bazy starej pożywki do nowej bazy.

Nowy silnik to najnowsza wersja WordPressa. Dużym plusem jest język, w którym napisano WP, PHP znam znacznie lepiej od CGI, więc ewentualne poprawki czy pluginy nie będą zajmowały tyle czasu.

Na razie rysuję sobie model danych MT i planuję scenariusz ataku. Grunt, to się nie narobić.